3
listopada
wtorek
Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Marcina de Porres, zakonnika
Rok liturgiczny: A/II
Pierwsze czytanie:
Flp 2, 5-11
Psalm responsoryjny:
Ps 22 (21), 26b-27. 28-30a. 31-32 (R.: por. 26a)
Werset przed Ewangelią:
Mt 11, 28
Ewangelia:
Łk 14, 15-24

Patroni:

  • św. Marcin z Porres,
  • św. German, Teofil i Cyryl ,
  • św. Libertyn,
  • św. Papulus,
  • św. Walenty i Hilary,
  • św. Guenael,
  • św. Sylwia,
  • św. Domninus,
  • św. Pirmin,
  • św. Ioannicius,
  • św. Odrada,
  • św. Ermengaudius,
  • św. Berard,
  • bł. Alpais,
  • św. Idda,
  • św. Szymon Balacchi

Liturgia na jutro:

Pierwsze czytanie

Flp 2, 5-11
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Filipian

Bracia:

To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie.

On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.

Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca.

Psalm responsoryjny

Ps 22 (21), 26b-27. 28-30a. 31-32 (R.: por. 26a)
Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu

Wypełnię moje śluby wobec czcicieli Boga. *
Ubodzy będą jedli i zostaną nasyceni,
będą chwalić Pana ci, którzy Go szukają: *
«Serca wasze niech żyją na wieki».

Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu

Przypomną sobie i wrócą do Pana wszystkie krańce ziemi, *
oddadzą Mu pokłon wszystkie szczepy pogańskie,
bo władza królewska należy do Pana †
i On panuje nad narodami. *
Jemu się pokłonią wszyscy śpiący w ziemi.

Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu

Potomstwo moje Jemu będzie służyć, *
przyszłym pokoleniom o Panu opowie.
I sprawiedliwość Jego ogłoszą ludowi, †
który się narodzi: *
«Pan to uczynił».

Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu

Werset przed Ewangelią (Alleluja)

Mt 11, 28
Alleluja, alleluja, alleluja

Przyjdźcie do Mnie wszyscy,
którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia

Łk 14, 15-24
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Gdy Jezus siedział przy stole, jeden ze współbiesiadników rzekł do Niego: «Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym».

On zaś mu powiedział: «Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadeszła pora uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: „Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe”. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: „Kupiłem pole, muszę wyjść je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. Drugi rzekł: „Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. Jeszcze inny rzekł: „Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść”.

Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał swemu słudze: „Wyjdź co prędzej na ulice i w zaułki miasta i sprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!” Sługa oznajmił: „Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce”. Na to pan rzekł do sługi: „Wyjdź na drogi i między opłotki i przynaglaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony.

Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”».

Jeżeli chcesz, aby codzienne czytania były dostępne na Twojej stronie, umieść w niej następujący kod:

Wybierz dzień:

Gdy z lenistwa odrzucamy Boże dary

ks. Michał Kwitliński ks. Michał Kwitliński

Człowiek, który wyprawił ucztę musiał być kimś ważnym, skoro stać go było na wyprawienie wielkiego przyjęcia. Zaprosił ludzi, których uznawał za swych przyjaciół. Zaproszeni wymawiają się grzecznie, nie chcąc go urazić. Jednak nie traktują go jako przyjaciela, bo przecież wówczas odpowiedzieliby na zaproszenie. Powody są błahe, wręcz absurdalne, w słowach Pana Jezusa wyraźnie czuć ironię. Nie przychodzą, bo im się nie chce, może kiedyś przyjdą, ale dziś nie. Skoro stać ich na kupno pola, wołów lub wesele, to możliwość zjedzenia sutej kolacji nie jest dla nich jakąś naglącą potrzebą bytową. Organizator uczty może poczekać, wyprawić kolejne przyjęcie, jeszcze będzie okazja się spotkać.

Kiedy Pan Jezus opowiadał tę przypowieść, metafora zaproszonych na ucztę odnosiła się do tych Żydów, którzy w Chrystusie nie chcieli zobaczyć obiecanego Mesjasza. Byli pierwszymi zaproszonymi, otrzymali objawienie zawarte w księgach Starego Testamentu, doświadczyli w swej historii działania Boga. Ostatecznie jednak, nie podjęli wysiłku, aby odpowiedzieć na zaproszenie. Dziś zaproszeni na ucztę są symbolem ludzi, którzy nie musieli włożyć wysiłku, aby odkryć skarb wiary. Otrzymali go, na ogół wraz z wychowaniem, nie doświadczyli też jakiegoś dramatycznego kryzysu, w którym musieliby tego skarbu bronić. Ulegli jednak temu, co tradycja Kościoła nazywa letniością lub lenistwem duchowym. Człowiek w takim stanie nie odwraca się wprawdzie od Boga, ale jest On dla niego coraz mniej ważny. Nie ma wrogości, ale nie ma też głębokiej miłości. Najwyżej przyzwyczajenie. Czas takiego przydarza się w relacjach międzyludzkich, w przyjaźniach, w małżeństwie. Dwoje ludzi niegdyś sobie bliskich, zaczyna być wobec siebie coraz bardziej obojętnymi, mimo że nie nastąpiło żadne gwałtowne pęknięcie.

Gdy przestaję widzieć wiarę jako bezcenny dar od Boga, mogę zacząć zachowywać się jak owi zaproszeni na ucztę. Wypełniam niezbędne obowiązki wynikające z wiary, ale nic ponadto. Odmówię jedną modlitwę dziennie, pójdę w niedzielę na Mszę i raz w roku się wyspowiadam, bo takie jest minimum, ustalone przez Kościół. A często odpuszczam sobie i to minimum, w końcu Bóg mnie kocha, to chyba się nie przejmie, kiedy któregoś razu nie pojawię się na niedzielnej Eucharystii. To tak jak obywatel, który uważa, że płacenie podatków zamyka temat jego miłości do ojczyzny, nie obchodzi go jak funkcjonuje państwo, czy szanowne są normy moralne, prawo i instytucje, jak żyją inni obywatele. Chyba że podatki wzrosną albo nie dostanie się do lekarza, wtedy trochę ponarzeka.

Kapelan pewnego katolickiego akademika w Hiszpanii opowiadał mi o studencie, który mieszkając w nim nawrócił się na wiarę katolicką. Po nawróceniu szczególne znaczenie dla niego miała Eucharystia. Ponieważ w akademiku była sprawowana Msza święta, uczęszczał na nią codziennie. Nie mógł pojąć, dlaczego większość studentów, zadeklarowanych katolików, tego nie robi. Dla niego Msza nie była obowiązkiem lecz darem i wydawało mu się oczywiste, że trzeba z niego korzystać, szczególnie, gdy jest wręcz podany „na tacy”. Obyśmy nie pozwolili owładnąć się letniości, która sprawia, że nie przyjmujemy najwartościowszych darów Bożych, wśród których jest możliwość spotkania Chrystusa, która daje nam siebie w Najświętszej Eucharystii.