Tymi trzema słowami Jezus określa siebie samego. Nie odnosi ich jedynie do czegoś, co swoim uczniom zamierza dać. Nie mówi: Ja wskazuję drogę, oznajmiam wam prawdę, obdarzam was życiem, a zamiast tego stosuje te trzy pojęcia jako określenia swojej Istoty. Używa ich w sensie imion własnych, wskazujących na Jego tajemniczą Pełnię: On jest Drogą, On jest Prawdą, On jest Życiem.
Dlaczego te trzy słowa tak mocno rezonują w naszych umysłach? Bo wskazują na absolutnie kluczowe pragnienia i tęsknoty ludzkie. Ludzie wprawdzie chętnie deklarują, że to oni sami wyznaczają kierunek swojej życiowej drogi. Ale jednocześnie nikt nie chce po prostu zmierzać donikąd. Chcemy znać cel, wiedzieć, dokąd prowadzi nasza droga i czego możemy się spodziewać u jej kresu. Jednym z najgorszych doświadczeń jest doświadczenie dezorientacji, którego sednem jest świadomość, że nie wiem, dokąd idę. I nikt też nie chce być okłamywany. Reagujemy wzburzoną irytacją, gdy zderzamy się z nieszczerością i kłamstwem. I nawet, jeżeli próbujemy gładkimi określeniami zbagatelizować nieprawdę („Minąłem się z prawdą”), chcemy ją znać, szczególnie tą najważniejszą, która odnosi się do sensu naszej egzystencji. I wreszcie ten nieutulony głód życia w każdym ludzkim sercu… Życia w pełni, życia nieprzytłumionego, buzującego radością i pogodą ducha, nieprzyćmionego zdrowotnymi dolegliwościami – pierwszymi zwiastunami nieuchronnej śmierci.
Może właśnie dlatego Jezus wybiera te trzy słowa, by pokazać nam, że te tęsknoty, złożone przez Stwórcę w głębinach każdego ludzkiego serca, mogą zostać spełnione jedynie w Nim. Kto wybiera Go jako Przewodnika, odnajdzie właściwą drogę; wybierze właściwy kierunek na każdym życiowym skrzyżowaniu. Kto stara się ciągle na nowo słuchać Jego słów, rozpozna prawdę wśród wszystkich pół- i ćwierć-prawd, w całym morzu niedopowiedzeń i kłamstw. Kto się z Nim jednoczy, napełnia siebie nowym, wiecznym życiem, mocniejszym od cielesnej śmierci. To, co czeka każdego, kto decyduje się przylgnąć sercem do Jezusa, określa On jako najlepsze „miejsce”, które jest tam, gdzie On wiecznie żyje. Jesteśmy zaproszeni do Jego „domu”. Nie jako goście, ale jako współdomownicy.