W ogłoszonej niedawno encyklice papież Leon ostrzega przed wypaczoną wizją człowieka i tworzonej przez niego techniki, którą reprezentuje ideologia transhumanizmu. Postuluje ona przekraczanie ograniczeń ludzkiej natury za pomocą techniki, aby doprowadzić do stworzenia nowego człowieka, „nadczłowieka”, którego możliwości fizyczne, psychiczne i intelektualne będą znacząco większe. Ktoś powie – nic nowego, przecież od tysiącleci temu właśnie służyła technika. Wszak Bóg dał nam rozum również po to, abyśmy czynili sobie ziemię poddaną. Problem polega na tym, że postulaty transhumanistów sięgają zmiany natury biologicznej człowieka. Jaka każda ideologia, nadaje charakter absolutny jakiemuś wybranemu aspektowi rzeczywistości, tym samym naruszając naturalny porządek ustanowiony przez Boga, ostatecznie ze szkodą dla człowieka.
Rojenia transhumanistów i innych ideologów mają wspólny mianownik. Chcą stworzyć doskonałego człowieka w oparciu o wymyślone przez niego kryteria doskonałości. Człowiek doskonały miałby być zdrowy, długowieczny, efektywny w działaniu, nie podlegający cierpieniu. Ten ostatni postulat jest szczególnie naiwny i niemal zawsze próby jego realizacji prowadzą do jeszcze większego cierpienia. Główny problem polega jednak na tym, że samo pojęcie tak rozumianej doskonałości jest błędne.
W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus, stworzyciel człowieka, mówi nam na czym polega prawdziwa doskonałość. Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. A Bóg jest miłością. I pokazuje nam, jak miłość, która ma źródło w Bogu, może przekroczyć ograniczenia ludzkiej natury. Miłość nieprzyjaciół wydaje się bowiem sprzeczna z naszą naturą. Chcemy żyć i być bezpieczni, jak więc możemy kochać tych, których postrzegamy jako zagrożenie? Chrystus nie mówi, że te naturalne tendencje są sprzeczne z Jego wolą. Ale chce żebyśmy „przekroczyli” naszą naturę, odrzucając nienawiść wobec tych, którzy wyrządzili nam zło. Nie oznacza to akceptacji zła i niesprawiedliwości. Bóg przecież jest gwarantem porządku moralnego. Kocha jednak całe swoje stworzenie, nawet gdy się temu porządkowi sprzeciwia. Ostatnie słowo i tak należy do Niego i wiemy, że właściwy porządek świata zostanie przywrócony wraz ponownym przyjściem Chrystusa. Ktoś powie: „Ale ja nie jestem Bogiem, nie mogę czekać na Paruzję, tu i teraz muszę walczyć o swoje”. Właśnie na tym polega doskonałość, aby przyjąć Bożą perspektywę. Miłość nieprzyjaciół nie musi oznaczać rezygnacji z prawa do obrony swego życia czy godności, a w szczególności obrony życia i godności moich bliźnich. Kto jednak chce być dokonały jak Ojciec niebieski, umie być cierpliwy, a przede wszystkim stara się przebaczać. Nawet jeśli w porządku doczesnym oznacza to stratę lub akceptację cierpienia.
Tej doskonałości nie osiągniemy o własnych siłach. Mało tego, nie jest to stan, który w tym życiu możemy osiągnąć. Do końca naszych dni będziemy się zmagać, miłość wymaga ofiary. Chrystus oczekuje od nas podjęcia tego trudu. Reszta należy do Niego, bo to On jest Panem historii.