Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Adam Boniecki MIC

DONIOSŁOśĆ RZECZY NIEWAŻNYCH

Najnowsza książka Hanny Krall "Tam już nie ma żadnej rzeki"... Znów o Żydach? Przecież Krzysztof Kieślowski tłumaczył jej, dlaczego o Żydach nie powinna pisać: "Żydostwo - mówił - zakłada tragedię... Żadna skala tragedii nie jest zaskakująca, bo tego właśnie oczekujemy od żydostwa. Pojawia się tylko pytanie: jak do tragedii dochodzi. Odpowiedź jest ciekawa, ale również zaspokaja nasze zapotrzebowanie na niesamowitość, przypadkowość, czy nawet wzniosłość tragedii. Smutek, nostalgia, jaskrawa niesprawiedliwość jest wpisana w żydostwo i trudno być zaskoczonym niespodziewanym zwrotem..." Potem, jakby przestraszony tym, co powiedział, starał się wycofać: "Wiem, że musisz to robić i masz rację..."

Tytuł książki mówi o przemijaniu: "...będzie siedział, wpatrując się w przeciwległy brzeg. O zmroku wróci na dworzec. Zdrzemnie się w pociągu i usłyszy głos, który pojawiać się będzie w jego snach przez resztę życia: - nie trzeba tam iść. Tam już nie ma żadnej rzeki".

Czyli o przemijaniu. O zdumiewającym przemijaniu, które nie podlega prawom czasu: "Wszystko, co zdarzyło się potem, podlegało prawom czasu. A wszystko, co przedtem, pozostaje niezmienne, nieruchome na zawsze. Co przedtem - jest. Co potem - było. Dlatego czeladnicy Icchak i Lejbuś wciąż pochylają się nad maszynami. Cypa tańczy na podwórku i nie przestaje tańczyć..."

Było, jest. Pozostaje? Gdzie? "Opowiedzcie mi coś", prosi swych czytelników Hanna Krall. Czytelnicy opowiadają, a ona zapisuje. Zapisuje opowiadania doktora Izaaka Nachumowicza Klajnera, opowiadania reżysera filmowego, innych. A więc utrwalenie tego, co zostało w pamięci? Wspomnienia tych, którzy... ale nie. Nie jest to przecież po prostu zbiór opowieści z czasu Zagłady, nie jest to zbiór wspomnień. Już raczej opowieść o tym, co prawom czasu nie podlega. "Doniosłość rzeczy nieważnych - zapachów, twarzy sąsiadów z Farnej, odświętnej sukni babci Chaji, aksamitnej, ciemnej, z gipiurowanym kołnierzem..."

To wszystko nadal istnieje. Gdzie? Może chodzi po prostu o duchy, dające o sobie znać w mieszkaniu na Nalewkach. Ich obecność nie budzi wątpliwości. Są. Duchy Żydów. "Nie dziwię się, że czujecie żydowską obecność - zamyślił się rabin. - Dziwię się tym, którzy jej nie czują". Patetyczność obrazu nowojorskiego rabina, wnuka Tauby Roth z Baligrodu, śpiewającego w mieszkaniu na dawnych Nalewkach (dziś gen. Andersa) modlitwę za niegdysiejszych mieszkańców Franciszkańskiej, Wałowej, Nalewek, zakłóca komentarz autorki: "Wszyscy sąsiedzi go słyszeli. Pewnie myśleli, że to w telewizji znowu idzie coś o Żydach..."

Żydowska Święta Księga o życiu po śmierci i o świętych: "Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni..." (Mdr 3,1-4). Trwają w pokoju Pola Machczyńska, córka Henryka Machczyńskiego, która oddała życie za ukrywanych przez siebie Żydów, i Alicja "Polka ze wsi", która z narażeniem życia, przypłaciwszy to pobytem w Oświęcimiu, uratowała życie wuja Meira z żoną i córką (przyszłym profesorem filozofii) oraz Genią, kuzynką Meira. Nikt nigdy nie pomyśli o ogłoszeniu ich świętymi. Polę Machczyńską pośmiertnie uznano za "Sprawiedliwą między narodami". "Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J15,13). Pola Machczyńska oddała zresztą życie za ludzi, którzy nawet nie byli jej przyjaciółmi, a tylko Żydami, których ukrywała w spichrzu. Chociaż, kiedy ktoś oddaje życie, to trudno dzielić ludzi na przyjaciół i na Żydów.

Historia Poli ma jeszcze jeden wymiar, bo wiele wiemy o Niemcach, którzy zastrzelili ukrywającą się w ziemiance rodzinę, a potem poszli szukać Poli Machczyńskiej. Historycy amerykańscy Christopher Browning i Daniel Goldhagen napisali o nich - to znaczy o rezerwowym oddziale policji z Hamburga - książki. Historia tych Niemców to jakby opowieść w opowieści. Opowieść o tym, jak niemieccy dokerzy, sklepikarze, poczciwi rolnicy z Hamburga i okolic stali się mordercami. Krótka opowieść o tym, że w człowieku ukrywa się bestia. A tu jeszcze opowieść o dowódcy 101. Rezerwowego Batalionu Policji. Podczas pierwszej egzekucji Żydów płakał. A potem płakał coraz rzadziej. I opowieść o artystach z Berlina, którzy - będąc na gościnnych występach na Lubelszczyźnie - spytali, czy też mogą zabijać. Artyści z rozrywkowego zespołu zastrzelili kilkuset Żydów. Byli ludźmi, a z każdego człowieka można zrobić mordercę. Tak więc jest to także opowieść o tym, jak z każdego człowieka można zrobić...

Opowieść o tym, że nie wszystko jest czarno-białe. O szmalcowniku, który najpierw obrabował wuja Meira, a potem "powiedział: czekaj, znów sięgnął do portfela, odliczył i wręczył wujowi połowę (odebranych mu przed chwilą) banknotów: Masz. Ty też musisz żyć". Albo o esesmanie, który Ednę uratował dosłownie na progu komory gazowej. Przed wojną był jej ulubionym nauczycielem w Katowicach. Rozpoznał ją, rzucił się na nią z krzykiem, zaczął bić, wyciągnął z tłumu. I wyratował. Esesman z Oświęcimia.

"Nie staram się przenikać tajemnic tych, którzy przeżyli" - mówi jeden z rozmówców Hanny Krall. Ona także nie stara się tych tajemnic przeniknąć, może zresztą się nie stara, bo je zna. Chce natomiast przeniknąć tajemnicę tych, którzy nie przeżyli. "Doniosłość rzeczy nieważnych" znaczy, że te rzeczy (i ludzie) ze stanu nieważności przeszły (przeszli) w stan doniosłości, złożone na ofiarę... "Tak właśnie możemy rozumieć ból narodzin Mesjasza. Bo czymże jest odkupienie? Jest to Boskie objawienie, w jakim Bóg objawia swoje światło i świętość. Teraz to objawienie się dokonuje przez Izraela (...). To nazywa się bólami porodowymi Mesjasza... Bóg się trudzi i rodzi przez Izraela. Tak więc Izrael cierpi w bólach porodowych i doświadcza zniszczenia części swej energii, rodząc światło Mesjasza..." - mówił w najcięższych latach wojny do mieszkańców warszawskiego getta sławny rabin Szapira, autor wykopanego po wojnie rękopisu kazań "Esz Kodesz".

Krall nie tłumaczy. Lektura "Tam już nie ma żadnej rzeki" przypomina wędrowanie po salach waszyngtońskiego Muzeum Holokaustu, oklejonych po sufit fotografiami mieszkańców miasteczka Ejszyszki. Z tych ścian, z banalnych, pamiątkowych fotografii patrzy na was tysiąc oczu, wy patrzycie na tysiąc twarzy, na ludzi, na drzewa, na domy, na sprzęty i jedno wiecie, na pewno, że dziś "tam już nie ma żadnej rzeki".

Czy to jest klucz do książki Hanny Krall? Jakiś klucz do tej książki trzeba mieć, bo jest to książka trudna. "Moje książki nie mają początku, tak jak i ja go nie mam, za to mają koniec" - zwierzy się Krall Barbarze Łopieńskiej. Może właśnie dlatego taka trudna, że bez początku? Napisana po mistrzowsku, z niespotykaną, nawet u Krall, oszczędnością słów; książka, od której po przeczytaniu pierwszych zdań nie sposób się oderwać i trzeba iść przez grozę, strach, zwątpienie, zachwyt, nadzieję itd., i która po przeczytaniu ostatnich słów ("moim zawodem jest nie wiedzieć") pozostawia nas w zawieszeniu. O czym pisze Hanna Krall?

Myślę, że znalazłem klucz. Widzę go w ironicznym komentarzu do ofiarniczej modlitwy Edyty Stein, jednej z owych "żarliwych istot, Żydówek pochłoniętych rozmowami z Panem Bogiem i błaganiem o znak. Naiwna istota. Uwierzy, że Bogu będzie zależało na niej jednej. Jemu, który może mieć od ręki sześć milionów". Ironia chyba nie jest wymierzona w Edytę, chyba też nie jest wymierzona w Pana Boga. Ironia odnosi się do sześciu milionów. Sześć milionów - pisze Hanna Krall - "wliczając w to Chaję, wnuczkę Dziewicy Włodzimierskiej, synów Chaji, ich żony i dzieci, i pozostałych mieszkańców ulicy Farnej". Bo co to jest sześć milionów? Sześć milionów to sześć milionów małych i wielkich historii sześciu milionów konkretnych ludzi z Kocka, Radzynia, Józefowa, Tykocina, to sześć milionów historii. Książka pokazuje "doniosłość rzeczy nieważnych", doniosłość sześciu milionów historii. W czym jest ta doniosłość? W tym, że nie chodzi tu o abstrakcyjne sześć milionów, ale o sześć milionów konkretnych ludzi.

O czym jest ta książka? Jest o doniosłości zwykłych ludzkich spraw, której się nie dostrzega, kiedy wszystko jest normalnie. Hanna Krall posłuchała rady Krzysztofa Kieślowskiego i napisała książkę nie o Żydach, ale po prostu bardzo ważną książkę o ludziach.

Hanna Krall "Tam już nie ma żadnej rzeki", wyd. a5, Kraków 1998.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Żyd Oświęcim Izrael getto Hanna Krall Krzysztof Kieślowski żydostwo Izaak Nachumowicz Klajner rabin
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W