13
lipca
poniedziałek
Wspomnienie świętych pustelników Andrzeja Świerada i Benedykta
Rok liturgiczny: A/II
Pierwsze czytanie:
Iz 1, 10-17
Psalm responsoryjny:
Ps 50 (49), 8-9. 16b-17. 21 i 23 (R.: por. 23b)
Werset przed Ewangelią:
Mt 5, 10
Ewangelia:
Mt 10, 34- 11, 1

Patroni:

  • św. Henryk I,
  • św. Ezdrasz,
  • św. Sylas,
  • św. Serapion,
  • św. Myropes,
  • św. Aleksander i 20 żołnierzy,
  • św. Eugeniusz,
  • św. Turiavus,
  • bł. Jakub z Voragine,
  • bł. Tomasz Tunstal,
  • bł. Ludwik Armand Józef Adam i Bartłomiej Jarrige de la Morélie de Biars,
  • bł. Magdalena od Matki Bożej {Elżbieta} Verchiére i 5 towarz.,
  • św. Clelia Barbieri,
  • bł. Ferdynand Maria Baccilieri,
  • bł. Karol Emmanuel Rodríguez Santiago

Liturgia na dzisiaj:

Pierwsze czytanie

Iz 1, 10-17
Czytanie z Księgi proroka Izajasza

Słuchajcie słowa Pańskiego, wodzowie sodomscy, daj posłuch prawu naszego Boga, ludu Gomory!

«Co Mi po mnóstwie waszych ofiar? – mówi Pan. Syt jestem całopalenia kozłów i łoju tłustych cielców. Krew wołów i baranów, i kozłów Mi obrzydła. Gdy przychodzicie, by stanąć przede Mną, kto tego żądał od was, żebyście wydeptywali me dziedzińce?

Zaprzestańcie składania czczych ofiar! Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu; święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań. Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem, sprzykrzyło Mi się je znosić! Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choć nawet mnożylibyście modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi.

Obmyjcie się i oczyśćcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobru! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie!»

Psalm responsoryjny

Ps 50 (49), 8-9. 16b-17. 21 i 23 (R.: por. 23b)
Temu, kto prawy, ukażę zbawienie

«Nie oskarżam cię za twoje ofiary, *
bo twe całopalenia zawsze są przede Mną.
Nie przyjmę cielca z twego domu *
ani kozłów ze stad twoich».

Temu, kto prawy, ukażę zbawienie

«Czemu wymieniasz moje przykazania *
i na ustach masz moje przymierze?
Ty, co nienawidzisz karności, *
a słowa moje odrzuciłeś za siebie?»

Temu, kto prawy, ukażę zbawienie

«Ty tak postępujesz, a Ja mam milczeć? †
Czy myślisz, że jestem podobny do ciebie? *
Skarcę ciebie i postawię ci to przed oczy.
Kto składa dziękczynną ofiarę, ten cześć Mi oddaje, *
a tym, którzy postępują uczciwie, ukażę Boże zbawienie».

Temu, kto prawy, ukażę zbawienie

Werset przed Ewangelią (Alleluja)

Mt 5, 10
Alleluja, alleluja, alleluja

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości,
albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia

Mt 10, 34- 11, 1
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus powiedział do swoich apostołów:

«Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; „i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy”.

Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.

Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał.

Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma.

Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody».

Gdy Jezus skończył dawać te wskazania dwunastu swoim uczniom, odszedł stamtąd, aby nauczać i głosić Ewangelię w ich miastach.

Jeżeli chcesz, aby codzienne czytania były dostępne na Twojej stronie, umieść w niej następujący kod:

Wybierz dzień:

Na śmierć Żurawka

ks. Jarosław Tomaszewski ks. Jarosław Tomaszewski

Na śmierć Żurawka   shalender kumar / pexels.com

Pobożność ludowa, powszechny styl sprawowania kultu lub uzgodnione w jakimś regionie albo narodzie religijne obyczaje, posłużą dla zdrowego rozwoju wiary o tyle, o ile pośród masowego nurtu pojawią się autentyczni mistycy. Co prawda ludową dewocję, z jej emocjonalnym pięknem, trzeba szanować. Niemniej to nie ona wnosi istotną siłę do Kościoła. Moc chrześcijaństwa została powierzona nie licznym procesjom ale nielicznym przyjaciołom Boga. Gdzie braknie mistyków, tam nikt nie urabia rozumnych dusz dla Chrystusa. Wtedy Boże Ciało przesłonią brzózki rwane z ołtarzy, a Wigilię Paschalną przekrzyczy wielkosobotnia święconka. Opat Filip zawiesił na ramieniu torbę z orzechami laskowymi, które swoim zwyczajem przygotował dla brata Andrzeja Świerada. Niektórzy mnisi, uważając polskiego pustelnika za niezbyt rozgarniętego przybłędę, klepali go po ramieniu, nazywając Żurawkiem. Opat Filip pamiętał tyle, że Świerad nie wiadomo jakimi szlakami, w roku 997 dotarł z Polski na Węgry i osiadł w klasztorze świętego Hipolita, w pobliżu majestatycznej góry Zabor, niedaleko Nitry. To opat Filip przyjmował Żurawka do wspólnoty i nadał mu chrześcijańskie imię Andrzeja. Gdy polski mnich ukończył czterdzieści lat życia, według zwyczaju benedyktyńskiego wybrał powołanie pustelnicze. Mieszkał w oddaleniu, o jakieś pół dnia drogi do monastyru. Opat Filip polecił mu, by karczował okoliczne lasy. Jednak raz w tygodniu miał stawiać się w klasztorze, przeżyć świętą liturgię i zjeść obfitszy posiłek pośród braci. Wyrzekł się wszystkiego dla Pana – pouczał wspólnotę opat – pracuje z oddaniem na nasze utrzymanie, traci zdrowie, ryzykuje życiem w samotności, niech przynajmniej czuje się przez nas kochanym. Po niedzielnym rytuale Andrzej Świerad zabierał prowiant na pustelnię z rąk opata. Worek orzechów laskowych starczał mu z reguły na cały tydzień za posiłek. Ale w tym tygodniu, na progu jesieni 1034 roku, klasztorny Żurawek zniknął bez śladu. Nie stawił się według naznaczonego obyczaju, a przecież był człowiekiem jednoznacznego posłuszeństwa. To dlatego opat Filip, zabierając sakiewkę z orzechami – prowiant dla Świerada – wybrał się w stronę pustelni. Zimny wiatr rzucił mu w oczy wszystkie liście z drzew, które całe życie karczował brat Andrzej. Ale opat zmrużył oczy i szedł przed siebie lasem, aż z daleka spostrzegł brata Benedykta, towarzysza przydanego Żurawkowi do życia i wspólnoty, jak z głową schowaną w habit siedział na progu pustelni. Opat westchnął, wciągając w płuca ciężkie, żałobne powietrze. Rzeczywiście, kiedy podszedł bliżej, spostrzegł, że Benedykt nie spał od wielu godzin i że płakał. Uściskał tylko opata i milczącym gestem wskazał wnętrze pustelni. Filip wszedł do środka. Odczekał w martwej ciszy dłuższą chwilę, aby dostosować wzrok do ciemnego pomieszczenia. Ciało Andrzeja Świerada bez życia leżało pomiędzy ołtarzykiem z ikonami, a tak zwanym miejscem pokutnym. Był nim surowy, nieociosany pieniek – cała sypialnia dla Żurawka. Nocami asceta nie leżał w łóżku lecz wysiadywał na niewygodnym kawałku ściętego drzewa, który otoczył ostrymi prętami z żelaza. Gdy ciało zasypiało, Andrzej Świerad budził się, delikatnie kłuty chłodem metalu. Obok głowy zmarłego leżała dodatkowo drewniana korona z czterema kamieniami. Żurawek zakładał ją na noc, by uwiązane do korony kamienie stukały go w czoło na jawie, przywracając w ten sposób twardy stan świadomości. Nie płacz. Bądź ufny. Wierz tylko – Filip wyszedł przed pustelnie i skinął na brata Benedykta – umyjemy jego ciało i pogrzebiemy w klasztorze z godnością. Opat odmawiał po cichu psalmy z pamięci, obmywając wychudłe członki pustelnika. Nagle pod cienką fałdą na wysokości żołądka spostrzegł brudny kawałek żelaza, który wżarł się w skórę i spowodował zakażenie. Andrzej Świerad dostał niedawno zgodę na noszenie pokutnego łańcuszka i to ten kawałek rdzy, zadrapując skórę, wysłał bakterie do środka. Wpuścił wroga do krwi, a do organizmu truciciela. Opat Filip nie mógł powstrzymać łez. Wzruszony brat Benedykt podniósł głowę Żurawka, udając, że nie widzi chwili słabości przełożonego. Chciał podłożyć pod głowę zmarłego pustelnika jedwabną poduszkę ale coś go wewnętrznie powstrzymało. Nie spojrzę Żurawkowi w oczy po śmierci - pomyślał. Przecież asceza to paradoksalne odmówienie sobie wygód nie dla nich samych lecz dla zdobycia wiecznej przestrzeni wolności.

 

Jezus dobrze wie, jaka walka toczy się często w przepaściach ludzkiej duszy (por. Mt 10, 38). Żeby być blisko drugiego człowieka i nie zaszkodzić mu – wzmacniać, nie niszczyć kochaną osobę, trzeba najpierw przełamać się wewnętrznie w samotności. Chrystus budował przyjaźnie i rozwijał więzi właśnie dlatego, że umiał być trochę pustelnikiem. Prorok Izajasz w mocnych słowach piętnuje fałszywy kult, który nazywa bezmyślnym deptaniem świątynnych dziedzińców (por. Iz 1, 12). Czasem tłumy ciągną przed ołtarze ale nie z powodu Boga. Najpierw więc należy wznieść niewidoczny dla oczu, ukryty ołtarz w duszy, gdzie nie da się zagrać kultu Pana. Samotny ołtarz w ludzkim wnętrzu stawia się wyłącznie z motywu oddania się Bogu.

 

Najwyższy czas, by odnowić w Kościele szacunek do ascezy. Ludzi zachodniej kultury najpierw utuczono luksusem, a potem pozbawiono decyzyjności. Nie wiadomo, kto dzisiaj kieruje Europejczykiem, a nawet jeśli ten usiłuje odzyskać autonomię, nie ma takiej szansy. Zanim dojdzie do oporu i starcia, najlepiej znów uczyć ascezy. Asceza nie jest groźnym cieniem Średniowiecza lecz duchowym narzędziem panowania człowieka nad sobą.