Dość często muszę przygotować lekcje czy wykłady z prezentacją. Od czego zacząć? Oczywiście, najpierw trzeba wiedzieć, co się chce powiedzieć, potem zastanowić nad formą i wreszcie graficzną ilustracją. Czasami zdarza mi się robić te dwie rzeczy równolegle, pisząc konspekt wykładu od razu zastanawiać się, jak daną myśl przedstawię na slajdach, jak ją podsumuję czy zilustruję odpowiednim obrazem. Taki sposób pracy ma swoje zalety, ale też niesie pewne ryzyko. Można poświęcić mnóstwo czasu na to, aby prezentacja robiła dobre wrażenie estetyczne, szukając czy generując w AI odpowiednie obrazki, cyzelując szczegóły takie jak rodzaj i rozmiar czcionki. Na koniec słuchacze oglądają ładne czy zabawne slajdy, ale niczego sensownego z wykładu nie wynoszą. Z mojego doświadczenia wynika, że mogą być dwie przyczyny takiego błędu. Jedna to niedobry perfekcjonizm. Chcę dobrze wypaść, chcę żeby mój wykład był doskonały, ale źle rozkładam siły, i poświęcam ich zbyt wiele na rzeczy drugorzędne. Druga możliwa przyczyna to zwykłe lenistwo. Więcej wysiłku wymaga myślenie nad treścią niż szukanie do niej odpowiednich ilustracji.
Ostatecznie, elegancka i przemyślana prezentacja może pomóc wykładowcy, pod warunkiem, że jej podstawą jest sensowny wykład. Inaczej będzie wydmuszką.
Faryzeusze dbali o przestrzegania zewnętrznych znaków wierności przymierzu z Bogiem. Należały do nich podatki na rzecz kultu Bożego i ubogich, o których mowa w Księdze Kapłańskiej i Powtórzonego Prawa. Prawo mówiło ogólnie o dziesięcinach z płodów ziemi. Faryzeusze i uczeni w Piśmie z zapałem debatowali, czy obejmuje ona również rośliny ogrodowe. Temat bardzo interesujący dla prawników, tyle że drugorzędny z punktu widzenia celu prawa mojżeszowego. Pan Jezus, który jako Syn Boży to prawo ustanowił, wskazuje jego cel: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. Łatwiej jednak było przekazać do świątyni woreczek z miętą i koprem, niż wybaczyć sąsiadowi jakąś zadrę lub traktować z szacunkiem prostych ludzi. Łatwiej policzyć, ile kminku trzeba przekazać lewicie, niż rozmawiać szczerze z Bogiem na modlitwie i starać się wypełniać Jego wolę.
Ślepi przewodnicy, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda. Faryzeusze byli elitą i dla wielu Żydów punktem odniesienia. Płacenie podatku od roślin ogrodowych miało być znakiem radykalizmu: „Chcę być wierny Bogu w najmniejszych sprawach, Mojżesz o koprze nie mówił, ale ja pójdę dalej niż ścisłe zapisy prawa.” Mógłby to być piękny przykład dla innych, którzy być może nie składali żadnych dziesięcin. Tylko że w praktykowaniu miłości bliźniego tego radykalizmu faryzeuszom brakowało. Skrupulatne odmierzanie mięty stawało się farsą, bo nie wyrażało rzeczywistego oddania swego serca Bogu.
Słuchając dzisiejszej Ewangelii mogę zastanowić się, czy zewnętrzne gesty odpowiadają temu co mam w sercu. Na przykład piękny zwyczaj czynienia znaku krzyża przechodząc obok kościoła. Nie jest to wymóg prawa kościelnego i większość katolików tego gestu nie praktykuje, jednak widok osoby czyniącej znak krzyża jest budujący. Tylko że jeśli wiem, że ten człowiek chwilę wcześniej obgadywał kolegów z pracy, wieczorem się upije, a w niedzielę nie pójdzie na Mszę, w najlepszym wypadku odczuję smutek. Jeśli zaś moja wiara jest słaba, może mnie ogarnąć zwątpienie. Inny przykład: pozdrowienie sąsiada codziennym „dzień dobry”. Mogę je powiedzieć, bo tak wypada i nic więcej. Mogę powiedzieć, a równocześnie myśleć, że dobrze aby się stąd jak najszybciej wyprowadził. Mogę wreszcie pomyśleć „Nie przepadam za tobą, ale przynajmniej spróbuję okazać ci życzliwość dobrym słowem”. I „dzień dobry” będzie szczere.