Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Stanisław Krajewski

NA DRODZE DO NORMALNOŚCI

Dzień Judaizmu

Spotkaliśmy się w kościele i w synagodze we Wrocławiu - my Żydzi i chrześcijanie. Nie dlatego, że różnice teologiczne między nami zniknęły. One się nie zmniejszyły. Tak więc dla żydowskiej wrażliwości teologicznej powiedzenie, że ktoś jest Bogiem, jest zupełnie nie do przyjęcia. Jednak nie zmienia to faktu, że łączy nas coś bardzo ważnego i głębokiego - wspólne źródła, bo wspólne jest Pismo: Biblia hebrajska. Na tej podstawie, a także w wyniku przemian cywilizacyjnych oraz - last but not least - szoku spowodowanego zagładą Żydów w środku chrześcijańskiej Europy, od kilku dziesięcioleci rozwija się historycznie nowy, bezprecedensowy proces. Stały się prawie normalne kontakty na bazie wzajemnego szacunku, wizyty Żydów w kościele bez żadnego podtekstu misjonarskiego (rzecz dla nas - przez stulecia skłanianych lub zmuszanych do przyjęcia chrześcijaństwa - najzupełniej zasadnicza), wizyty ludzi Kościoła w synagogach, o czym najlepiej świadczy wizyta Jana Pawła II w rzymskiej synagodze. Mówię, że stało się to "prawie" normalne, bo jest to zjawisko historycznie nowe tak bardzo, że dla wielu Żydów i chrześcijan pozostaje niezrozumiałe lub nie do przyjęcia.

Oczywiście Dzień Judaizmu jest wydarzeniem wewnątrzkościelnym, a gmina żydowska nie jest jego częścią. Jesteśmy natomiast bardzo zainteresowani tym, co Kościół mówi o Żydach i judaizmie. Nie możemy zapomnieć tragicznych skutków, jakie miało rozbrzmiewające przez wiele stuleci "nauczanie pogardy". I dlatego cieszy nas głęboka zmiana, jaka dokonała się w nauczaniu Kościoła.

Pogarda wynikała z dawniejszej doktryny: wedle niej Żydzi są odrzuceni, potępieni, a nieszczęścia, a nawet prześladowania, są tego wyrazem. To było zaproszenie do antysemityzmu. Zmiana, która się dokonała - szczególnie w ramach II Soboru Watykańskiego, to, najkrócej mówiąc, uznanie prawomocności judaizmu i postawa szacunku wobec nieodwoływalnego Przymierza, zawartego pomiędzy Stwórcą a Żydami. Nie do wszystkich ta zmiana dotarła, i nie wszędzie zastąpiła stare nauczanie, ale jest faktem, że dla wielu osób brzmi prawie normalnie mówienie z szacunkiem o judaizmie, a anachronicznie - teza o bogobójstwie.

Istnieje głębokie pokrewieństwo pomiędzy Kościołem a Żydami. Kościół buduje częściowo na tych samych tekstach i tradycjach. To stwarza więź, a zarazem napięcie i opozycję. My, Żydzi, nie odnajdujemy się w kościelnej interpretacji Biblii hebrajskiej. Pozostajemy jednak nieustannie pod wrażeniem faktu, że odległe wydarzenia, które miały miejsce w ziemi Izraela, zawładnęły wyobraźnią narodów świata. Ważne dla nas jest nie tylko miejsce. Sens tych wydarzeń może być rozumiany tylko w świetle żydowskich kategorii. Na przykład: idea mesjańska ma sens w ramach żydowskiej tradycji.

Już w okresie formacyjnym judaizmu pojawia się obietnica celu historii - zwykle rozumiana jako wizja jej kresu. Mesjasz przyjdzie - i zakończy gwałt i niesprawiedliwość na tym świecie. Bóg zostanie uznany przez wszystkich, a Izrael - Jego pierwszy i najwierniejszy świadek i zbiorowy kapłan - stanie się wolny i wyniesiony w odbudowanym Syjonie. Lew będzie spokojnie leżał przy baranku, miecze zostaną przekute na lemiesze. Każdy zna te obrazy. I chyba nikt nie powie, że są one rzeczywistością. Nadejście Mesjasza powinno być oczywiste, ponad wątpliwościami. Do dziś Żydzi na czyjeś stwierdzenie, że Mesjasz nadszedł, reagują wyjrzeniem przez okno. Co się zmieniło wokół nas? Rzecz jest właściwie bardzo prosta. Ale zaraz: Lubawiczer rebe, cadyk dużej grupy chasydów, zmarł parę lat temu, a niektórzy jego wyznawcy głoszą, że jest on Mesjaszem! Wszyscy inni Żydzi traktują to bez zrozumienia, a często z niekłamaną złośliwością. Nikt nie odbiera i jednak prawa obywatelstwa w świecie żydowskim ani w świecie żydowskiej ortodoksji. Pouczająca historia... Więc jest nadal w żydowskiej religii potencjał, aby koncentrować tęsknotę mesjańską na konkretnej osobie. Więc rozejście się w ocenie, kto jest Mesjaszem, nie powoduje utraty poczucia braterstwa i wzajemnej akceptacji. To mówi wiele o możliwościach wspólnoty między Żydami a chrześcijanami (choć inne przeszkody nie znikają, bo oczywiście Jezus jest dla chrześcijaństwa daleko więcej niż Mesjaszem).

Czy jest jakiś grunt w sposób niewątpliwy wspólny z jednej strony wszystkim Żydom, a z drugiej chrześcijanom? Tak. Jednak jedna rzecz się dokonała: dzięki chrześcijaństwu cały świat dowiedział się o idei Mesjasza, o nadziei mesjańskiej. Choć dokonało się to w formie, w której my Żydzi się nie rozpoznajemy, bo w duchu triumfalizmu (oto Mesjasz nadszedł!), to jednak pozytywna strona ekspansji chrześcijaństwa jest dla mnie jasna: oczekiwanie mesjańskie stało się zrozumiałe wszędzie.

Wiemy, że niezgłębione są drogi, którymi ludzie idą ku poznaniu uniwersalnej ważności Boga Abrahama, Boga Izaaka, Boga Jakuba. Chrześcijaństwo odgrywa niezwykłą rolę nawet z wąsko pojętej żydowskiej perspektywy: to dzięki Kościołowi cały świat - od Alaski po Australię, od Kuby po Koreę - usłyszał, że Stwórca Świata nazywany jest nie inaczej, ale Bogiem Izraela.

Wielkim prekursorem tego nowego myślenia był wybitny żydowski myśliciel z początków naszego stulecia Franz Rosenzweig. Był on filozofem, a zarazem filozofem żydowskim (podobnie jak np. Pascala możemy określić jako filozofa chrześcijańskiego). Samo to jest historycznie nowe. Jego wpływ rośnie. Jego główne dzieło "Gwiazda Zbawienia", trudne i fascynujące, właśnie wyszło po polsku. Chrześcijaństwo, "antypodyczna odrośl judaizmu", jest w nim potraktowana z pełnym szacunkiem jako ważna i potrzebna droga promieniowania Objawienia.

Wpływ wizji Rosenzweiga na dialog chrześcijańsko-żydowski jest wciąż niedostateczny. Daje on wielki oddech i wciąż nie zasymilowany potencjał. Po "objawieniu" w berlińskiej synagodze Rosenzweig odrzucił perspektywę chrztu i wyjaśnił to w liście. Użył wtedy fenomenalnej formuły, która jest lapidarnym wyrazem idei rozwiniętych później. Rosenzweig zastosował chrześcijańską terminologię, by wyrazić żydowską prawdę: nie ma drogi do Ojca inaczej niż poprzez Syna, ale z jednym zasadniczym wyjątkiem: nie dotyczy to tych, "którzy już są z Ojcem", tzn. Żydów. A dokładniej - Żydów, którzy uczestniczą w żydowskim trwaniu, żydowskiej misji. Uważam, że ta wizja może być podstawą dialogu chrześcijańsko-żydowskiego na poziomie najgłębszym. Dialog taki wykracza poza dyplomację i negocjacje, poza wzajemne opowiadanie o sobie, a nawet poza uczenie się od siebie. Jest to bowiem wizja osobnych równoległych dróg zbawienia, uzupełniających się misji. Rosenzweig określa je w "Gwieździe" jako "wieczny ogień" judaizmu i "wieczną drogę" chrześcijaństwa. Oficjalne nauczanie Kościoła odrzuca równoległe drogi zbawienia. Jednak ci teologowie, którzy opracowują wizje Kościoła otwartego, myślą w sposób zbieżny z wizją zawartą w "Gwieździe".

My Żydzi jesteśmy różni. Doświadczenia żydowskie, doświadczenia życia w społeczeństwach chrześcijańskich, te dobre i te złe, są częścią szeroko rozumianego judaizmu. Jest też faktem, że Żydzi polscy są bardzo polscy (podobnie jak angielscy są bardzo angielscy itd.). Ten fakt wszyscy powinniśmy przyjąć jako nową (historycznie rzecz ujmując) rzeczywistość. Dla mnie - i dla licznych innych polskich Żydów - jest to powód do satysfakcji. Mam nadzieję, że uznanie wartości żydowskiej tradycji, ta historyczna nowość, która znajduje swój wyraz w Dniu Judaizmu, oznacza zarazem coś nieco bardziej konkretnego: uznanie prawomocności życia żydowskiego u nas, w Polsce, teraz; uznanie naszego dziedzictwa na tej ziemi, która była miejscem życia i pracy przez stulecia; uznanie dla naszego udziału w życiu ogólnonarodowym.

Łączy nas tak wiele. Czy łączy nas stosunek do antysemityzmu? Napisy na murach, miesiącami nieścierane gwiazdy Dawida na szubienicy, wyzywanie się od "Żydów" przez młodzież na stadionach, insynuacje polityków - to nie wyjątki, ale niemalże codzienność wokół nas. I rzecz jeszcze znacznie częstsza, a nie mniej dla nas bolesna: bagatelizowanie sprawy: "to ekstremiści" albo "ktoś coś chlapnął, czym się tak przejmować?" My nie możemy patrzeć na to z chłodnym dystansem. Za wiele pamiętamy. Szczególnie właśnie w Polsce. Choć budujemy nowe, własne żydowskie życie, wciąż pozostajemy w cieniu wojennej tragedii. Głębi tej traumy nie sposób przecenić. Znikł cały świat. Po miasteczkach z większością żydowską pozostały miasteczka bez Żydów. Po dzielnicach żydowskich w miastach pozostały ruiny. Rany psychologiczne pozostały do dziś.

Jestem głęboko wdzięczny tym ludziom Kościoła, którzy podzielają naszą wrażliwość. Większość polskich Żydów będzie zapewne oceniać sukces kolejnych Dni Judaizmu według tego, na ile ta wrażliwość znajdzie odbicie. A także według tego, czy przybędzie ludzi, którzy pojmą, że zaprzeczanie istnieniu antysemityzmu w Polsce lub bagatelizowanie jego przejawów szkodzi nie tylko obrazowi Polski za granicą, ale i wewnętrznemu zdrowiu polskiego życia.

Życzę nam wszystkim, by kolejne Dni Judaizmu były ważnym i dobrym wydarzeniem dla Kościoła katolickiego. Jeśli przyniosą katolikom lepsze zrozumienie nieprzemijającej wartości judaizmu, który zawiera odniesienie do najgłębszej prawdy o świecie, to i my, Żydzi, będziemy usatysfakcjonowani. Jeśli przyniosą szersze zrozumienie, dlaczego Jan Paweł II powiedział, że "antysemityzm jest grzechem", będziemy po prostu wdzięczni.

 

Powyższy tekst jest skróconą wersją wystąpienia podczas sesji w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, w ramach głównych obchodów Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce. Autor jest współprzewodniczącym Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów oraz przewodniczącym Forum Żydowskiego.




Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Żydzi Europa synagoga antysemityzm chrześcijanie Biblia hebrajska gmina żydowska Bóg Izraela
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W