Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Jan Błoński

WĘDRÓWKA DO ŹRÓDEŁ

Pożegnanie Jerzego Grotowskiego

Zmarł największy - tak, na pewno największy - z polskich ludzi teatru. Ktoś, kogo będziemy już zawsze pamiętać... i chyba nie tylko w Polsce. Obawiam się nawet, że bardziej w świecie niż w Polsce?

Współczesny teatr mnoży środki, cieszy się dźwiękiem i światłem, skupia tłumy "ludzi teatru", od inspicjenta przez muzyków i scenografów do znawców literatury, historii, filozofii... Bóg wie kogo jeszcze. I tych wszystkich majstrów umiał Grotowski zużytkować. Ale niemal od początku swej drogi za najważniejszą w teatrze postać uznał aktora. Nie aktora pozostawionego sobie samemu. Aktora widzianego, kształtowanego, ośmielałbym się powiedzieć - budowanego, przetwarzanego jakby przez twórcę spektaklu. Ale także aktora-ofiarnika, który widzom "daje siebie", nie naśladuje, ale odsłania, uprzytamnia... i tym olbrzymim wysiłkiem zmienia czy kształtuje widza. Grotowski odrzucał zarówno dekorację jak retorykę, ale za sprawą aktorskich starań odzyskiwał wszystko co ważne. Zgaszenie reflektorów ciałami aktorów warte jest w "Apocalypsis cum figuris" najbardziej wyrafinowanych efektów świetlnych, zaś nieregularne przebiegi Ciemnego wokół gromady aktorów rysują w przestrzeni sali zdumiewające figury tragicznego baletu.

Potem Grotowski doszedł do wniosku, że taki, bądź co bądź literacki teatr może zostać zastąpiony przez prostsze spotkania: we wrocławskim Instytucie - pisał w roku 1975 - "powinno się dziać to co najprostsze (...) takie rzeczy, jak fakt rozpoznania kogoś (...) są spotkania związane z wiatrem, z drzewem, z wodą, z ogniem, z trawą - ze Zwierzęciem".

I stopniowo zmienił sui generis szkołę teatralną w szkołę życia, duchowego oczywiście. Na "święta" Instytutu składały się działania "od rytu prostsze", dostępne każdemu, a więc ekstatyczny taniec, wygnanie do lasu, glossolalia, kąpiel oczyszczenia, marsz inicjacyjny... znane z tradycji animistycznej, szamańskiej, masońskiej, żydowskiej czy chrześcijańskiej, orientalnej także... Oczywiście, nikt działań święta nie wyjaśniał ani nie komentował. Co więcej, wzrastające tempo czynności uniemożliwiało praktycznie refleksję uczestników. Ale też "święta" zmierzały do pojednania z przyrodą (życiem) i wprawienia uczestników w duchową równowagę, w coś, co można by nazwać zażyłością ze światem... a więc także - pośrednio - do psychofizycznej sprawności adeptów sceny.

W swej wędrówce do źródeł trafił także Grotowski do plemion indiańskich, gdzie trwają jeszcze praktyki czarowników voodoo, niepojęte nawet dla etnologów, ale całkiem skuteczne. Stamtąd zawędrował w końcu na katedrę w Collčge de France... Słowem, był wszędzie, gdzie mógł rozpoznać i posunąć naprzód możliwości aktora... a więc człowieka. Śmiertelnie już chory - nie przestawał służyć ludziom teatru nauką i doradą...

Nigdy chyba teatr - a w szczególności aktor - nie zostali obarczeni tak ogromnymi zadaniami, jakie postawił im Grotowski!


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: teatr aktor reżyser Jerzy Grotowski taniec
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W