Sebastian Witkowski zwyciężył w Wielkim Finale „Jednego z dziesięciu” i jako pierwszy uczestnik w historii programu przekroczył granicę 1000 punktów. Emerytowany wojskowy z Blachowni zdobył łącznie 1016 punktów. W rozmowie z TVP opowiedział o przygotowaniach i wyjaśnił, dlaczego w tym teleturnieju sama wiedza nie zawsze wystarcza.
Sebastian Witkowski zapisał się w historii programu „Jeden z dziesięciu”. W zakończonej serii nie tylko zwyciężył w Wielkim Finale, ale również ustanowił rekord – jako pierwszy uczestnik przekroczył granicę 1000 punktów. W całej edycji zdobył ich 1016.
Emerytowany wojskowy z Blachowni otrzymał 40 tys. zł za zwycięstwo w finale. Kolejne 10 tys. zł przypadło mu za najlepszy wynik punktowy w całej serii.
W rozmowie z TVP Witkowski opowiedział o swoim podejściu do programu i przygotowaniach. Jak zaznaczył, wysoki wynik nie jest wyłącznie efektem wiedzy. Duże znaczenie ma również kolejność pytań, sposób gry oraz szczęście.
„W tym teleturnieju liczba uzyskanych punktów jest sprawą dosyć przypadkową, losową. Teraz udało mi się uzyskać ich ponad 1000, natomiast pięć lat temu to było 555. Tymczasem moja wiedza nie jest bynajmniej teraz dwa razy większa niż pięć lat temu, jakby wynikało z porównania powyższych wyników" – powiedział.
Uczestnik zwrócił uwagę, że liczba punktów nie musi dokładnie odzwierciedlać poziomu wiedzy zawodników.
„Cyferki, które wyświetlają się na stanowiskach graczy, nie są wymiernym wskaźnikiem poziomu ich wiedzy, lecz raczej tego, na jak brawurową grę się zdecydowali i na ile im w tym dniu dopisywało szczęście. Oczywiście zawsze szczęściu trzeba pomóc i im większa wiedza, tym tego szczęścia mniej potrzeba, ale zawsze jest ono niezbędne" – dodał.
Witkowski wskazał także konkretny moment, który miał znaczenie dla jego rekordowego wyniku. W odcinku eliminacyjnym pytanie, na które odpowiedział błędnie, pojawiło się dopiero jako 37. Gdyby padło wcześniej, jego wynik mógłby być znacznie niższy.
„Rekordowy wynik zawdzięczam m.in. temu, że w odcinku eliminacyjnym pytanie, na które udzieliłem złej odpowiedzi, było dopiero 37. Natomiast gdyby było ono siódme, to pewnie uzyskałbym ok. 150 punktów, co niekoniecznie dałoby mi wygraną (...), gdyż mój finałowy przeciwnik (...) prezentował równie wysoki poziom jak mój, ale miał tego pecha, że pytanie o holocen było dopiero 37" – stwierdził.
Jak przygotowywał się do programu?
Zwycięzca nie korzystał z żadnych szczególnych metod. Opierał się przede wszystkim na wiedzy zdobytej w szkole, ale regularnie oglądał również wcześniejsze odcinki teleturnieju. Okazało się to szczególnie przydatne, ponieważ pytania w programie często się powtarzają.
„W tym teleturnieju pytania bardzo często się powtarzają i niejednokrotnie jest to jedyna szansa na udzielenie prawidłowej odpowiedzi na pytania, po których wręcz ręce człowiekowi opadają i można tylko spuścić nos na kwintę" – przyznał.
Jako przykład podał pytanie dotyczące hymnu olimpijskiego, które pojawiło się w ósmym odcinku.
„Taka sytuacja mogłaby mi się przytrafić w ósmym odcinku tej serii, gdy musiałem rozpoznać hymn olimpijski. Nie miałbym na to najmniejszych szans (ponieważ należy ono do tych całkowicie pogrążających graczy), gdyby nie fakt, że to pytanie już wcześniej słyszałem i utkwiło mi ono w pamięci. Poza tym poprawną odpowiedź ułatwił mi przypadek, że program był nagrywany w marcu, czyli trzy tygodnie po zakończeniu zimowych igrzysk olimpijskich (bo melodii ani tym bardziej słów hymnu oczywiście nie rozpoznałem)" – zdradził.
Źródło: TVP, Onet
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.