Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Źródło: Przewodnik Katolicki

Jerzy Marek Nowakowski

Węzeł kosowski



Dosyć często w publicystyce porównuje się decyzje polityczne do mitologicznego otwarcia puszki Pandory. Trudno jednak odmówić sobie takiego porównania, kiedy oceniamy decyzję o uznaniu niepodległości Kosowa.

To państwo do niedawna było albańską enklawą w ramach republiki Serbii. I nieustannym obszarem ostrego konfliktu. Już w 1991 roku mieszkańcy Kosowa ogłosili niepodległość w odpowiedzi na znaczne ograniczenie ich autonomii przez na-cjonalkomunistyczny rząd Slobodana Milośevicia. Tyle że nie była ona uznawana przez społeczność międzynarodową. A potem, aż do roku 1998, trwały nieustanne konflikty, walki i czystki etniczne, które sprawiły, że Kosowo stało się najbiedniejszym i najbardziej niespokojnym regionem Europy. Wreszcie w roku 1998 wybuchło tam powstanie albańskiej partyzantki z Armii Wyzwolenia Kosowa (UCK). Krwawo stłumione przez Serbów stało się początkiem procesu umiędzynarodowienia sprawy tej prowincji. Czystka etniczna prowadzona przez Serbów doprowadziła do wygnania blisko 1,4 min Albańczyków, z których około 900 tys. uciekło za granicę. Ale w marcu 1999 roku, w wyniku nalotów NATO na Serbię (wówczas jeszcze Nową Jugosławię), Serbowie musieli uznać międzynarodowy protektorat nad Kosowem. Czystki etniczne dotknęły teraz kosowskich Serbów. Co prawda nie w takiej skali, jak wcześniej ludność albańską, ale tysiące Serbów zostało zmuszonych do emigracji. Al-bańczycy coraz natarczywiej domagali się uznania swojej niepodległości, powołując się na to, że wszystkie narody byłej Jugosławii uzyskały niepodległość. Nie możemy żyć w jednym państwie z Serbami - argumentowali - bo wtedy znów zaczną się etniczne czystki. Jednocześnie dowództwo wojsk NATO w Prisztinie otrzymywało sygnały, że szykuje się kolejne powstanie albańskie.

Skoro tak, to USA i większość państw Unii Europejskiej postanowiły, że najlepszym wyjściem będzie przyznanie Koso-wu niepodległości. I w lutym bieżącego roku tę niepodległość uznały.

Bolesna historia

Skoro Albańczyków w Kosowie jest ponad 80 proc, a Serbów tylko 7 proc, to o co chodzi ? - mógłby zapytać niezorientowany obserwator. I w odpowiedzi trzeba sięgnąć po długą opowieść o historii i nieco krótszą o polityce. Historii, w której Kosowo jest sercem historycznej Serbii z czasów jej wielkości w XIV stuleciu i miejscem legendarnej klęski Serbów, pokonanych w bitwie na Kosowym Polu przez wojska tureckie. Potem musielibyśmy opowiedzieć o losach chrześcijańskich, prawosławnych Serbów pod trwającym pięć stuleci panowaniem tureckim. A także o przejściu na islam Albańczyków-wcześniej długo opierających się Turcji. Musielibyśmy zrozumieć rolę klasztorów położonych w Kosowie dla zachowania serbskiej tożsamości pod panowaniem tureckim. I to, że aż do końca XIX wieku Serbowie stanowili ogromną większość ludności Kosowa, gdzie byli ludnością chłopską, rządzoną przez albańską szlachtę. A w końcu i to, że w kosowskim Peciu (po albańsku Peja) znajduje się do dziś siedziba patriarchy Serbii.

Patrząc na historię, musimy spojrzeć też na drugą stronę. Albańczycy to w końcu jeden z najstarszych narodów Europy. Wywodzą się bezpośrednio od starożytnych Ilirów, którzy wojowali jeszcze z Aleksandrem Wielkim. A od początku XX wieku, gdy stali się w Kosowie większością, wzniecali co i raz powstania krwawo tłumione przez Serbów. Kosowo jest dla nich ziemią obiecaną, podobnie jak dla Serbów. Pokój między tymi narodami po przelaniu morza krwi wydaje się niemożliwy.

Trudna współczesność

W tym miejscu wypada przejść do tego, co dzisiaj, czyli do polityki. Kosowo jest pierwszym nowym państwem w Europie powstałym po II wojnie światowej. Dotychczas w procesie rozpadu zarówno Związku Sowieckiego, jak i Jugosławii czy Czechosłowacji teoretycznie nie zmieniano granic. Po prostu republiki wchodzące w skład federacji ogłaszały niepodległość. Formalnie jednak były one podmiotami prawnymi. Nawet jeśli niektóre granice prosiłyby się o rewizję ze względów etnicznych lub politycznych, nie robiono tego, zachowując powojenne status quo. Kosowo jest pierwszym wyłomem w tej zasadzie. I od razu widać, że uznanie niepodległości Kosowa może być ledwie pierwszą kostką domina. Bo kiedy spojrzymy na powody krajów Unii Europejskiej, które zdecydowały się nie uznawać kosowskiej niepodległości, mamy wśród nich na przykład Hiszpanię i Rumunię. Wiadomo, że Madryt boryka się od dawna z żądaniem niepodległości zgłaszanym przez Basków, zaś Rumuni obawiają się, iż przykład Kosowa będzie sygnałem dla separatystycznych władz Naddniestrza, by oderwać się ostatecznie od Mołdawii. Z zachwytem przyjęli decyzję Zachodu Palestyńczycy, którzy zamierzają ogłosić pełną niepodległość Autonomii, i mieszkańcy gruzińskiej Południowej Osetii, tworzący nieuznawane minipaństew-ko. Podobnie jest z Ormianami w Górskim Karabachu, wchodzącym w skład Azerbejdżanu. Najkrócej mówiąc, decyzja o uznaniu Kosowa zelektryzowała wszelkie separatyzmy w Europie. Co więcej, oznacza ona powrót Rosji do aktywnej gry na Bałkanach. Rosjanie, którzy kompletnie utracili wpływy na południu Europy, stali się teraz głównymi sojusznikami Serbii i jej ostatnią nadzieją. Rosyjskie weto w Radzie Bezpieczeństwa ONZ może skutecznie zapobiec przyjęciu Kosowa do tej organizacji. A tysiące Serbów dotychczas wiążących swoją przyszłość ze zbliżeniem Serbii do Unii Europejskiej nagle nawróciły się na nacjonalizm. Studenci demonstrujący w Belgradzie i podpalający Ambasadę Stanów Zjednoczonych jeszcze kilka dni wcześniej głosując na proeuropejskiego prezydenta Tadicia zatrzymali powrót nacjonalistów do władzy w Serbii. Obawiam się, że gdyby serbskie wybory odbyły się dzisiaj, do władzy doszliby najtwardsi kontynuatorzy polityki Milośevicia.

Test skuteczności

Nie umiem sensownie odpowiedzieć na pytanie: czy trzeba było uznawać niepodległość Kosowa czy nie. Niewątpliwie przyznanie Albańczykom niepodległości powstrzymało wybuch kolejnego konfliktu zbrojnego, ale jednocześnie zwiększyło możliwość wybuchu dziesiątek innych konfliktów na świecie. Z jednej strony uznanie Kosowa popycha Serbów w ramiona Rosji, z drugiej jednak przecina marzenia o Wielkiej Serbii i tworzy szansę, by Serbia w dzisiejszych granicach skoncentrowała się na modernizacji państwa, a nie na mrzonkach imperialnych. I tak dalej.

Na koniec zostawiłem jeden istotny - i też wcale niejednoznaczny - argument. Religię. W naturalny sposób patrzymy na konflikt serbsko-albański jako na starcie religijne. Chrześcijanie kontra muzułmanie. Kosowo jest drugim po Albami państwem europejskim opanowanym przez islam. Jeszcze nie-wojujący, ale kto wie. Osoby podróżujące po Albanii zauważyły obecność arabskich nauczycieli i szkół islamskich sponsorowanych przez kraje arabskie. Doświadczenie uczy, iż szkoły takie były wylęgarnią najbardziej radykalnego islamizmu. A w połączeniu z biedą islamizm szybko przeradza się w terroryzm. Europa jeszcze nie uporała się z faktem, iż Unia Europejska stała się organizacją z dużą grupą państw prawosławnych (Grecja, Rumunia, Cypr, Bułgaria), a tu do bram Europy zaczyna pukać islam. To jest istotne wyzwanie dla Zachodu.

Nie przyjmuję natomiast argumentacji, która pojawiła się w naszych mediach po uznaniu Kosowa przez Polskę - że oto zdradzamy braci Słowian. Pan-slawizm był zawsze ideologią przykrywającą rosyjskie dążenia imperialne i niczym innym. Słowiańskość Serbów nie ma tu nic do rzeczy.

Kosowo na długo będzie bólem głowy dla Europy i obciążeniem dla naszych kieszeni - bo tę dramatycznie biedną republikę przez dobre parę lat będziemy musieli utrzymywać. Skoro jednak stało się i uznaliśmy kosowską niepodległość, to wypada potraktować przyszłość Kosowa, które - wedle oficjalnych dokumentów UE - jest „państwem niepodległym pod kuratelą międzynarodową", jako test skuteczności Europy. A przede wszystkim musimy zadbać o to, by kosowscy Albańczycy podjęli próbę ułożenia sobie stosunków z chrześcijanami, w tym Serbami, na zasadach, które obowiązują w świecie zachodnim. Jeśli się to uda, to złe demony zostaną zamknięte ponownie w puszce Pandory. Jeśli nie, to okaże się, że polityka Zachodu nie jest zdolna do tego, co potrafił uczynić Aleksander Wielki. Gdy stanął przed sławnym węzłem gordyjskim, którego nikt przez stulecia nie umiał rozplatać, przeciął go jednym cięciem miecza. Uznanie niepodległości Kosowa było takim cięciem. Ale nie wiemy jeszcze, czy węzeł kosowski przestał istnieć.


opr. mg/mg



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: autonomia nacjonalizm islam Kosowo Serbia Serbowie Albania Albańczycy Słowianie muzułmanie konflikt etniczny separatyzm niepodległość Kosowa
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W