Kto pyta, nie błądzi... Dlaczego list abpa Gądeckiego wywołał taką furię w środowisku „postępowych” katolików?

List, który abp Stanisław Gądecki wysłał do Papieża Franciszka w związku z dalece problematycznymi tezami Niemieckiej Drogi Synodalnej wywołał niezwykle gwałtowną reakcję w środowisku polskich „postępowych” katolików. Jakie są powody?

„Z synowskim oddaniem i szacunkiem wobec apostolskiego urzędu Następcy św. Piotra, a jednocześnie z zatroskaniem i smutkiem wobec decyzji Niemieckiej Drogi Synodalnej, pragnę zwrócić uwagę Ojca Świętego na skrajnie niedopuszczalne i niekatolickie tezy Synodale Weg” - napisał 9 października 2023 r. abp Stanisław Gądecki w liście do papieża Franciszka.

Co tak zdenerwowało np. jezuitę o. Jacka Prusaka - związanego m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym” (katoprzybudówką „Gazety Wyborczej”) - zarzucającemu abp. Gądeckiemu w ordynarny sposób chęć „reformowania” papieża i straszącego go prokuraturą (odsyłam do wpisu na fb o. Prusaka)?

Na początek fakty, potem komentarz.

Deutsche Synodale Weg

Bliskość Niemiec, przenikanie się kultur i religijności - choćby poprzez migrację, media - sprawiają, iż wielu katolików w Polsce zaczęło pytać: „Skoro Kościół niemiecki aprobuje pewne zachowania, praktyki, dlaczego nie ma miejsca dla nich u nas? Czy istnieją dwa Kościoły?”. Nic zatem dziwnego, że odpowiedzią na narastający chaos stał się dokument polskiego hierarchy. Bardzo pokorny, napisany w duchu synowskiego oddania, bez dydaktyzmu czy prób nacisku na Ojca Świętego.

„Świadomość siły, która tkwi w prawdzie, ożywia moją nadzieję wobec trwającego synodu, by nie był on w żaden sposób zmanipulowany i wykorzystany do autoryzacji niemieckich tez, otwarcie sprzecznych z nauczaniem Kościoła katolickiego” - pisze arcybiskup poznański w liście do Franciszka. Zwraca uwagę na niepokojący fakt: próba naprawy Kościoła (w wymiarze lokalnym, ale też powszechnym) przyjęła kształt rewolucji obyczajowej i prawnej - „wydaje się, że nie byłaby to rewolucja ewangeliczna, lecz raczej inspirowana ideologiami lewicowo-liberalnymi”. Dotyka ona trzech zasadniczych tematów: zmiany ustroju Kościoła, zmiany nauczania na temat moralności seksualnej oraz udzielania kobietom święceń diakonatu i prezbiteratu. „Pierwsze jest warunkiem sine qua non realizacji kolejnych celów” - kontynuuje myśl przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Wedle kierunku Niemieckiej Drogi Synodalnej „Kościół powinien jak najbardziej upodobnić się do świata, który w swojej liberalno-demokratycznej wersji stanowi wzorzec humanizmu. Kościół rzeczywiście «docenia demokrację», ale tylko wówczas, gdy ufundowana jest ona na gruncie poprawnej koncepcji osoby”. Zwraca uwagę, iż  Synodale Weg domaga się, aby Kościół przyjął za swój ustrój polityczny dominujący dzisiaj na Zachodzie, wraz ze wszystkimi zasadami działania demokratycznej biurokracji. Poddaje w wątpliwość zasadę zgody (wg wielu Niemców jest to przymus, obowiązek!) na błogosławienie związków niesakramentalnych, w tym związków osób jednej płci i nowy dogmat, że „miłość usprawiedliwia wszystko i czyni wszystko dobrym”.

Błogosławieństwo zamiast nawrócenia?

Problematyczne jest to, że „za sprawą uzyskanego benedictio (a nie przez nawrócenie) ludzie chcą ustawić swoje życie w kierunku Boga, mimo iż ich działanie pozostaje sprzeczne z prawem Bożym” - pisze polski hierarcha. „Miłość nie wszystko usprawiedliwia i nie wszystko czyni dobrym. Zgodnie zaś z podejściem katolickim traktujemy z szacunkiem każdego człowieka, ale nie każdy ludzki wybór” - podkreśla. „Zdaniem Synodale Weg całe nauczanie Kościoła na temat gender powinno być gruntownie zmienione, gdyż nie odpowiada samorozumieniu osób transgender. Zawiera jedynie - jak mówią - kościelne «insynuacje». Żądanie obejmuje także reinterpretację Biblii, w tym Księgi Rodzaju 1,27.”

Niepokój budzi fakt, że niemieccy postulatorzy zmian w Kościele „wysuwają szereg praktycznych propozycji, poczynając od niezapisywania płci dziecka w metryce chrztu, możliwość zmiany imienia i płci w akcie chrztu, poprzez zapewnienie osobom transgender dostępu do sakramentów, w tym do kapłaństwa i do życia konsekrowanego, po obowiązek używania w Kościele niedyskryminującego języka i treningi dla duchownych, jak służyć osobom transgender. Wszystko w imię tzw. najnowszych osiągnięć nauk społecznych. Istnieje jednak ryzyko, że ustalenia naukowe, na które powołuje się Synodale Weg są błędne, podobnie jak w przypadku innej popularnej niegdyś teorii rasizmu”.

List kończy się nadzieją: „Jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski z synowskim oddaniem i szacunkiem wobec apostolskiego urzędu Następcy św. Piotra, a jednocześnie z zatroskaniem i smutkiem wobec decyzji Niemieckiej Drogi Synodalnej, pragnę zwrócić uwagę Ojca Świętego na te skrajnie niedopuszczalne i niekatolickie tezy Synodale Weg, ufając że depozyt apostolski, którego Stróżem i Powiernikiem jest Wasza Świątobliwość,  pozostanie nienaruszony. Świadomość siły, która tkwi w prawdzie, ożywia moją nadzieję wobec trwającego synodu, by nie był on w żaden sposób zmanipulowany i wykorzystany do autoryzacji niemieckich tez, otwarcie sprzecznych z nauczaniem Kościoła katolickiego”.

W momencie pisania niniejszego felietonu nie mamy odpowiedzi Franciszka.

Kto pyta, nie błądzi

- stanowi stare, mądre polskie porzekadło. Nie chodzi o „wkładanie kija w mrowisko”, a tym bardziej podważanie autorytetu papieża - to byłaby najgorsza (i najgłupsza) rzecz, jaka mogłaby się nam w niespokojnych czasach przytrafić. Tylko zjednoczony Kościół pokona kryzysy i nie utraci zdolności do dawania świadectwa. Problem w tym, że w ostatnich latach pojawiło się mnóstwo pytań bez odpowiedzi, dwuznaczności, często wychodzących wprost od samego Franciszka lub podległych mu dykasterii. Papież tłumaczy, że nie chodzi o to, by mieć pod ręką gotowce i tkwić w niewoli prawa, bo umniejszają one chrześcijańskiej godności i nie są adekwatne do problemów, złożoności życia, ale by nauczyć się ROZEZNAWAĆ w konkretnych sytuacjach - w oparciu o osąd sumienia (nawet jeśli jest on subiektywnie błędny), we współpracy, rzecz jasna, z Duchem Świętym. Tzn. umieć samodzielnie wybierać ewangeliczne rozwiązania.

Idea jest słuszna i piękna, bez wątpienia. Ale nie ma szans na realizację, jeśli powstanie aksjologiczny chaos, gdy Ewangelię zastąpimy psychologią, a czytanie znaków czasu - podlizywaniem się współczesnym „-izmom”, człowieka, a nie Pana Boga, stawiając w centrum. Kościół, z ustanowienia jego Założyciela, nie miał być niekoniecznym dodatkiem do zbawienia, jedną z wielu alternatywnych dróg. Jak pisze św. Paweł, jest on Mistycznym Ciałem Chrystusa, Chrystus jego Głową (vide: Kol 1,18, KKK 790n). W kościele jest pełnia środków do zbawienia, jak uczy sobór Watykański II. Dlaczego zatem mamy odrzucać jego służebną rolę?

Karierę robi dziś w świecie twierdzenie, że „każdy ma swoją prawdę”, nie istnieje jedna Prawda. Jeśli przeniknie ono do Kościoła (a to się już, niestety, dzieje) w postaci „apgrejdowanej doktryny”, nie będzie czego zbierać - nawet jeśli wszystko będzie się przypisywać Duchowi Świętemu.

Sztuką jest rozróżnić to, co stałe, od tego, co zmienne - wydaje się, że to jedno z kluczowych zadań, jakie postawili przed sobą uczestnicy spotkań synodalnych na wszystkich szczeblach. Takie intencje ma też papież Franciszek, który kocha Kościół i robi wszystko, by odnowić jego blask. Kto twierdzi inaczej, myli się. Niebezpieczeństwo jednak jest w tym, że wielu zwolenników liberalizacji chrześcijaństwa nie dostrzega wskazanej wyżej różnicy i zbyt łatwo „kasuje” niezmienne zasady, na których oparta jest Ewangelia, domagając się Kościoła 2.0 - bez Krzyża, bez niepasujących do współczesności elementów nauczania Jezusa, jak też pełnej afirmacji świata stwarzanego na nowo „na ludzki obraz i podobieństwo”. W świetle powyższych niepokojów trudno zatem odmówić zasadności listu abpa Gądeckiego i pytań tam postawionych.

Czekamy na odpowiedź papieża.

 

Echo Katolickie 47/2023

« 1 »

reklama

reklama

reklama