Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Kto dobrze gra na skrzypcach?

Niezapomniany Aleksander Bardini opowiadał interesującą anegdotę, która sama w sobie nie jest śmieszna, stanowi natomiast dobre przedstawienie jednego z odwiecznych problemów, które nękają artystów i naukowców. Stary łódzki fabrykant obchodził swój jubileusz i wydawało się wszystkim, że całe jego życie było pasmem powodzenia i sukcesów: dorobił się fabryki i został bogatym człowiekiem, miał kochającą rodzinę, cieszył się powszechnym szacunkiem i uznaniem. Można było przypuszczać, że jest przykładem kogoś, kto osiągnął w życiu wszystko, czego pragnął. A jednak było inaczej. Stary fabrykant wyznał, że ma poczucie przegranej, ponieważ to wszystko, o co w życiu zabiegał, miało służyć jednemu celowi, którego nie osiągnął. Chciał bowiem wyrokować o tym, kto gra na skrzypcach z uczuciem, czyli chciał być wyrocznią w sprawach sztuki.

W życiorysach milionerów, a także mężów stanu często przewija się motyw takiej władzy, która jest wyłącznie rządem dusz. Jeśli mogę orzekać o tym, co jest piękne, a inni będą moje sądy traktować jak wyroki, to rzeczywiście mogę powiedzieć, że zawładnąłem duszami.

Anegdota Aleksandra Bardiniego przypomniała mi się w trakcie zajęć, które prowadziłem przed tygodniem na uniwersytecie w Hamburgu. Skojarzenie nie wynikło z wykładu, ale z rozmów w przerwach. Studenci i inni wykładowcy relacjonowali mi zamęt wokół starcia między dwoma tytanami niemieckiej opinii publicznej: krytykiem Reichem-Ranickim i pisarzem Martinem Walserem. Spór jest w podtekście odwołaniem do niemieckich tradycji antysemityzmu i pytaniem o święte krowy (Adam Krzemiński, POLITYKA 20). Taką rolę bez wątpienia spełnia Reich-Ranicki, który jest dyktatorem gustu tej niewielkiej części publiczności, która czytuje książki. (Warto spostrzec, że ta mała cząstka jest procentowo o wiele wyższa w Niemczech czy Francji niż u nas). Martin Walser opisał krytyka w swej powieści i do tego jeszcze go uśmiercił.

Powieść jeszcze przed ukazaniem się w druku stała się przedmiotem polemik. Można przypuszczać, że wydawca tylko zaciera ręce, ale jeśli pisarz jest poważnym człowiekiem (co w przypadku Martina Walsera trzeba zostawić jako otwarte pytanie), to przecież nie może mu chodzić wyłącznie o wielką liczbę czytelników (czyli o sukces przeliczalny na pieniądze), ale przede wszystkim o to, by przekonać ludzi do swoich zapatrywań na postać znienawidzonego krytyka. Ta nienawiść jest uczuciem żywym wśród wielu niemieckich literatów, ponieważ Ranicki ma władzę nieomal absolutną, nieporównywalną nawet do tej, którą w Polsce może się poszczycić pani profesor Maria Janion.

W czasie moich wieloletnich kontaktów ze światem niemieckiej kultury miałem okazję poznać osobiście obu adwersarzy. Powieść Walsera rozważałem jako propozycję filmu i rozmawiałem z nim o adaptacji. Wykład Ranickiego o muzyce w Getcie posłużył mi za kanwę do filmowego dokumentu. Teraz nie znając powieści zachodzę w głowę, po której stronie znajdzie się moja sympatia. Boję się, że po żadnej, bo obaj adwersarze są jako ludzie niezwykle trudni do polubienia. Ponad sympatią pozostaje pytanie o to, czy wspomnienie zagłady jest przedmiotem moralnego szantażu, czy też nie jest i tu patrząc z boku mam wrażenie, że nasi zachodni sąsiedzi muszą bardzo czujnie patrzeć na swoje geny, bo ich dziadkowie dokonali czegoś, czego też się zapewne nie spodziewali po sobie. Moi rozmówcy nie bez racji pytają mnie o to, czy sądzę, że możliwa jest powtórka z historii; a ja odpowiadam bez zastanowienia, że, niestety, w historii wszystko jest możliwe i gwałtownie powracam myślą do polskich rozbiorów i zawiłej historii polskiej tolerancji, która czasem była chwalebną rzeczywistością, a czasem tylko pustym mitem.

A wracając do anegdoty. Wydaje mi się, że dzisiaj coraz częściej ludzie rezygnują z własnego sądu i pytają po prostu: co się najlepiej sprzedaje? Uciekając w ten sposób przed dyktatem autorytetów pod dyktat opinii publicznej. A swoją drogą, złorzecząc krytykom, kilka tygodni temu przywołałem zdarzenie z polskiej telewizji z wykonaniem skrzypcowym ocenianym przez krytyków. Od jednego z uczestników, pana Sierpińskiego, dostałem miły list ze sprostowaniem wielu istotnych szczegółów. Dziękuję. Ale pozostaję przy pytaniu, kto ma prawo wyrokować o tym, kto gra na skrzypcach z „uczuciem”.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa kultura polityka ekonomia literatura konflikt Niemcy felieton antysemityzm książka apostoł kłótnie Zanussi pokolenie spory
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W