27.07.2026

Istota życia

Powołanie przynależy do istoty sensu życia. Innymi słowy, nie można mieć pewności co do sensu istnienia bez poczucia szczęścia z powodu osobistego powołania. Jednocześnie, powołanie nie polega na chirurgicznym dopełnieniu – postrzeganej w ogólnych zarysach – tak zwanej woli Boga. Żaden człowiek nie będzie do tego dostatecznie zdolny. Zawsze pojawią się odkształcenia. Byle nie stoczyć się do miernego poziomu zdrady. Sam Bóg, najlepiej znając ludzkie braki, nie spodziewa się nawet mechanicznego zaspokojenia Boskich pragnień. Czym więc jest powołanie? To najbardziej intymny element wolności, która stopniowo udziela zgody na pierwszeństwo Boga co do kierunku życia każdej osoby ludzkiej. Nie musi być poruszeniem pierwotnym albo ostatnim, ani intensywnym, ani najbardziej szlachetnym, wymagającym czy wzniosłym. Powołanie może być najzwyklejszym z zaproszeń spośród wielu. Z pewnością pochodzi jednak od Boga wówczas, gdy powołany człowiek jest w tej przestrzeni absolutnie pewien miłości – że tylko tu pokocha na sto procent i że tu tylko będzie tak pokochany.

Ksiądz Tony poprawił koloratkę pod szyją. Stał chwilę za kurtyną, wsłuchany w głos spikera, który starał się zebranym na auli, przed rozpoczęciem wystąpienia, streścić jego biografię. Wszystkie, odczytywane z bliższej i dalszej przeszłości fakty niby zgadzały się z prawdą ale brzmiały zbyt sucho, statystycznie odarte z bólu i dramatu egzystencji. Ktoś, kto spisuje fascynującą historię, może posiąść dużą wiedzę lecz nie zapanuje do końca nad tajemniczą siłą przeżyć. Nie posmakuje samego serca wydarzeń – ich ciemnej fascynacji, lęku, pasji aż do szczytów euforii. Ksiądz Tony wygłosi nam dzisiaj wykład na temat przekazu wiary w cywilizacji pozbawionej szacunku do kultury budowanej na logice ewangelii – spiker zakończył swój wstęp. Oklaski oznaczały, że czas wejść na mównicę. Oczy księdza Tony’ego utonęły nagle w świetle jupiterów. Ogłuszyły go oklaski na stojąco mimo, że nie wypowiedział jeszcze ani jednego słowa i nie doprecyzował ani jednej myśli. Ksiądz Tony nie potrafił postawić żadnego kroku w przód, przesuwając zdziwiony wzrok na wypełnione po brzegi rzędy foteli uniwersyteckiej auli. Ruszyła wyobraźnia i pamięć. Msze święte w ukrytej, nieznanej obcym, domowej kaplicy. Wyciek do urzędu bezpieczeństwa, niesprawiedliwy wyrok trybunału i kilka lat więzienia. Nagła amnestia z powodu zamachu stanu, wewnętrznej walki partyjnych klanów i wymiany jednej junty wojskowej na inną. Powrót do religijnego podziemia, w którym przez długi czas mógł pełnić tajną funkcję proboszcza w dwóch placówkach jednocześnie. Po wyciągnięciu wniosków z poprzedniej zdrady i wpadki, tym razem nikt – poza biskupem i spowiednikiem – nie wiedział o tym, że jest księdzem. Od ołtarza szedł do codziennej pracy, zresztą też zmieniając zatrudnienie co kilka lat. Był barmanem, stolarzem i kuratorem sprzętu sportowego na miejscowym stadionie, a wreszcie piekarzem. Brak pieniędzy, nocne pukania do drzwi i wylegitymowanie się przed kolejnym patrolem. Wieczory pełne pokus. Tyle razy, boso, bez niczego, zbiegał po schodach w dół, jak najdalej od nieznośnego jarzma i brzemienia. Nigdy jednak ostatecznie nie nacisnął klamki drzwi do obcego świata. W końcu nadeszła odwilż i kilka więcej lub mniej udanych prób odbudowania Kościoła w zateizowanym przez komunistów przez tyle lat państwie. Myśli i dawne obrazy cisnęły się szerokim korytarzem wyobraźni zaledwie kilka chwil. Teraz musiał już włączyć czerwony przycisk mikrofonu i zamknąć w głowie błyskawicę wspomnień, myślą, która ostatecznie zaskoczyła go. A jednak z chęcią wróciłby do tamtych pełnych cierpienia czasów, w których nie był rozpoznawanym przez wszystkich prelegentem lecz tajnym księdzem.

Prorok Jeremiasz wybiera się nad Eufrat (por. Jer 13, 3). Niektórzy badacze księgi twierdzą, że to zbyt daleka droga dla mieszkańca tamtego regionu świata. W gruncie rzeczy Jeremiasz ma raczej na myśli potok Parah, w pobliżu miejscowości Anatot, leżący na północny wschód od Jerozolimy. Geograficznie Eufrat znajduje się dobre tysiąc kilometrów od Miasta Dawidowego, co dla ludzi antycznego Wschodu oznaczało dystans nie do osiągnięcia w żadnej wędrówce. A może prorok przemieszcza się jednak nad Eufrat ale w znaczeniu wewnętrznym? Eufrat jest siedliskiem pogaństwa, a istotą powołania Jeremiasza będzie nawrócenie ludzi zatwardziałych i oddalonych od Boga. Co znaczące, nad Eufratem przebywali też wygnańcy żydowscy, którzy oddalając się na setki kilometrów od Jerozolimy, tracili ducha, wyzbyci z wiary. Według proroków – najmocniej świadczy o tym Ezechiel w piątym rozdziale swej księgi – poznanie prawdziwego Boga i porzucenie Go potem, jest gorsze samo w sobie od pogaństwa. Jezus dobrze rozumie tę wrażliwość wnętrza, która tak naprawdę podkreśla istotę prawdziwego powołania (por. Mt 13, 31 – 33). Czasem nie wiadomo jak największe z pragnień przekazać innym oraz światu, bo podobne jest do intymnego wezwania, co przypomina skarb ukryty w polu lub skromny zaczyn.

Wielkim bólem współczesnego człowieka Zachodu jest brak nadziei, co do bycia powołanym przez Boga. Europejczyk porzuca osobistą godność również dlatego, że czuje się chronicznie niezdolny do rozeznania, przyjęcia, a potem wytrwania na zawsze w powołaniu. Autentyczne powołanie budzi się czasem pod wpływem zewnętrznego impulsu ale ukrywa swą istotę po głębiach duszy. Tam go trzeba szukać, stamtąd wydobyć i do źródła duszy powracać, gdy powołaniu grozi uronienie.