Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Rozmowa z HANNĄ GRONKIEWICZ-WALTZ, prezesem NBP

ZBYT DUŻA KONSUMPCJA



— Na początku maja polska złotówka gwałtownie traciła na wartości. Po kilku tygodniach sytuacja ustabilizowała się, ale niektórzy twierdzą, że to tylko chwilowa poprawa. Czy Polsce grozi kryzys walutowy?

Zacznę od uwagi, że zbyt łatwo posługujemy się terminem „kryzys”, zapominając, że ma on określony wydźwięk psychologiczny. Tymczasem mamy całkiem dobry wzrost gospodarczy. Dane GUS z 15 maja pokazują, że nastąpił powrót do jednocyfrowej inflacji, która wynosi 9,8 proc. Ponadto deficyt budżetowy jest pod kontrolą. Przewiduje się, że będzie niższy niż zaplanowany na ten rok, czyli na poziomie około 2 proc. produktu krajowego brutto. Mimo że gospodarka dostała pewnej zadyszki, o czym świadczy między innymi deficyt na rachunku bieżącym, to jednak pozostałe wskaźniki są pozytywne.

— Czy wobec tego podtrzymuje Pani Prezes zdanie, że rząd powinien prowadzić restrykcyjną politykę finansową?

Zdecydowanie tak. Nie chcę posługiwać się liczbami, ale powinniśmy dążyć do ograniczenia deficytu budżetowego jeszcze w tym roku, którego skutkiem jest silny import. Natomiast jeśli w przyszłorocznym budżecie ten deficyt będzie taki sam albo niewiele mniejszy, wtedy ryzyko perturbacji na rynku wzrośnie.

— Co wtedy zrobi Narodowy Bank Polski?

NBP ma ograniczone możliwości działania. Są to przede wszystkim regulacje stóp procentowych. Im groźniejsza sytuacja, tym bardziej prawdopodobna będzie podwyżka stóp procentowych. Oczywiście zdrowsze dla gospodarki byłoby prowadzenie innej kombinacji polityki fiskalnej i pieniężnej. Chodzi o to, że bardziej restrykcyjna polityka fiskalna pozwala na obniżenie stóp procentowych.

— W jakiej sytuacji NBP będzie interweniował w obronie kursu złotego?

12 kwietnia tego roku NBP zdecydował o uwolnieniu kursu złotego, co w zasadzie oznacza rezygnację z interwencji, poza nadzwyczajnymi sytuacjami. Wydarzenia z początku maja z pewnością do nich nie należały.

— Jak Pani Prezes komentuje poglądy niektórych znanych finansistów, że Polska potrzebuje słabego pieniądza, aby poprawić wyniki w bilansie obrotów bieżących?

Kurs walutowy nie jest magicznym narzędziem poprawiającym deficyt w obrotach bieżących państwa. Ważna jest konkurencyjność, efektywność gospodarki. Od września 1999 roku, z przerwą w styczniu i lutym tego roku, złoty jest słabszy, a mimo to wyniki w bilansie nie poprawiają się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.

— Wszystko więc w rękach rządu?

Działania rządu powinny zmierzać do ograniczenia popytu wewnętrznego, co osłabiłoby import, a w konsekwencji poprawiłoby nasz bilans obrotów bieżących. Nie możemy się oszukiwać: w Polsce jest zbyt duża konsumpcja na kredyt. Z jednej strony mamy do tego prawo, ale z drugiej ma to negatywne efekty makroekonomiczne.

— Czy zatem potrzeba jakichś radykalnych, administracyjnych rozwiązań?

Restrykcyjna może być tylko polityka pieniężna, która zmierza do podniesienia naszych oszczędności. Gospodarka powinna być finansowana w większym stopniu z naszych oszczędności, a nie z importu. Natomiast wszelkie działania administracyjne powodują obchodzenie prawa, co znamy doskonale z gospodarki planowej.

— Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiała
Alicja Wysocka


opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: ekonomia wzrost gospodarczy gospodarka finanse konsumpcja pieniądz eksport deficyt budżetowy import kurs walutowy