Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Jerzy Turowicz

Budowniczy mostów

"Annuario Pontificio" (Rocznik Papieski) wśród tytułów Papieża wymienia i taki: Summus Pontifex, Najwyższy Kapłan. Najwyższy oznacza, że Papież jest Głową Kościoła, stoi na szczycie hierarchii duchowieństwa. Pontifex - tytuł odziedziczony po cezarach starożytnego Rzymu - to arcykapłan, ale etymologicznie znaczy także: budowniczy mostów, od łacińskiego pons - most i facere - czynić. Istotnie taka jest funkcja papieża: budowanie mostów między Chrystusem a człowiekiem. Pomostem, a więc pośrednikiem między Chrystusem a człowiekiem jest bowiem Kościół, założony przez Chrystusa, by ludziom głosić Ewangelię i prowadzić ich do zbawienia.

Jan Paweł II jest pierwszym papieżem po Soborze Watykańskim II. W pracach tego Soboru brał niezmiernie czynny udział, zwłaszcza w redagowaniu konstytucji duszpasterskiej "Gaudium et spes" - o Kościele w świecie współczesnym, oraz deklaracji "Dignitatis humanae" - o wolności religijnej. Co więcej, jego życie duchowe i intelektualne zostało w silnej mierze - co sam nieraz przyznawał - ukształtowane przez Sobór. Sobór zaś, choć duszpasterski a nie doktrynalny, był najważniejszym wydarzeniem w życiu Kościoła, może nie tylko obecnego, kończącego się stulecia. Jedną z rewolucji tego Soboru była zmiana relacji między Kościołem a światem, to, co się nazywa otwarciem się Kościoła na świat. Do tej zmiany doprowadziła głęboka refleksja nad istotą Kościoła i jego misją w świecie.

Z końcem XIX i w pierwszej połowie XX wieku Kościół znajdował się w konfrontacji czy też w defensywie wobec świata, bronił się przed naporem sekularyzacji czy laicyzacji. Sobór to postawa dialogu. Wyraża tę postawę formuła zawarta w pierwszej encyklice Jana Pawła II "Redemptor hominis": "Człowiek jest drogą Kościoła". Przedtem mówiono: "Kościół jest drogą człowieka", człowiek winien przyjść do Kościoła, przez Kościół iść do zbawienia. Jan Paweł II mówi: Kościół winien iść do człowieka, tam gdzie on jest, takiego jakim jest, mówić do niego językiem dla niego zrozumiałym, odpowiadać na jego pytania.

Budowaniu mostów służą podróże duszpasterskie Jana Pawła II, już przeszło 80 podróży po wszystkich kontynentach globu, nie licząc ponad 200 podróży po Włoszech. Podczas tych podróży Jan Paweł II stara się mówić do wszystkich ludzi, wierzących i niewierzących. Czyni to podczas masowych spotkań czy celebracji eucharystycznych i podczas spotkań z poszczególnymi grupami społecznymi: z biskupami, duchowieństwem i zakonnikami, z chłopami i robotnikami, z młodzieżą, z ludźmi kultury i nauki. Z politykami, z ludźmi chorymi, z ludnością marginesu społecznego, mieszkańcami faveli i slumsów. Wreszcie podczas spotkań ekumenicznych: z członkami Kościołów chrześcijańskich i wspólnot niekatolickich, z wyznawcami religii niechrześcijańskich, zwłaszcza judaizmu i islamu. Wszystkim głosi Ewangelię, ale czyni to w sposób zróżnicowany: do ludzi świata pracy mówi o problemach pracy, do inteligencji twórczej o problemach kultury w świetle Ewangelii.

Pontyfikat Jana Pawła II jest nacechowany ogromnym poczuciem odpowiedzialności za świat. Świat kończącego się stulecia, rozdzierany konfliktami politycznymi i społecznymi, gwałceniem podstawowych praw człowieka, niesprawiedliwością społeczną, których ofiarą padają miliony ludzi. Orędzie Kościoła jest orędziem pokoju i pojednania między ludźmi i między narodami. We wszystkich tych konfliktach, na Bałkanach i na Bliskim Wschodzie, w Irlandii Północnej i w Afryce, Jan Paweł II stara się interweniować, nie tylko niosąc pomoc humanitarną, ale rozmawiając codziennie z mężami stanu i prowadząc poprzez wysłanników mediacje dla przywrócenia pokoju. Jeśli nawet te interwencje nie zawsze dają widoczne rezultaty, to jednak faktem jest, że z chwilą wyboru na Stolicę Piotrową Jan Paweł II niemal jednomyślnie został uznany za najwyższy autorytet moralny w świecie, nie tylko przez chrześcijan, nie tylko przez ludzi wierzących.

Powiedziano, że Jan Paweł II jest papieżem Soboru, pierwszym papieżem posoborowym. Twierdzenie to spotyka się nieraz, zwłaszcza w Europie Zachodniej czy po drugiej stronie Atlantyku, z kontestacją, z zarzutami, że bynajmniej nie jest on wierny duchowi Soboru. Nic w tym dziwnego. Sobór, każdy Sobór, jest swego rodzaju wstrząsem w życiu Kościoła, jest krokiem naprzód w ciągłym, idącym przez wieki, procesie wewnętrznej reformy, odnowy Kościoła. "Ecclesia semper reformanda" - jak mówi któryś z Ojców Kościoła i jak za nim powtarza Sobór Watykański II - Kościół, który stale się odnawia, stale potrzebuje odnowy, by skutecznie pełnić swoją misję. Niektórym ludziom trudno pogodzić się ze zmianami, zrozumieć je, przebudować swoją mentalność na mentalność posoborową. Wiemy o tym dobrze z doświadczenia naszego, polskiego Kościoła. Inni natomiast, przyjmując zmiany, oczekują, by Kościół w tym procesie poszedł dalej, wysuwają postulaty słuszne i niesłuszne, realne i nierealne, a na ogół przedwczesne. Domagają się niemal następnego Soboru, by realizować niedokończoną - ich zdaniem - reformę, nie zdając sobie sprawy, że zmiany, nawet słuszne, muszą dojrzewać w łonie całej wspólnoty kościelnej, i że owoce Vaticanum II bynajmniej nie zostały jeszcze przez tę wspólnotę przyswojone.

Jan Paweł II jest dobrze świadom tej sytuacji. Jego krytycy, domagając się zmian w dziedzinach, w których Papież, z najgłębszym przekonaniem, mówi to samo, co mówili jego poprzednicy, nie dostrzegają ogromnej nowości tego pontyfikatu, jeśli chodzi o otwarcie na świat, dialog ze światem, poczucie odpowiedzialności za świat, wreszcie zaangażowanie Kościoła na rzecz ludzi marginesu, odepchniętych i wydziedziczonych, tych, o których mówi Kazanie na Górze; jeśli chodzi o nacisk na to, co się określa mianem "preferencyjnej opcji Kościoła na rzecz ubogich".

Instrumentem budowania mostów między Chrystusem a człowiekiem, między Kościołem a światem, jest rzucone przez Jana Pawła II hasło Nowej Ewangelizacji. Nowa Ewangelizacja jest dwojako adresowana: tak do członków Kościoła katolickiego, jak i poza jego obręb, do wszystkich ludzi. W świecie dzisiejszym jesteśmy świadkami odrodzenia religijnego i poszukiwania Boga, równocześnie jednak nasilają się procesy laicyzacji i dechrystianizacji. Tak zwany świat zachodni, żyjący w dobrobycie cywilizacji konsumpcyjnej, a więc materialistycznej, nacechowany jest skrajnym liberalizmem prowadzącym do relatywizmu w dziedzinie prawdy, do przekonania, że nie istnieje żadna prawda obiektywna, że wszystkie "prawdy" są równouprawnione i równie prawdziwe lub nieprawdziwe. Liberalizm ten prowadzi również do osłabienia czy nawet zaniku poczucia obiektywnych norm moralności, do zaniku rozróżnienia między dobrem i złem. A skoro nie ma tego rozróżnienia, człowiek może robić to, co chce!

Ta dechrystianizacja powoduje również erozję w przekonaniach i postępowaniu chrześcijan, także katolików. Wielu z nich w sposób selektywny podchodzi do prawd wiary, akceptując niektóre, odrzucając inne - zwłaszcza niektóre normy moralności. Nowa Ewangelizacja w odniesieniu do katolików winna im przywrócić pełną tożsamość chrześcijańską, doprowadzić do akceptacji całości prawdy, której uczy Kościół, jak też i całego, niepodzielnego zespołu norm moralnych. W odniesieniu do ludzi znajdujących się poza Kościołem katolickim czy może poza chrześcijaństwem, Nowa Ewangelizacja nie jest prozelityzmem, przedsięwzięciem mającym nawracać ich na katolicyzm. Jan Paweł II głosi światu podstawowe prawdy dotyczące sensu ludzkiej egzystencji, powołania człowieka na ziemi, mówi o tym, że godność osoby ludzkiej, prawa człowieka, pokój i sprawiedliwość między ludźmi i między narodami, a więc to wszystko, co stanowi dobro wspólne ludzkiej zbiorowości i prowadzi do tego, żeby życie było bardziej ludzkie, jest zakorzenione w Ewangelii Chrystusowej i musi być oparte o obiektywną hierarchię wartości, o świadomość dobra i zła.

Jan Paweł II ma jednak pełną świadomość, że skuteczność tego orędzia jest ograniczona, i że wolno się obawiać, iż nie zahamuje ono postępów dechrystianizacji. Przyczyny tego są różne i złożone. Pewną rolę odgrywają tu środowiska czy ideologie jeśli nie wrogie, to niechętne Kościołowi, na pewno ogromną rolę odgrywa ignorancja co do tego, czym jest Kościół, jakie są jego cele, na czym polega jego misja. Ale jeśli Kościół w świecie dzisiejszym nie cieszy się pełną wiarygodnością, to część odpowiedzialności za taki stan rzeczy, część winy, ponosi on sam, jego ludzie, którzy dzisiaj czy też w przeszłości nie dawali właściwego świadectwa, nie byli dostatecznie wierni Ewangelii, którzy swoimi słowami i czynami przesłaniają prawdziwą twarz Kościoła.

Jan Paweł II wie dobrze, że Kościół jest boski i ludzki zarazem, święty i grzeszny. Boski i święty, bo założony przez Chrystusa, by ludziom głosić Ewangelię i prowadzić ich do zbawienia. Ludzki i grzeszny, bo stanowiący wspólnotę złożoną z ludzi i kierowaną przez złożoną z ludzi hierarchię. Ludzi, którzy - powtórzmy - tak w przeszłości, jak i dzisiaj przez swoje czyny i słowa nie zawsze dawali świadectwo wierności Ewangelii. Jest to prawda - wydawałoby się - oczywista, a przecież dzisiaj wielu ludzi w Kościele, i to nieraz wśród Jego czołowych - jeśli tak się można wyrazić - reprezentantów, niechętnie tę prawdę przyjmuje do wiadomości, uważając, że skoro Kościół jest boski i święty, to negatywne aspekty jego życia i działalności są czymś mało znaczącym, a wszelka krytyka - ściśle rzecz biorąc samokrytyka - Kościoła jest czymś niewłaściwym i zbędnym.

Nie tak uważa Jan Paweł II. W jednym z najważniejszych swoich dokumentów, w ogłoszonym w roku 1994 liście apostolskim Tertio Millennio Adveniente, Papież konkretyzuje wielką ideę zawartą w jego nauczaniu od początku pontyfikatu, mianowicie że Rok Jubileuszowy 2000, rok przełomu z drugiego na trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa, winien być rokiem wielkiej przemiany - metanoi; przemiany, a więc nawrócenia, oczyszczenia, rachunku sumienia, tak całego Kościoła, jak i wszystkich wiernych. Rok 2000 sam przez się nie przyniesie żadnego przełomu, ale jako rok jubileuszowy jest okazją do wielkiego pojednania. Na rok ten, który miałby być obchodzony szczególnie w Rzymie i w Ziemi Świętej oraz we wszystkich Kościołach lokalnych, Jan Paweł II planuje Światowy Kongres Eucharystyczny i dwa wielkie spotkania w Ziemi Świętej: przedstawicieli wszystkich odłamów chrześcijaństwa oraz przedstawicieli trzech wielkich religii monoteistycznych, religii Dzieci Abrahama - chrześcijaństwa, judaizmu i islamu.

Nie wiadomo, w jakim stopniu uda się te plany zrealizować, na pewno nie przyniosłyby one jeszcze pełnej jedności chrześcijaństwa, o czym marzy Jan Paweł II, byłyby jednak poważnym krokiem w jej stronę. Ale warunkiem pojednania, tak między chrześcijanami, jak między ludźmi wierzącymi różnych wyznań, a zwłaszcza między Kościołem a światem, jest rachunek sumienia, samokrytyka Kościoła, przyznanie się do błędów, zaniedbań czy nawet grzechów, popełnianych przez ludzi Kościoła, w imieniu Kościoła, w przeszłości a nawet i dzisiaj, grzechów niewierności wobec Ewangelii, które zaciemniały prawdziwe oblicze Chrystusowego Kościoła, przysłaniały jego świętość, stawały się przyczyną zgorszenia, antyświadectwem.

List Papieża wskazuje na te błędy i grzechy. Przede wszystkim grzech przeciw jedności - wbrew pragnieniu Chrystusa "aby byli jedno". Kolejne podziały chrześcijaństwa, odłączenie się Kościoła Wschodniego, a później Kościołów poreformacyjnych, przy uwzględnieniu całego kontekstu kulturowego czy politycznego, obciążają odpowiedzialnością obie strony. Trzeba ogromnego wysiłku, by na drodze oczyszczenia i wyznania win przezwyciężyć narosłe przez wieki konsekwencje podziałów, usunąć wzajemną ignorancję i nieporozumienia.

Inne grzechy wynikają z błędnego rozumienia zasady rozdziału tego, co "boskie" i co "cesarskie", relacji między Kościołem a społecznością doczesną. A więc posługiwanie się bracchium saeculare państwa, stosowanie przemocy w obronie wiary, nawracanie siłą, grzechy popełniane w trakcie wypraw krzyżowych, prześladowanie albigensów, Noc św. Bartłomieja, inkwizycja, nietolerancja wobec inaczej myślących, proces Galileusza, akceptacja zasady cuius regio eius religio. Wreszcie antyjudaizm i zakorzeniony w nim antysemityzm, prowadzący do tego, że dla Żydów, narodu wybranego przez Boga, znak krzyża, który winien być dla wszystkich znakiem miłości, stał się symbolem ich cierpień i prześladowań, których kulminacją była dokonana na naszych oczach próba zagłady całego narodu.

Wymienione tu grzechy w przeszłości i dzisiaj przesłaniają prawdziwe oblicze Kościoła. Ich analizą, przy uwzględnieniu kontekstu historycznego oraz tego, co można nazwać "okolicznościami łagodzącymi", zajmują się już różne komisje przygotowujące Rok Jubileuszowy. W watykańskim dokumencie "Pamiętamy. Refleksje nad Szoa" rozważano winy popełnione w stosunku do Żydów. Już dawniej dokonano rewizji procesu Galileusza. W roku przyszłym osobna komisja zajmie się problemem inkwizycji.

Wiadomo, że nie wszyscy w Kościele podzielają linię przyjętą w tych sprawach przez Jana Pawła II. Może niektórzy księża w Kurii Rzymskiej czy w Kolegium Kardynalskim przywykli do dawniejszego stylu apologetyki, nie zawsze przekonującej, usiłującej umniejszać znaczenie błędów czy je usprawiedliwiać. Na przykład w sprawie inkwizycji mówi się, że znaczną, jeśli nie większą odpowiedzialność ponosiła za jej działania władza świecka, szuka się usprawiedliwień w kontekście historycznym, politycznym, cywilizacyjnym. Wolno się jednak spodziewać, że sympozjum, które w niedalekiej przyszłości ma się odbyć na ten temat w Watykanie, zajmie odmienne stanowisko i przyzna, że główną odpowiedzialność za inkwizycję ponosi strona kościelna, a żadne konteksty historyczne nie mogą usprawiedliwiać jaskrawego pogwałcenia ducha Ewangelii. Tylko że owa odpowiedzialność obarcza nie święty i bezgrzeszny Kościół założony przez Chrystusa, lecz ludzi Kościoła, grzesznych i nie rozumiejących ducha Ewangelii.

Kwestia antysemityzmu jest poważniejsza i tutaj może Kościół nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Inkwizycja to grzech z odległej przeszłości, podczas gdy antysemityzm, mimo potępień, manifestuje się jeszcze dziś w wielu społeczeństwach katolickich, nie tylko w Polsce.

Nie umniejszając jednak znaczenia win, które wciąż przeszkadzają spotkaniu Kościoła ze współczesnością i utrudniają zrozumienie jego istoty, stwierdzić trzeba, że mają one rozmiary marginalne w obliczu morza światła, prawdy, dobra i miłości, które za pośrednictwem Kościoła spływało przez wieki na świat z rąk Chrystusa. Jana Pawła II "Tertio Millennio Adveniente", prawdziwy manifest na spotkanie trzeciego tysiąclecia, i związany z tym dokumentem projekt działania, mają na celu oczyścić obraz Kościoła z tego, co w nim przypadłościowe, a odkryć to, co istotne, umożliwiając tym samym wspomniane spotkanie. W tym sensie Jan Paweł II okazuje się budowniczym podstawowego pomostu pomiędzy Kościołem a światem. Być może przyszłość pokaże, że projekt ten, pierwsza i jedyna w swoim rodzaju w historii Kościoła próba bilansu jego błędów i win na przestrzeni wieków, stanowi jeden z najważniejszych aspektów wielkości obecnego pontyfikatu.

Jerzy Turowicz

Tekst powyższy ukaże się również jako wprowadzenie do albumu "Aż po krańce ziemi", przygotowanego przez Oficynę Wydawniczą "Kwadrat" w Krakowie.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: nowa ewangelizacja papież Jan Paweł II dechrystianizacja Summus Pontifex budowniczy mostów Redemptor hominis Tertio Millennio Adveniente
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W