Kiedy człowiek przestaje czytać, poznawać historię i samodzielnie myśleć, coraz łatwiej wmówić mu, że wszystko jest kwestią narracji. Zbrodniarz staje się „postacią kontrowersyjną”, ofiara kimś, kto po prostu „zginął”, a kłamstwo – poglądem, z którym trzeba się „kompromisowo” zmierzyć. Nie chodzi już tylko o niewiedzę. Chodzi o świat, w którym utrata pamięci i rozumu staje się narzędziem.
„Matematyka nie jest potrzebna, historia na nic się nie przyda, geografia zbędna, na książki szkoda czasu, a myślenie męczy i frustruje. Coraz większa część społeczeństwa nie rozumie świata, w którym żyje. I dlatego właśnie pozwala, aby rządzili nimi cyniczni cwaniacy, oszuści i złodzieje” – powiedział przed laty James Woods (uznawany za jednego z najinteligentniejszych aktorów Hollywood). Pełna zgoda. Jeśli dorzuci się do tego pogardę dla religii, tradycji, poezji – obraz duchowej nędzy świata, w jakim przyszło nam żyć, dopełnia się.
Śmieszą filmy z sond ulicznych, gdzie pyta się ludzi o podstawowe mechanizmy rządzące światem, elementarną wiedzę o nim, nazwy, wydarzenia z przeszłości, o to, kto jest ich idolem i jaki model kultury jest im bliski. Ale jest to coraz częściej śmiech przez łzy, gdy się uświadomi, że owe „pustostany” kiedyś będą zakładać rodziny, decydować o przyszłości Polski. A i tak ponoć u nas nie jest najgorzej, jeśli porówna się poziom wiedzy o rzeczywistości w innych zakątkach globu.
Bezrozumność na piedestale
Starsi nie rozumieją młodych, młodzi starych. Instrukcje obsługi sprzętów AGD są już w większości obrazkowe, ponieważ ludzie nie „łapią” prostych opisów. Dzieci w szkole (i nie tylko one) są w stanie wytrwać w skupieniu co najwyżej kilkanaście minut - to i tak dużo, zważywszy na fakt, że wiele godzin dziennie spędzają na skrolowaniu filmików trwających po kilkadziesiąt sekund. Myślenie abstrakcyjne? – zapomnijcie. Zagubienie znacznej części populacji przybiera kształt słowotoków, z których nic nie wynika - niemoc sprawia, że pustka zamienia się w hejt i złość. Gdy nie ma argumentów, pozostają tylko emocje. A nimi łatwo jest sterować, przykrywać rozum. To nasza codzienność. Fejsbukowa, tiktokowa, internetowa, polityczna, kolejkowa etc. Bezrozumność zdaje się triumfować!
Podstawowym źródłem wiedzy o świecie stał się internet. A w nim wszystko wolno. Wszystko można napisać. Sztuczna inteligencja skanuje umysły i wyłapuje najczulsze punkty, ukryte marzenia, traumy, kompleksy. I uderza w nie celnie, bezlitośnie słowem, obietnicą przynależności do „elity”, groźbą stygmatyzacji i zakwalifikowania do ciemnogrodu . Wyłącza rozum. I o to najbardziej chodzi.
W minionych tygodniach mieliśmy okazję przekonać się, jako owo wyłączanie mózgów wygląda w praktyce. Poniżej kilka przykładów.
Upiory na Campusie
Donald Tusk na Campus Polska do młodzieży: nie będzie ulgi podatkowej dla młodych. Reakcja? Oklaski! Kolejna złota myśl: trzeba być idiotą, aby wierzyć, że uda się spełnić sto procent tego, co się obiecało w kampanii wyborczej. Oklaski! Choć takowe deklaracje składał onegdaj sam Tusk. Kłamstwo? Dozwolone! Brawa!
Towarzysz Czarzasty – druga osoba w państwie, komunista (czy raczej: konformista), beneficjent zmian ustrojowych w Polsce. Wyniesiony chichotem historii na stanowisko marszałka sejmu, pełen nienawiści do prezydenta Polski, gardzący Kościołem, konserwatywnymi wartościami – obiecuje młodym „rozliczenie z upiorami przeszłości” i prosi o jeszcze jedną szansę dla swojej formacji politycznej i dla siebie. Żywa materializacja „upiora przeszłości” stoi właśnie przed uczestnikami spotkania i… dostaje gromkie brawa!
Ignorancja, bezrozumność, intelektualna „tępota” ludzi, dla których historia to stek bzdur i nuda? Wszystkiego po trochu.
Czy bandyta może być bohaterem?
O tym, że wszelkiej maści „rozmywacze” mają się coraz lepiej, świadczy konferencja, jaka odbyła się kilka dni temu w Muzeum Żydów Polskich Polin na temat książki poświęconej Helenie Wolińskiej i jej mężowi Włodzimierzowi Brusowi. Książka nosi tytuł „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia”.
W fejsbukowym zaproszeniu organizatorzy spotkania pytają: „Zbrodniarka czy ofiara? A może pytanie jest zbyt proste?”. Dalej dawny kat UB zostaje nazwany „postacią kontrowersyjną”. „Czy potrafimy rozmawiać o ludziach uwikłanych w historię bez dzielenia ich na winnych i niewinnych?” – czytamy dalej.
„Normalny człowiek, który nigdy wcześniej nie słyszałby o Wolińskiej ani o Brusie, widząc, że nazywa się ich kontrowersyjnymi, zastanawiałby się, co oni robili takiego, że zasłużyli na taki epitet” – pisze Stefan Bartnik (profil FB).
Może przed zjedzeniem lodów waniliowych polewali je sosem chrzanowym lub chodzili po ulicach przebrani za krasnoludki? Może o północy słuchali głośnej muzyki, nie przejmując się skargami sąsiadów? Może twierdzili, że nasza planeta ma kształt szpulki na nici z dziurami na biegunach itd.?”. Nie. Jak było? Helena Wolińska, czyli Fajga Mindla Danielak, komunistyczna prokurator i zbrodniarka, jest winna śmierci jednego z największych polskich patriotów XX w., czyli Augusta Fieldorfa „Nila”, i wielu innych działaczy antykomunistycznego podziemia. Tu nie ma miejsca na żadne kontrowersje, a tylko na potępienie i odrazę. „Nie ma też nic niejednoznacznego w życiorysie jej męża Włodzimierza Brusa, urodzonego jako Beniamin Zylberberg, politruka w tzw. LWP, autora szkalujących Polskę, a wychwalających Sowiety broszur i artykułów, komunisty i wykładowcy w szkołach partyjnych PZPR, który po przejściu do SGPiS przychodził na zajęcia z pistoletem za pasem”.
Czy bandyta – w świecie, gdzie się nie czyta, nie myśli, gdzie wiedzę o rzeczywistości czerpie się z FB i TikToka – może być bohaterem, a co najmniej postacią „kontrowersyjną”, ofiarą epoki? Tak, dziś wszystko jest możliwe.
To dlatego wraca komuna. Dlatego Europa stacza się w lewicową otchłań. Zanik pamięci to zaraźliwa i śmiertelna choroba.
Bo potrzebny jest „kompromis”
Na pomniku w Ostrówkach, poświęconym pamięci pomordowanych Polaków, napisano: „Pamięci mieszkańców Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, którzy zginęli 30 sierpnia 1943 r. Niech spoczywają w pokoju”. Treść napisu została ustalona w wyniku kompromisu i polsko-ukraińskich uzgodnień resortów kultury – czytamy na stronie ministerstwa kultury. Rzecz w tym, że różnica między określeniem: „zginęli”, a słowami: „zostali zamordowani” jest zasadnicza. Piotr Łukasiewicz, polski chargé d’affaires w Kijowie, przyznał, że polska dyplomacja świadomie oddzieliła ekshumacje i pochówki od prawdy zapisanej na pomnikach. „Oddzielamy ekshumacje od upamiętnień”. Ten ponury zabieg ma wymazać odpowiedzialność morderców z UPA za ludobójstwo na Wołyniu. Tak nakazuje poprawność polityczna. „Ma to oczyścić pomniki morderców stojących na Ukrainie od krwi i opętańczej ideologii, która dziś jest fundamentem ukraińskiego państwa. Ma doprowadzić do ponurej transakcji: Ukraina zgadza się na poszukiwanie i pochowanie polskich ofiar, a polska strona godzi się, aby na ich grobach zabrakło prawdy o zbrodniarzach. Ukraińcy dają zgodę na groby, a polskie władze dostarczają mordercom alibi wykute w kamieniu” (L. Miller, FB).
Wielu ludzi to „kupi”. Bo przecież potrzebny jest „kompromis”, bo wiele wydarzeń z przeszłości, postaci jest „kontrowersyjnych”, bo „nie wiadomo, jak było”. Dziś bez problemu owe argumenty trafiają do ludzi. Nie mając grama wiedzy o świecie, wpuszczą do swoich głów cynicznych oszustów i cwaniaków. I pozwolą, aby im je umeblowali po swojemu.
I to jest nasza tragedia.
Źródło: Echo Katolickie 37/2026
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.