Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Ks. Remigiusz Sobański

„STRONA RZĄDOWA”?



Raz po raz słyszymy zwrot „strona rządowa”. Kolejne grupy zawodowe (a czasem wcale niezawodowe) są tą drugą, „społeczną”, czy jak ją nazwać, stroną, która pertraktuje z rządem, prowadzi z nim rokowania, stawia warunki (a często zgoła ultimatum), grozi czy wręcz straszy. Po prostu: dwie strony, równorzędne, dążące do „porozumienia”. Jeśli osiągnięto porozumienie, obydwie okazują zadowolenie, a strona rządowa chwali się, że osiągnięto kompromis.

Nie oceniam tego zjawiska, rejestruję fakt, do którego zresztą przywykliśmy i który wielu spośród nas uważa za normalny. Mało kogo razi zwrot „strona rządowa”; mało tego, sami ministrowie — i nie tylko — tak o sobie samych wyrażają się z okazji owych rokowań. Skoro tak się dzieje, to nie ma co narzekać na fakty, ale warto się nad nimi zastanowić, warto pomyśleć nad treścią i skutkami mowy o „stronie rządowej”. Właśnie „stronie”! A przecież rząd to organ władzy. Władza jest stroną dla innej, równej władzy. W zakresie prawem określonych kompetencji władza nie jest stroną, lecz organem decyzyjnym. Wykonywanie władzy to wydawanie wiążących decyzji, i to wyłącznie na podstawie prawa, a nie rokowań. Wedle konstytucji i wedle politycznych założeń demokratycznego państwa rząd rządzi, a nie zasiada do stołu. Rząd, który zasiada do stołu rokowań, przestał rządzić. Przykładem był nasz „okrągły stół” z roku 1989. Rząd („strona rządowa”) zasiadł do stołu, bo zorientował się, że nie jest w stanie dalej rządzić. Szukał kompromisu, by ratować, co się da. Swej władzy nie uratował. Ostał się natomiast w obiegu zwrot „strona rządowa”.

Funkcjonowanie tego zwrotu jest wielce wymowne. Można by oczywiście powiedzieć, iż dowodzi on, że władza się nie wyobcowała, utrzymuje łączność z bazą, nie jest apodyktyczna, lecz troszczy się o poparcie społeczne dla trudnych reform. Może „strona rządowa” mówić, że stara się o to, by wzajemne stosunki władzy i obywateli były partnerskie. Ale trudno nie dostrzec faktów. A te są takie, że rząd-strona to rząd o władzy ograniczonej, skoro musi zawierać kompromisy i raz po raz ustępować. Wykonywanie władzy i ustępowanie — to naprawdę się wzajemnie wyklucza: albo się rządzi, albo się ustępuje.

Powtarzam: nie oceniam, opisuję — i proponuję, by wyciągać wnioski. A te są proste. Nic tu nie pomoże zaklinowanie suwerenności i niezależności państwa, ono faktycznie nie posiada już monopolu władzy, a jego suwerenność jest od wewnątrz ograniczona.

Nie chodzi tu o ograniczenie władzy wynikające z prawa, bo do istoty władzy demokratycznego państwa należy to, że przysługuje jej tyle uprawnień, ile przyznają jej obywatele. Ograniczeniem suwerenności są uzależnienia od sił gospodarczych i nacisków grup, wyrażanych nieraz przez media (aż żal patrzeć, jak przedstawiciele władzy unikają najmniejszej nawet krytyki bossów medialnych!). Takie ograniczenia należą do mechanizmów życia społecznego i politycznego. Zjawiskiem nowym jest natomiast formująca się świadomość obywateli (czy można nazwać ją „świadomością obywatelską”?), wyrażająca się w zwrocie „strona rządowa”. Tkwi w niej nowe pojmowanie władzy, zdanie „z władzą trzeba się liczyć” nabiera odmiennego niż dotąd znaczenia. Co więcej, jeśli rząd jest traktowany jako strona i sam to akceptuje, to znaczy, że zbliża się koniec takiego państwa, w jakie organizowały się narody Europy w ciągu minionych ponad dwustu lat. Wygląda na to, że chcemy organizować się w jakieś inne, nowe formy.


opr. mg/mg



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: rząd centralizm strona rządowa władza wykonawcza społeczeństwo obywatelskie świadomość społeczna lobbying
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W