Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Z ks. prof. Franciszkiem Kampką, prorektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (do spraw kontaktów z zagranicą) rozmawia Małgorzata Kołodziejczyk

Franciszek Kampka

Małgorzata Kołodziejczyk

Tobie Panie zaufałem

Tobie Panie zaufałem - foto
Autor/źródło: www.flickr.com/photos/episkopatnews, BP KEP

"TOBIE, PANIE, ZAUFAŁEM"

Z ks. prof. Franciszkiem Kampką, prorektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (do spraw kontaktów z zagranicą) rozmawia Małgorzata Kołodziejczyk

M.K. Pierwszą osobą, z którą podzielił się Ksiądz Profesor wiadomością o wyborze na stanowisko prorektora KUL ds. kontaktów z zagranicą, był bp Alfons Nossol, w szczególny sposób oddany temu właśnie Uniwersytetowi. Jaka była reakcja wieloletniego kierownika II Katedry Teologii Dogmatycznej KUL i tutejszego Instytutu Ekumenicznego?

Ks. F.K. Od księdza biskupa Nossola usłyszałem dokładnie to, czego wówczas potrzebowałem - słowa otuchy i zachęty oraz zapewnienie, że kapłani i wierni diecezji, z której nie tylko pochodzę, ale do której też zawsze będę należał, udzielą mi modlitewnego wsparcia. Jestem kapłanem diecezji opolskiej, rodowitym Ślązakiem, a swoją administracyjną posługę na KUL-u rozpoczynam mając silne poczucie owej śląskiej tożsamości. Ufam zresztą, że jest to moim atutem.

M.K. Dwie kolejne książki Ks. Profesora dotyczą zagadnień katolickiej nauki społecznej. Czy podejmując studia na KUL-u przyszedł tu Ksiądz z myślą studiowania socjologii?

Ks. F.K. Jak to zwykle bywa w życiu kapłana, idea podjęcia przeze mnie studiów specjalistycznych - właśnie socjologii na KUL - nie była moim własnym pomysłem, lecz propozycją Księdza Biskupa Ordynariusza. A ponieważ w życiu nic się nie dzieje bez woli Opatrzności, udało mi się nie tylko pomyślnie skończyć studia, ale i zdobyć kolejne stopnie naukowe w zakresie socjologii. Dzisiaj, z perspektywy kilkunastu już lat myślę, że żadna dyscyplina nie byłaby dla mnie odpowiedniejsza. To zaś, że w ramach socjologii mogę specjalizować się w katolickiej nauce społecznej, uważam za szczególny dar Boży. Moje kolejne dwie książki dotyczyły właśnie zagadnień katolickiej nauki społecznej: ogłoszona w 1990 roku dysertacja doktorska "Istota i zadania związków zawodowych w świetle dokumentów społecznych Kościoła" oraz rozprawa habilitacyjna z 1995 roku "Antropologiczne i społeczne podstawy ładu gospodarczego w świetle nauczania Kościoła".

M.K. Co w zagadnieniach katolickiej nauki społecznej interesuje Księdza w sposób szczególny? Czy w zainteresowaniach tych znajdują swój wyraz przemiany ustrojowe i gospodarcze, zachodzące w ostatnim czasie w naszym kraju?

Ks. F.K. Nie jestem chyba - niestety lub na szczęście - typem uczonego, który kształtuje swoje zainteresowania badawcze, wsłuchując się przede wszystkim w immanentny dyskurs własnej dyscypliny. To oczywiście zajmujące, lecz katolicka nauka społeczna, która mnie fascynuje, określa swój paradygmat jako: widzieć - oceniać - działać. Obserwacja i poznawanie rzeczywistości społecznej, ocena dokonywana za pomocą kryteriów wyprowadzonych z Objawienia i filozofii, wreszcie określenie kierunków działania - oto model postępowania badawczego, który chciałbym uznać za swój. Jest weń wpisana czujna reakcja na zmienność społeczeństwa i świata, przekonanie o niezmienności Bożych praw, które winny tym światem rządzić, wreszcie i przeświadczenie o potrzebie aktywności społecznej. Dlatego zawsze zajmowały mnie tematy najbardziej aktualne - w drugiej połowie lat osiemdziesiątych była to przede wszystkim etyka społeczna, konkretnie zaś problematyka działania związków zawodowych. U progu przemian ustrojowych w Polsce w szczególny sposób zainteresowałem się etyką gospodarczą, obecnie najwięcej uwagi poświęcam chyba zagadnieniom etyki politycznej, choć przyznam, że ostatnio bardzo mnie zajmuje także zjawisko marginalizacji i wykluczenia w społeczeństwie współczesnym.

M.K. W jaki sposób katolicka nauka społeczna realizuje się w życiu? Jakie pozytywne przykłady możemy tu wskazać? Czy katolicka nauka społeczna mogłaby pomagać (pomaga) we wprowadzaniu reform społecznych (zdrowia, ubezpieczeń) i rynkowych, które zachodzą obecnie w Polsce?

Ks. F.K. Katolicka nauka społeczna może się realizować przede wszystkim poprzez ludzi, którzy ją poznają i umiłują jako społeczny wymiar Ewangelii Chrystusowej. Poprzez ludzi dobrej woli, którzy są wrażliwi na wymogi sprawiedliwości, pomocniczości i dobra wspólnego. Wreszcie poprzez takie osoby, które jeszcze czegoś chcą i do czegoś dążą; czegoś, co niekoniecznie przyniesie im doraźne korzyści, lecz co ropoznają właśnie jako bonum commune. Mam nadzieję, że takich właśnie ludzi kształcimy na KUL.

Powoływanie się na katolicką naukę społeczną stało się w ostatnich latach bardzo modne, co niekoniecznie zreszą przysporzyło jej samej popularności, jako że rzecznikami katolickiej nauki społecznej mienili się nieraz ludzie, którzy mieli o niej pojęcie raczej blade i niejasne. Nie można jednak zaprzeczyć, że cały wielki nurt wyzwolenia społecznego, rozwijający się w naszym kraju zwłaszcza w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, miał niewątpliwą inspirację katolicko-społeczną, a już zwłaszcza nauczanie Jana Pawła II odegrało tu rolę fundamentalną. Chciałoby się, aby dzisiaj, ta sama inspiracja była może mniej "sztandarowa", lecz byśmy raczej odnajdywali jej sensy praktyczne. Nie znaczy to bynajmniej, że katolicka nauka społeczna zawiera jakieś sekretne przepisy na powszechną popularność i dobrobyt; jej dwa podstawowe nurty to dyskurs etyczno-społeczny i etyczno-gospodarczy. Kwestie techniczne zaś, choć też rozważane przez przedstawicieli tej dyscypliny, traktuje się jednak jako otwarte i podlegające dyskusji. Odpowiadając na pytanie, w jaki sposób katolicka nauka społeczna mogłaby pomóc we wprowadzaniu reform społecznych i rynkowych w naszym kraju, trzeba podkreślić, że może to uczynić poprzez cierpliwe i wierne podkreślanie zasad, które winny organizować sprawiedliwe i odpowiedzialne życie społeczno-gospodarcze. Nie wolno nadużywać katolickiej nauki społecznej twierdząc, że takie czy inne konkretne rozwiązanie techniczne jest ścisłą realizacją jakiejś głoszonej przez Kościół zasady. Większość z proponowanych rozwiązań pozostaje po prostu w pewnej relacji do owych zasad, one zaś same są współzależne i jeśli o tym zapominamy, absolutyzując jedną z zasad, to bardzo łatwo nawet odejść od ducha katolickiej nauki społecznej. I tak np. zasady solidarności i dobra wspólnego zyskują swój właściwy sens dopiero, gdy zostaną skorelowane z zasadą pomocniczości; zasada sprawiedliwości wypełnia się najpiękniej, gdy pamiętamy także o zasadzie słuszności, itp.

M.K. Czy specjaliści katolickiej nauki społecznej uczestniczą w pracach legislacyjnych? Jeżeli tak, to czy będzie to współpraca długofalowa? Czy np. będzie ona możliwa, gdy zmieni się ekipa rządząca i będzie to SLD?

Ks. F.K. Przedstawiciele katolickiej nauki społecznej są uczonymi, a zatem przeważnie nie mają ambicji politycznych. Jeśli są przy tym osobami duchownymi, to nawet realizować takich ewentualnych ambicji nie mogą. Wolno im jednak służyć poprzez udział w różnych ciałach doradczych i przyznam, że sam jestem członkiem Rady ds. Reformy Ustrojowej Państwa przy rządzie pana premiera Jerzego Buzka. W Radzie tej oczekuje się ode mnie właśnie zwracania uwagi na to, by proponowane projekty reform respektowały te zasady społeczno-moralne, za którymi opowiada się sam rząd, by innymi słowy - technika nie przesłoniła etyki. Oczywiście w działaniu praktycznym też są pewne wymogi skuteczności i jeśli o tym zapominamy, to etyka zmienia się w jakieś zrzędliwe moralizatorstwo. Jeśli zaś chodzi o kwestię, czy podobna współpraca byłaby możliwa, gdyby zmieniła się ekipa rządząca i władzę objął SLD to sądzę, że przede wszystkim sam SLD nie byłby taką współpracą zainteresowany, gdyż właśnie zasady i wartości, na jakich Sojusz opiera swój program, raczej nie wywodzą się z katolickiej nauki społecznej.

M.K. Przejął Ksiądz obowiązki prorektora KUL ds. kontaktów z zagranicą. Na Uczelni tej studiują studenci z Zachodu oraz z dawnych państw komunistycznych. Na jakich zasadach są przyjmowani, jak kształtuje się ich liczebność, jakie kierunki studiów podejmują najczęściej?

Ks. F.K. Na naszym Uniwersytecie z radością witamy co roku studentów nie będących obywatelami polskimi, podejmujących tu studia na różnych kierunkach. Część z nich pozostaje tu jedynie rok, korzystając z oferty dydaktycznej rocznego Studium Języka i Kultury Polskiej, większość jednak rozpoczyna i najczęściej kończy studia magisterskie, a niektórzy nawet podejmują studia doktoranckie. Dla osób nie mających obywatelstwa polskiego pragnących studiować na KUL-u sposoby są trzy: uzyskać stypendium Rządu RP, uzyskać stypendium Fundacji Jana Pawła II albo samodzielnie zapłacić czesne. Dwa pierwsze sposoby dostępne są przede wszystkim dla osób z dawnych krajów socjalistycznych, zwłaszcza dawnego Związku Radzieckiego, z trzeciego zaś najczęściej korzystają obywatele krajów zachodnioeuropejskich oraz z Azji czy Ameryki Północnej. W sumie w minionym roku studiowało na KUL-u 615 studentów z 17 krajów, w tym najliczniejsza była grupa studentów z Ukrainy i Słowacji. Obcokrajowcy wybierają najczęściej takie kierunki jak: teologia, filozofia, psychologia, filologia polska; w ubiegłym roku studenci z zagranicy studiowali ogółem na 14 kierunkach. Koszty nauki stypendystów Rządu Rzeczypospolitej Polskiej pokrywa Ministerstwo Edukacji Narodowej, natomiast w wypadku stypendystów Fundacji Jana Pawła II - koszty te ponosi KUL.

M.K. W obecnej, nowej sytuacji Europy po roku 1989 KUL miał stać się Uniwersytetem w znaczący sposób otwartym na Wschód. Jak wygląda jego sytuacja obecnie?

Ks. F.K. Naszą drogą na Wschód są przede wszystkim owi studenci z Ukrainy, Mołdawi, Białorusi, Litwy, Łotwy, Estonii, Rosji, Kazachstanu, Gruzji, a nawet z Chin, Korei i Japonii. Ich studia na KUL-u stają się przecież zaledwie początkiem dalszych kontaktów - i naukowych i czysto przyjacielskich, ludzkich. Zdajemy sobie sprawę, że powrót naszych absolwentów do kraju pochodzenia nie zawsze jest łatwy i pod wieloma względami przypomina sytuację, jakiej doświadczali absolwenci KUL w czasach PRL-u, z trudem znajdujący pracę i akceptację w społeczeństwie, którego instytucje naukowe i kulturalne żądały doktrynalnej poprawności i programowego oportunizmu. Tamten siew nie okazał się jednak bezowocny i wierzę mocno, że ci absolwenci KUL, którzy dzisiaj powracają do krajów i społeczeństw tak dramatycznie zmagających się z dziedzictwem totalitaryzmu, staną się w nich "solą ziemi", bezcennym bogactwem i nadzieją na przyszłość. Liczę też na to, że dzięki nim rozwijać się będą także prawdziwe partnerskie i przyjacielskie relacje między środowiskami naukowymi naszych krajów. Już dzisiaj coraz częściej gościć możemy uczonych zza wschodniej granicy na konferencjach i kongresach naukowych organizowanych przez KUL - mam nadzieję, że ta sytuacja będzie się poprawiać z każdym rokiem, prowadząc do ukształtowania się instytucjonalnych form współpracy między uniwersytetami.

M.K. Czego życzyłby sobie Ksiądz Prorektor na najbliższe lata pracy?

Ks. F.K. Zawsze i wszędzie opieki Bożej. Moja kapłańska dewiza to werset z polskiej wersji "Te Deum laudamus" - "Tobie, Panie, zaufałem". W Bogu pokładam nadzieję, że "nie zawstydzę się na wieki".

Rozmawiała: Małgorzata Kołodziejczyk



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: KUL katolicka nauka społeczna studia
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W