4
maja
poniedziałek
Wspomnienie św. Floriana, męczennika
Rok liturgiczny: A/II
Pierwsze czytanie:
Dz 14, 5-18
Psalm responsoryjny:
Ps 115 (113B), 1-2. 3-4. 15-16 (R.: por. 1)
Werset przed Ewangelią:
J 14, 26
Ewangelia:
J 14, 21-26

Patroni:

  • św. Agapiusz, Sekundyn, Emilian, Tertulla i Antonia ,
  • św. Antonim,
  • św. Florian,
  • św. Sylwan,
  • bł. Władysław z Gielniowa,
  • św. Jan Haile,
  • św. Jan Houghton, Robert Lawrence, Augustyn Webster i Ryszard Reynolds ,
  • bł. Jan Marcin Moyé

Liturgia na jutro:

Pierwsze czytanie

Dz 14, 5-18
Czytanie z Dziejów Apostolskich

Gdy Paweł i Barnaba dowiedzieli się w Ikonium, że poganie i Żydzi wraz ze swymi władzami zamierzają ich znieważyć i ukamienować, uciekli do miast Likaonii: do Listry i Derbe oraz w ich okolice i tam głosili Ewangelię.

W Listrze mieszkał pewien człowiek o bezwładnych nogach, kaleka od urodzenia, który nigdy nie chodził. Słuchał on przemówienia Pawła; ten spojrzał na niego uważnie i widząc, że ma wiarę potrzebną do uzdrowienia, zawołał głośno: «Stań prosto na nogach!» A on zerwał się i zaczął chodzić.

Na widok tego, co uczynił Paweł, tłumy zaczęły wołać po likaońsku: «Bogowie przybrali postać ludzi i zstąpili do nas!» Barnabę nazywali Zeusem, a Pawła Hermesem, gdyż głównie on przemawiał. A kapłan Zeusa, którego świątynia była przed miastem, przywiódł przed bramę woły oraz przyniósł wieńce i chciał razem z tłumem złożyć ofiarę.

Na wieść o tym apostołowie Barnaba i Paweł rozdarli szaty i rzucili się w tłum, krzycząc: «Ludzie, co wy robicie! My także jesteśmy ludźmi, podobnie jak wy podlegamy cierpieniom. Nauczamy was, abyście odwrócili się od tych marności do Boga żywego, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich się znajduje. Pozwolił On w dawnych czasach, aby każdy naród chodził własnymi drogami, ale nie przestawał dawać o sobie świadectwa, czyniąc dobrze. Zsyłał wam deszcz z nieba i urodzajne lata, karmił was i radością napełniał wasze serca».

Tymi słowami ledwie powstrzymali tłumy od złożenia im ofiary.

Psalm responsoryjny

Ps 115 (113B), 1-2. 3-4. 15-16 (R.: por. 1)
Nie nam daj chwałę, lecz Twemu imieniu
Albo: Alleluja

Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę *
za łaskę i wierność Twoją.
Dlaczego mają pytać poganie: *
«Gdzie się ich Bóg znajduje?»

Nie nam daj chwałę, lecz Twemu imieniu
Albo: Alleluja

Nasz Bóg jest w niebie, *
czyni wszystko, co zechce.
Ich bożki są ze srebra i złota, *
dzieła rąk ludzkich.

Nie nam daj chwałę, lecz Twemu imieniu
Albo: Alleluja

Błogosławieni jesteście przez Pana, *
który stworzył niebo i ziemię.
Niebo jest niebem Pana, *
ziemię zaś dał synom ludzkim.

Nie nam daj chwałę, lecz Twemu imieniu
Albo: Alleluja

Werset przed Ewangelią (Alleluja)

J 14, 26
Alleluja, alleluja, alleluja

Duch Święty was wszystkiego nauczy;
przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia

J 14, 21-26
Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie».

Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota: «Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?»

W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: «Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.

To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem».

Jeżeli chcesz, aby codzienne czytania były dostępne na Twojej stronie, umieść w niej następujący kod:

Wybierz dzień:

Dwie nogi w jedym bucie

ks. Jarosław Tomaszewski ks. Jarosław Tomaszewski

Odstąpcie go, zwierzęta – krzyknął centurion. Chwycił za kark pierwszego z brzegu żołdaka i cisnął nim jak pustym workiem na brzeg rzeki. Reszta wrzeszczących i pijanych od emocji legionistów rozpierzchła się błyskawicznie we wszystkie strony, potrącając jedni o drugich lub chwiejąc się na zmąconych falach. Po środku, jakby na szczycie spienionego akwenu, coraz bardziej słabnące kręgi wody unosiły bezwiednie martwe ciało Floriana. Żołnierze dręczyli go ponad godzinę, korzystając z chwili, w której centurion udał się na odprawę sztabu do Wiednia, wzywany rozkazem namiestnika Akwilina. Biczowali Floriana, śmiejąc się jak obłąkani. Następnie rwali mu ciało, szarpiąc zakrzywionymi hakami. Kiedy wciąż odmawiał oddania czci bożkom, zawlekli maltretowanego dowódcę legionu z Manten na brzeg rzeki Enns i topili jego twarz dłuższy czas pod wodą. Bo obrażał nasze świątynie i naszych bogów – tłumaczyli się teraz przed wściekłym i zrozpaczonym centurionem. A co mu szkodziło? Zgadzaliśmy się, żeby czcił sobie tego swojego Chrystusa. Ale i on powinien dorzucić choćby jedno ziarno kadzidła z szacunku dla naszych bogów. Zawsze odmawiał, milczał, tym samym drwił sobie z nas. Zuchwały, wyniosły, modlił się sam.

Czuliśmy, że nami gardzi – cedzili przez zęby, strząsając mokry piach z ubrań. Centurion wyciągnął z otchłani wodnej martwe ciało Floriana i spojrzał ze zdziwieniem na umęczoną lecz dziwnie pogodną twarz żołnierza. W momencie śmierci miał szeroko otwarte oczy, a w nich dalekowzroczny pokój wierzącego człowieka. Czy mordowany widział już klasztor benedyktynów, wzniesiony potem nad jego grobem? To do dzisiaj żywy świadek kultury katolickiej, mimo moralnego obumarcia i duchowej obojętności w Austrii. A może przed wydaniem ostatniego oddechu zobaczył pożar Krakowa w 1528 roku? Ogień strawi cały Kleparz, cudownie ominie jednak kościółek dedykowany Florianowi. Centurion ocknął się nagle. Wybudził go z rozmyślania podejrzany dźwięk. Obejrzał się, spostrzegając w oddali obozowego karła, co wykradł cały dobytek Floriana oraz ubranie, a teraz przygarbiony - cisnąc swój skarb za pazuchę - chyłkiem uciekał przed innymi. Z kieszeni wystawał mu tylko zrabowany, drewniany krzyż, przed którym Florian modlił się nocami za życia.

Efekty uzdrowienia bezimiennego człowieka o sparaliżowanych nogach, jakiego dokonuje na terytorium Likaonii Paweł z Tarsu, są w zasadzie komiczne. Podnieceni mieszkańcy Listry skłaniają się do ogłoszenia apostołów bogami. Barnabę biorą za Zeusa, a Pawła za Hermesa. Natchniony i rozpalony nieoczekiwaną nowiną o cudach, pogański kapłan z podmiejskiej świątynki ciągnie pod bramę woły na postronkach i wieńce z kwiatów, aby złożyć boskim przybyszom hojne dary ofiarne (por. Dz 14, 12-13). Apostołowie w ostatniej chwili, lecz stanowczo powstrzymują tłum i siebie od aktu bałwochwalstwa. Cóż szkodziłoby im — dla świętego spokoju, na zgodę - oddać rytualny pokłon idolowi? Ewangelia jest uniwersalna, gdyż będzie powszechnie głoszona. Dobra Nowina nie jest jednocześnie równa populizmowi, bo to, że wszyscy będą ją słyszeć nie znaczy, że każdy naprawdę jej słucha. Juda, ale nie Iskariota wyraża szczere zaskoczenie, bo Pan objawia się apostołom, a nie całemu światu naraz (por. J 14, 22). Ale kultury trzeba stopniowo oczyszczać z pogańskiego myślenia, aby niezręczne lepienie czystej ewangelii i nadpsutej mentalności człowieka, nie zniweczyło na starcie dzieła świętych misji. Upragniona jedność to nie to samo, co prymitywny synkretyzm. Jedność buduje się bez pośpiechu i za wielką cenę ludzkich nawróceń. Synkretystów najbardziej obchodzą wspólne zdjęcia, lajki, szarpanie się za prawicę i kilka, ogólnych deklaracji – po tym dekoracja zwinięta, a sprawa załatwiona. Tymczasem Paraklet przynosi chrześcijaństwu zdolność do kulturowej asymilacji, a nie do pasywnej asystencji. Być katolikiem oznacza dysponować darem do oddzielenia w kulturze dobra od zła, przeniknięcia jej zdrowym duchem i wyprowadzenia na szczyt możliwego w doczesności rozwoju. Chrześcijanie to rozumni świadkowie, a nie wynajęte akuszerki do martwego połogu cywilizacji.    

Latynoskie, znane między prostymi ludźmi przysłowie powiada, że człowiek potyka się na prostej drodze wówczas, gdy przychodzi mu do głowy dwie nogi wkładać do jednego buta.