Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Kardynał Christoph Schönborn

Cel czy przypadek?


Stworzenie i ewolucja z punktu widzenia wiary racjonalnej

Wydawnictwo Jedność 2009
ISBN 978-83-7442-587-2


„Nie widzę żadnej trudności w łączeniu wiary w Stwórcę z teorią ewolucji,
pod warunkiem, że pozostaną zachowane granice naukowej teorii”.

Christoph Kardynał Schönborn


Chrześcijański obraz świata jest taki,
że świat powstał w wyniku bardzo skomplikowanego procesu ewolucji,
jednakże w najgłębszym sensie pochodzi przecież również od Logosu.
Tak dalece posiada w sobie rację siebie.

Joseph Ratzinger / Papież Benedykt XVI






Co było początkiem?


Zacznijmy od pytania o absolutny początek. Dzisiaj powszechnie uznaną naukową teorią, dotyczącą początku wszechświata, jest teoria wielkiego wybuchu, Big Bang. Przed 75 laty amerykański astronom Erwin Hubble (+ 1953) odkrył, że nasz wszechświat rozszerza się z niewyobrażalną prędkością.

Musiał, zatem niegdyś rozpocząć się, ekspandując, wielkim wybuchem Big Bangiem, z maksymalnie skoncentrowanego, niezmiernie gęstego początku. Zaczął się rozszerzać, jeśli można tak powiedzieć, „eksplodując”. Teoria ta poparta jest obserwacjami przede wszystkim tzw. „promieniowania tła kosmosu”, które interpretuje się jako drganie w konsekwencji Big Bangu. Jednak wiele kwestii pozostaje zagadką, na którą prawdopodobnie również nie da się udzielić odpowiedzi na podstawie samej owej teorii, ale które wymagają rozumu badaczy.

Najpierw proste pytanie: Gdzie wszechświat ekspanduje? Czy w przestrzeni? Ale przecież nie ma przestrzeni „poza” wszechświatem, kosmosem z jego gigantycznymi rozmiarami 14 miliardów lat świetlnych – taka jest powszechna opinia. Sekunda świetlna odpowiada ok. 300.000 kilometrów; według najnowszych badań jego wymiary mogłyby sięgać aż 46 miliardów lat świetlnych, ale przy takich niewyobrażalnych rzędach wielkości to już w ogóle nie gra żadnej roli. Sama nasza galaktyka, nasza Droga Mleczna jest rozległa na 100000 lat świetlnych. Któż zdoła to sobie wyobrazić? Po drugiej stronie tego gigantycznego wymiaru kosmosu nie istnieje już żadna przestrzeń. Przestrzeń, w której żyjemy, „powstała w wyniku wielkiego wybuch i od tamtej pory wciąż się rozszerza” („Spektrum der Wissenschaft” z maja 2005, 41).

Równocześnie wielką zagadką jest pytanie o czas. „Wielki wybuch” oznacza przecież, że wszechświat ma początek i zbliża się do końca. Obecnie istnieje silna pokusa, by spytać: Co było przed początkiem? Odpowiedzią może być jedynie stwierdzenie: jak przestrzeń istnieje tylko dlatego, że istnieje ekspansja wszechświata i tam, gdzie on ekspanduje, tak również jest z czasem. On nie istniał przed czasem. Czas i przestrzeń powstają wraz z Big Bangiem. Istnieją one tylko wewnątrz kosmosu i wraz z nim. Nauki przyrodnicze usiłowały w ostatnich dziesięcioleciach coraz bardziej przybliżyć się do Big Bangu. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki Steven Weinberg napisał sławne dzieło pod tytułem Die ersten drei Minuten (München 1977). Dotyczy ono powstania wszechświata. Jest rzeczą fascynującą dowiedzieć się, co mówią dzisiaj badania na temat pierwszych decydujących chwil po Big Bangu. Wszystko, co się potem rozwinie, galaktyki, gwiazdy, planety, życie na naszej planecie, wszystko to zdecydowało się w tych pierwszych momentach. Znany profesor fizyki Walter Thirring pisze w swej książce, zatytułowanej Kosmische Impressionen. Gottes Spuren In den Naturgesetzen (Wiedeń 2004, 48-49): „Gdyby wielki wybuch był zbyt słaby i całość znowu by się połączyła, wtedy by nas nie było. Gdyby dokonał się zbyt burzliwie, wszystko wtedy zbyt szybko by się rozrzedziło”, i znowu nie byłoby o nas mowy. Porównuje powstanie świata ze startem rakiety mającej wynieść satelitę na orbitę okołoziemską. „Da się za mało paliwa, to zaraz spadnie. Da się za dużo, ucieknie w kosmos”. Dodaje jednak, że podczas wielkiego wybuchu gwarancje „osiągnięcia celu” w tych pierwszych chwilach były nieporównywalnie wyższe niż przy starcie rakiety mającej wynieść na orbitę okołoziemską satelitę. Precyzja tego zdarzenia, które dokonało się w ułamkach ułamków pierwszych sekund, „przerasta zdolność naszej ludzkiej wyobraźni” powie profesor Thirring, żeby zaraz zawołać: „Absurdalny jest pomysł, że miało się to wydarzyć przypadkiem!” (tamże s.49).

Czy osiągnęliśmy tym samym punkt, gdy wkracza wiara w dzieło stworzenia? Czy jest tutaj, na granicy, którą osiągnęła nauka, taki próg, za którym stoi Stwórca? Ostrożnie! Szybko rodzi się wtedy pomysł, że to Bóg „zrobił” Big Bang, w tych pierwszych ułamkach ułamków sekund natrafilibyśmy, jeśli można tak rzec, na ostatni mur, za którym wyjaśnień, jak do tego doszło, może udzielić już tylko Stwórca. Taka idea przewija się w wielu naukowych, również teologicznych, dyskusjach. Znajduje wielu energicznych reprezentantów, inni zdecydowanie z nią walczą. Czy Bóg, jeżeli można tak powiedzieć, dał gwizdek do rozpoczęcia tego wielkiego kosmicznego widowiska?

O czym tak naprawdę poucza wiara? Jest jednocześnie prosta, a zarazem dogłębna i wymagająca. Gdy się wnikliwie przyjrzeć, okazuje się, że wciąż musimy przejść ponad wieloma naszymi wyobrażeniami i wizjami, aby wniknąć w tajemnicę stworzenia i podchodzić do niej z wiarą, ale także z rozsądkiem.

Raz jeszcze zacznijmy pierwszym zdaniem Biblii. „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1). W tekście hebrajskim jest napisane Bereszit bara. To słowo bara „stworzył” jest w Biblii stosowane wyłącznie do określenia stwórczej działalności Boga. Katechizm (KKK 290) utrzymuje, że w tych pierwszych słowach Pisma zostają wypowiedziane trzy sprawy: po pierwsze wieczny Bóg powołał do istnienia wszystko, co egzystuje poza Nim, „niebo i ziemię”. Pierwsze zdanie Biblii nie mówi, że Bóg dał tylko gwizdek, impuls na początku. Wszystko, co jakkolwiek jest, powołane jest do istnienia przez Niego. Po drugie On sam jest Stwórcą. W języku hebrajskim podmiotem słowa bara jest zawsze Bóg. Jedynie On sam może powoływać do istnienia. Ostatecznie wynika stąd, że wszystko, co egzystuje, zależy od Boga, który wszystkiemu daje istnienie. Co do tych trzech pierwszych wypowiedzi należy położyć kres trzem nieporozumieniom:

Wieczny Bóg powołał do istnienia wszystko, co egzystuje poza Nim, „niebo i ziemię”.

Pierwsze i najczęstsze nieporozumienie dotyczy tego, jak rozumieć Boga jako pierwszą przyczynę. On jest pierwszą przyczyną wszystkich przyczyn, jednak nie stoi, jeśli można się tak wyrazić, na początku długiego łańcuszka przyczyn, jakby Bóg był graczem w bilard, który uderza kulę, która potem toczy się i uderza następną kulę, ta zaś trzecią; jakby Bóg był pierwszą przyczyną długiego szeregu przyczyn. Od czasów Oświecenia chętnie posługiwano się innym obrazem. Zegarmistrz wykonuje zegar, a kiedy ten raz zostanie wprawiony w ruch, tyka aż do momentu, kiedy trzeba go będzie znowu nakręcić. Richard Dawkins nie jest w naszych oczach ateistą już choćby z tego powodu, że kwestii istnienia tego naszego świata nie chce przyjmować takiego właśnie poglądu z zegarmistrzem.

Steven Weinberg w ten sposób formułuje powszechnie panujące założenie metody nauk przyrodniczych: „Jedynie możliwe, naukowe podejście do sprawy polega na założeniu, że boska interwencja nie miała miejsca, by następnie zobaczyć, jak daleko zajdzie się przy takim założeniu” (Dreams of a Final Theory, New York 1993). Metoda naukowa, jak pojmują ją Weinberg i wielu innych, jest świadomą rezygnacją z przyjęcia „boskiej interwencji”. To metodyczne wykluczenie boskiej ingerencji jest przy różnych okazjach określane mianem „metodycznego ateizmu”. Ja widzę to inaczej: nie ma to nic wspólnego z ateizmem, lecz jest to czysta metoda stosowana w naukach przyrodniczych. Przyrodoznawstwu nie wolno zakładać osoby zegarmistrza, który ingeruje. W swojej metodzie szuka mechanizmów, uwarunkowań dla powiązań, które mogą wyjaśnić przebieganie procesów.

Wierzymy w Stworzyciela, który nie jest jedną z wielu przyczyn, który interweniuje okazjonalnie, gdy coś już nie idzie albo sięga granic. Bóg nie wkracza, jak robi to matka, w kłótnie pomiędzy swoimi dziećmi, kiedy zabawa przeradza się w spór. Bóg jest suwerenny względem swego stworzenia, a przykładowo może wyleczyć swą stwórczą mocą z wrzodu rakowego, pozostając całkowicie suwerennym – nazywamy to wtedy cudem. Wrócimy jeszcze do tego. Jednak tutaj chodzi o stworzenie w ogólności. Jest w ogólności suwerennym utworzeniem bytu. „Bóg rzekł i stało się”. Wszystko zawdzięcza się temu słowu, temu Bożemu aktowi stwórczemu. Stworzył wszystko, niebo i ziemię. Wszystko to, co jest na ziemi i w niebie, to, co widzialne i niewidzialne – wierzymy również, że istnieją stworzenia niewidzialne, aniołowie – jest rzeczywistością stworzoną. To stwierdzenie pierwsze i najważniejsze.

Należy w tym momencie przerwać i zadać pytanie: czy jest to wyłącznie sprawa wiary, czy też każdy człowiek może pojąć to swoim własnym rozumem? Katechizm mówi:

Z pewnością rozum ludzki jest zdolny do znalezienia odpowiedzi na pytanie o początki świata. Istnienie Boga Stwórcy można bowiem poznać w sposób pewny z Jego dzieł, dzięki światłu rozumu ludzkiego, chociaż to poznanie często jest zaciemnione i zniekształcone przez błąd. Dlatego wiara przychodzi, by umocnić i oświecić rozum w poprawnym poznaniu tej prawdy” (KKK 286).

Zasadniczo nasz rozum może rozpoznać, że rzeczy są stworzone, nawet jeśli pełne światło rzucone na dzieło stworzenia zyskujemy dopiero dzięki objawieniu w wierze. Rozum może rozpoznać, że świat nie jest sam z siebie. Wszystko jest uzależnione, nic nie wydarzyło się samo. – Zostawiam w tym momencie na boku wielce dyskutowaną kwestię samoorganizowania się materii. – Nie uczyniliśmy ani świata, ani samych siebie. Jak dalece sięgają nasze skromne możliwości, możemy zawsze przemieniać to, co już istnieje, na dobre, czasami niestety również na złe. Przecież zawsze zakładamy to mianowicie, że istnieje ten świat i my. Zależność stworzenia może wydawać się bolesna, ale doprawdy nie jest dla człowieka żadnym upokorzeniem być zależnym od Stwórcy, przeciwnie, daje nam to niewyobrażalne możliwości. Z drugiej strony oznacza to, że Stwórca wszystko podtrzymuje, i że jesteśmy chronieni Jego ręką.

Sam Bóg jest Stwórcą

Wszystko to, co obserwujemy w świecie, każde twórcze działanie, jest ruszeniem i przemianą tego, co już istnieje. Stolarz robi stół z drewna, obrabia drewno, nadaje mu kształt. Z danego mu materiału tworzy nową formę. Gospodyni czy gospodarz domu ze sterty niezdefiniowanych jeszcze składników przyrządza wspaniałą potrawę, przekształca to, co już mają w coś całkiem nowego. Jednakże nie powstaje przez to coś absolutnie nowego, lecz jest to pewna postać. W przypadku artysty, technika, twórcy działającego w sferze ducha nie dokonuje się nic innego. Nawet moje najlepsze pomysły nie są absolutnymi nowościami. Zawsze zasadzają się na tym, co pomyśleli już inni lub pomyślałem ja sam. Idee powstają w wyniku wymiany idei, i gdy błyśnie mi w głowie coś wyjątkowego, to przecież zawsze pewna postać tego, co już istnieje.

Boży akt stworzenia dokonuje się bez takiego uprzedniego poruszenia. On nie kształtuje czegoś już będącego. Według większości mitów o stworzeniu bogowie tworzą w ten sposób, że przekształcają to, co już istniejące. Są „demiurgami”, twórcami chaosu, tego, co już obecne, pramaterii. Jedynie Bóg, jaki wychodzi nam w Biblii na spotkanie, jest Stwórcą. Już wczesnochrześcijańscy autorzy w swoich pismach rozprawiają się ze starymi mitami o stworzeniu, funkcjonującymi na zamieszkiwanym przez nich obszarze. Chociażby dla przykładu św. Teofil Antiocheński tak pisze ok. roku 180:

W przypadku gdyby Bóg wydobył świat z już wcześniej egzystującej materii, cóż byłoby w tym nadzwyczajnego? Gdy ludzki rzemieślnik dysponuje materiałem, uczyni z niego wszystko, co chce. Natomiast moc Boga objawia się właśnie w tym, że wychodzi z niczego, aby uczynić wszystko to, co chce (Ad Autolycum 2,4).

Bóg stwarza „z niczego”. To nie oznacza, że nic jest czymś, z czego On coś czyni, ale oznacza, że Boży akt stworzenia jest suwerennym tworzeniem. Bóg rzekł i stało się! Wszystko to, co jest, przez Niego jest powołane do istnienia. Na tym polega wspaniałość i wyjątkowość biblijnej wiary w dzieło stworzenia.

Wszystkimi swoimi siłami ludzie potrafią jedynie przemieniać to, co istnieje. Przypuszczalnie przy różnych okazjach rzeczywiście nieoczekiwanie wychodzi coś nowego. To pytanie będzie nas jeszcze zajmować w dalszej części: Czy w świecie istnieje coś nowego? Co to znaczy, że przykładowo w procesie ewolucji pojawiają się nowe gatunki?

Wszystko, co istnieje zależy od Boga

Wiara w dzieło stworzenia mówi, że Bóg nie stwarza w czasie, raz kiedyś tam, w jakimś punkcie na osi czasu. Stworzenie nie jest dziełem czasowym. Wszystko poznajemy, operując wyłącznie osią czasu, kategoriami wczoraj, dziś, jutro, początek, koniec. Boże dzieło stworzenia nie jest pierwszym aktem, który raz się zdarzył na przestrzeni długiego czasu, a teraz jest już po wszystkim, tak jakby Bóg wykonał swoje zadanie, a obecnie mógł siedzieć z założonymi rękami.

„Na początku Bóg stworzył…” – ten początek jest zawsze w Bożej wieczności. Dla nas, stworzeń, jest to początek w czasie. Moje życie zaczęło się przed 60 laty. Wszechświat zaczął się przed 14 miliardami lat. Jednak Boży akt stwórczy nie dokonuje się w czasie, lecz On tworzy czas. On jest wieczny i Jego stwarzanie nie dzieje się punkt po punkcie, raz tu, raz tam. Powołuje do istnienia i podtrzymuje w istnieniu. Stworzenie dzieje się teraz, w ‘teraz’ Boga. W Liście do Hebrajczyków czytamy: „Podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi” (Hbr 1,3). Dlatego trzeba nam powiedzieć: czyż Bóg choćby na moment pozostawiłby stworzenie samemu sobie, gdyż wtedy natychmiast znów zatonęłoby w nicości, z której je powołał. By to zrozumieć, musimy spróbować przekroczyć nasze wyobrażenia osadzone w czasoprzestrzeni.


opr. aś/aś


 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wiara powołanie człowiek Bóg stworzenie świat Stwórca ewolucja początek
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W