Zanim został papieżem, szukał ciszy w Tyńcu. Ks. Jastrzębski o mniej znanym wątku w życiu Jana Pawła II

„Jestem przekonany, że Karol Wojtyła dojrzewał w benedyktyńskim opactwie do misji życiowej, jaką była posługa papieża. Od o. Piotra Rostworowskiego uczył się, iż wielka działalność apostolska musi wyrastać z głębokiego życia duchowego” – mówi w wywiadzie Opoki ks. Jerzy Jastrzębski, teolog i autor książek w 48. rocznicę wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową.

Agata Ślusarczyk: Wybór kard. Karola Wojtyły na papieża 16 października 1978 roku można odczytywać również przez pryzmat jego wcześniejszych doświadczeń duchowych. Jednym z ważnych miejsc na tej drodze był Tyniec. Jaką rolę odegrał w życiu przyszłego Jana Pawła II?

Ks. Jerzy Jastrzębski: Uważam, że jednym z wątków życia Jana Pawła II, wciąż niezbadanym do końca, jest wpływ ojca Piotra Rostworowskiego na jego duchowość.

Karol Wojtyła wielokrotnie przyjeżdżał do Opactwa Benedyktynów w Tyńcu, by się modlić. To właśnie tam ojciec Piotr Rostworowski był pierwszym polskim przeorem odnowionego opactwa benedyktynów. Przyszły papież tak często odwiedzał to miejsce, że do dziś zachowały się w nim pamiątki związane z jego obecnością, w tym pokój określany jako pokój Jana Pawła II.

W Tyńcu Wojtyła czerpał z duchowego bogactwa benedyktynów. Szukał ciszy i modlitwy, które pozwalały mu przygotowywać się do kolejnych zadań kapłańskich i biskupich.

Co znamienne, właśnie w opactwie tynieckim odbył rekolekcje przed przyjęciem święceń biskupich. Przeorem był wówczas ojciec Piotr Rostworowski. Nie znalazłem bezpośredniego źródła potwierdzającego, że to on osobiście prowadził te rekolekcje. Wiele jednak wskazuje na to, że obaj dużo rozmawiali i łączyła ich głęboka więź duchowa.

Czy można powiedzieć, że Tyniec był dla Karola Wojtyły miejscem duchowego przygotowania do przyszłej misji?

Tak, jestem przekonany, że Karol Wojtyła dojrzewał w benedyktyńskim opactwie do misji życiowej, jaką była posługa papieża. Wojtyła świadomie szukał duchowości monastycznej i czerpał z niej siłę do swojej posługi.

O jego szacunku dla tradycji benedyktyńskiej świadczą również słowa, które skierował do wspólnoty tynieckiej z okazji jubileuszu opactwa. Pisał: „Mała i ciemna grota w Subiaco stała się w ten sposób kolebką zakonu benedyktyńskiego. Z niej zabłysła jakby świetlista latarnia wiary i cywilizacji, która poprzez przykłady i dzieła synów duchowych świętego patriarchy zalała światłem zachód i wschód, Europę oraz inne kontynenty”.

To pokazuje, że Jan Paweł II rozumiał znaczenie monastycyzmu nie tylko dla Kościoła, lecz także dla kultury i cywilizacji.

Wspominał Ksiądz o duchowej więzi Karola Wojtyły z ojcem Rostworowskim. Czy zachowały się świadectwa, które pozwalają ją lepiej zrozumieć?

Bardzo poruszające świadectwo przywołuje Marzena Florkowska. Opowiada o wizytach Karola Wojtyły u kamedułów na krakowskich Bielanach, gdzie ojciec Rostworowski był później przeorem. 

Brat Leonard Hodlik, przez wiele lat pełniący funkcję furtiana, wspominał, że Wojtyła często pukał do klasztornej furtki, prosząc o zachowanie dyskrecji. Potem godzinami modlił się w kościele lub ogrodzie, czasem spotykał się z mnichami.

Pewnego razu zapukał do domku ojca Piotra Rostworowskiego. Mnich powiedział: „Ave”. Karol Wojtyła wszedł, ukłonił się i uklęknął. Ojciec pobłogosławił go, dopiero potem kardynał wstał i przywitał się z gospodarzem.

Zwróćmy uwagę na ten gest. Kardynał klęka przed mnichem, prosząc o błogosławieństwo. Widać w tym ogromny szacunek dla życia monastycznego i duchowego autorytetu ojca Rostworowskiego.

Czy ten szacunek był wzajemny?

Zdecydowanie. Ojciec Piotr Rostworowski bardzo wysoko oceniał Karola Wojtyłę. Powiedział kiedyś: „Dla mnie Karol Wojtyła, póki był w Krakowie, ciągle był na stanowiskach zbyt małych dla siebie. Dopiero gdy został papieżem, stało się to, co miało się stać”.

To niezwykle interesująca wypowiedź. Rostworowski dostrzegał w Wojtyle osobowość, której możliwości przekraczały ramy kolejnych powierzanych mu funkcji.

W 1976 roku miał również powiedzieć, że pozycja i stanowisko kard. Karola Wojtyły w Watykanie są następne po papieżu. Dwa lata później Wojtyła rzeczywiście został wybrany na Stolicę Piotrową.

Myślę, że te słowa świadczą o duchowej bliskości obu kapłanów, a także o tym, jak uważnie ojciec Rostworowski obserwował drogę przyszłego papieża i dobrze odczytał jego duszę.

Ich relacja nie zakończyła się wraz z wyborem Karola Wojtyły na papieża. Przeciwnie, Jan Paweł II powierzył ojcu Rostworowskiemu ważne zadania w Kościele powszechnym.

Tak. Ojciec Piotr Rostworowski pozostał bliski Janowi Pawłowi II również po jego wyborze na Stolicę Piotrową.

Jan Paweł II w 1984 roku ogłosił duże zmiany personalne nazywane „trzęsieniem ziemi w Watykanie”, wówczas o. Piotr Roztworowski został mianowany przez Ojca Świętego konsultorem Kongregacji ds. Zakonów i Instytutów Świeckich. Funkcję tę pełnił przez dziesięć lat. To pokazuje, że jego kompetencje i doświadczenie monastyczne były cenione w Kościele powszechnym. Był człowiekiem, który łączył głębokie życie modlitwy z umiejętnością rozeznawania potrzeb Kościoła.

Ich współpraca wykraczała zresztą poza Europę. W 1986 roku ojciec Rostworowski podjął posługę przełożonego kamedułów w Kolumbii. W tym samym roku Jan Paweł II odbył pielgrzymkę do tego kraju. Nie wykluczone, że tam się także spotkali. 

Co z duchowości ojca Rostworowskiego mogło szczególnie wpłynąć na Jana Pawła II?

Przede wszystkim przekonanie, że wielkie dzieła apostolskie muszą wyrastać z głębokiego życia duchowego.

Ojciec Piotr Rostworowski podkreślał, że nie można podejmować wielkich aktywności bez modlitwy, pokuty i wewnętrznego uporządkowania. Człowiek, który bierze na siebie więcej obowiązków, niż pozwala mu udźwignąć jego życie duchowe, naraża się na poważne niebezpieczeństwo.

W jednym ze swoich tekstów pisał:

„Dzieło zewnętrzne musi być proporcjonalne do ducha wewnętrznego”.

To bardzo ważna zasada. Jeśli nasze działania przerastają wewnętrzne możliwości, pojawia się dysproporcja, która może prowadzić do duchowego i ludzkiego kryzysu.

Ojciec Rostworowski przestrzegał również przed podejmowaniem zewnętrznych umartwień, które nie wypływają z rzeczywistej przemiany serca.
Najpierw musi być modlitwa, nawrócenie i praca nad sobą. Dopiero z nich może rodzić się autentyczna działalność apostolska.

Myślę, że właśnie tę dynamikę odnajdujemy w życiu Jana Pawła II. Jego niezwykła aktywność, liczne podróże apostolskie i ogromna odpowiedzialność za Kościół były zakorzenione w głębokiej modlitwie.

Jan Paweł II był człowiekiem, który wiele wymagał od siebie. Czy jego życie duchowe można rozpatrywać w kontekście ascezy i monastycznej tradycji?

Z pewnością warto zwrócić na to uwagę. Rzadko mówi się o tym, jak wielki wysiłek papieża był związany z jego życiem wewnętrznym, ascezą i pokutą.

Przywołuje się świadectwa o jego praktykach pokutnych, w tym o noszeniu włosiennicy. Trzeba jednak pamiętać, że konkretne relacje należy weryfikować w źródłach.

Istotniejsze jest dla mnie to, że Jan Paweł II rozumiał konieczność zakorzenienia działania w modlitwie. Nie traktował jej jako dodatku do aktywności, lecz jako źródło siły do podejmowania kolejnych zadań.

Ojciec Rostworowski uczył, że nie należy rozpoczynać dzieła wyłącznie dlatego, że jest ono atrakcyjne czy ważne w oczach innych. Trzeba najpierw rozeznać, czy jest ono zgodne z wolą Bożą.

W tym sensie duchowość monastyczna mogła być dla Wojtyły ważnym punktem odniesienia. Pokazywała, że człowiek może podejmować wielkie zadania właśnie dlatego, że potrafi się zatrzymać, wejść w ciszę i słuchać Boga.

Wspomniał Ksiądz o ciszy. Czy to kolejny element łączący obu kapłanów?

Tak. Zarówno ojciec Piotr Rostworowski, jak i Jan Paweł II cenili ciszę i szukali miejsc, w których mogli pozostać sam na sam z Bogiem.
W przypadku papieża nie chodziło jedynie o modlitwę wspólnotową czy liturgię. Potrzebował również osobistego trwania przed Bogiem, z dala od ludzi, obowiązków i nieustannego ruchu.

To jedna z ważnych lekcji, które możemy odczytać z duchowości monastycznej: im większa odpowiedzialność za innych, tym bardziej potrzebujemy przestrzeni na spotkanie z Bogiem.

Czy podobieństwa między Wojtyłą a Rostworowskim dotyczyły również ich intelektualnej formacji?

Obaj mieli gruntowne wykształcenie filozoficzne i teologiczne. Rozumieli, że wiara nie zwalnia z myślenia, a działalność Kościoła wymaga zarówno głębokiej duchowości, jak i rzetelnej wiedzy.

Jednocześnie potrafili korzystać z pomocy ekspertów. Wiedzieli, że nikt nie jest samowystarczalny.

Obaj kochali też literaturę i sztukę. Karol Wojtyła był związany z teatrem i poezją, natomiast ojciec Rostworowski pozostawił po sobie ważny dorobek pisarski i translatorski. Był między innymi tłumaczem Pieśni nad Pieśniami w Biblii Tysiąclecia. Przez wszystkie pięć wydań Biblii Tysiąclecia, jego przekład w zasadzie nie uległ zmianie. 

Obaj potrafili również odczytywać swoje powołanie w trudnych, wojennych czasach – każdy na swój sposób starał się kontynuować powierzoną sobie misję.

Czy duchowa więź obu kapłanów przetrwała aż do śmierci ojca Rostworowskiego?

Tak. Bardzo poruszającym świadectwem jest list Jana Pawła II po śmierci ojca Piotra Rostworowskiego, który zmarł we Frascati we Włoszech w 1999 roku.

Papież napisał wówczas:

„Był zawsze bliskim mojemu sercu. Znalazłem go jako człowieka Bożego, który radykalizm ewangeliczny potrafił łączyć z wielką dobrocią, szlacheckie pochodzenie i gruntowne wykształcenie z prostotą, która zjednywała mu życzliwość wielu ludzi”.

To piękne świadectwo. Jan Paweł II dostrzegał w ojcu Rostworowskim nie tylko człowieka głębokiej wiary, lecz także kogoś, kto potrafił przekazywać ją innym przez dobroć i prostotę.

Papież podkreślał również jego zasługi dla Kościoła powszechnego, szczególnie w Polsce, Kolumbii i we Włoszech, gdzie przyczyniał się do odnowy życia monastycznego.

W tym samym liście wspomniał, że ojciec Rostworowski nie zaprzestał apostolstwa modlitwy i pracy nawet wtedy, gdy w czasach komunistycznych musiał zapłacić za nie więzieniem.

Jan Paweł II miał nazywać ojca Piotra Rostworowskiego największym polskim mistykiem. Co decydowało o jego wyjątkowości?

Wciąż wczytuję się w pisma ojca Rostworowskiego i nie potrafię jeszcze udzielić wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie.

Myślę jednak, że warto zwrócić uwagę na jego umiejętność zachowania tego, co nazywa się pax benedictina – pokoju benedyktyńskiego.
Chodzi o umiejętność harmonijnego łączenia modlitwy, pracy i odpoczynku. O życie, w którym wszystko ma swoje miejsce i wszystko może być przeżywane ze względu na Boga.

Na koniec chciałbym zapytać, czego dzisiaj możemy uczyć się od ojca Rostworowskiego? 9-11 listopada w Tyńcu prowadzić Ksiądz będzie rekolekcje dla kapłanów inspirowane duchowością o. Rostworowskiego. 

Dla mnie niezwykle ważne jest jego przekonanie, że nie ma sytuacji bez wyjścia. W każdej sytuacji pozostaje nadzieja, ponieważ miłość Boga jest większa niż nasze słabości i doświadczenie cierpienia.

Warto w tym kontekście sięgnąć po opracowanie ks. Marka Szymuli poświęcone duchowości ojca Piotra Rostworowskiego. Autor pokazuje w nim, jak ważne miejsce w jego myśleniu zajmowała tajemnica paschalna – przejście przez śmierć do życia.

Rostworowski przypomina, że chrześcijańska nadzieja nie polega na udawaniu, że nie ma cierpienia. Polega na wierze, że nawet w najgłębszej ciemności Bóg nie przestaje działać.

Porusza mnie również jego podejście do starości. Ojciec Rostworowski do końca życia zachowywał pogodę ducha. Nie był zgorzkniałym starcem, ale człowiekiem, który potrafił patrzeć na życie z wdzięcznością.

Przypominał mi w tym Symeona, który po spotkaniu z Chrystusem mógł odejść w pokoju. Według przekazu ostatnie słowa ojca Rostworowskiego brzmiały: „W pokoju”.

To dla mnie piękne podsumowanie jego drogi. Człowiek, który całe życie uczył się trwać przy Bogu, odchodził pojednany z życiem i zakochany w Nim. I myślę, że właśnie tutaj spotykają się duchowe drogi ojca Piotra Rostworowskiego i Jana Pawła II. W przekonaniu, że wielkie dzieła Kościoła nie rodzą się przede wszystkim z ludzkiej aktywności, ale z wierności Bogu. Cisza, modlitwa i głęboka wiara nie oddzielają od świata – pozwalają służyć mu owocniej.

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« ‹ 1 › »