22
czerwca
poniedziałek
Dzień powszedni albo wspomnienie św. Paulina z Noli, biskupa albo wspomnienie świętych męczenników Jana Fishera, biskupa, i Tomasza More’a
Rok liturgiczny: A/II
Pierwsze czytanie:
2 Krl 17, 5-8. 13-15a. 18
Psalm responsoryjny:
Ps 60 (59), 3-4. 5 i 12. 13-14 (R.: por. 7b)
Werset przed Ewangelią:
Hbr 4, 12
Ewangelia:
Mt 7, 1-5

Patroni:

Liturgia na dzisiaj:

Pierwsze czytanie

2 Krl 17, 5-8. 13-15a. 18
Czytanie z Drugiej Księgi Królewskiej

Król asyryjski Salmanassar najechał cały kraj, dotarł do Samarii i oblegał ją przez trzy lata. W dziewiątym roku panowania Ozeasza król asyryjski zdobył Samarię i uprowadził Izraelitów na wygnanie do Asyrii. Osiedlił ich w Chalach, nad Chabor, rzeką Gozanu, i w miastach Medii.

Stało się tak, bo Izraelici zgrzeszyli przeciwko Panu, Bogu swemu, który ich wyprowadził z Egiptu, spod ręki faraona, króla egipskiego. Czcili oni cudzych bogów i naśladowali obyczaje ludów, które Pan wypędził przed Izraelitami, oraz królów izraelskich, których wybrali.

Pan jednak ciągle ostrzegał Izraela i Judę przez wszystkich swoich proroków i wszystkich „widzących”, mówiąc: «Zawróćcie z waszych dróg grzesznych i przestrzegajcie moich przykazań i postanowień moich, według całego Prawa, które nadałem waszym przodkom i które przekazałem wam przez sługi moje, proroków». Lecz oni nie słuchali i twardym uczynili swój kark, jak ich przodkowie, którzy nie zawierzyli Panu, Bogu swojemu. Odrzucili przykazania Jego i przymierze, które zawarł z przodkami, oraz prawa, które im nadał.

Wtedy Pan zapłonął gwałtownym gniewem przeciw Izraelowi i odrzucił go sprzed swego oblicza. Pozostało tylko samo pokolenie Judy.

Psalm responsoryjny

Ps 60 (59), 3-4. 5 i 12. 13-14 (R.: por. 7b)
Usłysz nas, Panie, wspomóż Twą prawicą

Odrzuciłeś nas i złamałeś, Boże, *
rozgniewałeś się, lecz powróć do nas!
Wstrząsnąłeś i rozdarłeś ziemię, *
ulecz jej rozdarcia, albowiem się chwieje.

Usłysz nas, Panie, wspomóż Twą prawicą

Ludowi Twemu zgotowałeś los twardy, *
napoiłeś nas winem, które moc odbiera.
Czyż nie Ty, Boże, który nas odrzuciłeś *
i już nie wychodzisz z naszymi wojskami?

Usłysz nas, Panie, wspomóż Twą prawicą

Daj nam pomoc przeciw nieprzyjacielowi, *
bo ludzkie wsparcie jest zawodne.
Dokonamy w Bogu czynów pełnych mocy, *
a On podepcze naszych nieprzyjaciół.

Usłysz nas, Panie, wspomóż Twą prawicą

Werset przed Ewangelią (Alleluja)

Hbr 4, 12
Alleluja, alleluja, alleluja

Żywe jest słowo Boże i skuteczne,
zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia

Mt 7, 1-5
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata».

Jeżeli chcesz, aby codzienne czytania były dostępne na Twojej stronie, umieść w niej następujący kod:

Wybierz dzień:

Remedium dla Europejczyka

ks. Jarosław Tomaszewski ks. Jarosław Tomaszewski

Remedium dla Europejczyka  

Obłuda to nie pełnoskalowe obnażenie ludzkich wad lecz stopniowa i wielopostaciowa zapaść wewnętrznego organizmu człowieka. Zaczyna brzmieć dysonansem między prawdą, rzeczywistością, a brakiem sił na stosowanie obiektywnych kryteriów. Jeśli nikt nie zaradzi wstępnemu rozpadowi, szybko przejdzie w stan trwałej hipokryzji. Ta z kolei, nie do powstrzymania, zdolna będzie wpędzać ludzi w chorobę psychiczną. Tak, wiele schorzeń psychotycznych bierze się z przedłużonej, załganej niemoralności. A przyczyną większości publicznych schorzeń Europy dziś jest nowa postać obłudy społecznej. Na Starym, bardzo nawet starym Kontynencie, we wszystkich przypadkach odmienia się fundamentalne pojęcia chrześcijańskiego etosu – od wolności, przez godność, do sprawiedliwości – aplikując je zarazem do czysto barbarzyńskiego kontekstu – od zakazu, przez mandat, do aresztu. Luyeye urodził się gdzieś głęboko w kongijskim interiorze. Pierwsze, co pamięta dobrze, to chwila, kiedy do jego wioski dotarli francuscy misjonarze. Nauczyli Luyeye ewangelii i wiary w Chrystusa Ukrzyżowanego. A potem on gorliwie przekazywał chrześcijaństwo swoim dzieciom. Dzięki szczerej przyjaźni z księżmi – Francuzami zawsze z szacunkiem myślał o Europie.

Przecież tam miało bić serce chrześcijaństwa. Gdyby tak Luyeye mógł zobaczyć europejską liturgię albo zwiedzić stare katedry – marzył. Sytuacja w Kongo przypominała w końcu jedno wielkie piekło. Nie starczało jedzenia dla rodziny, a sen był niebezpieczny dla życia. Mvula, żona Luyeye, zawsze ciekawa nowych znajomości, wracała raz do domu z koszem na głowie. Wtedy to poznała Europejczyków z agencji pracy. Co prawda, ludzie w wiosce śmiali się z ich obyczajów, znacząco kładąc dłoń na kącikach ust. Po kilku jednak dniach na what’s app Mvuli zadzwoniła Nora. Luyeye biegle władał francuskim, choć rozmawiali jakby na dwóch obcych sobie akcentach. Nora należała do partii socjalistycznej. Wyświetlała na ekranie skrajnie lewicowe afisze. Mvula i Luyeye, mrużąc oczy, czytali półgłosem: równość dla wszystkich.

Prawa robotników najwyższą regułą życia społecznego. Stary kontynent musi oddać teraz to, co zrabowały kiedyś kolonie – i wiele innych podobnych. Kiedy rodzinną wioskę Mvuli spalili rebelianci, gwałcąc i zabijając, Luyeye postanowił nie czekać, aż następnego dnia pożoga dosięgnie ich domu. Nora wzięła na siebie wszystkie formalności oraz koszty i po miesiącu całą rodziną Mvula i Luyeye dotarli do Gandawy. Na lotnisku jednak agenci rozdzieli Luyeye od żony i dzieci. Miał mieszkać sam w brudnym, starym, dość ciemnym domu Nory w zabytkowej dzielnicy miasta. Ale dlaczego? Co to wszystko oznacza – myślał niespokojnie, tym bardziej i tym częściej, gdy what’s app Mvuli nie odpowiadał na wezwania. Nora nie przestawała mówić, a właściwie głosić politycznych manifestów. Luyeye bał się pytać, czy w niedzielę będzie można pójść do kościoła. Szybko zaczął coś podejrzewać.

Nora nie wahała się przychodzić do pokoju Luyeye późnym wieczorem, pod pozorem wspólnego czytania książek – musisz zrozumieć, jak bardzo zmienił się zachodni świat. Masz prawo teraz mieć to wszystko, a nawet więcej, co zawsze miał biały człowiek – Nora przypadkiem położyła rękę na kolanie Afrykańczyka. Tamtego poranka Luyeye pierwszy wszedł do kuchni i zobaczył duże, czerwone tabletki rozsypane na stole. Sprawnie wpisał ich nazwę do sieci i przestraszył się. Słyszał przez drzwi, jak zamknięta w toalecie Nora cierpiała nieludzkie spazmy. Zdecydował, że odchodzi. W zasadzie ucieka. Nie zabierze nawet rzeczy osobistych. Luyeye był pewien, że wyda wszystkie, zaoszczędzone pieniądze, by odnaleźć zaginioną gdzieś w Europie rodzinę i z pośpiechem wrócić do domu. 

Człowiek zachodniej kultury cierpi, bo dostał mocno po oczach i jest teraz oślepniętym kaleką. Powinien natychmiast wsiąść do ambulansu, a nie biegać ze szturmówkami na marsze. Łzy ciekną mu obficie spod powiek, brzemiennych pod ciężarem belki. Nie pozwala się leczyć, bo uparcie wierzy, że wciąż trwa jego misja grzebania w sumieniach naturalnie zdrowych ludzi (por. Mt 7, 4-5). Samaria podbita przez Asyrię, zamiast dać świadectwo, zdobywa się jedynie na mierną imitację pogaństwa. Autor drugiej Księgi Królewskiej pointuje to dramatycznym wnioskiem, że oto człowiek poszedł za nicością (por. 2 Krl, 17, 15a). Może czas sięgnąć do lektury czterech słynnych kazań John’a Henry’ego Newmana o nadejściu Antychrysta, które przyszły Doktor Kościoła wygłosił w roku 1835 jeszcze jako anglikanin. Newman nauczał: „Nas, chrześcijan, upomina się, abyśmy nie mieli udziału w grzechach i karach władzy politycznej. Aby nie znaleziono nas, gdy nadejdzie koniec, jedynie dziećmi tego świata i jego wielkich miast. Z takimi upodobaniami, opiniami i zwyczajami, jakie w tych miastach panują. Z sercem uzależnionym od ludzkiej społeczności i ukształtowanej przez nią rozumem”.   

Więcej niż połowa współczesnej Europy ledwo jedzie już na psychotropach. Kto zapoda lekarstwo? Katolicyzm może być medycyną tylko wówczas, gdy łagodnie lecz wprost dozuje społeczeństwu jednoznaczną dawkę moralności. Może martwić to, że jakiś procent wierzących bawi się, mimo powagi sytuacji, w zamaskowanych felczerów z niemą maseczką na twarzy.