Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Michał Okoński

SIOSTRA MAŁGORZATA NA CENZUROWANYM

"Przymus zamiast pomocy" - zatytułowała "Gazeta Wyborcza" (29 grudnia 1998) notatkę o liście otwartym Centrum Praw Kobiet w sprawie sytuacji w niektórych schroniskach dla samotnych matek i kobiet bezdomnych. List postuluje m.in. kontrolę nad wydawaniem publicznych pieniędzy tak, aby nie były z nich finansowane ośrodki, w których łamane są prawa człowieka - np. prawo do wolności osobistej czy prawa rodzicielskie.

Wielu działaczy społecznych przyznaje, że są domy dla bezdomnych, w których brak dyscypliny i kontroli ze strony gospodarza doprowadził do uniezależnienia mieszkańców (często byłych kryminalistów) w takim stopniu, że zapanowała tam podkultura więzienna. Są też i takie miejsca, w których gospodarz nie chce pomagać mieszkańcom w wychodzeniu z bezdomności i usamodzielnieniu się, bo utworzona przez niego "wspólnota bezdomnych" stała się ważniejsza niż ich losy. Ktoś, kto kieruje schroniskiem, otrzymuje ogromną władzę. To rodzi okazję do nadużyć: skoro mam do czynienia z ludźmi słabszymi, mogę nimi manipulować; skoro zapewniam dach nad głową i jedzenie, mogę w zamian oczekiwać nieodpłatnej pracy. Wydaje się więc, że temat zasługuje na poważne potraktowanie. Tylko dlaczego na "ławie oskarżonych" Centrum Praw Kobiet umieszcza Wspólnotę Chleb Życia i jej polską przełożoną - siostrę Małgorzatę Chmielewską?

"Wiele organizacji wychodzi z założenia, że przebywające w ich domach kobiety wymagają resocjalizacji, a przecież większość z nich szuka schronienia z powodu przemocy, jakiej doznały w domu" - mówi "Gazecie Wyborczej" Urszula Nowakowska z Centrum Praw Kobiet. To zaledwie pół prawdy. "To, że ktoś jest w trudnej sytuacji nie oznacza, że jest święty - nie pije, nie kłamie, nie kradnie, nie cudzołoży" - przypomina Siostra Małgorzata. Jej zdaniem, największym niebezpieczeństwem przebywania w schroniskach może być wytworzenie się w mieszkańcach postawy roszczeniowej ("mnie się wszystko należy, bo jestem biedny"). Dlatego, pamiętając o autentycznym cierpieniu bezdomnych, należy stawiać im wymagania: "Dawanie i nie oczekiwanie niczego w zamian też może być formą zniewolenia". Sam, gdy przygotowywałem dla wydawnictwa Znak książkę rozmów z siostrą Chmielewską, byłem świadkiem awantury, podczas której moja rozmówczyni przypominała mieszkankom o konieczności oszczędzania prądu i gazu. Represje i łamanie praw człowieka? A może troska o przyszłość kobiet, które (co daj Boże) po opuszczeniu schroniska będą musiały gdzieś mieszkać i płacić rachunki?

Myślę, że stawiane mieszkańcom schronisk Wspólnoty Chleb Życia wymagania są zgodne ze społecznym poczuciem sprawiedliwości. W liście Rady Opiekuńczej dla Bezdomnych przy Prezydencie Warszawy, skupiającej organizacje pozarządowe zajmujące się bezdomnymi na terenie stolicy, czytamy: "Większość obywateli i obywatelek tego kraju pracuje zawodowo, wstając wcześnie do pracy, opłaca czynsz, energię elektryczną, przewija niemowlęta, wychowuje dzieci, pierze, gotuje i sprząta. Nie widzimy więc powodu, żeby mieszkańcy naszych domów nie robili tego samego, o ile zdrowie psychiczne i fizyczne im na to pozwala". Bardzo wielu bezdomnych - np. wychowanków domów dziecka - uczy się tych podstawowych czynności dopiero w schronisku. "W tym właśnie wymaganiu normalnego traktowania siebie i innych widzimy walkę o ich godność" - piszą w odpowiedzi na list Centrum Praw Kobiet członkowie Rady Opiekuńczej, przypominając prawdę skądinąd oczywistą, że "współżycie społeczne to nie tylko prawa, ale i obowiązki".

Schroniska prowadzone przez Wspólnotę nie są jedynymi - ktoś, komu nie odpowiada panujący w nich regulamin, zawsze może się przenieść. Regulamin zresztą nie jest zbyt ciężki, a egzekwujący go zawsze starają się brać poprawkę na ludzką słabość. Po prostu: ci, którzy mogą, muszą na jedzenie zapracować (jeśli nie mogą znaleźć pracy na zewnątrz, muszą robić coś w domu - ugotować, posprzątać, zadbać o dzieci). Powodem usunięcia ze schroniska może być picie alkoholu lub używanie przemocy: fizycznej i słownej. "Najbardziej stanowczo reagujemy na przemoc psychiczną - tłumaczy siostra Chmielewska - terror i wprowadzanie podkultury więziennej, gdzie silniejsi próbują manipulować słabszymi. Za coś takiego wylatuje się bez prawa powrotu". W innych przypadkach członkowie Wspólnoty starają się nie usuwać mieszkańców (zwłaszcza zimą i zwłaszcza kobiety) lub usuwać tylko na określony termin - tydzień, miesiąc.

Wśród punktów regulaminu jest i ten, zobowiązujący bezdomnych do obecności w kaplicy. Ale na pytanie, czy można wylecieć za nieprzystępowanie do sakramentów, Siostra Małgorzata odpowiada krótko: "Niech pan nie żartuje". Prośba o obecność na jednej z modlitw nie oznacza zobowiązania do praktyk. "Osoby niewierzące i innych wyznań lub religii proszone są o wykorzystanie tego czasu na wyciszenie się i osobistą refleksję" - czytamy w regulaminie. "Pokazać im drogę do Boga, do Kościoła, mogę tylko przez świadectwo - przez to, kim staram się być, przez mój osobisty związek z Bogiem. Na pewno nie przez »nawracanie na siłę«" - mówi Siostra Małgorzata.

Bodaj najważniejszy wymóg, jaki stawia się mieszkańcom czterech domów Wspólnoty to, jak mówi przełożona, "załatwianie swoich spraw": nie tylko poszukiwanie pracy, ale także rozpoczęcie starań o zasiłek, alimenty, miejsce w domu pomocy społecznej; zgoda na rozpoczęcie leczenia psychiatrycznego czy (w przypadku alkoholików) odwykowego. "To nie jest uczenie postawy roszczeniowej, tylko przyzwyczajanie ludzi do tego, że mają swoje prawa. Pierwszy krok do podźwignięcia się: uświadomienie sobie swojej godności" - wyjaśnia siostra Chmielewska. Zabawne: ktoś oskarża ją o naruszanie praw człowieka...

*

Centrum Praw Kobiet upomina się o wprowadzenie minimalnych standardów, jakim powinny podlegać placówki zajmujące się bezdomnymi i ofiarami przemocy. Oczywiście: można podwyższyć standard - wyremontować budynki i zmniejszyć ilość łóżek w pokojach - po prostu nie przyjmując tych wszystkich, którzy przychodzą zimą i nieraz muszą leżeć na materacach w korytarzu. W końcu formalnie nie ma już miejsc... Można też nie przyjmować matek z dziećmi, które we własnym domu przeszły piekło: wtedy meble i ściany nie byłyby niszczone przez nadpobudliwe pociechy.

"Dajcie spokój siostrze" - napisał w "Gazecie Wyborczej" Wojciech Tochman. Na pewno warto dyskutować o prawach człowieka i wskazywać na przypadki ich naruszenia, ale najpierw należałoby rzetelnie zmierzyć się z trudnościami, na jakie napotykają ludzie, usiłujący wyjść z bezdomności: z brakiem mieszkań (także socjalnych), przewlekłymi postępowaniami sądowymi dotyczącymi ofiar przemocy (czy to nie Centrum Praw Kobiet Siostra Małgorzata prosiła o pomoc prawną w takich przypadkach już kilka lat temu?), oczekiwaniem na miejsca w domu pomocy społecznej (w przypadku mężczyzn z Warszawy i okolic - 10 lat), brakiem pracy... Takich problemów nie rozwiążą listy otwarte czy - już z innej beczki - przyznawane co roku w ekspresowym tempie dotacje rządu, gdy media nagłośnią przypadki zamarzających na ulicach bezdomnych.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: prawa człowieka godność bezdomny resocjalizacja schronisko Centrum Praw Kobiet Wspólnota Chleb Życia Małgorzata Chmielewska subkultura Rady Opiekuńczej dla Bezdomnych