Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Takie jest pana zdanie

W moich nieustannych podróżach poczyniłem dosyć ważne spostrzeżenie dotyczące wrażenia, jakie robią na mnie przypadkowi towarzysze podróży. Otóż często bywa tak, że widok egzotycznego tłumu przewalającego się przez lotniska ożywia wyobraźnię i stanowi swoiste doznanie estetyczne. Miewa też wartość poznawczą, kiedy skupiona uwaga pozwala mi przezwyciężyć europejski brak doświadczenia i rozróżniać na przykład Japończyków, Koreańczyków i Chińczyków. W samej Europie często ćwiczę uwagę, wyłapując w tłumie charakterystyczne sylwetki bałkańskie czy obywateli byłego Związku Radzieckiego, których wciąż jeszcze wyróżniają elementy stroju czy też zachowania. Pozostawię na inny felieton wciąż aktualny temat naszych rodaków w podróży, dziś natomiast podzielę się z państwem spostrzeżeniem płynącym z introspekcji. Często zdarza mi się, patrząc na tłum podróżnych, zadziwić się tym, że nagle pojawiło się tyle niesympatycznych twarzy. Wiem, że nie warto wtedy pytać, na jakim lotnisku się znalazłem ani szukać jakichkolwiek wyjaśnień poza moim własnym stanem ducha. Jeśli wokół pojawia się wiele antypatycznych twarzy, to znaczy, że jestem wyczerpany nerwowo. Należy zaniechać dalszych myśli na ten temat i spróbować się zdrzemnąć (popularne w Rosji porzekadło radzi człowiekowi, który usłyszał od kilku kolejnych osób, że jest pijany, iść do łóżka, nawet jeśli jest przekonany, że nic nie pił).

Po tym wstępie pozwolę sobie na wyznanie, które świadczy o tym, że nie posłuchałem rady, której sobie sam udzieliłem. Trafiłem kiedyś na Okęciu do saloniku dla częstych pasażerów i zmagałem się z bólem istnienia wynikającym, jak zwykle, z nadmiaru różnych uciążliwych zajęć. Pasażerowie w saloniku wyglądali dość antypatycznie, ale jeszcze bardziej niemiła wydała mi się obsługa: troje młodych ludzi gadających głośno przez telefon o zupełnie prywatnych sprawach, a potem uzgadniających nad głowami pasażerów pełnym głosem, co jest dobrego na obiad w stołówce portów lotniczych. Gdyby nie zmęczenie, zapewne puściłbym ten epizod mimo uszu, ale siła niedobrych emocji pchnęła mnie do tego, by panience za kontuarem powiedzieć, że to niegrzecznie rozmawiać głośno nad głowami gości o prywatnych sprawach, kiedy pełni się funkcję gospodyni. Panienka wysłuchała mnie czujnie i użyła sformułowania, którego niewątpliwie nauczono ją na szkoleniu. Powiedziała enigmatycznie: „Takie jest pana zdanie”, co oznaczało, że jestem jednym z wielu, którzy mają różne zdania, co ona jest gotowa przyjąć do wiadomości, nie przyznając mi racji, bo racji jest wiele i nie można ustalić, w czym jedna jest lepsza od drugiej. Powróciłem do tematu, próbując odwołać się do doświadczeń z rodzinnego domu. Zapytałem panienki, czy kiedy ma gości u siebie, we własnym mieszkaniu, to rozmawia z domownikami nad głowami zaproszonych, nie uwzględniając ich obecności. Panienka znów powtórzyła: „Rozumiem, takie jest pańskie zdanie”. Nalegałem, że to nie jest moje zdanie, tylko obiektywny osąd sytuacji. Panienka na to: „Więc tak panu się wydaje”. I wtedy, zamiast zaprzestać rozmowy, sięgnąłem do argumentów z najniższej półki, takich, których nie powinno się używać nawet przy wielkim zmęczeniu. Powiedziałem coś o tym, że dzięki takiemu zachowaniu personelu klimat w poczekalni dla częstych pasażerów jest rodem z Peerelu i przypomina zachowanie obsługi w barze mlecznym. Powiało zapachem mleka i obory, i zrozumiałem, że dziewczyna ma przeze mnie zepsuty dzień. Porównanie do peerelowskich barów mlecznych jest obelgą, mimo że w mojej pamięci zapisały się one jak najlepiej, a ich przaśny klimat nie był przykry — wręcz przeciwnie, miał w sobie coś ze zdrowej relacji wyniesionej z wiejskiego domu. Bezceremonialne zachowanie personelu wnosiło klimat rodzinny i kiedy patrzę dzisiaj na ugrzecznionych kelnerów i sprzedawczynie z uśmiechem przylepionym na osiem godzin przez specjalistów od szkolenia, to czasem mam wątpliwości, czy ten bar mleczny nie był bardziej ludzki. Grzeczność, która nie jest jakoś uwewnętrzniona, jest równie nieznośna jak niegrzeczność, zawiera bowiem w sobie jakiś element przemocy, ślad wymuszenia czy gwałtu. Podejrzewam, że trzeba jeszcze jednego pokolenia, żeby grzeczność obsługi była naturalna, spontaniczna i niewymuszona, a na razie trzeba się cieszyć tym, że kelnerzy już nie biją klientów, co — jak pamiętamy — w Peerelu było przedmiotem doniesień prasowych i licznych dyskusji pośród konsumentów.

By uniknąć jednostronności, przytoczę teraz scenę z niezmiernie popularnej i szeroko nagradzanej w zeszłym roku niemieckiej komedii filmowej, której bohaterką jest młoda, ciut sfrustrowana kucharka, która nie bez racji uważa się za artystkę w swojej branży, a tymczasem ze strony klientów spotyka ją krytyka, jako że jej potrawy są niekonwencjonalne. Właścicielka restauracji wielokrotnie kryje kucharkę przepraszając, że coś smakuje nie tak, jak oczekiwał konsument, i każe przerabiać potrawy tak, by trafiały w gust przeciętny. Rozwścieczona kucharka-artystka buntuje się i kiedyś wygarnia konsumentom, że nie mają pojęcia o tym, co to jest dobra kuchnia. Mimo że film nie pozwala widzom spróbować żadnej z potraw, jesteśmy przekonani, że kucharka ma rację, ale widzimy, że to klient płaci, więc artystka jest skazana na przegraną. Przytoczona powyżej scena nie odnosi się nijak do doświadczeń, jakich doznałem na lotnisku, jest natomiast dobrą ilustracją dramatu artysty, który przywykł obsługiwać klientów wymagających i wyrafinowanych, a tymczasem ci klienci zbiednieli czy też rozproszyli się, a w ich miejsce przyszli tacy, którym można dogodzić tylko wtedy, jeśli potrawy będą banalne i bez smaku.

A swoją drogą muszę stwierdzić, jako częsty pasażer korzystający w Warszawie z poczekalni dla uprzywilejowanych posiadaczy karty nazwanej „senator”, że epizod, który opisałem, był czymś wyjątkowym, bo obsługa jest najczęściej bez zarzutu.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: PRL Rosja felieton Zanussi
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W