05.05.2026

Boży pokój czy pacyfikacja

Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Nie wiemy, czy św. Paweł znał słowa Pana Jezusa wypowiedziane w czasie Ostatniej Wieczerzy. Prawdopodobnie jeszcze nie. Ale znał rzeczywistość, o której mówi nasz Pan. Przez długi czas próbował wprowadzać pokój „tak jak daje świat”. Uważał chrześcijan za zagrożenie dla religii mojżeszowej, stanowiącej podstawę życia społecznego jego narodu. Wierzył głęboko, że należy być posłusznym prawu nadanemu przez jedynego Boga, zaś rabbi z Nazaretu to prawo chce wywrócić. Mając gwałtowny charakter, uległ fanatyzmowi, który go zaślepił. Dlatego nie rozumiał, że Pan Jezus przyszedł wypełnić, a nie zniszczyć, prawo mojżeszowe. Działając według logiki tego świata, uznał, ze jedynym sposobem przywrócenia pokoju w swoim narodzie jest pacyfikacja chrześcijan. Słowo „pacyfikacja” ma w sobie coś przewrotnego. Oznacza akcję policyjną władz państwowych, na ogół bezprawną, które przemocą chcą zdławić opór czy bunt ludności. W Polsce kojarzy się negatywnie, pacyfikację przeprowadzają władze, które w najlepszym wypadku nie mają akceptacji społeczeństwa (np. pacyfikacja kopalni „Wujek”), a w najgorszym są po prostu bandą rozbójników, tak jak okupacyjne władze niemieckie czy sowieckie. A przecież to słowo pochodzi od łacińskiego pax, czyli pokój. Tyle że jest to „pokój”, który daje świat, w rozumieniu obszaru wpływów szatana. Taki pokój ma niewiele wspólnego z biblijnym szalom, harmonią świata, opartą na miłującej woli Boga. Jakim bluźnierstwem są dziś deklaracje niektórych polityków izraelskich, potomków św. Pawła, którzy powołują się na objawienie Starego Testamentu, bezczelnie manipulując tradycją religijną starożytnego Izraela.

Szaweł próbował zaprowadzić pokój przemocą, ale nie miał pokoju w sercu, aż spotkał Pana Jezusa. Na drodze do Damaszku Bóg wstrząsnął młodym faryzeuszem, aby rozbić jego fałszywe mniemanie o woli Jahwe. Dopiero wtedy znalazł w sercu pokój, ten który dać może tylko Jezus Chrystus. A mając w sercu pokój prawdziwy, nowy Paweł mógł nieść go ludziom. Nie za pomocą przemocy, ale głosząc Ewangelię i przekazując łaskę poprzez sakramenty.

W pierwszym czytaniu dzisiejszej Mszy zobaczyliśmy św. Pawła, który konfrontuje się z tymi, którzy nadal wierzą w skuteczność „pacyfikacji”. Zamiast próbować zrozumieć, co chce przekazać apostoł, poprzez rozmowę i argumenty, ciskają kamienie na swojego brata w wierze (w jego przypadku to określenie nie było metaforą). Pacyfikacja się nie udała, kiedy go jednak otoczyli uczniowie, podniósł się i wszedł do miasta. Paweł ma w sercu pokój Chrystusa. Nie szuka zemsty, choć doświadczył krzyczącej niesprawiedliwości. Nadal robi swoje, mając wsparcie ze strony tych, co rozumieją, co znaczy być bratem w wierze. Bierzmy przykład z Apostoła Narodów. Jeśli jestem blisko Pana Jezusa, mam w sercu Jego pokój, nie złamie mnie nawet doświadczenie wrogości ze strony drugiego człowieka. Być może będę poraniony fizycznie czy psychicznie (Paweł z pewnością był), ale moje serce nie będzie się trwożyć ani lękać