Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Epizody niczyje

Jeszcze w trakcie drugiej wojny światowej Polacy, chcąc określić Niemców pogardliwie, używali epitetu szwaby. Nie wiem, dlaczego piękna Szwabia, położona daleko od Polski, użyczyła swojej nazwy do wyrażenia niechęci — domyślam się, że tak się musiało stać za sprawą emigrantów, a ze Szwabii, podobnie jak z innych części Niemiec, ludzie kiedyś masowo wędrowali za chlebem.

Stolicę Szwabii, Augsburg, założył cesarz August i jest to uwiecznione w nazwie miasta, które ma ponad dwa tysiąclecia. Nas, ludzi spoza limesu, musi to wpędzać w kompleksy, bo wprawdzie czasem gdzieś koło Kalisza znajdują się jakieś zgubione rzymskie monety, ale w przeszłości nie było nam dane uczestniczyć w tej cywilizacji, która była kiedyś najdynamiczniejsza na całym globie i z której wywodzimy się wszyscy. Dziś w czasach, kiedy staramy się przyłączyć do rodzinnej zachodniej Europy, brak łacińskiego dziedzictwa z czasów cesarstwa rzymskiego musimy kompensować pamięcią cesarza Ottona i pamiętnego zjazdu w Gnieźnie.

Odwiedzając Augsburg dowiedziałem się, że to miasto do czasów wojny trzydziestoletniej górowało nad bliskim Monachium, było bowiem miastem rządzonym przez mieszczan, a Monachium stanowiło domenę królewską, a więc miało mniej niezależności. O potędze mieszczaństwa Augsburga świadczy ratusz z barokową złotą salą, która ma rozmach królewskich pałaców, a powstała z mieszczańskich pieniędzy takich rodów jak na przykład Fuggierowie (znani także z warszawskiej Starówki).

Szukając korzeni zachodniej Europy, trzeba się odwołać do mieszczaństwa, jego autonomii i ratuszy. Śledząc zasięg zachodniej kultury, możemy ponoć przyjąć w przybliżeniu, że sięga ona tak daleko, jak daleko stawiano ratusze, a więc były wybieralne rady miejskie, a samowola królów napotykała przeciwwagę. Myśląc o sejmowych przepychankach w sprawie jesiennych wyborów, warto pamiętać, że problem demokracji lokalnej to sedno naszej zachodniej tożsamości. Niestety, na ową demokrację w Polsce pada ciągle cień zaborów i ci, których przodkowie w dziewiętnastym wieku znaleźli się w obszarze cesarstwa rosyjskiego, mają gdzieś podświadomą pamięć samodzierżawia, która — jak wskazują badania socjologów —przekłada się na nieufny stosunek do demokracji. Ciekawe, czy w przyszłym referendum dotyczącym Unii ślad zaborów będzie jeszcze dostrzegalny?

Dwa tysiące lat ciągłej historii to luksus, którego w środkowej Europie można tylko zazdrościć. W Augsburgu katedra stoi na sarkofagu męczennicy z czasów rzymskich, której śmierć przypada na czasy Dioklecjana. Żywa pamięć religijnych sporów dotyczy pobytu Lutra i, ku chwale Augsburga, pośród protestantów historyczny prym wiedzie wyznanie augsburskie (przeciwstawione rzymskiemu). Luter słusznie uchodzi za twórcę nowoczesnego języka niemieckiego, który kulturalnie zjednoczył Germanów rozsianych na wielkim obszarze Europy i mówiących w sposób tak odmienny, że do dziś niektóre dialekty są dla postronnych zupełnie niezrozumiałe. Tak na przykład jest ze schwitz deutschem, czyli zlepkiem dialektów Szwajcarów, którzy nie przyjęli historycznych przemian późniejszego niemieckiego.

Wspominam o tym, bo do Augsburga pognały mnie pośrednio związki z tradycją niemczyzny. Wydział kultury urzędu miasta od lat poświęca w każdym sezonie kilka miesięcy pamięci któregoś z niemieckich pisarzy. W tym roku wypadło na Szwajcara, Frischa. Siedemnaście lat temu robiłem adaptację jego powieści „Sinobrody”. Było to zabawne zadanie, bo autor słynął z tego, że nigdy nie aprobował scenariuszy na podstawie swoich powieści, mimo że sprzedał Hollywood prawa do „Stillera” i kilku innych utworów, to nie zostały one sfilmowane. Udało mi się przełamać nieufność wielkiego Szwajcara, ponieważ byłem autorem wielu filmów wedle własnych scenariuszy i mogłem mu przyobiecać, że adaptując jego prozę nie będę próbował wyrażać mego autorskiego ego. Na dowód dobrych zamiarów scenariusz zbudowałem z naklejonych w kajecie stron wyrwanych z powieści, nie dopisując ani słowa. Ten właśnie zabieg rozbroił Maxa Frischa i ostatecznie zgodził się nawet statystować w filmie — na znak solidarności z przedsięwzięciem. Obraz powstał dla telewizji, a siedemnaście lat później oglądałem go znowu w Augsburgu, w wielkiej sali, na olbrzymim kinowym ekranie i poczułem głębokie zdziwienie, że to jest moja praca. To, co zdarzyło mi się samemu wymyśleć, sfilmować, wżarło się w pamięć jak wypalone kwasem, a to, co powstało pod wpływem lektury, rozmyło się w pamięci jak inscenizacje teatralne, które po latach czasem z trudem sobie przypominam. Czy to naprawdę ja zrobiłem? Moja rozterka może być udziałem zaledwie nielicznych kolegów, którzy mają podobne doświadczenia, ale dzielę się nią w przekonaniu, że każdy, patrząc wstecz na swoje życie, odnajduje ze zdziwieniem epizody, które jakby do niego nie należą.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Europa kultura polityka film Niemcy felieton reżyser integracja europejska Zanussi reżyseria szwaby regensburg
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W