Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Adam Boniecki

Czas milczenia i czas mówienia

Trudno pojąć, czemu Kuria Poznańska ograniczyła się do bardzo ogólnikowego dementi.
Dlaczego znów trzeba było czekać na oświadczenie Watykanu? Z perspektywy ośmiu lat widać, że brak rozwiązania sprawy abp. Paetza do dziś odbija się czkawką.

Najdostojniejsza Ekscelencjo, Ojciec Święty z przyjemnością wysłuchał relacji o tym, jak wiele dobrego czyni Wasza Ekscelencja przez swoje konferencje i inne posługi i dziękuje za nie dobroci Boga. Uważa on jednak, że wykorzystacie lepiej otrzymane od Boga dary, oddając się od tej pory wyłącznie apostołowaniu piórem, w domu waszego zgromadzenia i pod kierunkiem przełożonych Towarzystwa Jezusowego. By umożliwić Wam pójście w tym kierunku, Jego Świątobliwość prosi Was po ojcowsku, byście zwrócili się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o zgodę na złożenie insygniów biskupich (...). To pozwoli Wam oddać się w pełni i z całą swobodą pracy pisarskiej. Ojciec Adélard Dugré, asystent Towarzystwa Jezusowego dla Anglii i Belgii (...) zostanie upoważniony do przyjęcia w imieniu Stolicy Apostolskiej Waszego zrzeczenia się używania insygniów biskupich. Wystarczy, że okażecie mu swoją prośbę na piśmie. Ojciec Święty, w swojej wielkiej dobroci, upoważnił mnie do przekazania Wam apostolskiego błogosławieństwa dla Waszej osoby i pracy”. List z datą 18 kwietnia 1937 r. podpisał Sekretarz Stanu Eugenio Pacelli.

Tak skończyła się zawrotna kościelna kariera biskupa Michela d'Herbigny'ego, jezuity, znawcy Wschodu (zwłaszcza Rosji), wybitnego historyka, człowieka absolutnego zaufania Piusa XI, tajnego wysłannika do sowieckiej Rosji, potajemnie konsekrowanego przez nuncjusza Pacellego, pierwszego szefa watykańskiej komisji Pro Russia, budowniczego rzymskiego instytutu Russicum. Mimo zabiegów podejmowanych przez przyjaciół i rodzinę zdegradowany biskup do końca życia (zmarł w 23 grudnia 1957 r.) przebywał w wyznaczonym przez przełożonego generalnego domu zakonnym, nigdy nie występując jako biskup. Wolno mu było jedynie odprawiać Msze i udzielać komunii, podróżować mógł tylko w towarzystwie socjusza. Na 60-lecie życia zakonnego (trzy miesiące przed śmiercią) otrzymał za pośrednictwem Sekretarza Stanu papieskie błogosławieństwo.

Przyczyny nałożenia sankcji na d'Herbigny'ego do dziś nie są w pełni jasne. On sam do końca utrzymywał, że jest ofiarą mistyfikacji, która pod znakiem zapytania stawiała jego moralność, zaaranżowanej przez nienawidzących go Sowietów. W pamięci współbraci zakonnych, przebywających z nim w domu zakonnym, zapisał się jako człowiek pogodny, cichy i głębokiej pobożności. Pozostawił kilka książek, wśród nich rodzaj autobiografii i zarazem apologii pro vita sua. W generalnym archiwum jezuitów jego teczka jest pusta. Być może dokumenty tej sprawy są przechowywane w niedostępnej dla historyków części archiwów Sekretariatu Stanu.

***

Historia biskupa d'Herbigny'ego nieodmiennie wraca na pamięć, kiedy kolejny raz w mediach pojawiła się sprawa arcybiskupa Juliusza Paetza. Tamta historia pokazuje, że jeszcze 88 lat temu Stolica Apostolska traktowała swoich biskupów dość bezwzględnie, lecz podobnie jak dziś nie podawała do publicznej wiadomości, ba, nawet do wiadomości zainteresowanego, uzasadnienia podejmowanych decyzji. Cytowany wyżej, pełen hipokryzji list jest tego dobrym przykładem. Nie o pisarskie talenty 57-letniego wówczas biskupa chodziło, to jest pewne.

Dziś procedury są znacznie łagodniejsze. Nie słyszałem, by ukaranemu biskupowi (bo karne zdjęcia z diecezji również się zdarzają) polecano zdeponowanie insygniów. Nadal jednak praktykuje się zasadę utajniania wyników dochodzenia winy, być może uznając sam fakt zdjęcia z urzędu za dostatecznie upokarzający. Często zresztą — wiem to z doświadczenia zdobytego w latach pełnienia funkcji wyższego przełożonego — dowody winy, a czasem i przyznanie się do winy, bywają ujawniane sub secreto. Wystarczająco pewne, by podjąć decyzję, nie mogą być użyte w formalnym postępowaniu dyscyplinarnym. Dlatego odium za decyzje dyscyplinarne często spada na przełożonych, którzy, związani obietnicą dotrzymania tajemnicy, nie mogą się z podjętej decyzji wytłumaczyć.

Jak sprawy wyglądały w przypadku arcybiskupa Paetza — nie wiem. Szeroko znana wersja, przytoczona na poprzedniej stronie przez Andreę Torniellego, nie odpowiada innej, którą jako prawdziwą przedstawił mi jeden z najbardziej wiarygodnych i doskonale zorientowanych w sprawie współpracowników Jana Pawła II. Według niego dr Wanda Półtawska rzeczywiście przekazała Papieżowi dossier sprawy arcybiskupa poznańskiego (sama dr Półtawska stanowczo oświadcza, że była jedynie „listonoszem” i o samej sprawie Ojciec Święty nie rozmawiał z nią wcale), ale nie jest prawdą, że wcześniejsze doniesienia pozostawały w Watykanie bez echa: kiedy Pani Doktor dostarczyła słynne dossier, dochodzenie już było w toku.

***

Często powtarza się twierdzenie, że polecenie arcybiskupowi Paetzowi, aby złożył rezygnację z urzędu (uczynił to 28 marca 2002 r.), nie było poprzedzone procesem. Nie sądzę, by proces był do tego — z kanonicznego punktu widzenia — potrzebny. Decyzja została podjęta przez Papieża po przeprowadzeniu dochodzenia. Prowadził je jako wizytator apostolski, człowiek znany z kompetencji, prawości i rzetelności, od 2004 r. dziekan Roty Rzymskiej, ks. prałat (od 2006 r. — biskup) Antoni Stankiewicz. Nikt przeciwko arcybiskupowi nie wystąpił do kościelnego trybunału z oskarżeniem, które by uzasadniało wszczęcie przeciw niemu postępowania sądowego. Niestety, istnieje szeroko rozprzestrzeniona opinia, że ewentualni oskarżyciele byli do tego skutecznie zniechęcani. Czterech dziekanów złożyło wtedy rezygnacje z funkcji. W listopadzie 2001 redaktor poznańskiego „Przewodnika Katolickiego” ks. Jacek Stępczak został odwołany z funkcji za odmowę publikacji oświadczenia broniącego arcybiskupa i wyjechał na misję do Zambii. Także publikacja w „Tygodniku Powszechnym” rozmowy z ks. Tomaszem Węcławskim, opisującym przebieg całej historii, nie spotkała się w wysokich kręgach kościelnych z najlepszym przyjęciem. Warto też dodać, że nikt się specjalnie nie rwie do publicznego opowiadania o tym, że był obiektem molestowania seksualnego.

Sam arcybiskup Juliusz Paetz nie wykazał się tą klasą, co bp d'Herbigny. Z drugiej strony, zastosowane wobec niego sankcje są znacznie łagodniejsze niż tamte wobec biskupa d'Herbigny'ego. Dla ścisłości warto przypomnieć, że wydany na wniosek następcy Paetza, abp. Stanisława Gądeckiego, dekret prefekta Kongregacji ds. Biskupów Giovanniego Battistę Re zakazuje mu udzielania sakramentu bierzmowania, wyświęcania kapłanów, konsekrowania kościołów i ołtarzy na terenie archidiecezji poznańskiej. Zakaz nie obowiązuje poza diecezją oraz wtedy, gdy arcybiskup nie jest głównym celebransem udzielającym sakramentów (może pomagać innemu biskupowi).

Arcybiskup senior wprawdzie nie narusza zakazów, ale bardzo często pojawia się publicznie w biskupich szatach z insygniami (nikt mu ich przecież nie odebrał), w Polsce i za granicą (np. w Rzymie i we Lwowie), budząc zrozumiałe zainteresowanie. Jest rzeczą oczywistą, że w ten sposób pragnie unaocznić swą niewinność.

***

Choć oświadczenie rzecznika Stolicy Apostolskiej o. Lombardiego, że „mówienie o »rehabilitacji« w przypadku abp. Juliusza Paetza jest pozbawione podstaw”, położyło kres trwającemu tydzień zamieszaniu, trudno było do sprawy nie powrócić i nie wyciągnąć wniosków z tego, co się wydarzyło. Pierwszy z nich dotyczy jasności w tego rodzaju przypadkach. Trudno pojąć, czemu Kuria Poznańska ograniczyła się do bardzo ogólnikowego dementi oraz dlaczego prasowe biuro Episkopatu nie pospieszyło z pomocą zdezorientowanym wiernym. Dlaczego trzeba było czekać na oświadczenie Watykanu. Przecież — jak się wydaje — wystarczyło poinformować o treści listu kardynała Re do arcybiskupa Gądeckiego. Zaskakujące jest także to, że w komunikacie z odbytej 19-20 czerwca Konferencji Episkopatu Polski nie ma o tej sprawie, która tak zbulwersowała opinię publiczną, najmniejszej wzmianki.

Z perspektywy ośmiu lat widać, że niejasności wokół rozwiązania sprawy metropolity poznańskiego do dziś odbijają się czkawką. Powtarzana teza, że dochodzenie ani nie potwierdziło zarzutów, ani ich nie podważyło nie jest przekonywająca. Ze świętą zasadą in dubio praesumptio stat pro reo (w przypadku wątpliwości domniemanie przemawia na rzecz oskarżonego) kłóci się decyzja o zdymisjonowaniu arcybiskupa. Czyżby tak poważną sankcję zastosowano mimo istniejących wątpliwości o jego winie?

Wreszcie przywołany na wstępie casus d'Herbigny'ego prowokuje jeszcze jedną wątpliwość. Jeśli wobec księży w poważnych przypadkach prawo kanoniczne przewiduje redukcję do stanu świeckiego, to czy w przypadkach niesprostania roli biskupa, sprowadzenie go do stanu księdza prostego nie zapobiegałoby wielu późniejszym komplikacjom, występującym nie tylko w historii arcybiskupa Paetza?

Warto przy tej okazji sobie uświadomić, jak fatalne skutki może mieć milczenie wtedy, kiedy pilnie potrzeba wyjaśnień. Na podstawie wiadomości o rozluźnieniu sankcji wobec abp. Paetza publicysta „Christianitas” Michał Barcikowski wysuwa twierdzenie o istnieniu „homoseksualnej mafii wśród wysoko postawionych duchownych”. Tzw. „lawendowa mafia” — pisze Barcikowski — potrafi bronić swoich członków za wszelką cenę. Tego rodzaju oskarżenia (hipotezy?) są na tyle poważne, że wymagają twardych dowodów.

Brak informacji z konieczności prowokuje do spekulacji. Milczenie bywa złotem, ale czasami jest wprost przeciwnie. Powiada Kohelet: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest (...) czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia...” (Koh 3, 7). Rzecz w tym, by wiedzieć, kiedy jest który.



opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: molestowanie Watykan Juliusz Paetz Stanisław Gądecki naduzycia seksualne archidiecezja poznańska sprawa Paetza Federico Lombardi Giovanni Battista Re
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W