Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Bożena Gierat-Bieroń

RODZINNA ZGODA PO IRLANDZKU

Obiegowa opinia głosi, że współczesny Irlandczyk to homo oeconomicus, dbający jedynie o odpowiednią lokatę kapitału, że synowie Michaela Collinsa rebelianckie mundury zamienili na garnitury i obracają unijnymi pieniędzmi. Na szczęście sztuka irlandzka zaprzecza temu obrazowi. XXXI Dublin Theatre Festival pokazał, że istnieje dziewicza dusza szmaragdowej wyspy, tęskniąca do wiecznych wartości.

Irlandczycy cierpią na rozdźwięk między szybkim tempem życia, narzucanym przez metropolię dublińską a swym nostalgicznym charakterem narodowym. Ta "duchowa niekompatybilność" znajdowała artystyczną artykulację podczas festiwalu, który, jeśli chodzi o sztuki irlandzkie, prezentował spektakle realistyczne, posługujące się tradycyjnymi środkami ekspresji, opowiadające proste fabuły, wyrażające pragnienie powrotu do "sielankowej" przeszłości. Twórcy postanowili spojrzeć na samych siebie, stworzyli autoportret Irlandczyka lat 90. Pytali o wrażliwość człowieka na cywilizacyjnym rozdrożu, z jednej strony tkwiącego w ludowej tradycji i katolickiej kulturze, z drugiej - w oku informatycznego i technologicznego cyklonu, o tożsamość wyspiarza, nacjonalisty, uprzedzonego "antybryta", mieszkańca obrzeży Europy. Kwestia identyfikacji narodowej ma dla Irlandczyków szczególne znaczenie, gdyż pozostaje bieżącym problemem politycznym. Dlatego artyści musieli popatrzeć na swój kraj przez pryzmat kontaktów z sąsiadami zza mórz i własnych bolączek.

jesteśmy brudasami

W trakcie dublińskiego festiwalu niezależne grupy teatralne pokazywały najnowsze premiery. Można było zobaczyć to, co obecnie dzieje się na irlandzkiej scenie i co, zdaniem krytyków, jest tu najlepsze. Epickim przedsięwzięciem była trylogia dublińska Paula Merciera, przygotowana przez Passion Machine Theatre Company. Spektakl-tryptyk ("Buddleia", "Kitchensink" i "Native City") - podobnie jak nowa sztuka Michaela Hardinga "Amazing Grace", reżyserowana przez Briana Brady - to filary tegorocznego festiwalu. Obydwa przedstawienia, choć różnorodne pod względem stylu, próbowały zdefiniować przemiany świadomości społeczeństwa zarówno południowej, jak i północnej Irlandii. Mercier wykreował kalejdoskop realistycznych scen, które stworzyły kompleksowy obraz dzisiejszego Dublina. Reżyser zastanawia się nad skutkami duchowej metamorfozy mieszkańców stolicy, którzy w 1903 r. niechętnie gościli Królową Wiktorię, w 1916 r. wszczynali Powstanie Wielkanocne, a potem budowali niezależne państwo. Dziś, kiedy przeżywają rozkwit gospodarczy, kwestią kluczową jest irlandzki szowinizm, przekładający się choćby na niechęć wobec bośniackich gastarbeiterów, traktowanych w Irlandii ze szczególną wrogością.

"Amazing Grace" to sceniczny hit, pełen sarkastycznego dowcipu i pomysłowych rozwiązań inscenizacyjnych. Sztuka opowiada o lokalnej społeczności małego miasteczka w Ulsterze. Fikcja miesza się tu z rzeczywistością, marzenia o praworządnym państwie przeplatają z historycznymi obsesjami nienawiści do Brytyjczyków, które symbolizuje bitwa pod Vinegar Hill z 1798 r. W sztuce istotne są dwa wątki: zwaśnionych koleżanek, które pielęgniarka Ailish będzie namawiać do udziału w ekumenicznym chórze, uświetniającym 200. rocznicę bitwy oraz patologicznego związku Tima, milicjanta Royal Ulster Constabulary (RUC) z Eddiem, który Timowi przypomina jego zabitego w zamieszkach syna. Stopniowo uczucia przekształcają się w homoseksualne uzależnienie. Protestantka Daphne z trudem zgadza się, by w chórze śpiewała też Sheila, podejrzewana o kontakty z IRA, a już zupełnie nie do pomyślenia będzie dla obydwu, by na próbę przyszedł zaproszony przez Ailish Tim, pozostający po drugiej stronie politycznej barykady. Tim będzie ofiarą nienawiści katolików do momentu, kiedy sam nie pokaże sadystycznych zapędów uczenia Irlandczyków higieny. Wtedy anielsko spokojna Ailish nie wytrzyma i "wypluje" mu w twarz swoje znamienne "Because we are dirty, dirty, dirty..." ("ponieważ jesteśmy brudasami...") i niejako podważy dotychczasowe wysiłki uczenia ludzi zgody. Sztuka kończy się samobójstwem Tima, spowodowanym poczuciem moralnej przegranej po uświadomieniu sobie, że nie jest lepszy od wrogów, bądź bezsilnością wobec świata, w którym wszyscy nienawidzą wszystkich. Sztuka Hardinga to jeszcze jedna pozycja na liście irlandzkich dramatów, dla których tłem wydarzeń jest uwikłanie społeczeństwa w politykę. Konwencję realistycznego opisu bieżących faktów zapoczątkował w Irlandii Sean O’Casey, zwany "Szekspirem slumsów". W podobnym duchu pisał Brendan Behan. Problematyka rozliczania Brytyjczyków z wyrządzonych Irlandii krzywd często gości na dublińskich scenach. Jest okazją do refleksji nad skutkami niewłaściwego rozwiązania sporów religijnych czy społecznych, wynikającego z użycia autorytarnej władzy.

Pełen świetnych kreacji aktorskich, zwłaszcza słynnego w Irlandii Nialla Toibina, był "The Salvage Shop", przedstawiony w Dublinie przez Red Kettle Theatre Company z Waterford. Salvage Shop, czyli sklep z klamotami, prowadził Sylvie, dyrygent lokalnej orkiestry kameralnej. Teraz, nieuleczalnie chory, pragnie, by przejął po nim stanowisko syn, Eddie. Ten nie chce się na to zgodzić. Przygotowuje jednak na cześć ojca koncert z udziałem Pavarottiego. Eddie kupuje telefon, faks, zamienia rupieciarnię w biuro producenta koncertowego i jak tonący brzytwy czepia się myśli, że sprawi ojcu taką niespodziankę, iż zrezygnuje on ze swych żądań. Finał jest zaskakujący. Pavarotti nie przyjeżdża, koncertem kieruje Eddie, podekscytowani domownicy wracają do Salvage Shop. Kiedy Sylvie wyciąga rękę do syna, by mu podziękować za wzruszające chwile, batuta, którą do tej pory trzymał, zostaje w dłoni Eddiego. "Marnotrawny" syn nie cofa się przed jej przyjęciem.

tęsknota

Sztuki irlandzkie wydają się być sentymentalne. Nie jest to jednak sentymentalizm grający na tanich uczuciach przywiązania do rodziny, ale dojmująca tęsknota za przebrzmiałymi, z punktu widzenia współczesnej wrażliwości, wartościami miłości i zgody. To powrót do tego, co przyjęło się nazywać "irlandzkością", czyli poszukiwania kulturowego archetypu zielonej wyspy, czerpania inspiracji z celtyckich legend, ludowych podań, folkloru, chrześcijańskiej tradycji i gaelickiego języka. Istotny jest wątek plebejski, ze względu na specyficzne użycie słowa. Bohaterów najnowszych dramatów cechuje nadmierna gadatliwość, krzykliwość i głośność. Pisarką nawiązującą do prototypów kulturowych środkowej Irlandii oraz tamtejszych obyczajów językowych jest Marina Carr, pochodząca z County Offaly. Najnowszy jej tekst "By the Bog of Cats" został wyreżyserowany przez dyrektora The Abbey Theatre Patricka Masona. "Kocie Bagno" to irlandzki wariant historii Medei. Cyganka Hester nie może pogodzić się z faktem, że kochający ją niegdyś Carthage chce poślubić inną kobietę i zaadoptować ich jedyną córkę, Josie. Hester to istota nieokiełznana, tkwiąca w znanym tylko sobie świecie czarów i przesądów. Jej osobowość jest mieszanką dzikich instynktów i uczuć, połączonych z nadmierną skłonnością do alkoholu, wyuzdania i wulgarności języka. To kobieta, która nie mogąc obronić miłości, niszczy samą siebie. Hester wierzy, że łączy ją z Carthage’em czarowna więź, były mąż zaś uważa, że Hester jest alkoholiczką i nie umie wychowywać dzieci. Bohaterka nie chce pogodzić się z losem; jako druga panna młoda pojawia się na ślubie Carthage’a i Carline, każe też Josie ubrać białą komunijną sukienkę. Symboliczna niewinność tych dwóch postaci zostanie skontrastowana ze złowrogim krajobrazem skutego lodem torfowiska i skłębionych groźnie chmur, na tle których odbywa się przyjęcie weselne. Scenografia pozostaje niezmienna, co podkreśla antyczną jedność miejsca (akcja dramatyczna jest rozpisana między zorzą poranną a zmierzchem). Wypędzona z wesela Hester decyduje się na desperacki krok. Podpala dom, potem zabija siebie i Josie.

Sztuka Carr domyka tradycję literacką dramatów Johna Milingtona Synge’a, opowiadających o wiejskiej społeczności wyspy Aran na Atlantyku, kultywującej celtyckie rytuały. Przypomina też klimat dramatów Martina McDonagha. We wszystkich tych przypadkach można mówić o odgrzebywaniu zapomnianych typów ludzkich. Carr zwraca uwagę na tzw. travellers, czyli Cyganów, zamieszkujących środkową część kraju, uchodzących za wymierającą grupę społeczną. Ich kulturę, opartą na zasadach przywiązania do ludzi, a nie do miejsca, traktuje jako antidotum na rozwichrzenie etyczne współczesnych Irlandczyków.

przepis na rzeczywistość

Dublin ma teatr staromodny, w którym roi się od nawiązań literackich i przetwarzania tych samych wątków dramatycznych. Ciągle bardzo ważne są przejrzyste charaktery, zwraca się uwagę na czytelność akcji, a nade wszystko na logikę relacjonowanych wypadków w imię świętej story telling tradition. Artyści nie traktują scenografii, oświetlenia, muzyki jako komponentów, które mogą odegrać szczególną rolę w spektaklu albo nawet posłużyć jako podstawowe tworzywo w kreowaniu fikcyjnego świata. Najważniejsi są zawsze ludzie i ich sprawy. Pozostałe rzeczy to tło, często statyczne i koturnowe.

Tematyka spektakli spełnia oczekiwania widzów, którzy pragną, by ze sztuki wynikała nauka moralna. Chcą usłyszeć ze sceny przepis na rzeczywistość i nie widzą w tym niczego anachronicznego. Wydaje się, że im bardziej Irlandia przybiera postać biurokratycznego molocha, tym bardziej jej mieszkańcy pragną przeżywać w teatrze duchowe oczyszczenie. Z drugiej strony łakną sztuki nowoczesnej, to znaczy takiej, którą nazywają "kontynentalną", przez co rozumieją nieskrępowaną erupcję wyobraźni artysty, działającą bardziej na zmysły niż na intelekt widza oraz wykorzystującą cielesne możliwości aktorów i nowe sposoby ekspresji. Jednak tego rodzaju teatr nie jest zjawiskiem częstym na tamtejszej profesjonalnej scenie. Do pewnego stopnia jest postrzegany jako zagrożenie dla ukonstytuowanej sztuki mieszczańskiej. Artyści irlandzcy staną wkrótce przed koniecznością odpowiedzi na potrzeby współczesnego widza, ale jak na razie dość dobrze czują się w kostiumie rodzimej tradycji dramatycznej o liryczno-fantastycznej proweniencji. Zdają się powtarzać za Seamusem Heaneyem: "utrzymuj dalej ten dystans, który niegdyś przyjąłeś. Bądź tym, czym byłeś zawsze: Drobnym drozdem opierającym się burzom, czujnym na zmiany pogody Okiem poezji".


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Europa kultura Irlandia Ulster katolicyzm artysta protestant XXXI Dublin Theatre Festival dziewicza dusza nacjonalista Dublin
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W