Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Anna Mateja

Krakowskim targiem

20 lat działania Komisji Majątkowej to dla Kościoła krakowskiego kilkadziesiąt odzyskanych nieruchomości. Sprawdziliśmy, jakich.
Przyjrzeliśmy sę także
odzyskiwaniu majątku
przez gminę żydowską.

Dzięki Komisji Majątkowej Kościół katolicki w Krakowie i sąsiednich gminach otrzymał ponad 464 hektarów nieruchomości. Dzięki Komisji Regulacyjnej krakowska gmina żydowska dostała kilkadziesiąt budynków w środku miasta. Do rozpatrzenia zostało zaledwie kilka spraw: pięć w Komisji Majątkowej i osiem w Regulacyjnej.

Na rozstrzygnięcie czekają jednak sprawy najtrudniejsze, m.in., na wniosek gminy żydowskiej, ustalenie własności budynku dawnego szpitala żydowskiego przy ul. Skawińskiej, gdzie obecnie mieści się Ośrodek Chorób Immunologicznych i Środowiskowych oraz II Katedra Chorób Wewnętrznych Collegium Medicum UJ. Natomiast Kościł, a konkretnie Caritas archidiecezji krakowskiej, próbuje odzyskać ambulatorium przy ul. Kopernika. Kiedyś stał tu budynek należący do Stowarzyszenia Sług Katolickich św. Zyty, zapisany Caritasowi przez ostatnie członkinie w zamian za opiekę nad ich grobem.

O nas bez nas

Każdą z czekających na rozstrzygnięcie spraw miejscy urzędnicy przepatrują nader skrupulatnie. Bo choć nikt nie podważa praw gminy żydowskiej do odzyskania utraconych po 1939 r. synagog, cmentarzy czy budynków, w których mieściły się jesziwy albo łaŸnie rytualne, ani praw Kościoła do nieruchomości, które mu zabrano, łamiąc zasady ustalone w ustawie o przejęciu tzw. dóbr martwej ręki z 1950 r., to miasto nie chce stracić więcej niż to konieczne.

I trudno się dziwić. Kiedy w rozmowach między Episkopatem a rządem premiera Mieczysława Rakowskiego ustalono powstanie Komisji Majątkowej (jej działalność reguluje ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego z maja 1989 r.), samorządy nie istniały. Zakładano, że ziemią podzieli się z Kościołem Skarb Państwa. Nie przewidywano zresztą większych komplikacji ani nadmiaru wniosków, bo uważano, że Komisja zakończy działalność po roku albo dwóch.

W maju 1990 r. odbyły się pierwsze wybory lokalne i choć samorządy nie miały w Komisji swoich przedstawicieli, a jej obrady były niejawne, rozporządzeniem Rady Ministrów władze municypalne zobowiązano do oddawania ziemi, którą wskaże Komisja, automatycznie wyłączając ją z obrotu. Oczywiście i samorząd w latach 90. odzyskiwał nieruchomości utracone cztery dekady wcześniej, kiedy stalinizujący się kraj likwidował władze lokalne. Tyle że zwracano mu przede wszystkim to, co wymagało realizacji zadań samorządu, a więc szkoły, przedszkola, szpitale. Także te wybudowane na terenach, które niegdyś należały do Kościoła, albo mieszczące się w budynkach, które po 1997 r. chciała odzyskać gmina żydowska.

Prof. Andrzej Oklejak, pełnomocnik prezydenta miasta Krakowa ds. prawnych, komentuje: — Taki specyficzny „dar”: wypełniamy swoje zadania i jeszcze musimy uregulować rachunki z dawnym właścicielem, którego przecież nie samorząd pozbawił własności.

Samorządy najchętniej regulowałyby więc państwowo-kościelne spory o grunty mieniem Agencji Nieruchomości Rolnych, która administruje m.in. ziemią dawnych PGR-ów, tak naprawdę przejętą przez państwo od prywatnych właścicieli na podstawie dekretu o reformie rolnej z 1944 r. Kościelne roszczenia mogą być więc zaspokajane nieruchomościami, których dawni właściciele odzyskać nie mogą, ponieważ od dwóch dekad parlament nie potrafi uporać się z uchwaleniem ustawy reprywatyzacyjnej — chyba że zdecydują się na żmudny proces sądowy.

Wedle ustawy Komisja powinna zajmować się tylko nieprawidłowościami przy wykonywaniu ustawy z 1950 r. (Sejm nie uchylił przecież tego prawa), np. gdy proboszczowi nie pozostawiono 50 hektarów z zabieranego gospodarstwa. W rzeczywistości jednak idzie dalej za sprawą aneksu zawartego przez komisję wspólną: Episkopat zwrócił się do rządu z możliwością rozważenia, czy nie zostawiać diecezjom, podobnie jak poszkodowanym w 1950 r. proboszczom, do 50 hektarów ziemi, a seminariom i zakonom — do pięciu hektarów.

Prof. Oklejak: — Dzięki temu Komisja Majątkowa nie tylko ocenia nieprawidłowości przy wykonaniu ustawy z 1950 r., ale ma kompetencje władcze przydzielania ziemi. Poza tym, ustawowe sformułowanie: „z ziem zabranych Kościołowi można przydzielić do 50 hektarów” często interpretuje się maksymalistycznie i zwraca się całość. Albo w postaci gruntów, albo odszkodowania.

W sporze samorząd Krakowa—Komisje nie brakuje sporów o słowa, a od kilku lat procesów sądowych. I tak dyskusję o definicję pojęcia „wyznaniowej żydowskiej osoby prawnej”, prowadzoną z gminą żydowską, rozstrzygnął ostatecznie, w 2007 r., Sąd Najwyższy. Natomiast niejawność obrad i brak możliwości odwołania się od decyzji podejmowanych przez Komisję Majątkową miasto Kraków w 2006 r. zaskarżyło do sądu administracyjnego i Rzecznika Praw Obywatelskich. Przygotowuje się też do udziału w obradach Trybunału Konstytucyjnego, gdy ten opanuje wreszcie zaległości i zajmie się wnioskiem złożonym w styczniu 2009 r. (a kilka dni temu ponowionym po uzupełnieniu brakującej liczby podpisów) przez posłów lewicy o uznanie niekonstytucyjności działania Komisji.

Przeorysza rozumie,
opat niekoniecznie

— Większość nieruchomości odzyskanych dzięki Komisji Majątkowej Kościół sprzedał — uważa prof. Oklejak. — Nie oceniam tego, bo Kościł, jak każdy podmiot i obywatel, może zrobić ze swoją własnością, co zechce.

Siedem działek, w tym przy ulicy Kapelanka, wartych 24 mln zł, gdzie miało powstać centrum kupieckie, przekazanych jako mienie zastępcze klasztorowi cystersów, sprzedano w ciągu tygodnia. Siostry norbertanki, które otrzymały nieruchomość zastępczą w zamian za ziemię pod hotelem „Cracovia”, stadionem Cracovii i torami kolejki na lotnisko w Balicach, też się jej pozbyły. Przy okazji wykreślania terenu pod stadion Cracovii popełniono zresztą błąd techniczny, nie uwzględniając kilku arów obok głównego wejścia na stadion. Siostry serafitki, których dom znajduje się na dawnej posiadłości sióstr norbertanek, zaproponowały 900 tys. zł odkupnego. Ponieważ cena trzykrotnie przebijała rynkową, miasto z propozycji nie skorzystało i w reprezentacyjnym punkcie nowego obiektu straszy asfaltowa dziura.

Prof. Oklejak mimo to ceni sobie kontakt z przeoryszą sióstr norbertanek. Siostra podkreślała, że zakon od lat jest związany z Krakowem i rozumie, iż ziemia pod stadionem nie może być przedmiotem swobodnego obrotu, a miasto jej potrzebuje. Od razu zaakceptowała sumę podaną przez rzeczoznawcę. W jednym z listów napisanych do prezydenta Krakowa napisała też, że zakon mógłby się ubiegać o mienie zastępcze (albo odszkodowanie) za nieruchomość na Sikorniku, zajętą pod Kopiec Kościuszki, które siostrom podarowała jeszcze św. Kinga, a jednak tego nie robi...

Rzeczowość przeoryszy robi wrażenie, jeśli zestawić ją z historią roszczeń opactwa cystersów albo Bazyliki Mariackiej. Cystersi, choć ustawa o przejęciu dóbr martwej ręki zabrała im prawie 400 hektarów, składając w 1992 r. wniosek w Komisji Majątkowej nie zamierzali odzyskiwać nawet przysługujących im 50 hektarów. Poprosili o 19, bo tyle potrzebowali pod budowę planowanej infrastruktury. Dwa lata póŸniej otrzymali pierwsze 4,5 hektara. Opat napisał wówczas do prezydenta Krakowa list dziękczynny — wdzięczny za sprawne załatwienie roszczeń.

W 2004 r. Urząd Miasta Krakowa otrzymał jednak kolejny list — że miasto powinno zwrócić zakonowi, albo zapłacić odszkodowanie, za brakujące ponad 40 hektarów. Przełożeni cystersów, za radą zatrzymanego przez CBA we wrześniu Marka P. (który jako pełnomocnik strony kościelnej reprezentował ich interesy przed Komisją Majątkową) po prostu zmienili zdanie. Wniosek, choć zgłoszony 12 lat po terminie, został przyjęty, a w 2006 r. pozytywnie rozpatrzony.

Właśnie w 2006 r., kiedy władze miasta Krakowa o utracie na rzecz parafii mariackiej działki o wartości 9,5 mln zł dowiedziały się z niepodpisanego, a póŸniej antydatowanego faksu, podstawa prawna działalności Komisji Majątkowej powinna zostać opracowana na nowo. Najlepiej w postaci nowej ustawy — Komisja zajmuje się przecież dobrami o wielomilionowej wartości, wspłkształtuje (na lata!) stosunki własnościowe i faktycznie prowadzi w Polsce reprywatyzację.

Prawdopodobnie parafia mariacka w ogóle nie powinna zgłaszać wniosku do Komisji, ponieważ w 1950 r. posiadała 118 hektarów, z których 68 przeszło na rzecz Skarbu Państwa. Kościół je stracił, ponieważ przez dwa lata proboszcz parafii mariackiej, ks. Ferdynand Machay, nie potrafił ustalić, jakie ziemie ma przekazać nowo powstałej parafii św. Antoniego w Bronowicach. Problem udało się rozwiązać dopiero w czasach bp. Karola Wojtyły i bazylice zabrano 25 hektarów. Podstawą roszczeń wobec Skarbu Państwa była właśnie ta strata.

Żydzi bez emocji

Niewykluczone, że losem ruin przy ul. Nowej 1 na krakowskim Kazimierzu zajmie się kiedyś Sąd Najwyższy. Gmina żydowska uważa, że przed 1939 r. był tam dom modlitwy, a skoro tak, powinni tę nieruchomość odzyskać. Miejscy urzędnicy wyszperali jednak w archiwach notki niemieckich policjantów, którzy pisali o „podejrzanym elemencie”, jaki miał się zbierać w pobliżu ruin przy Nowej, więc w momencie wybuchu wojny nie mogło tam być budynku.

Zgodnie z ustawą o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich z lutego 1997 r., gmina żydowska może występować o przejęcie nieruchomości, które w 1939 r. należały albo do niej, albo do „wyznaniowych żydowskich osób prawnych”. Zwrotowi podlega każda synagoga i cmentarz (jeśli się nie zachowały, zwraca się sam grunt), a także budynki, służące celom kultu, działalności charytatywno--opiekuńczej czy wychowawczej, które istniały w dniu wejścia w życie ustawy.

Upór przy odzyskiwaniu ruin brał się stąd, że zdaniem gminy dom modlitwy to synagoga, więc nieruchomość, na której się znajdował, podlega zwrotowi. W efekcie, spór prowadzono o kamienice albo piętra kamienic. Problem w tym, że domy modlitwy powstawały spontanicznie — de facto każde mieszkanie, do którego wniesiono Torę i zebrał się minian (dziesięciu Żydów), mogło stać się domem modlitwy.

Sprawa znalazła się już w sądzie. Gmina żydowska chce odzyskać niezabudowaną działkę, choć znajduje się ona w użytkowaniu wieczystym Fundacji Judaica Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie. Gmina ubiegała się zresztą także o odzyskanie nieruchomości, na której znajduje się CKŻ. Bez powodzenia, choć — mimo że Centrum prowadzi przecież działalność na rzecz kultury żydowskiej — zasądzono na jej rzecz odszkodowanie.

Co nie znaczy, że liczą się tylko pieniądze. Gmina bezinteresownie zrezygnowała z odzyskania budynku przy ul. Krakowskiej, gdzie, rozpoczynając działalność, założył przytulisko Brat Albert. Budynek użytkuje Zgromadzenie Braci Albertynów w Krakowie.

Od 1997 r. Komisja Regulacyjna wydała 26 orzeczeń. Osiem wciąż czeka na rozstrzygnięcie. Wszystkie sprawy dotyczą kamienic lub lokali mieszkalnych w Śródmieściu bądŸ na Kazimierzu.

Piotr Symołon, prawnik z UMK: — Z rozmów z przedstawicielami gminy żydowskiej wynika, że raczej niczego nie sprzedają. Jeśli gmina nie potrzebuje budynku czy lokalu na działalność statutową, wynajmuje je.

Działalność Komisji Regulacyjnej budzi jednak znacznie mniej emocji. Po pierwsze, tylko raz nie zaproszono przedstawiciela samorządu do udziału w jej obradach. Po drugie, szczególnie zagmatwane czy sporne sprawy znajdują finał w sądzie, gdzie każda ze stron może swobodnie dowodzić swoich racji. I odwoływać się aż do Sądu Najwyższego włącznie.

Pora na jawność

Odzyskanie przez Kościł lub gminę żydowską kamienicy z reguły oznacza podniesienie czynszu do wysokości rynkowej. Dotychczasowi mieszkańcy, bywa, że zajmujący lokale od czasów wojny, szybko opuszczają mieszkania w środku miasta, bo nie stać ich na wynajem. Kościół nierzadko pomaga w znalezieniu innego lokum. Ale bywa też inaczej.

Dr Andrzej Cechnicki, psychiatra, pamięta rozmowę z proboszczem jednej z krakowskich parafii, która na początku lat 90. odzyskała mieszkanie przy ul. Warszawskiej. Kiedyś mieszkał w nim prof. Antoni Kępiński; od 1977 r. istniał tu hostel dla osób chorujących na schizofrenię.

— Tłumaczyłem proboszczowi, że jest to być może jedna z najbardziej potrzebujących „rodzin” w jego parafii. Ksiądz oglądał wówczas w telewizji relację z wizyty Jana Pawła II w Polsce i równocześnie tłumaczył, że potrzebuje mieszkania do innych celów.

Nie pomogły interwencje posłanki Józefy Hennelowej ani prośby o zmianę decyzji kard. Franciszka Macharskiego. Ostatecznie, czynsz został podniesiony przez proboszcza na tyle wysoko, że hostel musiał się wyprowadzić. Nowe lokum znalazło mu miasto; dziś mieszka w nim siedmiu pacjentów wraz z opiekunem.

O ile można policzyć odzyskane przez Kościół nieruchomości, o tyle straty moralne, wynikłe z opacznie rozumianej zapobiegliwości, są raczej niepoliczalne. Każdą stratę można jednak odrobić, choćby, jak to zrobiła pod koniec września krakowska kuria, zapowiadając sporządzenie dokładnego spisu tego, jakiej wartości majątek Kościół odzyskał za sprawą Komisji Majątkowej.

Tyle że można pójść jeszcze krok albo i dwa dalej.

Kościł odzyskiwał przecież nieruchomości nie tylko dzięki Komisji, ale także podważając decyzje wywłaszczeniowe w sądzie, części nigdy nie stracił. Może ujawnić wszystko, łącznie z tym, w jaki sposób wykorzystuje dla swojej misji odzyskane nieruchomości. To samo powinny zresztą zrobić wszystkie instytucje, których niepodważalnym krzywdom obecne pokolenie próbuje zadośćuczynić, korzystając z dóbr Skarbu Państwa czy samorządów.   

Anna Mateja



opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Kraków nieruchomości Komisja Majątkowa odzyskiwanie majątku archdiecezja krakowska Kościół katolicki w Krakowie
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W