Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Bernard Gui

Księga inkwizycji

Podręcznik napisany przez inkwizytora Bernarda Gui

ISBN: 83-7097-941-6

wyd.: WAM 2006


Bernard Gui

Opat oczekiwał nas z obliczem pełnym troski. Trzymał w ręku jakiś list.

— Dostałem właśnie pismo od opata z Conques — zaczął z miejsca. — Donosi mi on, komu papież powierzył dowództwo nad francuskimi łucznikami i troskę o bezpieczeństwo swoich legatów. Nie jest to mąż wojenny ani dworzanin, a będzie jednocześnie członkiem papieskiej legacji.

— Osobliwa mieszanina różnych cnót — powiedział Wilhelm. — Któż to taki?

— Bernard Gui.

Wilhelm poderwał się jak oparzony i wykrzyknął w swoim ojczystym języku coś, czego ani ja, ani opat nie zrozumieliśmy, co być może było dla wszystkich z pożytkiem, gdyż słowo, które Wilhelm wykrzyknął, zasyczało dziwnie nieobyczajnie.

— Zgoła mi się to nie podoba — dodał szybko. — Bernard Gui był przez całe lata biczem na heretyków w Langwedocji i napisał Practica officii inquisitionis haereticae pravitatis — podręcznik dla tych wszystkich, którzy poczuwają się do obowiązku ścigania waldensów, beginów, braci wolnego ducha, fraticellich i dolcynian.

 

Umberto Eco, Imię róży. Dzień trzeci, nieszpory

Między główną postacią powieści Umberta Eco, franciszkaninem Wilhelmem z Baskerville, a inkwizytorem Bernardem Gui istnieje głęboka, subtelnymi środkami wyrażana wrogość. Gdy Wilhelm rozsupłuje zagadkę morderstw dokonywanych w ustronnym opactwie benedyktyńskim w Apeninach, wykazując przy tym przenikliwość, opanowanie i doświadczenie życiowe, a przy tej okazji odsłania diabelnie dobrze strzeżoną tajemnicę klasztornej biblioteki, jego antagonista poluje niezmordowanie na nieszczęsne wiejskie dziewczęta, w których dopatruje się towarzyszek diabła, każe torturować mnichów naznaczonych piętnem swojej przeszłości i zastawia retoryczne pułapki na opornych franciszkanów. A wszystko to czyni z bezlitosnym fanatyzmem, chłodnym profesjonalizmem i w duchu tępego biurokratyzmu. Tak więc w oczach autora Imienia róży Bernard Gui jawi się w nienajlepszym świetle.

Zupełnie inaczej postrzegali go jego konfratrzy. Cieszyłoby ich, gdyby w jego osobie jeszcze jeden zasłużony dominikanin dostąpił kanonizacji. Wszak Bernardowi przypisywano kilka cudownych uzdrowień, sprawionych już za jego życia, ale także po śmierci; mówiono też, że krótko po śmierci zjawił się.

Jaka historyczna osobowość kryje się za postacią tego zakonnika, w którym jedni widzą „bicz na kacerzy”, inni zaś świętego?

Dzięki wysokiemu autorytetowi, jakim Bernard Gui cieszył się w zakonie dominikańskim i jako lojalny człowiek Kościoła, mamy dobrze udokumentowane informacje, kiedy i jakie pełnił on funkcje czy też sprawował urzędy. O nim jako osobie wiadomo natomiast stosunkowo mało, co wszakże w odniesieniu do ówczesnych czasów nie jest niczym szczególnie dziwnym.

Nie wiadomo, z jakiej warstwy społecznej się wywodził. Jego imię: Bernard Gui czy Guidon, nie przesądza też tego, czy jego rodzina nie należała na przykład do drobnej szlachty południowofrancuskiej. Używanie łacińskiej wersji jego imienia, a mianowicie Bernardus Guidonis, było w przypadku duchownego i uczonego czymś zupełnie normalnym.

Bernard Gui urodził się w roku 1261 lub 1262 w Royere, małej miejscowości na południe od La Roche-l'Abeille, w diecezji Limoges. O jego rodzicach nie ma żadnych informacji. Wiadomo tylko, że wuj Bernarda, Bertrand Auterii, był księdzem i żywił wielki szacunek dla franciszkanów. Pozostawił on Bernardowi pewną sumę pieniędzy, za które ten miał sobie kupić książki.

Między rokiem 1266 a 1275 Bernard Gui wstąpił do klasztoru dominikanów w Limoges i otrzymał tam jako nowicjusz tonsurę od byłego biskupa Périgueux, Piotra de Saint-Astier. Dzień 16 września 1280 roku pozostał dla Bernarda jednym z najważniejszych w jego życiu. W dniu tym złożył on wieczyste śluby zakonne — na ręce znanego wówczas i cieszącego się znacznym szacunkiem dominikanina Szczepana de Salanhac, który był zarazem wybitnym uczonym.

Po wykształceniu podstawowym w klasztorze, którego nabył w czasie swego nowicjatu, uznano, że jest zdolny do tego, by dalej studiować i wstąpić na drogę kariery zakonnego uczonego. Rozpoczął, jak było podówczas w zwyczaju, od studium podstawowego obejmującego logikę i nauki przyrodnicze, w swoim klasztorze w Limoges. Następnie zmienił miejsce studiów i poświęcił się w Bordeaux filozofii. Główny przedmiot tej dyscypliny stanowił zapewne Arystoteles oraz aktualne komentarze wielkich dominikańskich uczonych: Alberta Wielkiego i Tomasza z Akwinu, którzy uznali filozofię arystotelesowską za obowiązującą dla kształcenia dominikanów. Trzecią część swej edukacji, studium teologii, odbył Bernard znowu w klasztorze w Limoges, który dysponował bardzo dobrymi nauczycielami i bogatym księgozbiorem. W tym czasie pogłębiał swoje studia biblijne i czytał zbiór sentencji Piotra Lombarda z należącymi do nich komentarzami, i prawdopodobnie także jego kompendium dogmatyki, które aż po późne średniowiecze uchodziło za absolutnie miarodajne. Dla dominikanów obowiązujące było studium teologii. Wszyscy bracia musieli słuchać wykładów z tej dziedziny, i każdy klasztor miał przynajmniej jednego nauczyciela, który mógł wykładać teologię. To, co wykraczało ponadto, było zastrzeżone dla młodych braci, którym zamierzano powierzyć później odpowiedzialne stanowiska w zakonie. Bernard Gui odbywał takie dodatkowe studia w ciągu dwóch do trzech lat, w latach 1289-1291, w klasztorze w Montpellier, będącym czymś w rodzaju elitarnej szkoły dla przyszłych kadr kierowniczych południowofrancuskich dominikanów. Tamtejszy zakon utrzymywał ośrodek dydaktyczny, gdzie nauczali najlepsi wykładowcy, z których niektórzy byli nawet profesorami uniwersytetu paryskiego. Jak się wydaje, Bernard Gui doszedł w trakcie tych studiów do granic swych możliwości akademickich; w każdym razie nie należał do dominikańskiej młodej kadry naukowej, którą dla dokończenia studiów wysyłano na uniwersytet do Paryża.

Zakonni przełożeni Bernarda najwyraźniej uznali, że jego zasadnicze zdolności predestynują go raczej do stanowisk w sferze organizacyjnej i administracyjnej oraz do przekazywania swej wiedzy współbraciom. Tak więc już w latach 1284-1285 pełnił on funkcję lektora, to znaczy nauczyciela czy też wykładowcy teologii w Brive, po czym w latach 1291-1292 ustanowiono go sublektorem w jego klasztorze macierzystym w Limoges. Nie była to bynajmniej degradacja, rzecz polegała bowiem jedynie na różnicy tych klasztorów pod względem wielkości i znaczenia. Gdy w konwentach mniejszych i uboższych funkcję lektora spełniał często jako dodatkową przeor, to konwenty ważniejsze, jak ten w Limoges, miały urząd lektora i sublektora.

Następnie był przez dwa lata lektorem w klasztorze dominikańskim w Albi, w roku 1294 został powołany jako lektor do Carcassonne, jednocześnie zaś w wieku zaledwie trzydziestu trzech lat wybrany przeorem w Albi. Urząd ten sprawował przez okres trzech lat, mając w tym czasie również wykłady. Potem odbył kolejne trzyletnie kadencje jako przeor klasztorów dominikańskich w Carcassonne i Castres. W obu tych konwentach był przez parę lat nie tylko przeorem, ale też lektorem. Wreszcie w roku 1305 został przeorem swego klasztoru macierzystego w Limoges.

Bernard Gui zdaje się w pełni odpowiadać ideałowi dominikanina: jest człowiekiem posłusznym Bogu i przełożonym zakonnym, świadomym swej odpowiedzialności i pełniącym z zaangażowaniem wyznaczone sobie urzędy i funkcje — podporą zakonu, zwłaszcza w dziedzinie zadań administracyjnych i organizacyjnych. Jego kariera w ramach hierarchii zakonnej przebiegała gładko i płynnie. Było u dominikanów powszechnym zwyczajem, że członkowie przyszłej kadry kierowniczej w wieku mniej więcej trzydziestu lat kończyli studia i obejmowali pierwszą funkcję lektora czy sublektora. Około trzydziestego piątego roku życia otrzymywali po raz pierwszy urząd przeora, który pełnili w jednym konwencie średnio przez rok do maksymalnie trzech lat, po czym byli mianowani przeorem w innym klasztorze. W ten sposób normalnie przez połowę swego życia piastowali odpowiedzialne stanowiska w zakonie, aż wreszcie w wieku 60-70 lat ustępowali z urzędów i dokonywali żywota w klasztorze. Marzeniem brata-kaznodziei, jak również nazywali siebie dominikanie, było umrzeć w trakcie kazania. Bernard Gui nie zakończył wprawdzie życia na ambonie ani na katedrze, ale dane mu było jeszcze obchodzić 50. rocznicę swej profesji: w roku 1330 odnowił swoje śluby zakonne w ówczesnej siedzibie papieża w Awinionie, składając je na ręce mistrza generalnego Barnaby z Verceil. Dnia 30 grudnia 1331 roku w wieku około siedemdziesięciu lat zmarł na zamku Lauroux w diecezji Lodéve i został pochowany w kościele dominikańskim w Limoges.

W noc jego śmierci przeor klasztoru dominikanów w Limoges miał widzenie. Będąc zatopionym w modlitwie, ujrzał niezwykle jasne światło, które wychodziło z miejsca przeora, przecinało stalle i wznosiło się ku głównemu ołtarzowi, aby nagle zniknąć. Uznano potem, że światło to było odchodzącą do Boga duszą Bernarda Gui, zasłużonego współbrata i przełożonego klasztoru w Limoges.

Chociaż dominikanie i franciszkanie powstali jako zakony żebracze, to jednak samowiedza i misja dominikanów pozostawały w pierwszym rzędzie pod znakiem ich działalności kaznodziejskiej i nauczającej. Głębokie i traktowane z dużym zaangażowaniem studium odgrywało u nich ważną rolę. Dlatego trudno się dziwić, że awangarda średniowiecznej filozofii i teologii — np. Albert Wielki, słynny znawca filozofii Arystotelesa, scholastyk Tomasz z Akwinu i mistyk Mistrz Eckhart, Henryk Suzo i Jan Tauler — wywodziła się z tego właśnie zakonu. Co prawda część pism Mistrza Eckharta była przedmiotem wielkich kontrowersji, tak że kwestionowali je i odrzucali jego konfratrzy pozostający w służbie inkwizycji. W przeciwieństwie do kontrowersyjnej gałęzi franciszkanów zakon dominikański był zawsze wiernie oddany papieżowi, co predestynowało jego członków do pełnienia funkcji papieskich wysłańców — legatów. Poza tym zwłaszcza w południowofrancuskiej prowincji tego zakonu żyła nadal tradycja, zapoczątkowana przez braci w samych jego początkach, a mianowicie dziejopisarstwo. Obie te dziedziny odgrywają w dalszej biografii Bernarda Gui dużą rolę.

 

Legat papieski

Dnia 29 stycznia 1317 roku papież Jan XXII wysłał Bernarda Gui i jego konfratra Bertranda de la Tour jako swych legatów do górnej Italii, aby doprowadzili do zawarcia pokoju między północnymi Włochami a Toskanią, co im się jednak nie udało. Zapowiadali oni wprawdzie wielokrotnie zawieszenie broni, do którego rzeczywiście doszło w kwietniu 1318 roku w Asti, ale konflikt nie został przez to rozwiązany i starcia zbrojne trwały pomimo to nadal. Wiosną 1318 roku Gui i de la Tour, nie załatwiwszy zleconej sobie sprawy, powrócili do siedziby papieża w Awinionie. Bernard wykorzystał pobyt w Italii dla odwiedzenia bibliotek w Bolonii, Weronie i Reggio, gdzie przypuszczalnie wertował pilnie znajdujące się tam rękopisy.

Również podczas swojej następnej podróży w papieskiej misji miał dosyć okazji do zapoznania się z najznakomitszymi ówczesnymi bibliotekami w Paryżu. On i Bertrand de la Tour otrzymali 21 września 1318 roku zadanie mediacji w sporze między królem francuskim a księciem Flandrii. Rokowania odbywały się w Paryżu i Compiegne i już 11 października zostały uroczyście zakończone w klasztorze Royallieu zawarciem układu pokojowego. Ale i tutaj sukces nie był długotrwały. Poza tymi dwiema misjami Bernarda Gui jako legata papieskiego o żadnych dalszych nic nie wiadomo. Niemniej bywał on często na dworze papieskim w Awinionie, a to jako generalny prokurator zakonu dominikanów. Urząd ten sprawował od roku 1316 do około 1320 i z tego też tytułu uczestniczył w procesie kanonizacyjnym Tomasza z Akwinu. W roku 1320 wydał aktualny wykaz dzieł Tomasza i uzupełnił jego Biografię, którą zaczął pisać już w roku 1318 i która oparta jest na zbiorze Wilhelma de Tocco. Impulsem do jej opracowania była uroczysta kanonizacja Tomasza z Akwinu w dniu 18 lipca 1323 roku, przy którym to akcie Bernard Gui według wszelkiego prawdopodobieństwa był obecny.

 

Biskup

Dnia 26 sierpnia 1323 roku papież Jan XXII mianował Bernarda Gui biskupem diecezji Túy w Galicii. Warto jednak zauważyć, że tak lojalny skądinąd dominikanin podjął się tego nowego zadania z dużym wahaniem. Nie jest nawet pewne, czy kiedykolwiek odwiedził swoją diecezję. W każdym razie papież, któremu na krótko przedtem wręczył on dwie pierwsze części swego dzieła Speculum sanctorale, przenosi go latem 1324 roku do nowej diecezji, a mianowicie do Lodéve w Sewennach. Już w kilka tygodni później, 7 października, Gui odbywa uroczysty ingres w Lodéve, a wkrótce potem, mając bądź co bądź ponad sześćdziesiąt lat, przeprowadza w samym środku zimy wizytację pasterską. W niedzielę 24 marca następnego roku przyjmuje uroczystą przysięgę na wierność wszystkich 942 dorosłych mieszkańców płci męskiej Lodéve.

Jako biskup, Bernard bronił swoich praw wobec króla, publikując na przykład w październiku 1325 roku Statuty synodalne i zwracając uwagę na to, by wszyscy jego wasale okazywali mu należny respekt. Poza tym zebrał w pięciu tomach wszystkie prawa biskupa diecezji Lodéve. Pięć lat po swoim pierwszym osobistym wystąpieniu w siedzibie swego biskupstwa przeprowadził w roku 1330 drugą wizytację pasterską. Należy przypuszczać, że również jako biskup baczył pilnie na prawowierność swojej diecezji, gdzie dwa lata przed objęciem przez niego rządów pojawili się begini.

 

Dziejopis

Wykazując, jak się zdaje, mniej zainteresowania swoją działalnością dydaktyczną i problemami teologicznymi, był Bernard Gui zapalonym historykiem. Od czasu pełnienia funkcji przeora w Albi w roku 1297 zbierał dokumenty, mając zamiar napisać historię zakonu dominikanów. Na krótko przed świętami Bożego Narodzenia 1304 roku przedstawił gotowy zbiór swemu najwyższemu przełożonemu w zakonie, mistrzowi zakonu kaznodziejskiego. Zwłaszcza jego konfratrzy uznali, że jest to najwspanialsze dzieło historyczne, jakie kiedykolwiek zostało napisane o dominikanach.

Dnia 26 grudnia 1307 roku Gui posłał dominikankom w Prouille swoje opracowanie „sławnych dziejów” ich klasztoru, założonego sto lat wcześniej jako pierwszy konwent żeński przez samego św. Dominika.

Mniej więcej w tym samym czasie zaczął zbierać materiały do historii powszechnej, która miała obejmować okres od narodzenia Chrystusa do czasów współczesnych. Już w roku 1311 przystąpił do wydawania tego dzieła, które nosi tytuł Flores chronicorum, a w roku 1316 przedstawił je mistrzowi swego zakonu. W ciągu następnych 15 lat, jeszcze nawet na kilka miesięcy przed śmiercią, nieustannie je jednak uzupełniał i poprawiał. Również drugie swoje wielkie dzieło historyczne uzupełniał jeszcze krótko przed śmiercią. Jest to wykaz papieży i cesarzy oraz wykaz, kronika i drzewo genealogiczne królów francuskich. Pomimo szerokiego zakresu treściowego swoich dzieł potrafił Bernard Gui przedstawiać poszczególne tematy zwięźle i trafnie. Pod względem układu informacyjnego prace te odpowiadają ponadto najnowszym ówczesnym standardom: każde z nich zawiera alfabetyczny spis haseł, co zaczynało przyjmować się jako zwyczaj dopiero w pierwszej połowie XIV wieku. Jego dzieła historyczne cieszyły się zapewne niezwykłą popularnością, co można łatwo poznać po liczbie zachowanych rękopisów. Flores chronicorum zachowało się w 48 rękopisach, praca na temat królów francuskich — w 50. Jak się wydaje, Flores chronicorum były czymś w rodzaju średniowiecznego bestsellera: pewien franciszkanin z Lubeki posiadał już w roku 1325 ich rękopis, który poznał i nauczył się cenić podczas swoich studiów w Paryżu, a później przywiózł go ze sobą do północnych Niemiec. Jeśli się zważy, ile trudu wymagało sporządzenie rękopisu i jak stosownie do tego był on kosztowny, fakt ten zasługuje na szczególną uwagę. A to tym bardziej, że sam Bernard Gui nie był nigdy wykładowcą czy profesorem w Paryżu, lecz niemal całe swoje życie spędził w południowofrancuskich klasztorach dominikańskich. Fakt, że jego dzieła w ciągu tak krótkiego czasu stały się znane poza obszarem południowej Francji, świadczy jednak również o tym, że musiała istnieć dość rozbudowana i dobrze funkcjonująca sieć dystrybucji literatury dominikańskiej poprzez biblioteki klasztorne w większych miastach.

Na temat dziejów lokalnych i dziejów zakonu napisał Bernard Gui jeszcze cały szereg mniejszych prac historycznych, jak na przykład wykaz biskupów diecezji Limoges (1315) i Tuluzy (1313), który zachował się w 22 rękopisach. Zachęcony przez swego mistrza zakonu, zabrał się wreszcie do napisania dzieła Speculum sanctorale, będącego kontynuacją tradycji słynnej Złotej legendy Jakuba de Voragine. Sporządził czteroczęściowy zbiór żywotów świętych w królestwie Francji ze szczególnym uwzględnieniem świętych swojej prowincji zakonnej. Dwie pierwsze części tego „Zwierciadła świętych”, które poświęcił papieżowi Janowi XXII, były gotowe w roku 1324, a pięć lat później zakończona została całość dzieła. W charakterze jakby „wprawki” ułożył Gui w roku 1316 zestawienie świętych diecezji Limoges.

 

 

Inkwizytor i autor Practica

Kiedy Bernard Gui między rokiem 1309 a 1323/25 opracowywał i wydawał swój podręcznik inkwizycji — Practica (officii) inquisitionis haereticae pravitatis [Sprawowanie (urzędu) badania heretyckiej nieprawości] — miał już odpowiednie doświadczenie jako dziejopis i autor. Umiejętność trafnego formułowania myśli, jaką odznaczały się jego dzieła historyczne, znamionuje też jego podręcznik inkwizycji. Został on napisany wyłącznie dla inkwizytorów, aby ułatwić im prowadzenie śledztwa. Bernard Gui znakomicie opanował metodę procesu inkwizycyjnego. Prezentuje dobrze i dokładnie sposób postępowania i świadomie waży słowa i sformułowania — zwłaszcza tam, gdzie chodzi o sprawy zasadnicze, jak na przykład, czy zastosowane sankcje mają charakter pokuty, czy też kary.

Ponieważ w czasie, kiedy Bernard Gui był inkwizytorem, rozwój procesu inkwizycyjnego by już od szeregu dziesięcioleci zakończony, przeto w ciągu tych 12-15 lat, w których Practica powstawała, nic istotnego nie uległo zmianie. Przy wyborze tematów i prezentacji herezji podręcznik uwzględnia przede wszystkim sytuację w południowej Francji. Długoletnie doświadczenia Bernarda Gui jako inkwizytora, przede wszystkim w diecezji Tuluza, niegdyś osławionym „gnieździe kacerstwa”, znajdują tu szerokie odzwierciedlenie.

Konstrukcja poszczególnych rozdziałów wykazuje w zasadzie zawsze ten sam schemat. Najpierw przedstawione są błędne nauki danej sekty i sposób życia jej członków. Gui daje przy tym swoim kolegom inkwizytorom do ręki kryteria i cechy, pozwalające rozróżniać poszczególne grupy heretyckie i demaskować kacerzy. W odróżnieniu od sztywnego schematu przesłuchiwania i zadawania pytań różnicuje swoje zalecenia co do sposobu postępowania inkwizytora w trakcie indywidualnego przesłuchania. Stosownie do rodzaju sekty zestawia specjalne pytania, objaśnia, za pomocą jakich sugestywnych czy podchwytliwych pytań należy przycisnąć heretyka do muru, tak by inkwizytor nawet w konfrontacji z przebiegłymi i upartymi delikwentami, zręcznie posługującymi się sztuką retoryczną, mógł uzyskać nad nimi przewagę. Dla zorientowania się, czy skruszony heretyk, który gotów jest wyrzec się herezji, czyni to tylko dlatego, aby ratować głowę, czy też rzeczywiście żałuje swej winy, zaleca Gui inkwizytorowi zróżnicowane sposoby postępowania i psychologiczne wyczucie. Trzeba rozpoznawać i udaremniać zwodnicze manewry kacerzy, bowiem Kościół musi się strzec „wilków w owczej skórze”. Dlatego jego przedstawiciele są obowiązani badać niezwykle skrupulatnie sumienie podsądnego i dokładać wszelkiej staranności, tam gdzie chodzi o zgłębienie „wewnętrznej prawdy” zeznania.

Bernard Gui kreśli obraz wygadanych i kutych na cztery nogi heretyków, którzy usiłują wywieść inkwizytora w pole. Aby się z nimi uporać, konieczna jest najwyższa czujność i jak najdokładniejsza znajomość ich poglądów, rytuałów, nakazów i zakazów, przede wszystkim zaś ich „wykrętów”. Dlatego też formuły wyrzeczenia się herezji są ujęte indywidualnie dla każdej poszczególnej sekty czy grupy kacerzy. Żaden heretyk nie powinien móc się „wykręcić”.

16 stycznia 1307 roku Bernard Gui został po raz pierwszy mianowany inkwizytorem Tuluzy. Oficjalnie począł jednak pełnić tę funkcję dopiero w dobry rok później, a mianowicie 3 marca 1308. Tego dnia odbył w katedrze tuluskiej jako inkwizytor swój pierwszy wielki „sermo*, w którego trakcie wydane zostały ostateczne wyroki na heretyków oraz tych, których o herezję podejrzewano. Dla pierwszego okresu jego urzędowania jako inkwizytora (1307/08-1316) poświadczonych jest łącznie dziewięć sermones, w których wydał on 536 wyroków. Dnia 11 września Gui przekazał oficjalnie swój urząd przeorowi dominikanów w Carcassonne, wydaje się jednak, że działał jeszcze sporadycznie jako inkwizytor. W tym pierwszym okresie urzędowania mógł odnotować jeden ze swych największych sukcesów, kiedy on i jego kolega Geoffrey d'Ablis ogłosili wyrok przeciwko katarowi Peire Autierowi. W osobie owego Peire Autiera wpadła im mianowicie w sieć prawdziwie „gruba ryba”. Wraz ze swym bratem Guilhelmem człowiek ten w wyniku dziesięcioletniej intensywnej działalności misyjnej zapewnił zagrożonemu rozpadem ruchowi katarów w południowej Francji ostatni okres rozkwitu.

Po upływie trzech lat, w ciągu których Bernard Gui nie przeprowadził w Tuluzie żadnego procesu inkwizycyjnego, wznowił on we wrześniu 1319 roku swoją działalność na tym polu. Teraz jednak zakres jego sądowej właściwości obejmował nie tylko Tuluzę, lecz także Albi, Carcassonne i Pamiers. Działał on w tym swoim okręgu niezmordowanie. W samym tylko okresie jesieni 1319 roku odbył trzy sermones, na których ogłosił 164 wyroki. W odniesieniu do lat 1321-1323 znanych jest ogółem sześć sermones, na których orzekał 230 razy. Jego ostatni sermo jest udokumentowany w dniu 13 lipca 1323 roku. Prawdopodobnie jednak pełnił on ten urząd jeszcze rok dłużej, ponieważ jego następca został mianowany dopiero 24 lipca 1324 roku.

opr. aw/aw



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Żydzi Umberto Eco magia inkwizycja dominikanin zabobony Katarzy Waldensi heretycy manichejczycy Bernard Gui Pseudoapostołowie Begini proces inkwizycyjny Imię róży kacerze
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W