Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja znam je. Bóg zna nas wszystkich, bo nas stworzył i istniejemy wciąż tylko dzięki Jego miłości. Tutaj jednak Pan Jezus używa słowa „znam” w nieco innym znaczeniu. Chodzi o relację wzajemnej miłości. Jeśli należę do Jego owiec, On mnie zna, bo ja chcę, żeby był moim pasterzem. Chcę słuchać Jego głosu, przyjmować wszystko, co do mnie mówi, bo Go kocham. A skoro Go kocham, to chcę, żeby mnie znał. Osoby, które się kochają, czy to będzie przyjaźni czy miłość małżeńska, chcą siebie poznać nawzajem. W tym świecie, między ludźmi, nie jest możliwe, aby to poznanie było doskonałe. W mojej duszy są takie miejsca, których nie mogę otworzyć nawet przed najbliższą osobą, nawet gdybym chciał. Jednak Bóg może przeniknąć mnie do głębi. Jemu mogę powiedzieć wszystko. A jeśli nie potrafię wyrazić słowami, co myślę, co czuję, czego pragnę, mogę jak Piotr powiedzieć: „Panie, ty wiesz wszystko, Ty wiesz, że Cię kocham”
Pozwalam się poznać Bogu w każdej modlitwie, gdy mówię Mu o moich radościach, troskach, pragnieniach. Może się zdarzyć, że dopiero gdy z Nim rozmawiam, sam siebie poznaję. Jak mówił św. Jan Paweł II w swej pierwszej homilii: „Chrystus wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek. On jeden to wie!”
Pozwalam Mu się poznać, gdy w Jego obecności czynię rachunek sumienia. Może mi być trudno przyznać się do swej winy przed innymi ludźmi i przed samym sobą. Jeśli jednak wiem, że mówię do dobrego Pasterza, który wie wszystko i mnie kocha, odważę się poznać prawdę o sobie, również tą niewygodną.
Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Czy Pan Jezus odrzucił tych Żydów, którzy nie uznali w Nim Mesjasza, Syna Bożego, który jest jedno z Ojcem? Przecież nie odrzuca nikogo. Problem polega na tym, że człowiek może odrzucić Jego. Może nie chcieć Go poznać. Czasem będzie to wynikiem złej woli, czasem niezawinionej ignorancji. W przypadku Żydów z portyku Salomona był to raczej ten pierwszy przypadek. Mieli wiedzę zawartą w nauczaniu proroków, widzieli znaki. Ale nie chcą, żeby jakiś Galilejczyk był ich Pasterzem. Różne mogły być przyczyny tego oporu, niekoniecznie zawinione i niegodziwe. Jednak irytacja czy raczej smutek Pana Jezusa, który przecież zna ich serca, wskazuje, że źródłem mogła być pycha, która sprawiała, że zatrzymali się na tym, co drugorzędne. Na przykład kpili z pochodzenia Pana Jezusa, z resztą i tutaj się mylili, bo zgodnie z proroctwami Jezus pochodził z Judei. Żeby być owcą u Dobrego Pasterza trzeba być pokornym. Bądźmy ostrożni, bo każdy z nas może ulec głosowi pychy, który może podpowiadać nam, że lepiej być wilkiem niż owcą i należeć do watahy a nie do stada. Tylko że na czele watahy nie znajdziemy Dobrego Pasterza.