Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Szmonces

Biblia zawiera wiele przypowieści, w których są mądrości trudne do wyrażenia w innej formie. Epizody o synu marnotrawnym, robotnikach z winnicy czy zakopanych talentach przełożone na język abstrakcyjnych sądów nie działałyby na wyobraźnię i nie zapadałyby w pamięć. Jako historie z życia wzięte, przez wiele wieków docierają do ludzi o różnej kulturze i na różnym etapie rozwoju.

W społeczeństwie rolę podobną do przypowieści pełnią niektóre anegdoty. Obok dowcipu zawartego w poincie często występuje w żartach jakaś mądrość i z łatwością czynimy do niej odwołanie.

Najwięcej mądrości wydaje się zawierać zanikła już u nas tradycja żydowska. Mądrość żydowskich przypowieści, a nawet trywialnych szmoncesów opisuje przeróżne zjawiska i procesy, dla których bardzo trudno znaleźć wyraz w języku abstrakcji.

Jedną z ulubionych przeze mnie żydowskich przypowieści jest ta o rabinie i kozie. Wydaje się, że znają ją całe pokolenia, zarówno żydów jak i gojów, na wszelki jednak wypadek na użytek ludzi bardzo młodych przypomnę: Jest nieszczęśliwy żyd i jest rabin. Nieszczęśliwiec przychodzi po radę do rabina skarżąc się, że jego życie w ubóstwie i ciasnocie z całą liczną rodziną stłoczoną na niewielkiej przestrzeni stało się nie do zniesienia. Rabin na to radzi nieszczęsnemu, żeby sobie kupił kozę. Żyd wykonuje polecenie rabina i po pewnym czasie wraca mówiąc, że teraz życie stało się zupełnie nie do wytrzymania. Rabin każe mu sprzedać kozę. Wreszcie nieszczęśnik donosi z ulgą, że życie znów nabrało dlań blasku.

Mam wielką ochotę przymierzyć mądrość tej anegdoty do procesów naszej integracji, choć rozumiem, że z wielką łatwością można przypisać temu porównaniu intencje, których nie podzielam. Czekaliśmy na zamknięcie negocjacji w nerwach, czy aby uda nam się zdążyć, czy nie wypadniemy z listy. Udało się, jest traktat. Wcześniej groziło nam niepowodzenie przy referendum w Irlandii. Ulga, niebezpieczeństwo minęło. Chwila nerwów, czy parlament europejski uchwali rzeczywiście. Teraz mamy w perspektywie referendum i tu wydaje się, że zagrożenie naszych interesów jest realne, szczególnie jeśli frekwencja zawiedzie, ale powiedzmy, że i to referendum minie. Będą nerwy o ratyfikację układu w krajach Piętnastki. I w końcu miejmy nadzieję, że wszystko to przeminie i obudzimy się bez lęku, będzie lepiej, a naprawdę zupełnie tak samo, tyle że po akcesji szanse na rozwiązanie wielu naszych problemów mocno wzrosną, ale przecież nic samo z siebie nie będzie rozwiązane. Do Unii nie wystarczy przecież wstąpić, trzeba wygrać to nasze wstąpienie, a to będzie się odbywało na drodze mozolnych małych kroków.

W inteligenckim piśmie, jakim jest „Polityka”, myślę, że mogę sobie pozwolić na odrobinę prounijnego sceptycyzmu, bo wiem, że dla dobra referendum politycy muszą w interesie kraju rozbudzać przesadne nadzieje, a potem przyjdzie nam tłumaczyć ludziom, że akcesja to nie jakiś koniec, tylko dopiero początek. Na razie jeżdżę po kraju i spotykam różnych ludzi, których staram się przekonywać, że do referendum trzeba pójść i głosować (oczywiście głosować na tak). A potem, po głosowaniu, nie trzeba oczekiwać, że stanie się jakiś cud, tylko pracować na to, by wygrać zdobytą szansę.

Przy okazji spotkań mam okazję spojrzeć na rzeczywistość z daleka od metropolii i odkrywam klimaty nieznane, takie, w których istnienie w Warszawie nie umiem uwierzyć. W jednym z byłych miast wojewódzkich w rozwiniętym rejonie Polski działacze akcji katolickiej zakwestionowali publicznie moje prawo do wypowiadania się o sprawach polskich, ponieważ moje nazwisko ma cudzoziemskie brzmienie. Nie tak dawno odbierając nagrodę za wkład we wzajemne zrozumienie narodów Polski i Rosji od ministra spraw zagranicznych Iwanowa powiedziałem, że Polaków i Rosjan często zbliża wspólne słowiańskie pochodzenie, co mnie osobiście nie dotyczy, bo nie czuję się w pełni Słowianinem (skądinąd minister Iwanow też nim nie jest). W byłym wojewódzkim mieście za to samo zostałem napiętnowany, a tymczasem w sprawach integracji rzeczywiście otwiera się wybór, czy stawiamy na pierwszym planie naszą łacińską tożsamość i włączamy się w zachodnią Europę jako duchową ojczyznę, czy też bliższe są nam etniczne związki z potężnym wschodnim sąsiadem. Jeśli nie znajdziemy się w Unii, to jest obawa, że w Polsce średnie emerytury będą takie jak na Ukrainie albo na Białorusi. Nie więcej niż trzysta czy czterysta złotych. Skąd wziąłem te liczby? Z głowy, podobnie jak ci, którzy twierdzą, że po wstąpieniu do Unii w Polsce niebotycznie wzrosną ceny produktów żywnościowych, które już dziś bywają wyższe niż w zachodniej Europie.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa tradycja wartości polityka Biblia film Kościół wiara Bóg felieton Ewangelia reżyser Dobra Nowina integracja Zanussi przypowieści anegdoty
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W