28
września
poniedziałek
Wspomnienie św. Wacława, męczennika
Rok liturgiczny: A/II
Pierwsze czytanie:
Hi 1, 6-22
Psalm responsoryjny:
Ps 17 (16), 1bcd. 2-3. 6-7 (R.: por. 6b)
Werset przed Ewangelią:
Mk 10, 45
Ewangelia:
Łk 9, 46-50

Patroni:

  • św. Wieńczysław,
  • św. Wawrzyniec Ruiz z Manila i XV towarz.,
  • św. Łukasz Alonsus Gorda,
  • św. Alfeusz, Aleksander i Zozym,
  • św. Charyton,
  • św. Zama,
  • św. Eksuperiusz,
  • św. Eustochia,
  • św. Saloniusz,
  • św. Faust,
  • św. Annemundus,
  • św. Chunialdus i Gisilarius,
  • św. Leoba,
  • bł. Bernardyn z Feltre,
  • św. Szymon z Rojas,
  • bł. Jan Shozaburo, Mancius Ichizayemon, Míchael Taiemon Kinoshi, Wawrzyniec Hachizo, Piotr Terai Kuhioye i Tomasz Terai Kahioye ,
  • bł. Franciszek Ksawery Ponsa Casallarch,
  • bł. Amalia Abad Casasempere,
  • bł. Józef Tarrats Comaposada,
  • bł. Nikita Budka

Liturgia na jutro:

Pierwsze czytanie

Hi 1, 6-22
Czytanie z Księgi Hioba

Pewnego dnia, gdy synowie Boży przyszli stawić się przed Panem, Szatan też przyszedł z nimi. I rzekł Bóg do Szatana: «Skąd przychodzisz?» Szatan odrzekł Panu: «Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej». Mówi Pan do Szatana: «A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on». Szatan na to do Pana: «Czyż za darmo Hiob czci Boga? Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży. Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył». Rzekł Pan do Szatana: «Oto cały majątek jego w twej mocy.Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki». I odszedł Szatan sprzed oblicza Pańskiego.

Pewnego dnia, gdy synowie i córki jedli i pili w domu najstarszego brata, przyszedł posłaniec do Hioba i rzekł: «Woły orały, a oślice pasły się tuż obok. Wtem napadli Sabejczycy, porwali je, a sługi mieczem pozabijali, ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Ogień Boży spadł z nieba, zapłonął wśród owiec oraz sług i pochłonął ich. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Chaldejczycy zstąpili z trzema oddziałami, napadli na wielbłądy, a sługi ostrzem miecza zabili. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Twoi synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata. Wtem powiał szalony wicher z pustyni, poruszył czterema węgłami domu, zawalił go na dzieci, tak iż poumierały. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść».

Hiob wstał, rozdarł szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: «Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!» W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości.

Psalm responsoryjny

Ps 17 (16), 1bcd. 2-3. 6-7 (R.: por. 6b)
Nakłoń swe ucho, usłysz moje słowo

Rozważ, Panie, moją słuszną sprawę, *
usłysz me wołanie,
wysłuchaj modlitwy *
moich warg nieobłudnych.

Nakłoń swe ucho, usłysz moje słowo

Niech wyrok o mnie wyjdzie od Ciebie, *
Twoje oczy widzą to, co sprawiedliwe.
Choćbyś badał moje serce i przyszedł do mnie nocą, †
i doświadczał mnie ogniem, *
nieprawości we mnie nie znajdziesz.

Nakłoń swe ucho, usłysz moje słowo

Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz, *
nakłoń ku mnie swe ucho, usłysz moje słowo.
Okaż przedziwne miłosierdzie Twoje, †
Zbawco tych, którzy się chronią przed wrogiem *
pod Twoją prawicę.

Nakłoń swe ucho, usłysz moje słowo

Werset przed Ewangelią (Alleluja)

Mk 10, 45
Alleluja, alleluja, alleluja

Syn Człowieczy przyszedł, żeby służyć
i dać swoje życie jako okup za wielu.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia

Łk 9, 46-50
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: «Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki».

Wtedy przemówił Jan: «Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami». Lecz Jezus mu odpowiedział: «Przestańcie zabraniać; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami».

Jeżeli chcesz, aby codzienne czytania były dostępne na Twojej stronie, umieść w niej następujący kod:

Wybierz dzień:

Pod ziemią dobro

ks. Jarosław Tomaszewski ks. Jarosław Tomaszewski

Przecież nikt wiedzy nie nabywa dla niej samej, ale z powodu praktycznego postępu w życiu od dobrego ku lepszemu. Zarówno wiedza humanistyczna jak materialna służy w zasadzie jednemu – by sprawy świata i ludzi prowadzić do przodu. Dlatego człowiek przeżywa ponurą frustrację, gdy pojął, rozumie i wie, ale nie jest w stanie niczego zrobić w praktyce z depozytem wiedzy. W tej sytuacji uczy się jedynie, że i tak nie zmieni się nic. W zasadzie po co było to wiedzieć? Właśnie dziś kultura zachodnia tchnie wyżej opisaną, społeczną, coraz bardziej powszechną irytacją. Człowiek w Europie dowiedział się i rozumie, a mimo to na nic nie ma wpływu. Okazuje się, że oddanie głosu to nie to samo, co wybór. Dlatego najlepsi i najuczciwsi robią krok wstecz i raz jeszcze podchodzą pod robienie dobra w drugim obiegu publicznym – jakby w alternatywie. I stąd to na oficjalnej powierzchni władzy, parlamentu, ekranu czy fakultetu utrzymuje się tak wiele miernych postaci z dyrektywami, których wartościowy człowiek nie może w tym momencie historii skorygować. A jednak zaczął je już skutecznie ignorować, robiąc w ukryciu swoje. Antysystemowe dobro siłą rzeczy zapowiada więc kulturową zmianę.

Królowa Drahomira, przechodząc w pośpiechu obok ikony świętych Kosmy i Damian, niedbale skreśliła znak krzyża na piersiach. W kościele pod wezwaniem tych właśnie chrześcijańskich męczenników, przed niespełna trzydziestu laty, jeden jej syn Bolesław – podburzony zresztą przez matkę – okrutnie zamordował drugie dziecko lutyckiej władczyni, Wacława. Drahomira nie wierzyła, co prawda Chrystusowi ale na zamku praskim czcili Go już prawie wszyscy. Na wszelki wypadek żegnała się więc przechodząc obok kościelnych świętości. Jeśli dojrzą, niech widzą, trzymając potem język za zębami. A co jej szkodzi bić skłony wobec krzyża? Klasnęła w dłonie trzy razy. Zza kotary wysunęła się blada, szczupła dłoń pałacowego szpiega. Drahomira nigdy nie widziała jego twarzy. Znała tylko ten cichy szept jak syk, a talary – wypłatę za donos – sypała za każdym razem na depozyt wyciągniętej ręki. Więcej nie trzeba, żeby knuć. „Pójdźmy” – dłoń donosiciela wskazała kierunek w stronę kościoła i bliskich apartamentów księżniczki Dobrawy.

„Z kim Srogi spłodził tę dziewczynę? Przecież nie z Biagotą, do licha. A teraz córa z ojcem nie rozstają się ani na chwilę. Jeszcze zrobi z króla Bolesława chrześcijanina” – sapała Drahomira z wściekłością, idąc szybkim truchtem schodami, balkonem, a potem przez krużganki.

„Już zdążyła sprowadzić do niego niemieckiego, bardzo pobożnego mnicha” – wysyczał pochylony szpieg w kapturze. Nie wiadomo jak, ale zawsze kroczył o dwa kroki przed królową.

„Księżniczka, sam podsłuchałem, podczas suchych, postnych dni, czytała Bolesławowi kroniki pierwszych męczenników. A on przykrywał się z powodu chłodu niedźwiedzią skórą i słuchał, uważnie słuchał” – szpieg przerwał donos, spostrzegł bowiem szybko rosnącą irytację na bladej twarzy Drahomiry.

„Nie mam niestety dobrych wieści, dostojna pani” – mimo to wyciągnął rękę po zapłatę i uchylił drzwi za mur, do zamkowego ogrodu. Tu już panowało inne życie, jakby alternatywny świat, którego pijany, przesycony konwulsjami nieczystości pałac nie znał wcale. Po prawej stronie, tam gdzie Dobrawa poleciła wyciąć drzewa, zbudowano wiatę, a pod nią pielęgnowano chorych. Dziewczyna nauczyła się tego od Wacława – gorączkowo myślała królowa – przecież zamordowany król miał zwyczaj na własnych plecach nosić nawet trędowatych. Ale gdzie jest ona? Drahomira skryła się za krzewami, penetrując czujnie teren zwierzęcym wzrokiem. Na końcu ogrodowych alei stał maleńki dom. Podeszła bliżej i w środku spostrzegła księżniczkę Dobrawę w towarzystwie jej ojca, króla Bolesława. Wypiekali opłatki na hostie, które następnie kropił wodą święconą niemiecki mnich, a młody nowicjusz w habicie zanosił kosz za koszem do zakrystii. W najbardziej oddalonej części ogrodu Dobrawa uprawiała małą, ukrytą winnicę.

Drahomira od zawsze lekceważyła tę naiwną dziewkę. Jej pobożności wytykała palcami. Gdy Dobrawa klęczała wieczorem na klęczniku, królowa obgadywała ją do własnych służek za plecami. Była pewna, że księżniczka jest niegroźna. Że nie potrafi walczyć, ni zwyciężać, ślepą siłą polityki z góry skazana na porażkę. Przecież nie umie stawiać pewnie słabych stóp na twardym gruncie zamkowej intrygi. Jest do tego bezczelnie odmienna, nie podoła tym samym zapisać się w historii. Chcą krwi Pańskiej, to będą mieli krew – a jednak królowa nie znajdowała w tej chwili żadnej siły, by wyzwolić dłoń i wyciągnąć ukryty między podwiązkami sztylet. Coś odebrało jej moc na decyzję. Jakby czyste dobro młodej księżniczki krępowało złość starej królowej, obezwładniało i przeważało nad nią. Drahomira pierwszy raz poczuła tego dnia, jak traci się władzę absolutną.        

W początkowych wersetach słynnej księgi Hioba szatan zostaje ucharakteryzowany na intryganta. Wygląda jak podły szpieg (por. Hi 1, 7). Jego wędrowanie po ziemi pozornie nie ma docelowej stacji, jakby obierał włóczenie się za cel własnego istnienia. A jednak demon przestaje tu i tam za węgłem na jednej nodze, ćmiąc niedopałki z papierosa. Do cudzego ucha powtórzy chodnikową plotkę ale już w zwielokrotnionej wersji. Wiedza szatana to społeczna gra w głuchy telefon. Chodzi o zastrzyk skrajnego sceptycyzmu między ludźmi tak, aby mówili, że nie ma ani prawdy, ani dobra, ani szlachetnej miłości na tej ziemi. Dlatego Jezus weźmie nadzieję ludzkiego istnienia w obronę. Pan prosi uczniów tylko o jedno, aby nie zabraniali (por. Łk 9, 50). Niektórzy znawcy biblijni tłumaczą to również jako nie przeszkadzanie. Często nie da się zorganizować dobru konkretnej przestrzeni do działania. Wówczas wystarczy mu nie przeszkadzać. Niech rozszerza się pod ziemią, swobodnie, niewidocznie osiągając ten sam cel w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Na najbardziej nieprawdopodobny sposób. 

Przed wieloma laty pani Halina Frąckowiak śpiewała znany przebój pod znaczącym tytułem: nie wszyscy wielcy już przestali grać. Obiektywne dobro, zmuszone przez chorą legislaturę do zejścia w podziemia, nigdy nie będzie etycznie nielegalne lecz zapowiada wiosnę kultury. Problem mają skorumpowani prawodawcy.