Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Źródło: Gość Niedzielny

Z Bronisławem Wildsteinem rozmawia Bogumił Łoziński

Koniec pluralizmu



— Pod rządami Platformy telewizja publiczna stanie się TVN bis — mówi Bronisław Wildstein w rozmowie z Bogumiłem Łozińskim.

Bogumił Łoziński: Jak ocenia Pan proces odpolityczniania mediów publicznych przeprowadzany przez PO?

Bronisław Wildstein: — Trzeba mieć duże poczucie humoru, aby mówić o odpolitycznieniu mediów publicznych przez Platformę. PO używa formuły o odpolitycznieniu w stosunku do kolejnych instytucji państwa, tylko w rzeczywistości oznacza to przejęcie nad nimi całkowitej kontroli partyjnej. Tak stało się z IPN czy CBA. To, że formuła o odpolitycznieniu nie wzbudza eksplozji śmiechu czy ostrych reakcji mediów, pokazuje, że nie działają one, jak powinny.

Co Pana śmieszy w tych działaniach PO?

To, że instytucje, które oczywiście były poddawane różnym naciskom politycznym, przez działanie PO stają się całkowicie uzależnione od tej partii. One są wprost upartyjniane, a rząd bezpośrednio przejmuje nad nimi kontrolę. Zachodzi więc proces odwrotny do deklarowanego.

Jak ten proces przebiega przy upartyjnieniu przez PO mediów publicznych?

Dotychczas Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powoływała rady nadzorcze mediów publicznych, które były nieodwoływalne. One z kolei powoływały zarządy. To stwarzało pewną barierę, utrudniającą ręczne sterowanie przez daną partię. Po nowelizacji ustawy medialnej, którą teraz przeprowadziła PO, rady nadzorcze można odwołać w każdej chwili, a jeśli zmienimy skład rady nadzorczej, to ze zmianą zarządu, np. wykazującego się zbytnią niezależnością wobec rządzących, nie będzie żadnych problemów.

Ale Pan został odwołany z funkcji prezesa TVP, gdy obowiązywały poprzednie przepisy.

Ja nie twierdzę, że przedtem nie było nacisków na prezesa telewizji ze strony polityków. Moje odwołanie to była decyzja Lecha i Jarosława Kaczyńskich, gdyż okazałem się zbyt niezależny. Tylko że wówczas było to o wiele trudniejsze. Teraz powstał dość bezwstydny mechanizm, w którym władza nie będzie miała żadnych problemów z odwołaniem niewygodnego prezesa. Nie ma nawet pozorów niezależności.

A czy PO nie skorzystała z drogi wskazanej w 2006 r. przez PiS, które dla przejęcia mediów też znowelizowało ustawę medialną?

Oczywiście, że tak. PiS zachowało jednak więcej pozorów, np. poczekało, aż rady nadzorcze skończą kadencję. Nowa ustawa przerywa ich działalność od razu, a jednocześnie tworzy mechanizm bezpośredniego nacisku. W 2006 r. była zupełnie inna sytuacja na rynku mediów. Moje wejście do telewizji publicznej sprawiło, że stała się ona elementem pluralizmu, zaczęła prezentować punkt widzenia, który w prywatnych mediach nie istniał.

Ale właśnie brak pluralizmu jest jednym z głównych zarzutów wobec mediów publicznych pod rządami PiS.

Nie można oceniać pluralizmu w mediach, biorąc pod uwagę tylko przekaz mediów publicznych. Trzeba wziąć pod uwagę także prywatne środki przekazu i dopiero wówczas będziemy mieli pełny obraz. Obraz, z którego wynika, że telewizja publiczna w ostatnich latach była elementem pluralizmu. Media prywatne w większości prezentują jedną opcję ideową, a prywatne media elektroniczne w całości sprzyjają obecnemu rządowi. Przejęcie mediów publicznych przez PO oznacza wyeliminowanie resztek pluralizmu istniejącego w mediach elektronicznych.

Czyli, według Pana, w ramach mediów publicznych pluralizm nie jest konieczny, istotne jest dążenie do równowagi w ramach całej przestrzeni medialnej?

Nie twierdzę, że media publiczne z zasady mają być przeciwwagą dla prywatnych. Ale obecnie w Polsce mamy bardzo niezdrową sytuację, w której jedna opcja praktycznie zdominowała przekaz. Nie możemy mówić o jakimś abstrakcyjnym ładzie medialnym, teoretyzować o pluralizmie w ogóle. Musimy oceniać konkretną sytuację w Polsce, w której silna mniejszość liberalno-lewicowa zdominowała przekaz medialny i próbuje narzucić większości swoje poglądy, terroryzując ją w wymiarze medialnym. Nie zgadzam się, że w mediach publicznych nie ma pluralizmu, bo to pojęcie jest wykorzystywane do rozprawienia się z inaczej myślącymi.

W jaki sposób?

Jako skrajne ekstremum w TVP wymienia się Janka Pospieszalskiego. Na czym polega jego ekstremizm? Otóż na tym, że jest to człowiek wierzący, patriota, który demonstruje przywiązanie do fundamentalnego ładu etycznego. W rzeczywistości reprezentuje więc postawę ogromnej większości Polaków. Tymczasem media prywatne traktują jego osobę jako skrajną, co oznacza, że w żadnym wypadku nie są odbiciem świadomości społecznej. Jak w tym kontekście ma wyglądać pluralizm? Między kim a kim? Czy, jak twierdzi Jacek Żakowski, ma polegać na prezentowaniu poglądów mieszczących się między linią „Polityki” a „Gazety Wyborczej”, które generalnie są takie same? Do programu Pospieszalskiego są zapraszani ludzie z bardzo różnych opcji, a w tej samej telewizji są programy Tomasza Lisa, które są skrajnie stronnicze. Lis po prostu popiera PO przeciwko PiS, a najgorsze jest to, że udaje obiektywizm. I to nie budzi oburzenia. Oskarżenia o brak pluralizmu mają w rzeczywistości na celu jego likwidację przez wyeliminowanie innego punktu widzenia.

W latach 2006—2009 wpływy z abonamentu do kasy TVP zmalały o ponad 200 mln zł. Czy to efekt sugestii premiera Tuska, aby nie płacić abonamentu?

To nie był jedyny powód, ale na pewno jeden z najważniejszych. Po wezwaniu premiera nastąpił radykalny spadek opłat abonamentowych. Kiedy opowiedziałem o tym zachodnim dziennikarzom, nie wierzyli, że takie zachowanie premiera rządu jest możliwe. PO chodziło o osłabienie mediów publicznych, bo przecież ma całkowite poparcie prywatnych. Obecny rząd jest bardzo silnie zintegrowany z tymi mediami, ma tam świetne układy, reklamę. To działa w obie strony. W Warszawie budowany jest stadion narodowy, a całkiem niedaleko powstał nowy stadion Legii, mającej za właściciela koncert ITI, w skład którego wchodzi TVN. Rządząca w stolicy Platforma zainwestowała w inwestycję TVN blisko pół miliarda złotych.

W Sejmie został złożony tzw. projekt twórców, według którego władze TVP i PR ma wyłaniać Komitet Mediów Publicznych, powoływany na drodze losowania przez twórców, organizacje pozarządowe i środowiska akademickie. Czy to jest dobra droga do odpartyjnienia mediów?

W ocenie tego projektu zgadzam się z politykami Platformy. Rafał Grupiński zauważył, że to tak, jakby lisowi oddać pisanie konstytucji dla kurnika. Przecież autorzy tego projektu, Agnieszka Holland czy Jacek Żakowski, to ludzie, których interesy związane są z telewizją publiczną. Ta wąska grupa, która bez żadnego mandatu reprezentuje środowisko twórców, chce zagwarantować sobie personalną kontrolę nad mediami. Wśród nich są przecież producenci telewizyjni, a to bardzo niebezpieczne zjawisko, bo ludzie, którzy żyją z telewizji publicznej, mogą mieć na nią wpływ decydujący.

W jednym z pierwszych wywiadów po wyborze nowy szef KRRiT Jan Dworak zapowiedział weryfikację dziennikarzy. Czy to oznacza czystki w mediach publicznych?

Oczywiście, że tak.

Pierwszą ofiarą będzie Jan Pospieszalski...

Niewykluczone, choć być może dla pozoru jego program zostanie. Czystki będą dotyczyć programów informacyjnych, i to będzie wielka strata. W czasie kampanii porównywałem programy informacyjne telewizji publicznej i prywatnych, i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że ta pierwsza wyraźnie górowała pod względem bezstronności i standardów dziennikarskich. Przecież Fakty TVN zajmowały się robieniem kampanii kandydatowi PO i antypropagandy w stosunku do kandydata PiS.

A Pana program zostanie zdjęty?

Nie wiem, być może nowi rządcy uznają, że jakiś listek figowy należy zachować, i mnie obsadzą w tej roli, choć to jest mało prawdopodobne. Sam nie zamierzam rezygnować, bo uważam, że należy robić swoje, dopóki jest to możliwe.

A może czeka nas pluralizm od Lisa do Żakowskiego?

To jest najbardziej prawdopodobne, właściwie pewne. Nie można jednak wykluczyć, że pewne listki figowe zostaną. Najważniejsza dla ideowego przekazu jest kontrola nad informacjami, aby pewne wiadomości w ogóle nie dotarły do opinii publicznej, np. dotyczące negocjacji w sprawie kontraktu gazowego czy upadku stoczni. Telewizja publiczna pod rządami PO będzie TVN bis, zapewne trochę gorszą, bo mniej sprawnie robioną.


opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: pluralizm polityka Rada Nadzorcza środki społecznego przekazu polityk publicystyka abonament TVP Jan Pospieszalski TVN media publiczne ustawa medialna odpolitycznienie