Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Herbatka u Putina

Powodowany nostalgią, często, kiedy przebywam poza krajem w różnych hotelach, łapię w sieci kablowej telewizję Polonia, a w niej różne ciekawe powtórki z programu. W ten sposób trafiłem niedawno na spektakl Teatru TV reżyserowany przez Janusza Morgensterna pod wdzięcznym tytułem „Herbatka u Stalina”. Nie spotkałem wcześniej tego tekstu i z wielkim rozbawieniem znalazłem w nim jadowity portret lewicowego intelektualisty, jakim był Bernard Shaw. Jego miażdżącym przeciwnikiem okazuje się w sztuce Józef Wissarionowicz Stalin, który przyjmując hołdy pisarza głęboko nim pogardza, widząc jego sprzedajność oraz pychę. (Role panów Holoubka i Gajosa są świadectwem europejskiej klasy, na jaką czasami wznosi się jeszcze nasz teatr). Oglądając „Herbatkę” w Hamburgu nie spodziewałem się, że tydzień później sam znajdę się w tym samym miejscu, w którym rozgrywa się sztuka, i co więcej, że znajdę się w sytuacji dość podobnej do tej, jaka w niej ukazana.

Na zakończenie moskiewskiego festiwalu filmowego pan Putin zaprosił kilkunastu gości na obiad zakończony kawą lub herbatą. Analogia między Putinem a Stalinem jest kulawa, bo i czasy, i system zmieniły się bardzo głęboko. Identyczne pozostało miejsce, którym jest budynek na Kremlu położony blisko Bramy Spasskiej, odgrywający w historii jakąś trzeciorzędną rolę. Dopiero po przeniesieniu stolicy z Petersburga stał się miejscem, z którego rządził Rosją najpierw Lenin, a potem Stalin. Dziś cały budynek uległ radykalnej metamorfozie. Za prezydenta Jelcyna przebudowano go w stylu nawiązującym do carskiego Petersburga, czyli stworzono fantazyjny ciąg wnętrz klasycystycznych, na tyle nieautentycznych, że przywodzą na myśl raczej nowy hotel Hiltona niż historyczny zabytek. W pałacowej scenerii pamięć surowych stalinowskich wnętrz wydaje się jakimś odwróceniem chronologii: dziewiętnastowieczny klasycyzm zamiast poprzedzać, następuje po nowoczesności, nawiązującej niegdyś do Bauhausu.

Zatrzymałem się dłużej przy architekturze, bo to, mimo woli piszącego, będzie aluzją do sztuki, którą wspomniałem na początku. Artyści w spotkaniu z władzą. Kilkoro rosyjskich kolegów, wśród nich Nikita Michałkow, kirgiski pisarz Czyngis Ajtmatow, amerykańscy aktorzy Harvey Keitel i Jacqueline Bisset, reżyser Ralf Rafaelson i z Polski nas aż dwóch, czyli pan Kawalerowicz i ja. (Wymieniam tylko tych, którzy odezwali się choćby jednym słowem w trakcie dwugodzinnego obiadu). Było jeszcze czworo czy pięcioro milczących uczestników: majestat władzy i powaga Kremla mają paraliżującą siłę. Posadzony obok gospodarza pozwoliłem sobie pospieszyć z zapewnieniem, że nie mam zupełnie nic do załatwienia i że miałem już kiedyś podobną rozmowę z panią Indirą Gandhi, która podejmując nas na festiwalu w Delhi zatrzymała się dłużej z małą grupką osób — w której byłem — i przegadała z nami chyba pół godziny, a kiedy nieśmiało ktoś z nas zwrócił uwagę, że monopolizujemy ją ze stratą dla pozostałych gości, odparła, że zdaje sobie z tego sprawę, ale ona wśród nas odpoczywa, bo jesteśmy tak zupełnie bez znaczenia (w oryginale padło słowo „unimportant”). Pan Putin w swoim toaście powtórzył moją anegdotę tłumacząc, że artyści bywają czasem kimś znaczącym, kiedy kształtują ludzką świadomość, ale przyznał, że to mało komu się udaje i cytował rewolucyjne hasło: „Dziś nikim, jutro wszystkim my”. Reszta żywej rozmowy przy stole dotyczyła zagrożeń naszej cywilizacji i tu liberalna Jacqueline Bisset domagała się perswazji i dialogu, a wychowany przez piechotę morską Harvey Keitel popierał prezydenta w twierdzeniu, że z szaleństwem zazwyczaj niemożliwy jest dialog i że przed zagrożeniem ze strony ludzi szalonych broni nas tylko siła.

Trudno mi skończyć tę krótką relację nie po wracając do Shawa, który nie skorzystał z okazji, żeby załatwić u Stalina jakąś sprawę konkretnej prześladowanej osoby. Czy u potężnego prezydenta można było wstawić się w czyjejś sprawie, czy sprzeciwić jakiemuś mniemaniu? Jacqueline Bisset rozmawiała o Czeczenii i — jak się można spodziewać — otrzymała przekonujące rozumne wytłumaczenie, które można podważyć tylko wtedy, jeśli zakwestionuje się fakty. A o faktach, jak wiadomo, nie wypada w dobrym towarzystwie dyskutować, bo one są albo ich nie ma (a ustalić je można tylko w sądzie). O wolności opinii publicznej można rozmawiać do woli przeciwstawiając interes zbiorowy i poczucie odpowiedzialności egoistycznym ambicjom jednostek. Świat, który jest zagrożony, wymaga konsolidacji, a ta powinna nastąpić na bazie wspólnie wyznawanych wartości. Czy te można narzucić siłą? Jak widzi to człowiek dumny ze swej przynależności do organów, które ponoszą winę za to, że rozbito związki międzyludzkie tylko po to, żeby było łatwiej rządzić? Mówiliśmy o tym chwilę przy herbacie, kiedy dawno minął czas zakończenia obiadu i mogę zaświadczyć, że to wszystko było ogromnie ciekawe, ale w felietonie na więcej nie ma miejsca, a poza tym nie o wszystkim z tego, co było zasłyszane, można się dzielić bez upoważnienia, jeśli chce się liczyć na to, że się będzie zapraszanym dalej.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa kultura polityka ekonomia literatura Rosja konflikt felieton książka Stalin Putin kłótnie Zanussi pokolenie spory Shaw
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W