Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Droga krzyżowa, Smutny Szabat; Pierwszy dzień tygodnia

Mary Batchelor

Droga krzyżowa

Piłat zrobił tak, jak zapowiedział. Uwolnił Barabasza, a Jezusa rozkazał wychłostać i oddał Go w ręce oddziału egzekucyjnego.

Jezusa odprowadzono pod strażą na dziedziniec, gdzie żołnierze drwili z Niego i znęcali się nad Nim. Jego plecy były wielką krwawiącą raną, bo do biczowania używano rzemieni zakończonych metalowymi kulkami. Żołnierze słyszeli, że Jezus został skazany za to, że ogłosił się królem. Wyśmiewali Go, ubierając w czerwony płaszcz, jaki noszą królowie. Jeden z żołnierzy zerwał kilka gałęzi z kolcami i zrobił z nich wianek. To miała być korona. Potem wcisnął ją Jezusowi na głowę. Ostre ciernie wbiły się w Jego skórę. Żołnierze bili Jezusa po głowie i pluli na Niego. Niedaleko stało pod strażą dwóch innych więźniów, którzy też mieli być ukrzyżowani na Golgocie. Golgota oznacza „Miejsce Czaszki" -odpowiednia nazwa dla miejsca, leżącego poza murami miasta, gdzie krzyżowano skazanych na śmierć. Wkrótce smutny pochód wyruszył w drogę. Każdy ze skazańców dźwigał ciężką belkę, do której miały zostać przybite jego ręce. Z trudem więc dotrzymywali kroku szybko maszerującym żołnierzom.

Wielu ludzi przyłączyło się do tłumu wrogów Jezusa. Pod pałacem Piłata wołali: „Ukrzyżuj Go!", a teraz szli za skazańcami, by przyglądać się egzekucji. W ten tłum wmieszali się także ludzie cierpiący z powodu tak niesprawiedliwego wyroku. Między nimi było kilka kobiet, które rozpłakały się na widok okrutnie zbitego Jezusa. One dobrze pamiętały troskę Mistrza o chorych i ubogich.

Jezus spojrzał na nie i rzekł: „Nie płaczcie nade Mną! Płaczcie nad sobą i waszymi dziećmi. Straszne czasy nadchodzą dla tego miasta".

Jezus był już osłabiony upływem krwi i całonocnymi przesłuchaniami. Nie mógł utrzymać się na nogach pod ciężarem krzyża. Dowódca żołnierzy zatrzymał więc przechodnia imieniem Szymon, który przybył do Jerozolimy aż z Cyreny w północnej Afryce.

Rzymianin dotknął jego ramienia swą włócznią i rozkazał, by pomógł dźwigać krzyż Jezusowi. Szymon nie chciał, ale musiał usłuchać rozkazu rzymskiego oficera. Posłusznie więc wziął belkę krzyża na ramiona i zajął miejsce w pochodzie skazańców.

Śmierć przez ukrzyżowanie

Ukrzyżowanie było karą śmierci stosowaną dla zbiegłych niewolników i uczestników buntu przeciwko władzy Rzymu. Egzekucje wykonywały zwykle specjalne oddziały żołnierzy.

Gdy skazańcy pod strażą przybyli na Golgotę, żołnierze na oczach tłumu rozpoczęli swe zwykłe czynności.

Najpierw podano Jezusowi trochę wina. Miało ono złagodzić ból, ale Jezus nie chciał pić.

Potem żołnierze przybili Jezusa do krzyża pośrodku, a po Jego obu stronach ukrzyżowali dwóch pozostałych więźniów.

Nad głową skazańca, na krzyżu, umieszczano tabliczkę z informacją kto i za co ponosi karę. Sam Piłat rozkazał, by na krzyżu Jezusa napisano:

„Jezus z Nazaretu, król żydowski". Przywódcy żydowscy byli oburzeni.

„Nie pisz. «król żydowski" - prosili .Piłata. - Napisz: «Ten człowiek mówił, że jest królem żydowskim.".

Ale Piłat zlekceważył ich.

„Jak napisałem, tak ma pozostać" -odrzekł stanowczo, nie zważając na ich oburzenie.

Teraz oddział egzekucyjny nie miał już nic do roboty, poza oczekiwaniem, aż skazańcy umrą powolną i okrutną śmiercią. Mogło to trwać kilka godzin, a nawet dni.

Żołnierze podzielili między siebie ubrania ukrzyżowanych, o lepsze rzucając losy. Potem usiedli i czekali. Szczególnie bacznie obserwowali więźnia, który wisiał na krzyżu pośrodku.

Dookoła stał tłum różnych ludzi, którzy z przerażeniem i zadowoleniem przyglądali się umierającym. Byli tam kapłani i przywódcy żydowscy, którzy doprowadzili do śmierci Jezusa. Teraz nadal ubliżali Mu:

„Czyż nie jesteś Synem Bożym? Udowodnij teraz, że to prawda i zejdź z krzyża!" - krzyknął jeden z nich.

„O, tak - przyłączył się inny. -Jeżeli Bóg tak Cię kocha, to dlaczego teraz ma Cię nie uratować?"

Zbrodniarze wiszący obok Jezusa przeklinali i jęczeli, a Jezus modlił się za tych, którzy Go ukrzyżowali.

„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" - prosił.

„Pamiętaj o mnie, Jezu!"

Jeden z dwóch ukrzyżowanych przestępców, zaczął również obrażać i przeklinać Jezusa.

„Jeśli naprawdę jesteś Mesjaszem, to dlaczego nie uratujesz siebie i nas od śmierci?" - pytał ironicznie.

Ale drugi przestępca zwrócił się do niego: „Jak śmiesz tak mówić? Wszyscy ponosimy taką samą karę, ale my przynajmniej zasługujemy na nią. A On nie uczynił nic złego".

Potem z nadzieją zwrócił się do Jezusa.

„Pamiętaj o mnie, Jezu, kiedy będziesz już w swoim królestwie".

„Obiecuję ci - rzekł mu Jezus -że jeszcze dzisiaj będziesz ze Mną w raju".

„Dokonało się!"

Kilku bliskich przyjaciół i krewnych Jezusa stało również obok krzyża. Z bólem patrzyli na Jego cierpienie, ale chcieli być przy Nim. W żaden sposób nie mogli Mu pomóc, lecz chcieli chociaż pocieszyć Go swoją obecnością. Jezus spojrzał z krzyża na swoją matkę.

Przypomniał sobie wszystkie chwile, jakie z nią spędził. Ona była najlepszą matką. Postanowił więc oddać ją ludziom, aby odtąd troszczyła się także o nich.

„Oto jest twój syn" - powiedział do matki. A ona zrozumiała, że choć Jezus mówił o swoim uczniu, Janie, myślał o wszystkich ludziach, którzy dziś stali się jej dziećmi.

Potem Jezus rzekł do Jana :

„Oto matka twoja".

Tego samego dnia Jan zabrał Marię do swego domu. Odtąd opiekował się nią i pokochał ją, jak swoją matkę, ale i Matkę wszystkich ludzi.

W południe, gdy słońce stało w najwyższym punkcie na niebie, zapadła dziwna i przerażająca ciemność. Ludzie nie widzieli dobrze wiszących na krzyżu.

Około trzeciej godziny do ich uszu dobiegł krzyk Jezusa:

„Boże mój - wołał - dlaczego Mnie opuściłeś?"

W chwilę potem usłyszano cichą modlitwę Jezusa:

„Ojcze, w Twoje ręce oddaję moją duszę".

Potem znowu donośny głos:

„Dokonało się!" Po tych słowach głowa Jezusa opadła Mu na piersi i tak z miłości do człowieka oddał swoje życie Ojcu.

Pełniący wtedy służbę rzymski dowódca widział już wiele razy, jak krzyżowano skazańców. Ale gdy teraz patrzył na Jezusa, stwierdził, że był On zupełnie inny, niż wszystkie ofiary tych okrutnych egzekucji. W tej chwili poczuł lęk i zdumienie.

„Ten człowiek naprawdę był Synem Boga!" - wyznał.

Smutny szabat

Jezus został ukrzyżowany w piątek, w południe. W miarę upływu dnia żydowscy przywódcy stawali się coraz bardziej nerwowi. Do zachodu słońca pozostało już niewiele czasu, a skazańcy jeszcze żyli. Wieczorem rozpoczynał się szabat, a Prawo wymagało, aby ciała zmarłych, nawet przestępców, do tego czasu były już pochowane w grobie.

Przywódcy żydowscy postanowili więc zapytać Piłata, czy można połamać skazańcom nogi, aby przyśpieszyć ich śmierć.

Piłat zgodził się i dowódca żołnierzy otrzymał odpowiedni rozkaz.

Połamano nogi dwóm przestępcom. Kiedy żołnierze podeszli do Jezusa, stwierdzili, że już nie żyje.

Ale dla pewności jeden z nich włócznią przebił Jezusowi serce.

Przyjaciele Jezusa patrzyli teraz na to wszystko z pewnej odległości, smutni, że nie mieli dość pieniędzy, aby urządzić Mistrzowi odpowiedni pogrzeb. Nie chcieli, aby został On pochowany w zbiorowej mogile.

Lecz Jezus miał przyjaciół także wśród bogatych ludzi. Jeden z nich, Józef, był członkiem Sanhedrynu. Nie głosował za skazaniem Jezusa na śmierć. Zachował milczenie, gdyż bał się przyznać otwarcie, że był Jego uczniem.

Teraz jednak zdobył się na odwagę i poszedł do Piłata. Poprosił go, aby wydano mu ciało Jezusa, aby mógł Go pochować. Piłat wyraził zgodę.

Nikodem, inny przywódca religijny, także był uczniem Jezusa. Przyszedł kiedyś w nocy do Niego na długą, serdeczną rozmowę.

Teraz Nikodem i Józef zdjęli ciało z krzyża i ostrożnie zawinęli w lniane płótno. Do płótna włożyli także mirrę i inne pachnidła, tak jak było to w zwyczaju. Potem głowę Jezusa owinęli dużą chustą.

Niedaleko Golgoty, skalistego wzgórza, na którym ukrzyżowano Jezusa, był grób. Niedawno wykuto go w skale na polecenie Józefa.

Józef i Nikodem musieli działać szybko, bo czasu było niewiele. Słońce już zachodziło i wkrótce miał zacząć się szabat.

Dwaj mężczyźni ostrożnie przenieśli ciało Jezusa i złożyli je na skalnym stopniu, wykutym w ścianie jaskini. Potem wyszli na zewnątrz i zamknęli grób ogromnym głazem.

Wrogowie Jezusa pamiętali, że zapowiadał swoje zmartwychwstanie i teraz nie chcieli ryzykować. Być może Jego uczniowie zechcą porwać ciało w nocy i ogłosić, że ich Mistrz powstał znów do życia!

„Wyślij kilku żołnierzy, by stanęli na straży przy grobie" - prosili Piłata.

„Zabezpieczcie grób tak, jak uważacie" - zgodził się Piłat. Założono zatem pieczęć na głaz u wejścia do grobu. Nikt nie mógł go teraz ruszyć, bez zniszczenia pieczęci. Postawiono także straże.

Milczące obserwatorki

Gdy Józef i Nikodem zajęci byli swą pracą, przyglądały im się kobiety, które również były uczennicami Jezusa. One także stały obok krzyża, gdy Jezus umierał. Jedną z nich była Maria z Magdalii. Jezus uzdrowił kiedyś jej bardzo cierpiącą duszę i pomógł jej w kłopotach. Od tego czasu była Jego gorliwą uczennicą. Podobnie jak i druga Maria.

Obie kobiety szły teraz za Józefem i Nikodemem, którzy składali ciało Jezusa do grobu. Zajrzały do środka, aby zobaczyć, gdzie umieszczono ciało, a potem, gdy już grób zamknięto, usiadły na chwilę na zewnątrz i w milczeniu opłakiwały śmierć swego Mistrza.

Tak bardzo pragnęły okazać Mu swą miłość i namaścić Jego ciało pachnącymi olejkami. Lecz słońce już zachodziło i nie wolno było wykonywać żadnej pracy. Musiały więc cierpliwie zaczekać, aż miną długie godziny i skończy się dzień świąteczny - ten smutny szabat.

W niedzielę, bardzo wcześnie rano, jeszcze zanim zrobiło się jasno, obie Marie wyruszyły do grobu Jezusa. Zabrały ze sobą drogie olejki i wonne korzenie, aby namaścić Jego ciało. Martwiły się tylko, kto im odsunie kamień zamykający wejście do grobu.

W słabym świetle poranka, kobiety zobaczyły, że ogromny kamień był już odsunięty. Zdumione weszły od środka i szukały ciała, które Józef i Nikodem położyli na skalnej półce.

Z przerażeniem stwierdziły, że ciało Jezusa zniknęło.

Kobiety przez chwilę stały nieruchomo, a potem ruszyły biegiem na poszukiwanie Piotra i Jana.

„Chodźcie szybko! - wołały. - Ktoś ukradł ciało Mistrza!" Obaj uczniowie wyruszyli razem, ale Jan biegł szybciej. Był pierwszy przy grobie, ale nie wszedł do środka.

Piotr, który podążał za nim, wbiegł prosto do jaskini. Było dokładnie tak, jak mówiły kobiety. Piotr patrzył na porzucone lniane płótna i leżącą trochę z boku chustę, w którą była zawinięta głowa Jezusa.

Jan wszedł do grobu za Piotrem. Gdy patrzył na pustą półkę, przypomniał sobie słowa Jezusa o zmartwychwstaniu. Zaczynał coś rozumieć i małe światełko nadziei zaczęło rozjaśniać jegb smutne myśli. Nic jednak nie powiedział, tylko razem z Piotrem powędrował z powrotem do domu. Nie tylko ta czwórka była przy grobie w ten niedzielny poranek. Także inni uczniowie i uczennice biegli tm, by zobaczyć pusty grób. Kiedy potem opowiadali o swoich przeżyciach, okazało się, że spotykały ich różne dziwne rzeczy. Niektórzy widzieli aniołów siedzących w jaskini na skalnej półce, na której złożono ciało Jezusa. Inni z kolei byli pewni, że był tam jeden świetlisty posłaniec, siedzący na gromnym głazie, odsuniętym od wejścia do grobu.

Ale jedno stale powtarzało się u wszystkich w opowieściach - to, o czym ci niezwykli posłańcy mówili:

„Dlaczego w grobie szukacie kogoś, kto żyje? Jezusa tu nie ma. Powstał z martwych, tak jak zapowiedział!"

Trzęsienie ziemi o świcie

Tego dnia o świcie, żołnierze stojący przy grobie na straży przeżyli chwile grozy. Najpierw trzęsienie ziemi poruszyło miejscem, na którym stali.

Potem jakaś postać, otoczona oślepiającym blaskiem, spadła z nieba, złamała pieczęć na ogromnym głazie i jednym ruchem odsunęła go od wejścia.

Gdy przerażeni żołnierze doszli do siebie na tyle, że ich nogi przestały się trząść, natychmiast pobiegli, aby zameldować o wszystkim kapłanom.

„Ani pary z ust o tym, co tam widzieliście! - powiedzieli kapłani. -Zapłacimy wam dobrze, a wy opowiadajcie, że to Jego uczniowie w nocy wykradli ciało, gdy zasnęliście. Dopilnujemy, abyście nie mieli kłopotów z rzymskim gubernatorem, jeśli wezwie was do raportu za spanie na warcie".

Przerażeni żołnierze zrobili tak, jak im kazano.

„Czy jesteś ogrodnikiem?"

Gdy Piotr i Jan odeszli, Maria Magdalena została jeszcze w ogrodzie, niedaleko grobu. Płakała, spoglądając raz jeszcze w ciemną jaskinię. Ale teraz, w przyćmionym świetle zobaczyła tam dwie ubrane na biało postacie.

„Dlaczego płaczesz?" - zapytała jedna z nich.

„Bo ktoś wyniósł ciało mojego Pana z grobu i nie wiem, gdzie ono jest" -odpowiedziała ze łzami w oczach.

Gdy się obejrzała, zobaczyła jeszcze jedną postać, stojącą w ogrodzie, tuż za nią. Ten ktoś także ją zapytał:

„Dlaczego płaczesz? Kogo szukasz?"

Maria pomyślała, że może jest to ogrodnik i zapytała:

„Czy to Ty zabrałeś ciało z grobu? Jeśli tak, to powiedz mi, proszę, gdzie ono jest, abym mogła je zabrać".

„Mario!" - odezwał się nieznajomy. Wszędzie rozpoznałaby ten głos. Szybko odwróciła się i stanęła naprzeciwko Nauczyciela.

„Mistrzu!" - zawołała uradowana. „Nie zatrzymuj Mnie teraz - rzekł Jezus - bo idę do mojego Ojca, który jest także waszym Bogiem i Ojcem. Biegnij i powiedz o tym innym".

Towarzysze podróży

Kleofas wraz z przyjacielem wyruszył z Jerozolimy do swej rodzinnej wioski, Emaus. Obaj byli pogrążeni w rozpaczy z powodu

śmierci Jezusa. Nie mogli się pogodzić z tym, że Mistrz, którego tak kochali i w którego wierzyli, leżał teraz w grobie.

Jakieś kobiety, co prawda, opowiadały dziwne historie o aniołach, którzy mówili, że Jezus żyje, ale kto mógłby w to wszystko uwierzyć? Oni byli pewni, że to już koniec ich wiary w Mesjasza-Króla.

Jakiś człowiek, idący drogą w tym samym, co oni kierunku, przyłączył się do nich. Zauważyli go dopiero wtedy, gdy się do nich odezwał.

„Wyglądacie na bardzo smutnych i przygnębionych - zauważył. - Co się stało? O czym rozmawiacie?" - spytał.

Czyżby nie znał Jezusa i nie słyszał o tym, co wydarzyło się w Jerozolimie? Uczniowie byli zdziwieni. Opowiedzieli więc o wszystkich wydarzeniach z ostatnich dni.

"Tak więc Jezus, nasz Mistrz, nie zyje i rna pewno nie był Mesjaszem" -zakończyli żałośnie.

Wtedy nieznajomy zawołał: „Jakże możecie być tak niemądrzy? Czy nie czytaliście Pism? Nie rozumiecie, co prorocy przepowiadali o Mesjaszu?"

Potem zaczął im wyjaśniać fragmenty ze świętych ksiąg.

Na przykład te napisane przez proroka Izajasza mówiły o słudze posłanym przez Boga, który będzie cierpiał i umrze za ludzkie grzechy.

Obiecywany Mesjasz miał być zabity, jak baranek, którego składa się w Święto Paschy na ofiarę.

Obaj uczniowie słuchali, jak urzeczeni. Inni uczeni w Piśmie nigdy nie objaśniali tych słów tak, jak ten człowiek.

Szybko znaleźli się w Emaus. Słońce już zachodziło, a Nieznajomy

chciał iść dalej.

„Popatrz, już prawie noc -powiedzieli. - Wejdź do nas i zjedz z nami kolację". Nieznajomy zgodził się chętnie i wkrótce siedzieli razem przy stole.

Dziwne było tylko to, że Gość zajął miejsce gospodarza. Odmówił cichą modlitwę, dziękując Bogu za pożywienie i zaczął łamać chleb. Wtedy uczniowie rozpoznali Go.

„Jezu, Nauczycielu! To Ty!" -zawołali. Ale On już zniknął im sprzed oczu.

Śmiejąc się i rozmawiając, od razu ruszyli z powrotem do Jerozolimy.

Jezus żyje!

Uczniowie z Emaus wpadli bez tchu do izby na piętrze, gdzie zebrali się inni uczniowie Jezusa. Zanim zdolali cokolwiek powiedzieć, usłyszeli

chór głosów: „Pan zmartwychwstał! Piotr widział Go!"

„My też Go spotkaliśmy" - odparli i opowiedzieli o swojej drodze do Emaus, o rozmowie z Jezusem i o tym, jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Zanim skończyli swoją opowieść, Jezus pojawił się w pokoju. Z początku wszyscy byli przerażeni. Myśleli, że widzą ducha.

Ale Jezus uśmiechnął się szeroko i wyciągnął ręce.

„Spójrzcie! - powiedział. - Jestem żywy! Duchy nie mają ciała i kości, jak ja. Czy jest tu coś do jedzenia?"

Gdy uczniowie ze zdziwieniem i radością patrzyli na Niego, On zjadł gotowaną rybę, którą Mu podali.

„Czy już zapomnieliście wszystko, czego was uczyłem?" - zapytał.

„Moja śmierć nie była tragiczną pomyłką. Prorocy zapowiadali, że Mesjasz będzie cierpiał i umrze, aby wszystkim ludziom przynieść przebaczenie i nowe życie.

Przepowiedzieli też, że Mesjasz powstanie na nowo do życia, tak jak Ja to uczyniłem. Teraz dobra nowina może być głoszona po całym świecie".

„Daj mi dowód!"

Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom w ten niedzielny wieczór, Tomasza, jednego z Dwunastu, nie było z nimi.

„Jezus żyje! Widzieliśmy Go na własne oczy!" - opowiadali mu apostołowie.

„Nie wierzę w to, chyba że sam Go zobaczę - odrzekł im Tomasz. -Potrzebuję dowodu, bo nie mieści mi się to w głowie. Gdy dotknę Jego dłoni i boku, wtedy uwierzę, ale nie wcześniej".

W następną niedzielę uczniowie znów zebrali się w tym samym miejscu. Tym razem był z nimi Tomasz. Nagle Jezus wszedł, nie otwierając drzwi.

„Pokój wam" - pozdrowił ich. Potem zwrócił się do Tomasza.

„Połóż tutaj palec - powiedział mu - i dotknij moich dłoni. Wyciągnij rękę i włóż ją do mojego boku. Przestań wątpić i uwierz!"

Tomasz już nie potrzebował dowodów, że Jezus żyje. Upadł na kolana przed Mistrzem i zawołał:

„Jesteś moim Panem i Bogiem!"

„Tomaszu - łagodnie powiedział do niego Jezus - wierzysz, ponieważ zobaczyłeś Mnie na własne oczy. Błogosławieni będą ci, którzy uwierzą we Mnie, chociaż nigdy Mnie nie zobaczą".

Fragment książki Mary Batchelor„Historia Jezusa” Edycja Świętego Pawła 1997


opr. MK/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: opowiadania Wielkanoc sąd obrzędy Jezus śmierć na krzyżu tradycje zwyczaje Aresztowanie Jezusa
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W