Drodzy Czytelnicy, wspominamy dzisiaj w Liturgii NMP Królową. W pierwszym czytaniu prorok Ezechiel opisuje niezwykłą wizję: chwała Pana powraca do świątyni. Przychodzi od wschodu, a jej blask napełnia całą ziemię. Prorok pada na twarz, ponieważ doświadczenie świętości Boga odsłania przed człowiekiem jego małość. Następnie słyszy słowa: „To jest miejsce tronu mojego, miejsce podstawy mych stóp, gdzie chcę na wieki mieszkać pośród Izraelitów”. Największym pragnieniem Boga jest więc zamieszkać pośród swojego ludu. Nie chce być Bogiem dalekim, zamkniętym w niedostępnej rzeczywistości, lecz Bogiem obecnym, który prowadzi, uświęca i pozwala człowiekowi zbliżyć się do siebie.
Obietnica ta wypełnia się najpełniej w Jezusie Chrystusie – prawdziwym Emmanuelu, czyli Bogu z nami. W szczególny sposób prowadzi nas ona także ku Maryi. W Niej Słowo stało się ciałem i zamieszkało pośród nas. Maryja stała się żywą świątynią, Arką Nowego Przymierza i mieszkaniem Bożej chwały. Bóg mógł w Niej zamieszkać, ponieważ zastał serce czyste, pokorne i całkowicie Mu oddane.
To dzisiejsze wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Królowej mogłoby pozornie wydawać się sprzeczne z nauką Ewangelii o pokorze. Jezus przestrzega bowiem przed ludźmi, którzy pragną pierwszych miejsc, zaszczytnych tytułów i ludzkiego uznania. Mówi jednoznacznie: „Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”. Właśnie te słowa pozwalają nam właściwie zrozumieć królewską godność Maryi. Nie została Ona Królową dlatego, że szukała zaszczytów. Została wywyższona, ponieważ sama się uniżyła i nazwała siebie służebnicą Pańską. Jej koroną była wierność, tronem – służba, a drogą do chwały – pokorne trwanie przy Chrystusie aż po krzyż.
Ewangelia ukazuje uczonych w Piśmie i faryzeuszów, którzy znali Boże przykazania, lecz nie zawsze potwierdzali je własnym życiem. „Mówią bowiem, ale sami nie czynią” – stwierdza Jezus. Jest to ostrzeżenie również dla nas. Można mówić pięknie o wierze, a jednocześnie nie pozwolić, aby przemieniała ona codzienne decyzje. Można domagać się od innych pobożności, uczciwości i ofiarności, samemu unikając wymagań Ewangelii. Wiarygodność ucznia Chrystusa nie rodzi się z zajmowanego miejsca ani z wypowiadanych słów, lecz z pokornej zgodności między tym, co głosi, a tym, jak żyje.
Maryja jest przykładem takiej postawy. Nie wkłada ciężarów na ramiona innych, ale sama przyjmuje ciężar Bożego powołania. Nie szuka pierwszego miejsca, lecz spieszy do Elżbiety, aby jej służyć. Nie zatrzymuje uwagi na sobie, ale prowadzi do Jezusa: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Nie zabiega o ludzkie uznanie, lecz pozwala, aby to Bóg dokonał w Niej wielkich rzeczy.
Dzisiejsze słowo pyta nas zatem, czy nasze serce jest świątynią, do której może powrócić chwała Boga. Czy nie zajęły w nim miejsca pycha, potrzeba uznania, osądzanie innych albo przywiązanie do własnej pozycji? Prośmy Maryję Królową, aby uczyła nas prawdziwego królowania: panowania nad własnym egoizmem, służenia bliźnim oraz oddawania całego życia Bogu. Kto bowiem razem z Maryją staje się sługą Pana, ten zostanie przez Niego wywyższony.