03.10.2022

Idź i ty czyń podobnie!

   Pewien Samarytanin. Postać owego Samarytanina możemy interpretować przynajmniej na trzech różnych poziomach. Poziom pierwszy, historyczny, to ów biblijny Samarytanin, ten, o którym opowiada nam dzisiaj Jezus, czyli człowiek, który ma serce (wzruszył się głęboko), ma umiejętności (opatrzył napadniętemu rany, zalał je oliwą i winem) i ma czas (pielęgnował rannego w gospodzie).
   Poziom drugi, teraźniejszy, to oczywiście ja, i to czego uczy mnie ta historia, będąca jednym wielkim apelem do mojego serca, umiejętności, czasu. Serca, bo to nie tylko ludzie źli czynią nasza ziemię straszną, ale również moja obojętność. Umiejętności, bo na pewno i w moim otoczeniu jest jakiś „na pół umarły” człowiek, fizycznie lub duchowo. Czy potrafię przyjść mu z pomocą? Czy mam dla niego oliwę i wino leczące rany i przynoszące ulgę w cierpieniu? Czasu, bo kapłan i lewita nie musieli być wcale źli. Spieszyli przecież do swych świętych obowiązków. Co więcej, gdyby na początku drogi z Jerozolimy do Jerycha ustawiono skarbonę z napisem: „Na oczyszczenie drogi od zbójców”, to z pewnością wrzuciliby oni do niej pieniądze (może nawet sporo). Tyle tylko, że pieniądze, choć ważne (Samarytanin opłacił nimi pobyt rannego w gospodzie), nie są najważniejsze. Czasem ważniejszy od pieniędzy jest poświęcony drugiemu czas. Ojciec Karol Meisner zwykł mawiać, że „miłość, to czas, który dajemy bliźniemu”. 
   I wreszcie trzeci poziom dzisiejszej Ewangelii, symboliczno-teologiczny. Miłosierny Samarytanin, to oczywiście Jezus, a człowiek, który potrzebuje pomocy, to każdy z nas, który schodzi z Jerozolimy (miasta Boga), do Jerycha (miasta grzechu). Okradzeni przez złego ducha z godności i poranieni duchowo, potrzebujemy Jezusowej pomocy, bo „kapłani i lewici” współczesnych pseudo religii nam nie pomogą. Pomóc może nam tylko Jezus, który w swoim Kościele poprzez sakramenty (oliwa i wino to materia aż pięciu sakramentów!), leczy nasze duchowe rany. Jezus-Samarytanin płaci też z góry za nasze leczenie, płaci swoją Krwią.

   Ten, który okazał miłosierdzie. Co to jest miłosierdzie? Czym różni się ono od miłości? Definicje padają różne: „miłosierdzie, to miłość, która ma swoją historię”, „miłosierdzie, to miłość, która kocha jeszcze raz”, itp. Po lekturze Ewangelii o miłosiernym Samarytaninie, najwłaściwsza chyba jednak jest ta: „miłosierdzie, to miłość, która bierze się do roboty!”