Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Krystyna Czerni

ZWIERCIADŁO NIE-ROZSĄDKU


"Labirynt jest dokładnie znany, nam pozostaje tylko pójść szlakiem przetartym przez bohatera (...) Myśleliśmy, że nasza wędrówka poprowadzi nas na zewnątrz, a tymczasem dotrzemy do centrum naszego własnego istnienia. Myśleliśmy, że będziemy samotni, tymczasem zaś będziemy razem z całym światem."
Joseph Campbell, "Pochwała mitu"


Szkło od wieków przypisane jest w historii sztuki do działki "rzemiosło artystyczne", choć produkcja wielobarwnych kieliszków, zdobionych karafek i wazonów o wymyślnych kształtach wymaga nie lada maestrii i wyobraźni. Już sama fachowa terminologia, tak dotycząca metod znanych od tysiącleci, jak i najnowszej technologii, w zwykłym śmiertelniku budzi onieśmielenie i skojarzenia z alchemią: szkło wolnoformowane, hartowane, kobaltowe, szkło dekorowane tlenkami metalu i bańkami powietrza, szlifowane, kryształowe, pancerne...

Krystyna Schwarzer-Litwornia, absolwentka Wydziału Ceramiki i Szkła wrocławskiej ASP, poznała wszystkie tajemnice tego specyficznego materiału - pracując w hucie szkła i projektując naczynia unikatowe. Pytana o szkło, mówi z czułością i fascynacją o "miłości od pierwszego wejrzenia". Przyznaje, że intryguje ją w tym tworzywie wszystko: przejrzystość i struktura, kruchość i sposób załamywania się światła, zmysłowość i pozorna "niematerialność". Od kilku lat wkroczyła z odwagą na teren sztuki czystej, realizując zaskakujące przestrzenne aranżacje ze szklanych tafli. Wykorzystany przy tym reflector float glass, zwany popularnie "refleksem", posiada specyficzną właściwość: w zależności od ustawienia i kąta padania światła działa jak półprzejrzysty filtr lub lustro, sprawiając, że cała przestrzeń ulega zwielokrotnieniu i surrealnemu przekształceniu, załamując się w pryzmatycznie pociętym obrazie świata. Ten wyrafinowany efekt osiągnięty jest uderzająco prostymi środkami: kilka szklanych płyt, odpowiednio ustawione lampy - i otwierają się całe nowe światy. Taki rodzaj twórczości wymaga zupełnie innego rodzaju inwencji niż tradycyjny warsztat, choć Krystyna Litwornia lubi nazywać swoje aranżacje rzeźbami. Rzeźbi jednak nie dłutem, ale światłem, nie w materii, ale w przestrzeni. No i w naszej wyobraźni... "Kreując nowe formy i nowe przestrzenie czuję się jak czarodziej zaklinający rzeczywistość" - przyznaje artystka.

To jest sztuka, która "rozmawia" z otoczeniem; powstając dla konkretnego wnętrza - bardzo wiele od niego bierze, ale i wiele mu dodaje. Poświęcone próżności "Adonalia" - grupa pięciu lustrzanych piramid - wyglądały zaskakująco odmiennie, w zależności od miejsca ekspozycji. W atrium wrocławskiego Muzeum Narodowego odbijały kaskady neorenesansowych krużganków, na dziedzińcu Collegium Maius - gotyckie łuki i czerwień średniowiecznej cegły, w Orońsku - betonowe podziały nowoczesnej architektury Centrum Rzeźby. Zwierciadlane płaszczyzny działały niekiedy jak peryskop, zaglądając tam, gdzie oko nie jest w stanie, proponując niespodziewane, wizyjne perspektywy.

Podobnie dzieje się i tym razem w Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha", gdzie Krystyna Litwornia zaprojektowała "Labirynt ściśle nieskończony". Poetycki, paradoksalny tytuł, wzięty z Borgesa, pisarza szczególnie lubiącego ten symbol, to tylko jeden z tropów interpretacji. Figura labiryntu, której poświęcono wiele esejów i książek (Michał Głowiński w "Mitach przebranych"!), jest tak pojemna, że aż ryzykowna, grozi banałem. Symbol drogi do celu usłanej przeszkodami, znak inicjacji i wtajemniczenia - stał się ulubioną metaforą egzystencjalną, a także estetyczną; natchnieniem urbanistów i poetów. Swoje autobiografie nazwali tym słowem Mircea Eliade ("Próba labiryntu") i Krzysztof Penderecki ("Labirynt czasu"). Klasyczny labirynt, wpisujący najbardziej skomplikowaną trasę w jak najmniejszą powierzchnię, zawierał myśl z rzymskiej mozaiki: "Tylko najdłuższa droga prowadzi do doskonałości".

W staropolszczyźnie labirynt nosił wdzięczne miano "błędnik", co kojarzyło się z błądzeniem, zabłąkaniem, ale także z popełnianiem błędów, dokonywaniem błędnych wyborów. "Błądzono" dla pokuty, ale i dla rozrywki. Dla pokuty - na posadzkach średniowiecznych katedr, gdy wierni przemierzali na kolanach szlak wzdłuż zawiłych, meandrycznych wzorów z kamieni lub płyt marmuru. Labirynty posadzkowe zwane "drogą jerozolimską" miały symbolizować pielgrzymkę do Ziemi Świętej i drogę duszy do zbawienia, kiedy nicią Ariadny jest Słowo Boże i Kościół, sprowadzający z błędnej drogi. Finezyjne wzory - symbol zasadzek i pokus czyhających na duszę poszukującą Łaski - służyły pouczeniu, ale i radości oczu; z czasem stały się miejscem nie tylko pobożnych procesji, ale i tańców czy zabaw dziecięcych, do tego stopnia, że w 1538 roku uchwałą parlamentu zakazano gier w labiryntach, gdyż hałas i wrzawa zakłócały święty charakter wnętrza. Był to zresztą czas, kiedy idea labiryntu wyszła na świeże powietrze. Tak modne w epoce renesansu i baroku "błędniki ogrodowe" - ujęte w ściany żywopłotów zawiłe desenie z cyprysów i strzyżonego bukszpanu, kręte alejki, mylące rozwidlenia, tajne pasaże i tunele, pergole, sztuczne groty i altany - służyły dekoracji i medytacji, ale przede wszystkim towarzyskiej rozrywce. Zbiór manierystycznych rycin ilustrujących podobne założenia ogrodowe stał się elementem wystawy w Centrum "Manggha".

Badacze twierdzą, że istnieją epoki "labiryntowe": gotyk, barok, romantyzm, współczesność - ze skłonnością do tajemnicy i komplikacji formy, do dwuznaczności i powikłań. Tak bogata ilustracja mitu w historii kultury może onieśmielać, jak każdy archetyp, ale może także dodać skrzydeł. W końcu pierwszy w historii ludzkości eksperyment z lataniem - to lot Dedala i Ikara, którzy przypięli skrzydła, by opuścić labirynt, gdzie uwięził ich Minos... Krystynie Litworni udało się stworzyć zupełnie nową jakość w oparciu o tradycję. W górnej galerii Centrum, pod ścianami i na podłodze położyła przycięte ukośnie zwierciadła, odbijające ceglane filary i drewnianą więźbę stropu - tworząc czytelne odwołanie do onirycznych wnętrz Piranesiego. Kulisowo ustawione tafle budują konstrukcję zwodniczych dróg, pozornych odgałęzień i załomów; fikcyjne przejścia i zakamarki, ślepe wrota, "waląca się na głowę" architektura - przypomina "I Carceri", mroczną, klaustrofobiczną wizję podziemnych korytarzy, lochów i schodów prowadzących donikąd: świat jako labirynt ruin, życie jako więzienie... Główną częścią ekspozycji jest jednak aranżacja w dolnej sali - dla niej punktem wyjścia stał się wylepiony jasną taśmą na podłodze symetryczny wzór z sufitu pałacu Gonzagów w Mantui (w oryginale uzupełniony ciągnącym się wzdłuż linii napisem: "Force que si, force que no" - być może tak, być może nie...). Zawieszone ukośnie nad ziemią, podświetlone szyby "odrywają" labirynt od podłogi, spiętrzając ku górze w nie kończących się, pryzmatycznych odbiciach. Tak naprawdę ten labirynt realnie nie istnieje, jest w pełni optycznym złudzeniem, przestrzenią wirtualną - jak byt urojony, senne przywidzenie. Obsesyjny rytm załamujących się kapryśnie, skrzyżowanych w powietrzu linii, ma w sobie coś niesamowitego, jakiś okruch szaleństwa - przykuwa hipnotycznie wzrok, zdając się wciągać widza w splątany, unoszący się nad ziemią węzeł.

Metafora labiryntu - ze swoimi rozdrożami, pułapkami, zakrętami - jest figurą ludzkiego losu, symbolem wędrówki przez życie. Może dlatego dla kogoś dojrzałego, kto doświadczył różnych życiowych powikłań, mylnych wyborów i i fałszywych decyzji - pozostaje symbolem "ciemnym", kojarzy się groźnie, przywodząc na myśl uwięzienie, osaczenie, zamęt, przestrzeń nieprzychylną i obcą. Są chwile, kiedy sama możliwość wyboru wydaje się być najcięższym przywilejem wolnego człowieka. Znużeni błędnym kołem rzeczywistości, tęsknimy do prostolinijności i nieskomplikowania, od nieładu wolimy harmonię. Tylko dla dzieci ten symbol ma nieodmiennie kolor jasny, oznacza atrakcyjną przygodę, frajdę, wyzwanie. Stąd oparta na systemie labiryntu seria zabawek i gier, od rysunkowych rebusów i łamigłówek do skomplikowanych maszynerii. Moja kilkuletnia córeczka wysepleniła: "labilynt jest supel, bo mozna się w nim zgubić!". Dziecko nie dopuszcza sytuacji bez wyjścia, wszak bohaterzy dziecięcych legend przeżywali przygody, których modelem był właśnie labirynt: po długiej, pełnej niebezpieczeństw i prób wyprawie, pokonując piętrzące się przeszkody - zawsze zwyciężali, znajdowali ukryty skarb, wyzwalali księżniczkę. Wystarczyła wytrwałość i przebiegłość, by dojść do celu.

"Labirynt ściśle nieskończony" ma także w sobie coś jasnego, baśniowego. Sam układ szklanych płyt przypomina strukturą lśniący kryształ - z jego migotliwością, skrzącym się światłem, szklanym echem. Wchodząc między przejrzyste tafle, zapominamy, że wszystko jest iluzją, grą pozorów. Zanurzamy się w świat cudowności i magii podobny temu, który widzieliśmy kiedyś jako dzieci - patrząc w kryształową kulę, kiedy nagle cała rzeczywistość stawała się zaczarowana w swym zwielokrotnieniu, otwierały się nieskończone perspektywy i mieliśmy ochotę - jak Alicja - przejść na drugą stronę lustra. Przyznaję, że w pierwszym kontakcie dzieło Krystyny Litworni wzbudziło mój lęk i niepokój, przypominając ów obraz z baśni Andersena, gdzie "pośrodku pustej, nieskończonej, śnieżnej sali leżało zamarznięte jezioro, które popękało na tysiące kawałków, (...) było to prawdziwe dzieło sztuki; pośrodku tego jeziora siadywała Królowa Śniegu, wtedy, gdy była w domu, i wówczas mówiła, że siedzi na zwierciadle rozsądku, i że jest to jedyne i najlepsze zwierciadło na świecie..." Po kilku wizytach w labiryncie uległam do końca jego czarom i zaklęciom sztuki - artystce udało się obudzić we mnie dziecko, dlatego dedykuję jej w tym miejscu najpiękniejsze ze słów o labiryncie, jakich wiele wypowiedzieli poeci: "Labirynt. Budowany co dzień słowami, dźwiękami muzyki, liniami i barwami malarstwa, bryłami rzeźby i architektury. Trwający wieki, tak ciekawy do zwiedzania, że kto się w nim zanurzy, nie potrzebuje już świata, warowny, bo założony przeciwko światu. I największy chyba dziw: że kiedy nim się delektować samym w sobie, rozchwiewa się niby pałace utkane z mgły. Gdyż podtrzymuje go tylko dążenie do wyjścia poza, dokądś, na drugą stronę" (Czesław Miłosz, "Nieobjęta ziemia").

KRYSTYNA SCHWARZER-LITWORNIA: "LABIRYNT ŚCIŚLE NIESKOŃCZONY". Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha" w Krakowie, 28 listopada 1998 - 10 stycznia 1999.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: piękno estetyka Krystyna Schwarzer-Litwornia Labirynt ŚciŚle nieskończony szkło artyzm