Są zadania, które – chociaż są trudne – umacniają nas, gdy je podejmujemy. W miarę ich realizacji stajemy się silniejsi, odporniejsi, a podjęty ciężar czyni nas po prostu dojrzalszymi. Ale są też takie zadania, które nas zdecydowanie przerastają i gdybyśmy je podjęli – pod wpływem impulsu, przesadzonej i nierealistycznej oceny własnych możliwości – stałyby się bardzo dokuczliwym ciężarem. Jeżeli motywem ich podjęcia były wygórowane ambicje czy próżność, takie ciężary potrafią człowieka wewnętrznie wykrzywić, a niekiedy nawet złamać. Takie było doświadczenie Piotra, opisane w dzisiejszym fragmencie Ewangelii Mateuszowej. Najpierw, pod wpływem nagłego impulsu zaufania do Jezusa, chce doświadczyć tej niezwykłej zdolności kroczenia po falach. Jezus zgadza się na tę próbę, ale zaufanie Piotra topnieje z każdym krokiem. W końcu zapada się, zaczyna tonąć, bo zbyt mocno opierał się na sobie. Zostaje uratowany, bo ostatecznie zdołał zdać się całkowicie na Jezusa, wołając o ratunek.
Czy to doświadczenie było tylko negatywne? Niekoniecznie. Nieudane życiowe próby, które zakończyły się klęską, mogą w paradoksalny sposób również przyczynić się do dojrzewania człowieka. Może właśnie to doświadczenie zapadania się, tonięcia i rozpaczliwego wołania do Pana okazało się ważne dla Piotra wtedy, gdy musiał ponownie zdać sobie sprawę ze swojej słabości, zapierając się trzykrotnie Mistrza na dziedzińcu arcykapłana? Jego poczucie siły i determinacja, które kazały mu iść za kohortą prowadzącą Jezusa aż na dziedziniec arcykapłana, okazały się ponownie kruche i małe. Gorzki płacz Piotra był jak ponowne rozpaczliwe wołanie: Panie, ratuj! Nowy Testament ukazuje bez zbędnych retuszów te powtarzające się co jakiś czas gorzkie doświadczane ograniczenia, upadki, upokorzenia i powstawania Piotra. Może wszystkie one ostatecznie okazały się kluczowe, gdy stanął wobec rzymskich żołnierzy, którzy mieli go – jak Mistrza – przybić do krzyża?
Słowa kroczącego po jeziorze Jezusa skierowane do uczniów pozostają na zawsze wyciągniętą ku nam dłonią, gdy mamy wrażenie zapadania się i tonięcia w zamęcie życia: „Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!”.