Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Grażyna Groth

Przybysza ugościć...

Współczesne ruchy i wspólnoty świeckich

"Catholic Worker wierzy
W łagodny personalizm
Tradycyjnego katolicyzmu
Catholic Worker wierzy
W osobiste zobowiązanie
Do troski
O potrzeby naszych braci
Catholic Worker wierzy
W codzienne praktykowanie
Dzieł Miłosierdzia"

Tak zdefiniowane zostało przesłanie jednego z najciekawszych zjawisk, które zaistniały w XX wieku w amerykańskim Kościele katolickim, Catholic Worker Movement (nazwa ruchu przetłumaczona na polski jako "Katolicki Robotnik" czy też "Pracownik" nie oddaje chyba dobrze ducha oryginału, stąd pozwolę sobie używać w tekście raczej nazwy amerykańskiej).

W grudniu 1932 roku w Nowym Jorku doszło do spotkania dwóch niezwykłych postaci. Do drzwi Dorothy Day, świeżo nawróconej na katolicyzm dziennikarki wywodzącej się z anarchizującego, komunistycznego środowiska, zapukał Peter Maurin, "francuski wieśniak" -jak o sobie mówił - myśliciel, wędrowiec, dawniej nauczyciel, doskonale obeznany ze współczesną teologią, filozofią oraz polityką. Dorothy szukała odpowiedzi na pytanie, jak zrealizować w praktyce idee, które odkryła przez doświadczenie swojego nawrócenia. Peter potrzebował kogoś, kto gotów byłby wysłuchać jego idealistycznych zamysłów, kto potrafiłby wcielić je w życie. Wymiana myśli, marzeń i projektów, w końcu niezwykła przyjaźń, doprowadziły do powstania Catholic Worker. Ruch ten zajmuje się prowadzeniem Domów Gościnności (Houses of Hospitality) - miejsc, w których bezdomni mogą znaleźć dach nad głową, a głodni, bezrobotni codziennie otrzymać zupę wydawaną na jednej z ulic Nowego Jorku, a także rodzinnych farm na wsi (farm communes). Równolegle do tych inicjatyw podjęto też publikowanie pisma zatytułowanego właśnie "The Catholic Worker", co miało służyć precyzowaniu i artykułowaniu refleksji nad współczesnym społeczeństwem oraz rolą w nim Kościoła. Poprzez takie najprostsze działania możliwe było życie w zgodzie z ewangelicznym przesłaniem, które odnajdujemy u św. Mateusza o nakarmieniu głodnego i przyjęciu przybysza. Dzieła miłosierdzia, o których mowa w Ewangelii, muszą być spełniane na co dzień, jeśli serio traktuje się swoje chrześcijańskie powołanie, a tak właśnie pojmowała je Dorothy Day, której fenomen polegał "nie tyle na tym, co pisała, nawet nie na tym, w co wierzyła, ale na fakcie, że nie było różnicy między tym, w co wierzyła, co pisała i sposobem, w jaki żyła".

Ruch powstały przed kilkudziesięciu laty - mimo iż jego struktura nie jest właściwie zinstytucjonalizowana, a jego członkowie nie płacą składek czy nie odbywają dorocznych zebrań - istnieje nadal. Dość powiedzieć, że ma charakter ekumeniczny, posiada dziś w Stanach Zjednoczonych kilkadziesiąt domów oraz farm, a pismo, jak u początków, sprzedawane jest za symbolicznego centa. W dalszym ciągu co piątek odbywają się też panelowe spotkania, na które zapraszani są ludzie religii, filozofii, kultury, by kontynuować refleksję nad współczesnym Kościołem i społeczeństwem.

t

O tym, że życie w duchu ewangelicznych błogosławieństw jest możliwe i dziś, przekonałam się odwiedzając domy Catholic Worker, które od kilku lat istnieją także w Europie.

Żeby odnaleźć taki dom w Amsterdamie trzeba przedostać się na przedmieście. Jadąc metrem, w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że jestem jedyną białą osobą w przedziale, dookoła mówi się po niderlandzku, ale także w językach Azji czy Afryki. Ogromne blokowisko złożone z długich szarych budynków niczym nie różni się od tego, które odstrasza przybyszów w moim rodzinnym Gdańsku. Kilometrami ciągnące się korytarze, pełne pustych puszek i papierów, tysiące podobnych do siebie drzwi. Ten widok nie ma nic wspólnego z idyllicznym obrazem Holandii, który wyniosłam z wizyty u mojego przyjaciela w małym miasteczku nieopodal Delft. Jest to osiedle, z którego kilkanaście lat temu wyprowadzili się rodowici Holendrzy, zostawiając je biedniejszym przybyszom z innych kontynentów.

W drzwiach powitała mnie gościnnie młoda dziewczyna. Wkrótce wszyscy razem - domownicy i goście - zasiedliśmy do wspólnej, prostej kolacji. Moje spojrzenie przyciągnęła wielka tablica znajdująca się na ścianie stołowego pokoju z napisem: "Jeżeli w waszym kraju osiedli się przybysz, nie będziecie go uciskać. Przybysza, który osiedli się u was, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował, jak siebie samego" (Kapł. 19,33-34). Kiedy tego wieczoru przy stole zgromadziło się osiemnaście osób reprezentujących trzynaście narodowości, zdałam sobie sprawę, że nie są to jedynie puste słowa.

Specyfiką europejskich placówek Catholic Worker jest właśnie przyjmowanie pod dach bezdomnych - przybyszów: emigrantów, szukających azylu, mieszkańców innych kontynentów, którzy najczęściej z racji prześladowań politycznych czy religijnych zdecydowali się opuścić swój kraj. Często nie posiadają dokumentów, nie znają języka, czasem przez miesiące czy nawet lata oczekują na decyzję o udzieleniu im azylu. Często jednak okazuje się, że jest to decyzja odmowna i oznacza deportację do innego kraju bądź próbę nielegalnego przetrwania: bez oficjalnej pracy, ubezpieczenia, środków utrzymania, a więc nieustającą niepewność jutra. Wśród uchodźców przeważają osoby młode, ale zdarzają się też samotne matki z dziećmi albo całe rodziny. Kilkanaście takich osób znalazło schronienie w Jeanette Noel Huis w Amsterdamie.

Trójka Holendrów, gospodarzy domu żyje na co dzień problemami przybyszów. Pomagają znaleźć pracę lub szkołę, redagują pisma do urzędów, szukają lekarzy, którzy gotowi są zaopiekować się ludźmi "bez papierów", jak popularnie nazywa się nielegalnych przybyszów, ale też wspólnie wychodzą z dwójką "domowych" dzieci na plac zabaw lub wybierają się w sobotnie popołudnie nad jezioro. W ten sposób ludzie, którym oficjalne, rządowe instytucje do spraw emigrantów nie umieją lub nie chcą pomóc, w Catholic Worker znajdują po prostu normalny dom...

Wieczorem następnego dnia udało się nam uczestniczyć w kolacji w specjalnej jadłodajni nazywanej "no papers". Jest to wspólna inicjatywa Holendrów pracujących z imigrantami oraz osób pozbawionych możliwości legalnego zarobku, które mogą pokazać, że pracy się nie boją i są dobre w swoich zawodach. Otóż trzy razy w tygodniu mają okazję pracować jako kucharze czy kelnerzy i zapraszać gości na przygotowany przez siebie posiłek. Dowodem na popularność tej niezwykłej knajpki był fakt, że musieliśmy wraz z przyjaciółmi poczekać, żeby zwolnił się jeden stolik...

Przyjęcie przybyszów, odwiedzanie osób osadzonych w obozach dla uchodźców oraz udział w pracach i manifestacjach pokojowych (a pacyfizm oraz podejmowanie protestów bez jakiejkolwiek przemocy - "non-violence action" od początku wpisane były w działania ruchu) stanowi główne zajęcie zaangażowanych w Catholic Worker.

W środę w południe wspólnie z jednym z przyjaciół domu, starszym salezjańskim księdzem, na rowerach wybraliśmy się do centrum miasta, by wziąć udział w cotygodniowym, odbywającym się od czasu rozpoczęcia wojny w Zatoce Perskiej czuwaniu - proteście przeciw sprzedaży broni przez holenderskie koncerny. Jakże ogromne było moje zdziwienie, kiedy przed siedzibą amsterdamskiej giełdy zobaczyłam grupkę starszych osób, które trzymały napis mówiący o zaprzestaniu produkcji i sprzedaży broni. Przez godzinę stali tak w milczeniu przyciągając ku sobie spojrzenia przygodnych przechodniów. Na koniec odmówiona została krótka modlitwa inspirowana słowami świętego Franciszka z Asyżu. "Pokój i dobro" życzono sobie nawzajem na zakończenie. To pokojowe czuwanie podjęte przed laty, kontynuowane nieprzerwanie każdego tygodnia, obecność osób w podeszłym wieku, wśród których notabene znajdowały się inspiratorki całego przedsięwzięcia, franciszkańskie siostry, i przejmująca cisza, wszystko to tworzyło klimat zupełnie odmienny od klimatu demonstracji, do których przyzwyczajeni jesteśmy w naszych społeczeństwach. Bez agresji, bez flag i transparentów, bez wykrzykiwania haseł, słów, które bywają nierzadko złośliwe czy obelżywe. Taka forma protestu jest również możliwa i może bardziej jeszcze pobudzająca do refleksji niż ogromne, nagłośnione pochody.

"Dzieła miłosierdzia i bezpośrednie działanie, a dzieła miłosierdzia jako najbardziej bezpośrednia forma działania powinny cechować współczesnego chrześcijanina", pisał przed sześćdziesięciu laty w jednym ze swoich esejów Peter Maurin. Słowa te przekształcają się w konkretne zaangażowania w codziennym życiu niespokojnych czy gniewnych, jak mówi się o nich często, chrześcijan z Catholic Worker. Jak kiedyś Dorothy Day, tak oni dziś realizują ewangeliczne przesłanie o ubóstwie, gościnności i pokoju, a miejsca, w których żyją i pracują, niewątpliwie pozostają znakami nadziei...



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: miłosierdzie katolicyzm Catholic Worker Movement bezdomny
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W