Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Podejrzany klient

Dalekowschodnia sztuka rozkoszowania się życiem kontrastuje z ofertą technologicznego świata. Dowodzi tego prosty przykład hoteli w Tajpej na Tajwanie i w Los Angeles.

Mam przed oczyma porównywalny standard, którego nie mierzę ściśle gwiazdkami ani ceną, ale przypuszczam, że po obu stronach Pacyfiku trafiam na klasę wyższą-średnią. W Tajpej, gdzie praca jeszcze jest tania, boy w uniformie otwiera drzwi samochodu i biegnie otworzyć drzwi hotelu. W Kalifornii działa automat podłączony do fotokomórki. W Tajpej, żeby uruchomić windę, muszę włożyć do szczeliny kartę, która otwiera także drzwi pokoju. Na ten sam system zabezpieczeń trafiłem ostatnio w Paryżu. Nikt w drogim hotelu nie może sam złożyć wizyty wchodząc na piętro — trzeba po gościa zjechać z kartą w ręku.

Przypomina mi się dawny system rosyjskich bab etażnych i z nostalgią wspominam, kiedy po raz ostatni wołano za mną wściekłym głosem „mołodoj czeławiek” (chodziło o próbę wyjścia z hotelu z kluczem, który należało zostawić w rękach etażnej).

W tajwańskim hotelu w recepcji (która nie jest tradycyjnym kontuarem, tylko stolikiem z fotelami) recepcjonistka pyta mnie, czy zamierzam korzystać z usług hotelu nieobjętych gościnnością gospodarzy. Chodzi oczywiście o telefon, minibar oraz pralnię, ewentualnie jakieś posiłki przynoszone z restauracji do pokoju.

W konsekwencji pada pytanie, czy za te usługi będę płacił gotówką, czy kartą kredytową, i wtedy pada miła propozycja, żebym z góry zostawił odbicie karty kredytowej w recepcji. Mam za sobą złe doświadczenia, bo niedawno, właśnie w Ameryce, obciążono mnie przez pomyłkę dużą sumą i pół roku zajęło mi wyjaśnianie i ostateczny zwrot nadpłaty.

W Tajpej próbuję z uśmiechem zapytać, czy mogę nie odbijać karty, a wyjeżdżając postanowię, jak zapłacę. Wspominam moje złe doświadczenia w Chicago i pytam otwarcie, czy dyrekcja hotelu obawia się, że ucieknę nie płacąc. Jeśli tak, to martwi mnie, że mieszkam w hotelu, w którym stają jacyś naciągacze. Menedżer z chińskim uśmiechem mówi, że nawet mu to przez myśl nie przeszło i oczywiście rezygnuje z zabezpieczeń. To mówiąc wręcza mi swoją wizytówkę (oczywiście obiema rękami) i tą drogą wymusza wzajemność. Wizytówka w przeciwieństwie do paszportu ma adres i to mu wystarcza.

W Stanach w identycznej sytuacji znajduje się inne rozwiązanie. Będę miał telefon bez wyjścia — tylko do mnie można dzwonić, chyba że zostawię depozyt gotówkowy.

W Moskwie z depozytem tego lata sprawa okazała się złożona. Musiał być w rublach, wymiana w hotelu w obie strony kosztowała 25 proc. Zaproponowałem inny zastaw — na przykład złoty elegancki zegarek. Rosyjski hotel pod Kremlem odmówił. Ostatecznie przyjął w zastaw paszport. W Tajpej zastałem w pokoju papeterię wydrukowaną z moim nazwiskiem i wizytówkę z adresem hotelu. Spróbuję jej użyć w przyszłości.

Ale złudzenie elegancji pryska, kiedy jest się od początku podejrzewanym o to, że się za jakieś usługi nie zapłaci. Aż dziw bierze, że nikt w restauracji nie żąda na wstępie depozytu, bo klient może się najeść, a potem po prostu uciec.

Elegancja połączona z nieufnością tworzy mieszankę nielogiczną. Życie w świecie podejrzeń i zagrożeń jest doświadczeniem biedy. Jeśli nieufność wdziera się na salony, to coś w tym systemie się rozpada.


opr. MK/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa sztuka kultura polityka media filozofia felieton integracja europejska Zanussi Podróze
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W