Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Maciej Kaziński

Septuaginta

W ostatnią sobotę i niedzielę sierpnia Jarosław i Kraków będą świadkami niezwykłego wydarzenia. 70 zakonników i śpiewaków z całej Europy wykona średniowieczną liturgię śpiewaną. Posłużą się przy tym XIII-wiecznym zapisem oraz wskazówkami interpretacyjnymi, zawartymi w traktacie pochodzącym z 1270 roku, autorstwa tajemniczego mnicha - Hieronima z Moraw.

Wiek XIII to stulecie wyjątkowego wrzenia kulturowego, wielu wstrząsów społecznych i religijnych. Pojawiły się uniwersytety i nowe wspólnoty zakonne, pośród których najdonioślejszą rolę odegrały dwa zakony kaznodziejskie: franciszkanie i dominikanie. Franciszkanie sięgali do ludowych form wyrazu: wzruszali do łez, porywali pasją słów i obrazów. Dominikanie dbali o uporządkowanie różnych gałęzi wiedzy, odwoływali się do intelektu. W tym właśnie duchu Wincenty z Beauvais spisał najważniejszą w średniowieczu encyklopedię, św. Tomasz z Akwinu "Summę Teologiczną". Wytworem tej formacji duchowo-intelektualnej jest także traktat Hieronima z Moraw, zawierający całą wiedzę muzyczną tamtych czasów.

Zakonnicy i tradycja

Krakowscy dominikanie chlubią się tym, że tradycja śpiewania gregoriańskich nieszporów trwa w ich klasztorze niemal nieprzerwanie. Można by sądzić, że to, co dziś słyszymy w kościele św. Trójcy, stanowi sposób śpiewania nie zmieniony od 750 lat, przechowany pieczołowicie przez zakonników do naszych dni. Tymczasem sprawa nie jest wcale taka prosta. Chorał gregoriański jest zjawiskiem niejednorodnym. Jego początków (choć nie źródeł, które są o wiele starsze), szukać możemy w czasach panowania króla Franków Pepina Krótkiego, ok. drugiej połowy VIII w. Od tego czasu chorał rozwijał się i przekształcał nieustannie. Pojawiały się nowe formy muzyczne i literackie, które dawały początek repertuarom charakterystycznym dla poszczególnych regionów i diecezji. Kościół niejednokrotnie podejmował próby ujednolicenia śpiewu - ostatni raz na początku naszego stulecia, kiedy benedyktyńscy mnisi z opactwa Solesmes opracowali jego "oficjalną" wersję.

Ta wersja chorału była jednak tworem sztucznym, nie mającym uzasadnienia historycznego. Wprawdzie jej twórcy korzystali z wielu starych manuskryptów, lecz ich praca oparła się na założeniu, że Kościół jest w swoich formach kultu jednolity, zatem wszędzie należy śpiewać tak samo. Jeżeli jakieś fakty przeczyły temu założeniu - tym gorzej dla faktów: źródła niezgodne z oficjalną wersją (np. manuskrypty zawierające tzw. śpiew "starorzymski") uznano po prostu za skażone. Wprowadzając nowy chorał, uznany za źródłowy, dosłownie wytrzebiono większość tradycyjnych jego form, których relikty przetrwały w praktyce śpiewu aż do początku XX wieku.

Reformę przyjęli wraz z całym Kościołem również dominikanie. Tymczasem ich śpiew pierwotnie brzmiał zupełnie inaczej. Skąd wiemy, jak?

Protoantyfonarz- księga niezwykła

Wszelkie decyzje dotyczące liturgii w sposób istotny wpływają na charakter życia duchowego wspólnoty, która liturgią żyje. Jeżeli zakonnik spędza na modlitwie chórowej 4 do 6 godzin w ciągu doby, rodzaj śpiewu może decydować o jakości wspólnoty. Stąd prace nad ustaleniem chorałowego kanonu trwały w przypadku dominikanów prawie 40 lat. W efekcie spisana została wzorcowa księga wszystkich śpiewów liturgicznych, zwana "Protoantyfonarzem". Kapituła zakonu zatwierdziła go w 1255 roku. Szczęśliwie przetrwał do dziś i przechowywany jest w archiwum Santa Sabina w Rzymie. Księga to niezwykła. Na tysiącu stron spisano precyzyjnie wszystkie elementy liturgii: utwory, oracje, odpowiedzi, antyfony, responsoria, hymny, sekwencje. Rzeczą jednak najbardziej zdumiewającą jest obecność w zapisie nutowym pionowych kresek, które dzielą melodię na frazy. Kreski te odpowiadają pauzom, to znaczy ciszy. Dziwi nie tyle ich obecność, ile częstotliwość. Otóż występują one bardzo często, czasem co dwie-trzy nuty. Stąd pytanie: jak interpretować frazę muzyczną, oddychając co dwie lub trzy nuty?

Zagadnienie to było całkowicie ignorowane przez restauratorów chorału gregoriańskiego, którzy utrzymywali, że muzyka XIII w. była dekadencka, a nawet skłonni byli przyjąć, że śpiewacy musieli być astmatykami. Tymczasem zrozumienie funkcji pauz ma kolosalne znacznie dla interpretacji tego chorału. Protoantyfonarz - sporej wielkości w skórę oprawiona księga - nosi ślady... szelek, bracia bowiem brali ją na plecy jak tornister i wędrowali od klasztoru do klasztoru, gdzie następnie była kopiowana. We wstępie zawarta jest wyraźna uwaga: kopiując manuskrypt nie wolno zmienić ani jednej nuty i ani jednej kreski!

Traktat Hieronima z Moraw

Traktat ten został odkryty w połowie XIX w. przez znanego muzykologa Coussemakera. Nie potraktowano go z należytą uwagą, mimo entuzjastycznej opinii odkrywcy. Z dwóch co najmniej powodów: po pierwsze, łaciński styl autora był tak zawiły, że niektórzy wręcz uważali traktat za scholastyczny żart, po wtóre - obalał on dotychczasowe wyobrażenia na temat chorału, utrwalone na skutek reform z Solesmes. Z traktatu dowiadujemy się, że sposób śpiewania zmieniał się wraz z wagą święta. Im święto większe, tym śpiew wolniejszy, a ornamentacja obfitsza. Owe dwie-trzy nuty oddzielone od innych kreskami wypełnione były więc całą koronką ornamentów, dodatkowych nut ozdabiających śpiew. Kreski regulują przebieg utworu, determinując długość poszczególnych nut i - właśnie - ornamentację. Mając jedynie nuty, a nie posiadając klucza w postaci traktatu, bylibyśmy bezradni, gdyż praktyka zdobień linii melodii i jej rytmizowania została zapomniana.

Sytuacja jest więc niezwykła: posiadamy nuty zapisane specyficzną notacją wraz z precyzyjnym opisem jej odczytu - jedyna w swoim rodzaju okazja do wglądu w zapomnianą tradycję!

Artyści i tradycja

Marcel Pérčs to dziś bodaj najbardziej znana postać w kręgach zadomowionych w średniowieczu muzyków, muzykologów i melomanów. Śpiewak, organista, muzykolog, szef słynnego zespołu Ensemble Organum mającego siedzibę w murach pocysterskiego opactwa Royaumont we Francji, jest postacią kontrowersyjną, dla niektórych wręcz bulwersującą. Przyzwyczaił już do tego, że każdy kolejny program, kolejna płyta, burzy nasze słuchowe i estetyczne nawyki. Przede wszystkim, Pérčs zakwestionował tezę o jednolitości chorału, poszukując brzmienia głosu w kulturach, które zachowały w swoim śpiewie elementy archaiczne; na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej, na Korsyce. Sięgnął po oryginalne manuskrypty i zaangażował cały aparat nauk pomocniczych: liturgiki, teologii, paleografii, historii. W efekcie przedstawił w formie koncertów i nagrań szereg specyficznych tradycji od VII do XVIII wieku.

Pierwsze próby

Po 10 latach studiowania traktatu Hieronima, Marcel Pérčs zdecydował się na publiczną prezentację efektów swojej pracy. Zdołał go do tego namówić Marcin Bornus-Szczyciński, szef festiwalu "Pieśń Naszych Korzeni" w Jarosławiu, skądinąd uczący chorału dominikańskich studentów w Warszawie i Krakowie. Prezentacja odbyła się w sierpniu minionego roku w ramach jarosławskiego festiwalu. Pérčs przybył do Polski wraz z sześcioma najwybitniejszymi śpiewakami "średniowiecznymi", ale w skład zespołu Organum wszedł również jeden dominikanin.

Ich koncert wzbudził wiele emocji. XIII-wieczny śpiew dominikański okazał się być niepodobny do niczego, co dotąd znaliśmy. Miast seraficznego, delikatnego, "odrealnionego" pienia - męski, jędrny, dostojny, rozciągnięty, szeroki na miarę wielkich katedr, niemal skandowany, bardzo ozdobny śpiew z dużą ilością pauz, z ciszą mającą swoje brzmienie. Nie wszyscy byli przekonani do tej interpretacji. Podjęto jednak próbę zastosowania reguł opisanych w traktacie do śpiewu nieszporów, odprawianych codziennie w czasie trwania festiwalu (uczestniczy w nich zwykle ok. 40 osób). I tu efekt przeszedł wszelkie oczekiwania. Okazało się bowiem, że ten rodzaj śpiewu dostosowany jest do większej grupy. Ilość przeszła w jakość. To, czego nie było w stanie osiągnąć siedmiu wybitnych śpiewaków, stało się udziałem amatorskich uczestników nieszporów. Wkrótce potem jeden z dominikańskich braci znalazł brakującą informację: Humbertus de Romanis, piąty generał zakonu i jeden z autorów dominikańskiej liturgii, projektował ją w 1254 roku na 70 uczestników.

Septuaginta, czyli siedemdziesiąt

Tylu zakonników z całej Europy zaprosili do udziału organizatorzy w tym roku. Całość przygotuje i poprowadzi Marcel Pérčs. Wykonanie składać się będzie z trzech części: Mszy, nieszporów i komplety. Odprawione zostaną w krakowskim kościele św. Trójcy o odpowiednich porach dnia, śpiewane, jak to bywało, z jednego wielkiego pulpitu. Niegdyś zgromadzonych w chórze zakonników odprawiających Officium oddzielała od reszty kościoła przegroda lub zasłona. Dziś będziemy mogli uczestniczyć w tej niezwykłej liturgii. Czy dawna tradycja przemówi do współczesnych słuchaczy?

Autor jest muzykiem, zajmującym się muzyką średniowieczną, szczególnie liturgiczną. Należy do Scholi Teatru Wiejskiego Węgajty.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: tradycja chorał msza św. Hieronim zakonnicy dominikanie manuskrypt muzykologia meloman liturgika paleografia nieszpory kompleta Officium
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W