Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. Ludzie czuli tę moc, jeszcze zanim uwolnił opętanego. Panowanie nad złymi duchami jest znakiem, który potwierdził to, co słuchacze uchwycili intuicyjnie. Przez Jezusa z Nazaretu działa bezpośrednio sam Bóg, którego woli ulegają wszelkie stworzenia, nawet te, które się od Niego na wieki odwróciły. Zdarzenie miało miejsce u początku publicznej działalności Chrystusa, tak więc nikt jeszcze nie mógł wiedzieć, że ten który rozkazuje duchom nieczystym nie jest narzędziem Boga, lecz samym Bogiem.
W jaki sposób jednak ludzie odczuli moc Boga, zanim zobaczyli znak? Co takiego było w słowach Jezusa, że byli zdumieni ich nadprzyrodzoną siłą? Ewangeliści nie opisują szczegółowo tego, co działo się w sercach uczestników opisywanych przez nich wydarzeń. Ewangelia nie jest powieścią psychologiczną, zresztą ten rodzaj literatury wtedy w ogóle nie istniał. Autorzy przekazali to czego byli świadkami lub co od świadków usłyszeli. Pod natchnieniem Ducha Świętego opisywali tylko rzeczy, co do których mieli pewność. Dlatego nie próbowali wnikać w uczucia, stany psychiczne i myśli bohaterów tej historii. Jednak na podstawie doświadczenia pokoleń chrześcijan i naszego własnego możemy spróbować zrozumieć, co wywołało w słuchaczach Pana Jezusa zdumienie i zachwyt.
Słowa mogą mieć moc ze względu na swoją formę. Pan Jezus z pewnością był sprawnym mówcą, potrafił działać na wyobraźnię i uczucia słuchaczy za pomocą obrazów, tonu głosu czy gestykulacji, co na w kulturze Bliskiego Wschodu ma duże znaczenie. Tylko że forma nadaje moc słowom wyłącznie na poziomie naturalnym. Retoryki można się nauczyć. Niestety, można się też nauczyć manipulacji słuchaczami. To umiejętność dobrze znana od czasów Adama i Ewy, historia upadku człowieka zaczyna się od mistrzowskiej manipulacji Szatana, który niestety ma wielu naśladowców. To nie sprawność retoryczna dawała Jezusowi moc, którą wyczuwali Jego słuchacze.
Słowa mogą mieć moc ze względu na to, co zawierają. A słowa Chrystusa zawierają prawdę o Bogu. Prawda, którą On objawia ma więc moc sama w sobie.
Słowa mogą mieć wreszcie moc, ze względu na tego, który je wypowiada. I to jest główny powód, dla którego mowy Pana Jezusa wywołują takie wrażenie. Być może wśród rabinów byli mówcy przewyższający sztuką retoryki Pana Jezusa. Pewnie niejeden z nich, jeśli rzeczywiście opierał się na pismach Starego Testamentu, głosił prawdę o Bogu, choć oczywiście nie mógł jej znać tak, jak zna ją Bóg-człowiek. Nikt jednak nie mógł mówić z mocą, która jest tylko w Jezusie Chrystusie.
Minęło 2000 lat. Czy Pan Jezus nadal mówi do nas z mocą, jak tamtego dnia do swych rodaków w Galilei? Mogę przeczytać Jego słowa w Ewangelii, ale to jeszcze nie oznacza, że je usłyszę i będą miały moc. Jeśli potraktuję ten tekst jako tylko historyczną kronikę albo piękny mit, mocy słowa nie doświadczę. Ale jeśli będę czytać, tak jak została napisana, a więc otwierając się na działanie Ducha Świętego, słowo Chrystusa będzie na mnie działać, bo będę widział Jego samego, który do mnie mówi. Są też chwile, w których mogę być świadkiem mocy słów Chrystusa wypowiadanych tu i teraz, które odmieniają rzeczywistość. W każdej Mszy Świętej słyszę Go, jak mówi przez usta kapłana: „oto Ciało moje, oto Krew moja”. I słowa te stają się rzeczywistością. W każdej spowiedzi słyszę: „Ja odpuszczam tobie grzechy”. Choć głos należy do kapłana, to słowa pochodzą wprost od Chrystusa i mają moc przemienić moją duszę.