Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Józefa Hennelowa

Co odbudować najpierw?

Kiedy za ścianą słyszę sąsiada rozpoczynającego energiczne kucie w niedzielne przedpołudnie, mój zły humor nie jest wymierzony w fakt, że ktoś tam - nieznany mi nawet z twarzy - wchodzi oto w kolizję z trzecim przykazaniem. Prócz dyskomfortu zakłóconego spokoju odnajduję w sobie jednak i rodzaj oburzenia na jakiś grubiański gwałt: oto demonstracyjnie łamana jest norma obyczaju, który od tak dawna grube i hałaśliwe prace fizyczne w dzień niedzielny uznaje za barbarzyństwo. Głęboko zakorzenione kultury ten rejestr spraw wykluczonych w dzień święty miały precyzyjnie ustalony i zakodowany. Na wsi za mojego dzieciństwa nie było żadnych niejasności: z pola zbierano w święta tylko za specjalnym pozwoleniem proboszcza, gdy groziła klęska, na przykład gdy wreszcie po słotach przebłysnęły godziny pogody. Górale za mojej pamięci wykluczali jazdy gdzieś dalej w pierwszy dzień Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy: konie też miały odpoczywać. Kiedy czytam uliczne sondy, w których ktoś na pytanie, czego nie robiłby w niedzielę, odpowiada bez wahania: wielkich porządków - wiem, że to jeszcze resztki tamtego mądrego obyczaju, bez żadnych rozumowań wyczuwającego, co dniowi świętemu nie przystoi.

Ważne: obyczaj taki obowiązywał wszystkich, niezależnie od stopnia ich własnego przekonania. Winni byli po prostu uznać i podporządkować się. W dzisiejszym skupieniu uwagi na zjawisku odwiedzania supermarketów w niedziele, uznanym, co ciekawe, za klasyczny objaw łamania dnia świętego, odczytać można chyba to właśnie poczucie, że powszechny wymiar niedzielności ulega naruszeniu - wszak klienci nie muszą być katolikami, więc nie byłoby uprawnione sondowanie ich, czy w swoim mniemaniu grzeszą przez to czy nie. Ciekawe zresztą, jak to oceniłyby autorytety: zło w czynności kupowania (a może tylko odwiedzania magazynów), czy też w samym fakcie, że stoją one w święto otwarte? Ktoś powie natychmiast, że przecież kiermasze odpustowe, przecież aukcje na dobre cele itd. - praktykę nietrudno zakwestionować, ale zasadę na pewno można.

To samo z formułą nie spełniania w święto pracy zarobkowej: ileż wyjątków od razu. Wyjątków także po to, by święcenie dnia świętego wypadło okazalej, na przykład dało rodzinie więcej pięknych przeżyć. Niech nikt nie udaje, że sam sobie starczy: chciałoby się zabrać swoich tam gdzie ciekawie i ładnie, na przykład do muzeum udostępniającego zwiedzającym bliższy kontakt z eksponatami, na występy artystyczne, ale wtedy "ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś" to przecież oczywiste. Niech mi wreszcie nikt nie wmawia, że tak pożądane przeżycia rodzinne nie wymagają trudu z niczyjej strony: a obiad niedzielny, ten jak najbardziej tradycyjny i chwalebny?

Zastanawia mnie wreszcie, dlaczego w wołaniu o domową, rodzinną i świąteczną niedzielę nie słychać na razie wytykania nikomu stylu telewizyjnego. Prawda, mamy nareszcie w niedzielnym programie "Anioł Pański z Papieżem" i parę innych dobrych punktów, ale jeśli człowiek ma w ten dzień "wyjeżdżać na głębię", jak nakazuje Ewangelia, szukać prawdy o sobie, odnajdywać bliskość z osobami, wśród których żyje - to na pewno nie telewizja mu w tym pomoże. Nawet ta najpiękniej prosząca, abyśmy to z nią właśnie spędzili a to przedpołudnie, a to cały dzień do nocy.

Rzecz w tym chyba, że pytanie: co to jest odświętność, natychmiast musi być uzupełnione drugim: jeśli mniej więcej wyczuwam, co to jest, czy zależy mi na niej? Bez tego potwierdzenia żadne programy narzucone przez innych nie udadzą się, niestety. Odświętność jest najgłębszą potrzebą człowieka, ale może on o tym zapomnieć gruntownie i na długo.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: niedziela świętowanie sakrament felieton dzień święty telewizja porządki
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W