Kiedy pytamy kogoś o najgłębsze tęsknoty i pragnienia, to zazwyczaj słyszymy odpowiedzi w stylu: „Chciałbym nareszcie oddychać pełną piersią”; „Chciałabym wreszcie zakosztować prawdziwej wolności”; „Chciałbym żyć na pełnej petardzie, a nie wegetować”; „Chciałabym pozbyć się wreszcie tych natrętnych trosk”. Te pragnienia i tęsknoty łączone są zazwyczaj z innymi miejscami, osobami, okolicznościami, niż te, w które jesteśmy obecnie uwikłani. Mamy wrażenie, że stanowią one rodzaj klatki, która uniemożliwia realizację naszych marzeń i aspiracji. I wydaje nam się, że wystarczy wyrwać się z nich, a wszystkie najgłębsze pragnienia się spełnią. Ile już razy przekonaliśmy się, że takie myślenie jest tylko iluzją i że wszelkiego rodzaju zewnętrzne życiowe zmiany dają zadowolenie jedynie na krótką metę? A mimo tego, tęsknota pozostaje, bo jest ona Bożym darem: przywołuje nas ciągle na nowo ku temu, co najważniejsze.
Jezus podejmuje tę ludzką tęsknotę i zaprasza nas do siebie: „Ja jestem Bramą owiec”. Dzięki tej Bramie owce mogą wyjść na obfite pastwiska, gdzie wreszcie zostaną nasycone ich najgłębsze pragnienia. Wszystkie ewangeliczne wyrażenia, w których Jezus mówi „Ja jestem” są wariantami jednej podstawowej prawdy: Jezus przyszedł po to, by człowiek miał Życie przez duże „Ż” – i to miał je nie racjonowane jakimś niewidzialnym zakraplaczem, ale aby miał je w pełni. Całą obfitość Życia… Spełnienie tej tęsknoty nie dokona się przez zmianę pracy, związanie się z innymi osobami, zmianę diety, odnowienie mieszkania czy zakup nowego samochodu. Ono może się dokonać jedynie wtedy, gdy człowiek najpierw wyrwie się z tej wiecznie narzucającej się iluzji, że coś, co doczesne, może go do końca uszczęśliwić. A potem, gdy zwróci się ku Temu, który ostatecznie pokonał to błędne koło przemijania; zrozumie, że Jezus zmartwychwstał i ma prawdziwe Życie, do którego zaprasza każdego człowieka. Warto pamiętać o tej niezwykłej obietnicy, gdy po raz kolejny będziemy słyszeli ograne już obietnice szczęścia na doczesną miarę…