Nawlekania nitki na igłę uczyła mnie babcia. Używała do tego prostego, a zarazem przemyślnego urządzenia, które chyba nazywa się nawlekaczem. Szybko nauczyłem się nawlekać nitkę tylko za pomocą palców. Wystarczy odpowiednio spłaszczyć zwilżoną końcówkę. Po 40 latach nie jestem już w stanie dokonać tej sztuki, nawet w okularach, i jak babcia używam nawlekacza. Bez tego w ogóle nie trafiam nitką w ucho. Jak tak się mają sprawy z nitką, to co tu mówić o wielbłądzie. Istnieje teoria, że w Jerozolimie była ciasna brama w kształcie ucha igielnego, przez którą wielbłąd mógł się przecisnąć tylko na kolanach i bez ładunku. Egzegeci twierdzą jednak, że nie ma żadnych pewnych danych, które by potwierdzały tę hipotezę. Zresztą, wystarczy spojrzeć na pysk jakiegokolwiek wielbłąda, aby zrezygnować z prób wpychania go w jakąś bramę na kolanach. Pan Jezus celowo połączył maleńką igłę z wielkim i upartym wielbłądem, aby pokazać, że bez Jego pomocy nikt nie wejdzie do królestwa.
Uczniowie dobrze zrozumieli to porównanie. Nie byli bogaci, a jednak się przestraszyli. Pojęli, że nie chodzi o ilość posiadanych dóbr materialnych, lecz o przywiązanie do nich. Z tym zaś wszyscy mamy problem. Jedna z definicji grzechu mówi, że oznacza on odwrócenie się od Boga i zwrócenie ku stworzeniom. To że wchodzimy w relacje z innymi stworzeniami, ludźmi i rzeczami materialnymi, wynika z natury, którą otrzymaliśmy od Boga i jest dobre.
Jednak z powodu grzechu pierworodnego, mamy skłonność do stawiania stworzeń przed Stworzycielem. Pierwotna harmonia między człowiekiem a światem, dziełem Boga, jest zaburzona. O własnych siłach sobie nie poradzimy. U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe. Łaska Boże jest czymś w rodzaju duchowego nawlekacza, który pomaga w nawlekaniu nici, ale nie jest niezbędny. Ona czyni możliwym to, co jest całkowicie poza naszym zasięgiem.
Piotr odpowiada Panu Jezusowi, z typową dla niego śmiałością, która jednak skrywa niepewność: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy? Pan Jezus nie podważa słów Piotra. Czy rzeczywiście opuścili wszystko? Owszem, wyrzekli się swoich majątków, ale nie są wolni od przywiązań. Weźmy na przykład ambicje Jakuba i Jana, aby być wyniesionym ponad innych uczniów. Są przywiązani do życia biologicznego. W Wielki Piątek strach przed jego utratą sprawi, że zostawią swego Mistrza samego. Faktem jest jednak, że poszli za Jezusem, na Jego wezwanie, zaufali Mu. I dlatego, pomimo swych słabości, odziedziczą życie wieczne. Mało tego, wszystko, co jest prawdziwie dobre w tym świecie, będzie ich. Bo dom, rodzina, bezpieczeństwo materialne, jeśli nie przesłaniają Boga, są prawdziwym dobrem, choć same w sobie nie mogą dać nam szczęścia wiecznego.
Aby pójść za Panem Jezusem, trzeba zostawić wszystko, to znaczy nic nie może mnie od Niego odciągać. Dla bogatego młodzieńca z wczorajszej Ewangelii problemem było przywiązanie do odziedziczonego majątku, to była blokada, którą musiał zdjąć i to w sposób radykalny. Dobra materialne mogą stać się prawdziwymi kajdanami. Dziś rośnie moda na minimalizm w sprawach materialnych. Coraz więcej ludzi uznaje, że ważniejsza jest jakość życia od posiadanego majątku. Wolą zarabiać mniej i mieć więcej wolnego czasu, żyć w skromniejszych warunkach, ale mieć poczucie swobody, wydając pieniądze na hobby czy podróże.
Taka postawa może być korzystna dla dobrostanu psychicznego, ale niekoniecznie odpowiada wezwaniu Pana Jezusa. Po pierwsze, nie zostawiam wszystkiego. Raczej nie chcę aby coś, np. duży dom, utrudniało mi spełnianie innych pragnień, które mogą też okazać się przywiązaniem. Po drugie, może coś zostawiam, ale nie po to, żeby iść za Jezusem. Wyobraźmy sobie dwie zamożne osoby. Jedna żyje samotnie, w małym mieszkaniu, którego codziennym utrzymaniem nie musi się przejmować. Nie ma samochodu, wygodniej przemieszczać się po mieście komunikacją i Uberem. Zarobki i czas przeznacza na swoje pasje, jakimi są nurkowanie w morzach południowych i narciarstwo alpejskie. Inny człowiek, z jeszcze lepszymi zarobkami, posiada wielki dom z ogrodem i dwa duże samochody. Oraz szóstkę dzieci i schorowanych teściów pod opieką. Ciężko pracuje i organizuje całe swe życie, również wakacje, mając na uwadze dobro osób, które kocha. Która z tych osób jest bliższa ideałowi, który wskazuje nam Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii?