Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Jak krowie na miedzy

Niechętnie piszę o cnocie, której szczególnie mi braknie. Tą cnotą jest cierpliwość, szczególnie cierpliwość do ludzi. Kiedy trzeba nawlec cienką igłę, potrafię się zdobyć na kilkanaście prób, zanim zrezygnowany zwrócę się o pomoc do kogoś, kto ma mocniejsze od moich okulary. Natomiast mieć cierpliwość wobec ludzi wydaje mi się nieosiągalnym przejawem, bliskim świętości. Ta cierpliwość najczęściej jest niezbędna, kiedy trzeba coś komuś wytłumaczyć. Jak przyjemnie oglądać myśl chwytaną w locie. Bystry umysł jest rodzajem urody, czasem może z nią konkurować nawet w męsko-damskiej perspektywie. Tępa, chociaż ładna sekretarka brzydnie w oczach dając dowody głupoty, a osoba bystra, nawet jeśli ma zeza, ładnieje, kiedy chwyta myśl w locie. Iunctim między pięknem a rozumem potwierdza się nawet tutaj.

Nie uczestniczyłem nigdy czynnie w polityce i przypuszczam, że do tego nie nadaję się właśnie dlatego, że jestem niecierpliwy. Wiem, że nie potrafiłbym setki razy tłumaczyć tego samego od nowa, sposobem, który po chłopsku określa się: jak krowie na miedzy. Tłumaczyć, a tu od nowa tępe niezrozumienie. Przypuszczam, że trzeba ogromnej pokory albo nie mniej wielkiej hipokryzji, by kryjąc zniecierpliwienie tłumaczyć po raz setny czy tysięczny tę samą prostą rację, która kiedy raz przeze mnie odkryta wydaje się oczywista. Skoro ja wiem, że tak jest naprawdę, to wydaje mi się, że inni powinni się z tym zgodzić.

Niecierpliwość może się narodzić z przekonania, że inni wiedzą to samo co ja i że myślą z podobną sprawnością, a nawet w podobny sposób. Doświadczenie jednak uczy, że jest zupełnie inaczej. Ludzie wiedzą często co innego, a rozumują inaczej. Odruchowo lubimy uważać, że jeśli ktoś nie wie tego, co my wiemy, to jest głupszy, a jeśli nie myśli tak samo, nie wyciąga tych samych wniosków z powszechnie dostępnych przesłanek, to jest tym bardziej głupi. Uważając innych za równych popadamy w pułapkę, bo naprawdę jesteśmy równi, ale różni. Pamiętam z moich dawnych podróży po Afryce, jak mozolnie tłumaczyłem przewodnikowi na safari, na czym polega socjalizm. Przewodnik był Kenijczykiem, rozmawialiśmy pośrodku sawanny, dookoła była przyroda i nas dwóch, z czego ja ze skupieniem starałem się tłumaczyć, jak to może być, że i domy, i banki, i taksówki nie należą do żadnej konkretnej osoby, tylko są u nas państwowe. Z perspektywy sawanny czy buszu państwo jawi się jako twór w najwyższym stopniu abstrakcyjny i mój czarny przewodnik coraz mniej rozumiał z moich zawiłych wywodów. W końcu doszliśmy do bazy i okazało się, że kiedy byłem skupiony na mówieniu, nie zauważyłem, że koło nas stała zdziwiona żyrafa, a za wozem przeszło stado słoni. Biały człowiek myśli linearnie i jak gada, to już nic nie widzi. Mój kenijski przewodnik z cierpliwością tłumaczył, że to typowe i on się już przyzwyczaił do tych ograniczeń białych ludzi.

Wspominam to zdarzenie z podróży po Afryce, bowiem nie tak dawno jeżdżąc po Europie usłyszałem prawdziwą historię, której motywem jest cierpliwość, a właściwie jej niedostatek. Rzecz dotyczy historii naszych południowych sąsiadów. Po stworzeniu państwa czechosłowackiego po pierwszej wojnie światowej prezydentem kraju był Tomasz Masaryk, a jego syn, bodajże Jan, był ambasadorem w Anglii. Tam też został na początku swojej służby zaproszony przez jakiegoś sędziwego lorda na przyjęcie wydane na cześć nowo powstałego kraju. W trakcie przyjęcia lord uporczywie zwracał się do ambasadora, jakby ten był prezydentem, ambasador próbował tłumaczyć, że lord myli go z ojcem, Masarykiem. Okazało się jednak, że błąd sięga głębiej. W zmąconym umyśle lorda czechosłowacki prezydent pomylił się z polskim premierem Ignacym Paderewskim i gospodarz nie słuchał wyjaśnień, lecz prosił ambasadora, żeby zagrał coś na fortepianie. Synowi prezydenta zabrakło cierpliwości i zamiast mozolnie tłumaczyć, że nie tylko jest synem, a nie ojcem, ale ojciec też nie jest pianistą, zniecierpliwiony siadł i zagrał jak potrafił jakiś utwór na fortepianie. Lord był sklerotyczny i głuchy, więc wszystko skończyło się dobrze. A historyjkę (relata refero) opowiedział mi Jan Czarnogórski, obecny minister sprawiedliwości u Słowaków.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kultura polityka społeczeństwo cnota cierpliwość Zanussi