Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Marek Lehnert z Rzymu

Kościół nieznany

O Synodzie dla Oceanii

W Kościele katolickim nie ma peryferii. Przekonywały nas o tym niejednokrotnie papieskie podróże do najbardziej nawet oddalonych i małych liczebnie Kościołów lokalnych, pokazał to równie skutecznie, a może nawet bardziej, ostatni Synod biskupów, który był pod wieloma względami wydarzeniem niepowtarzalnym.

Specjalne Zgromadzenie Synodu Biskupów poświęcone Oceanii było przedostatnim z serii przewidzianej w liście papieskim "Tertio millennio adveniente" i związanym z przygotowaniami do roku 2000. Poprzedziły je Synody Afryki (1994), Ameryki (1996) i Azji (1998). Na wiosnę przyszłego roku zjadą do Watykanu biskupi europejscy, by obradować na temat "Jezus Chrystus żyjący w swoim Kościele źródłem nadziei dla Europy". Jan Paweł II powiedział kiedyś, że najprawdopodobniej przejdzie do historii jako Papież synodów. Za jego pontyfikatu odbyło się już pięć zgromadzeń zwyczajnych, jedno nadzwyczajne i siedem synodów specjalnych. Oceania zajmuje prawie jedną trzecią powierzchni świata, odległości pomiędzy wyspami, szczególnie w rejonie Pacyfiku, są ogromne, dlatego w przygotowaniach do Synodu wykorzystano sieć c. W 25 państwach należących do tego kontynentu mieszka ponad 28 milionów osób. Katolicy stanowią 28 proc. ludności. Kościół katolicki ma 77 diecezji i wikariatów, pracuje w nich ponad pięć tysięcy kapłanów diecezjalnych i zakonnych i blisko 12 tysięcy zakonnic. Jeśli chodzi o sytuację społeczno-ekonomiczną, to Australia i Nowa Zelandia standardem nie odbiegają od krajów zachodnich, podczas gdy pozostałe kraje należą do Trzeciego Świata. I tam dociera uniformizacja kultury i obyczaju, mimo silnej tożsamości kulturowej mieszkańców. Jak powiedział sekretarz generalny Synodu Biskupów kard. Schotte, "ludzie dobrze się czują w swojej kulturze". W Synodzie udział wzięły 154 osoby: kardynałowie, arcybiskupi i biskupi Oceanii, w liczbie 84 (trzech nie przyjechało, bo - jak zauważył kard. Schotte - ktoś musiał zostać w domu), księża stojący na czele diecezji (trzech) oraz eksperci (14) i audytorzy (19). Zaproszono przedstawicieli innych wyznań chrześcijańskich (anglikanów, luteran, metodystów i prezbiterian). W obradach uczestniczyli jak zawsze szefowie kongregacji Kurii Rzymskiej (16). Jan Paweł II nie zrezygnował z obecności na wszystkich posiedzeniach plenarnych, a także zgodnie z tradycją dokonał otwarcia i zamknięcia Zgromadzenia. Z tej okazji w bazylice św. Piotra rozbrzmiała egzotyczna muzyka Pacyfiku, a na posadzce pląsali w jej rytm półnadzy tancerze, co na moment przynajmniej ożywiło zainteresowanie mediów Synodem.

Udział wzięli niemal wszyscy biskupi Oceanii, których jest zaledwie 87, mniej aniżeli członków tego czy innego episkopatu (np. Polski). Nikt nie czuł się w związku z tym "delegatem", każdy mówił we własnym imieniu i na własną odpowiedzialność. Dlatego dyskusja była wyjątkowo szczera, co podkreślali zarówno uczestnicy, jak i obserwatorzy.

Ci ostatni, być może za głośno, zwracali uwagę głównie na tematy uznawane zwykle za drażliwe: nadużycia seksualne w Kościele czy sprawa celibatu księży. To się na sali obrad w pewnym momencie przestało podobać, chociaż w relacjach podkreślano uczciwie, że w dyskusji nie tylko łamano takie czy inne tabu, ale próbowano także znaleźć rozwiązanie. W sumie jednak można powiedzieć, że Synod pokazał, iż pewne problemy są wspólne całemu Kościołowi, bez względu na szerokość geograficzną.

W tzw. "relatio ante disceptationem", swego rodzaju referacie wprowadzającym do dyskusji, arcybiskup Barry James Hiskey z Perth (Australia) wiele miejsca poświęcił aktualnej obecnie sprawie konfrontacji z modernizmem i sekularyzacją, szczególnie na płaszczyźnie moralności. Stwierdził on bez ogródek, że w samym Kościele istnieją dwa stanowiska w tej sprawie. "Jedna grupa sugeruje nawiązanie przyjaźni z modernizmem, aby Kościół przejął pozytywne wartości, jakie epoka modernizmu niesie z sobą, takie jak położenie akcentu na prawa człowieka, odrzucenie niedemokratycznych form rządów, pragnienie zwalczenia ubóstwa, kampanie przeciwko terroryzmowi i torturom... Grupa ta chciałaby, aby Kościół zmienił sposób, w jaki feruje osądy moralne nad współczesnym rozwojem, w takich np. sprawach, jak problemy bioetyki, a większe znaczenie przypisał punktowi widzenia naukowców i tych wszystkich, którzy na co dzień mają do czynienia ze skomplikowanymi i bulwersującymi dylematami moralnymi, jakie się w związku z tym nasuwają, a wreszcie, aby pozwolił ludziom rozwiązywać problemy polegając na własnym wrodzonym poczuciu tego, co dobre i tego, co błędne. Klasycznym przykładem takiego podejścia jest spór wokół antykoncepcji". Grupa ta, skonstatował abp Hickey, "twierdzi, że jeśli Kościół nie pójdzie na układy z epoką modernizmu, ludzie zaczną się od niego oddalać, przede wszystkim młodzież".

Druga grupa to ci, którzy są diametralnie innego zdania i nalegają, by Kościół sprawował swą władzę w dziedzinie moralności, jeśli nie chce, aby wierni ulegali fałszywym obietnicom modernizmu i sprowadzani byli na manowce. Uważają oni, że "jeśli nie powróci się do nauczania tradycyjnej moralności Kościoła, ludzie zaczną się od niego oddalać, przede wszystkim młodzież". "Podział ten istnieje dziś w naszym Kościele - przyznał arcybiskup Perth - dotyczy teologii, liturgii, katechezy, formacji w seminariach, życia zakonnego, roli świeckich i nieuchronnie także powołań".

Po takim wstępie, uznanym za śmiały, pojawiło się szereg wypowiedzi na tzw. kłopotliwe tematy. Bp Kevin Michael Manning z Parramatta (Australia) mówiąc o obecności i roli kobiet w Kościele stwierdził, że oficjalne dokumenty na ten temat nie odpowiadają rzeczywistości, nadal bowiem "kobiety nie są traktowane na równi z mężczyznami, tak w Kościele, jak i w ogóle w społeczeństwie". Dlatego postulował: "musimy przeanalizować nasze zachowanie i nasz stosunek do roli kobiety (...). Krzyk kobiet, które domagają się głośno od Kościoła pomocy w walce o równość i godność musi być wysłuchany". Sufragan Sydney bp Geoffrey James Robinson poruszył sprawę "nadużyć seksualnych, fizycznych i psychicznych" w Kościele, twierdząc, że "stały się [one] najpoważniejszą przeszkodą w przepowiadaniu Ewangelii w Oceanii. Nie chodzi o problem nowy: istnieje on, i to od wielu stuleci, w większości krajów, w których obecny jest Kościół". "Ofiary nadużyć i cała wspólnota pragną, ażeby Kościół uczynił wszystko, co w jego mocy, by nikt więcej w przyszłości nie padał ich ofiarą. Domagają się, by zbadano wszystkie aspekty życia kapłanów i zakonników i wszelkie skłonności do władzy. Ponadto, aby Kościół zmienił to wszystko, co przyczynić się może do wzrostu nadużyć. Tylko Kościół powszechny ma władzę, by dokonać podobnych zmian, a biskupi Oceanii proszą pokornie Kościół powszechny, by zwrócił się wprost do ofiar nadużyć i by podjął niezbędne i konkretne kroki dla zapobieżenia im w przyszłości i stał się na tym polu przewodnikiem Kościołów lokalnych".

Inni sugerowali rozwiązanie problemu braku księży dopuszczeniem do kapłaństwa żonatych mężczyzn bądź uchyleniem w pewnych przypadkach celibatu. Na to śmiałe i bardzo pragmatyczne podejście wpłynął fakt, że w Synodzie udział wzięło wielu pasterzy, lecz mało teologów, na brak których cierpi zresztą Oceania. Tezę taką wysunął abp Melbourne George Pell, którego zdaniem w sprawie nadużyć seksualnych "najgorsze już mamy za sobą, albowiem Kościół podjął odpowiednie działania", zaś kwestia ograniczenia celibatu, jak ujawnił, nie spotkała się z poparciem większości i nie znalazła się na liście "propositiones", czyli propozycji, które Papież może wykorzystać do swego dokumentu podsumowującego Synod, tzw. adhortacji apostolskiej (propozycji było tym razem 48, znacznie mniej niż na innych synodach).

Nie spotkały się z uznaniem także propozycje przedyskutowania relacji pomiędzy Kościołem lokalnym a Rzymem, ani ogłoszenia specjalnej encykliki na temat ekologii (podobny postulat wysuwali już biskupi japońscy na Synodzie Azji wiosną tego roku). Zapominano czy nawet definitywnie zapomniano - zdaniem wielu biskupów- że temat synodu brzmiał: "Jezus Chrystus a ludy Oceanii. Kroczyć Jego drogą, głosić Jego prawdę, żyć Jego życiem". A to, jak zauważył kard. Joseph Ratzinger, jeden z kilkunastu przedstawicieli Kurii Rzymskiej z urzędu biorący udział w obradach i próbujący, wraz z np. kard. Jozefem Tomko, prefektem Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, przypomnieć jego uczestnikom, co powinno być przedmiotem dyskusji, oznacza, że biskupi muszą przestać być "słodkimi cukierkami i stać się solą ziemi" i zacząć mówić ludziom, że Bóg nie jest tym, który "godzi się na wszystko i wszystkich, nie wyklucza nikogo, kto się przeciwstawia Kościołowi, lecz mówi nie tylko »tak«, ale również »nie«".

Kard. Edward I. Cassidy (Papieska Rada ds. Popierania Jedności Chrześcijan) skrytykował pokusę "przystosowywania Ewangelii do opinii większości", a kard. Lucas Moreira Neves (Kongregacja ds. Biskupów) przypomniał, że od biskupów wymaga się "stanowczości, jasności i wigoru w nauczaniu prawdy". Kard. Angelo Sodano, sekretarz stanu, nie wyraził zdziwienia "napięciami w niektórych Kościołach lokalnych w relacjach z Kościołem powszechnym" i zapewnił, że "jedynym celem tych, którzy pracują w Kurii Rzymskiej, jest współpraca z Papieżem w jego wielkiej misji jedności Kościoła". Mimo tych mniej lub bardziej zawoalowanych prób przywołania biskupów do porządku, powszechne było przekonanie o wyjątkowej szczerości w dyskusji, a kard. Cassidy, Australijczyk, przypisał to charakterowi mieszkańców Oceanii.

Szczere i przejrzyste było także orędzie biskupów do wiernych. W krótkich słowach poinformowali ich o tym, co działo się w Rzymie (22 listopada - 12 grudnia). Mówiono o atmosferze obrad, a nawet o tym, że Papież brał w nich udział, uważnie się przysłuchując wszystkim wypowiedziom. Wspomniano również początki ewangelizacji Pacyfiku, pierwszych ewangelizatorów, a zarazem męczenników i świętych. Wyrażono uznanie dla duchowieństwa, świeckich, katechetów i misjonarzy za ich codzienną pracę. Słowa pozdrowienia skierowano do ludów tubylczych, które, jak pisał Jan Paweł II w liście apostolskim "Tertio millennio adveniente", miały być niejako głównym bohaterem obrad ("Istnieje, między innymi, problem ludności pierwotnej, w szczególny sposób powiązany z niektórymi aspektami prehistorii rodzaju ludzkiego. Z tego względu Synod powinien by podjąć - obok innych problemów tego Kościoła - właśnie temat spotkania chrześcijaństwa z owymi prastarymi formami religijności, które wyraźnie cechuje orientacja monoteistyczna"). "Macie szczególne miejsce w życiu Kościoła w Oceanii i solidaryzujemy się z waszą walką o własne prawa", napisali biskupi.

Młodzieży przypomniano, że jest już w tej chwili częścią Kościoła i ponosi za niego odpowiedzialność. W orędziu jako najważniejsze z poruszonych zagadnień wymieniono kwestie uchodźców i migracji, ochrony środowiska i bezrobocia, rozwoju materialnego i służby zdrowia, nadużyć seksualnych i ekonomii. "Integralną częścią naszych rozważań był święty charakter życia, godność osoby ludzkiej, tak kobiety jak i mężczyzny oraz ich dobro wspólne", stwierdzili biskupi Oceanii.

Wyjeżdżali oni z Rzymu z przeświadczeniem, że przez trzy tygodnie ich sprawy były w Kościele powszechnym najważniejsze i że odległość geograficzna nie stwarza przeszkód coraz bardziej istotnej kolegialności oraz z nadzieją, że Papież zdoła przyjechać do nich w przyszłym roku, by zakończyć Synod. Najprawdopodobniej w Nowej Kaledonii.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: prawa człowieka kobieta celibat sekularyzacja bioetyka ubóstwo modernizm terroryzm Tertio Millennio Adveniente Oceania Australia Nowa Zelandia antykoncepcja Synodu Oceani nadużycia seksualne
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W