2
sierpnia
niedziela
XVIII Tydzień zwykły
Rok liturgiczny: A/II
Pierwsze czytanie:
Iz 55, 1-3
Psalm responsoryjny:
Ps 145
Drugie czytanie:
Rz 8, 35. 37-39
Werset przed Ewangelią:
Mt 4, 4b
Ewangelia:
Mt 14, 13-21

Patroni:

  • św. Euzebiusz,
  • św. Piotr Julian Eymard,
  • św. Rutilius,
  • św. Stefan I,
  • św. Centolla,
  • św. Maksym,
  • św. Serenus,
  • św. Betharius,
  • św. Piotr,
  • bł. Joanna,
  • bł. Filip od Jezusa Munárriz Azcona, Jan Díaz Nosti i Leoncjusz Pérez Ramos ,
  • bł. Zefiryn Giménez Malla,
  • bł. Franciszek Calvo Burillo,
  • bł. Franciszek Tomás Serer,
  • bł. August Czartoryski

Liturgia na dzisiaj:

Pierwsze czytanie

Iz 55, 1-3
Czytanie z Księgi proroka Izajasza

Tak mówi Pan:

«Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw.

Nakłońcie uszu i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie. Zawrę z wami wieczyste przymierze; niezawodne są łaski dla Dawida».

Psalm responsoryjny

Ps 145
Ps 145 (144), 8-9. 15-16. 17-18 (R.: por. 16)
Otwierasz rękę, karmisz nas do syta

Pan jest łagodny i miłosierny, *
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich, *
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Otwierasz rękę, karmisz nas do syta

Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie, *
a Ty ich karmisz we właściwym czasie.
Ty otwierasz swą rękę *
i karmisz do syta wszystko, co żyje.

Otwierasz rękę, karmisz nas do syta

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach *
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają, *
wszystkich wzywających Go szczerze.

Otwierasz rękę, karmisz nas do syta

Drugie czytanie

Rz 8, 35. 37-39
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Rzymian

Bracia:

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co jest wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Werset przed Ewangelią (Alleluja)

Mt 4, 4b
Alleluja, alleluja, alleluja

Nie samym chlebem żyje człowiek,
lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia

Mt 14, 13-21
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.

A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności».

Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!»

Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb».

On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj».

Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

Jeżeli chcesz, aby codzienne czytania były dostępne na Twojej stronie, umieść w niej następujący kod:

Wybierz dzień:

Niemoralne słowa

ks. Jarosław Tomaszewski ks. Jarosław Tomaszewski

Niemoralne słowa   Gustavo Fring / Pexels

Naiwny dialog, który miał sprowadzać cywilizację do błogiego centrum pojednanej ludzkości, brutalnie więzi – póki co – bezwzględny bipolar skrajnych poglądów. Krótki przypis w tekście do terminu bipolar światopoglądu – to jaskrawo przerysowane ideologie, opinie, poglądy, które nie spotkają się ze sobą nigdy, poza wypadkiem kontrowersyjnych biegunów myślenia. W takim wypadku katolicyzm nie pomoże światu jałową próbą dialogu lecz zmaganiem się nie śmierć i życie, a wysiłek ów Kościół zwykł nazywać świadectwem.

Dziadek nigdy nie używał wielu słów, ale w rodzinie wszyscy rozumieli każdy jego komunikat. Był powojennym profesorem fizyki. Zaczynał lekcję precyzyjnie trzy minuty po dzwonku. Kończył na minutę przed przerwą, zostawiając uczniom jedynie konieczną przestrzeń na dobrze sformułowane pytania. Gadulstwo obnażyłoby niestosowną słabość tak wykładowcy, jak studenta. Dziadek zabraniał wnukom bezproduktywnych rozpraw słownych, gadania dla gadania. Zobaczycie już po niedługim czasie – mówił – jak pozornie dzisiaj skłóceni dyskutanci, zarzucą was jednakowymi emocjami. A potem sprzymierzą się między sobą przeciwko prawdzie i wam, którzy usiłujecie dochować jej kroku. Milczenie i determinacja. Szybki chód, mimika twarzy, a także znaki dłoni dziadka były zawsze jednoznaczne i bezdyskusyjne. Poza wypadkiem cierpienia drugiego, które ten zdecydowany człowiek potrafił opłakiwać z wrażliwością dziecka. Wnukowie wiedzieli dobrze, że kiedy dziadek w lato naciągał na prawe ramię biało–czerwoną szarfę, to trzeba było robić szereg i śpiewać powstańcze pieśni, mimo tego, że sąsiad komunista przykładał szklankę i ucho po drugiej stronie ściany.

Dziadek w ogrodzie miał drewniany domek, za którym dyskretnie dobudował pustelnię. W księżycowe, mroźne noce styczniowe, wnukowie nieraz słyszeli kroki dziadka skrzypiące na śniegu, gdzieś z mistycznej oddali, po ciemnościach schodów i podwórza. Przez firankę patrzyli w milczeniu, jak parę godzin potem leżał cieniem krzyża za pustelnią. Nawet dzień śmierci dziadka przypominał Wielkanoc. Bóg go zawołał, więc wstał i poszedł, jakby ciągle żył. W godzinę pogrzebu jego przegrani krytycy, dyskutanci lub cwani wrogowie zza pleców, pokornie zbliżali się do składanej w grobie trumny, rzucając grudkę ziemi za grudką. To był ostatni argument ich, a nie dziadka.

Jeremiasz w starciu z populistą Chananiaszem – mimo osobistego poczucia zagrożenia – jest imponująco twardy. Musi kosztować go to wiele, ponieważ Chananiasz to fałszywy profeta i krzykacz z pokolenia Beniamina, ale jednak ziomek Jeremiasza. Prorok demonstruje wszem i wobec upokarzający ucisk jarzma, lecz gdy pijani propagandą ludzie zdzierają mu przykry ucisk z karku, bez dyskusji odsuwa się na samotność (por. Jer 28, 10–12). O co chodzi w tak poruszającym sporze? Chananiasz reprezentuje grono Żydów o starym myśleniu. Ci ludzie zuchwale wierzą, że Bóg będzie chronił Hebrajczyków tak czy inaczej – na podstawie przymierza, niezależnie od faktów moralnych. Natomiast Jeremiasz wyrzeka się rozgłosu wśród swoich. Nie zależy mu na poklasku lub na akceptacji osób, które mówią co innego, niż myślą, a jeszcze odmiennie wybierają. Czas zepsucie nazwać po imieniu, bo to z powodu korupcji etycznej Izraela nad horyzont kraju nadciąga tuman zagłady. Dopiero po przyświadczeniu prawdzie można rozpocząć przekaz ewangelii. Nigdy misyjnego krzyża do ręki nie dostanie obły propagator dialogu, wciskanego na głucho i ślepo w miejsce chrześcijańskiego orędzia. Paweł VI w osiemdziesiątym ósmym numerze encykliki Ecclesiam suam wyjaśnia to bez ogródek: „Oczywiście troska o to, by dotrzeć do braci, żadną miarą nie powinna nas doprowadzić do tego, abyśmy osłabiali prawdę lub coś z niej ujmowali. Ponieważ z jednej strony nasz dialog nie może w żadnym wypadku godzić się z zaniedbaniem obowiązku zachowania naszej wiary. A z drugiej strony nasza działalność apostolska absolutnie nie może prowadzić do kompromisu i ustępstw, gdy chodzi o zasady moralne, które w założeniach i praktyce określają i ukierunkowują życie według chrześcijańskiej wiary. Tak zwany irenizm i synkretyzm nie oznaczają bowiem niczego innego, jak pewne postacie sceptycyzmu, czy to gdy chodzi o moc, czy o treść Słowa Bożego, które chcemy głosić. Ten tylko skutecznie wypełni apostolskie posłannictwo, który z całą wiernością zachowa naukę Chrystusa”.

Epoka skrajnych napięć w myśleniu to niedobry czas na akademicką dysputę. Wymaga raczej jednoznacznego, prawdziwego i do tego sprawnego działania. Tymczasem katolików dziś coraz częściej wciąga się na pustą scenę intelektualnych dywagacji, wydzierając jednocześnie Kościołowi terytorium w duszach. Skrajne, słowne interpretacje – od tak zwanych konserwatywnych, po tak zwane postępowe – marnują ludziom głowę. A co to znaczy apostołować skutecznie w tak złożonym momencie historii? Argumentem decydującym będzie teraz proroczy sposób istnienia.

Z czego żyjesz?

ks. Marian Machinek MSF ks. Marian Machinek MSF

Z czego żyjesz?   Tim Samuel / Pexels

Gdy moja mama chciała przywołać do porządku dorastającego chłopca, jakim wtedy byłem, mówiła mi z poważną miną: „Patrz, z czego żyjesz!” Wtedy było to dla mnie po prostu jedno z dyscyplinujących haseł, którego nie rozumiałem, ale dzisiaj te słowa nabierają głębokiego sensu. Z czego żyję? Innymi słowy –  co mnie karmi? Jaki pokarm, taka kondycja – odnosi się to nie tylko do ludzkiej biologii, ale także do życia duchowego. Dobry duchowy pokarm utrzymuje ludzkiego ducha w dobrej kondycji; kiepski duchowy pokarm potrafi dać chwilowe złudzenie sytości, ale z biegiem czasu niszczy delikatną wewnętrzną tkankę i prowadzi do duchowej choroby.

Ewangeliczne opisy rozmnożenia chleba pokazują Jezusa troszczącego się o zwyczajne, doczesne potrzeby ludzi. Człowiek musi jeść i wolno mu jeść do syta, aby zachować siłę i sprawność ciała i psychiki. I zanim popatrzymy na ten opis od strony duchowej, trzeba, by dotarło do nas wezwanie Jezusa: „Nie potrzebują odchodzić, wy dajcie im jeść”. Te słowa mocno podkreślają znaczenie troski o zwyczajne potrzeby bliźnich, szczególnie tych, którzy z różnych przyczyn niedojadają. I chociaż czasami ich kiepska sytuacja życiowa nie jest przez nich niezawiniona, mimo wszystko jedno jest pewne: na kromkę chleba od wierzących w Chrystusa powinien móc liczyć każdy potrzebujący.

Ale jest też inny, duchowy głód, którego zaspokojenie dzięki dobremu, pożywnemu duchowemu pokarmowi jest równie istotne, jak zaspokojenie głodu fizycznego. W tej przestrzeni również zdarzają się bezwartościowe „zapychacze”, puste kalorie, które dają złudzenie sytości, ale nie tylko nie karmią, ale potrafią nawet zatruć. Dlatego muszę uważnie patrzeć, z czego żyję; o jakich treściach myślę, że mnie nakarmią. Nie wszystko, co wydaje się na pierwszy rzut oka intelektualnie „smaczne”, jest rzeczywiście wartościowe. Trzeba uważać na duchowe „poprawiacze smaku”, które mogą zmylić. Bez starannej uważności mogę zostać zasypany ofertami taniego, ale bezwartościowego duchowego pokarmu. Wtedy warto zwrócić się ku Jezusowi, aby pozwolić się rzeczywiście nakarmić Jego słowem. Nie ma lepszego duchowego pokarmu…