Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Błogosławiona wina

Emerytowany izraelski dyplomata opowiada, jak w czasie wojny po wejściu bolszewików do Lwowa zdołał się ukryć przed enkawudzistami, ale zadenuncjował go dozorca. Dzięki jego skwapliwym informacjom enkawudziści wrócili i pojmali młodego człowieka, a następnie wysłali na Sybir. Przyszły dyplomata na początku myślał o polskim dozorcy z głębokim żalem, ale kiedy po wojnie dowiedział się, co się stało z tymi, których nie wywieziono i którzy doczekali zajęcia Lwowa przez Niemców, zrozumiał, że zawdzięcza życie podłości owego dozorcy. Pierwsze pokolenie obywateli Izraela to społeczność, w której niemal każdy, bez wyjątku, ma za sobą dramatyczną biografię — każdy kiedyś albo cudem ocalał, albo cudem znalazł się w tym miejscu świata. Żaden żywot nie mógł być spokojny niczym większość żywotów mieszkańców tych krajów, których nie tykają kataklizmy, takich jak w Europie Szwecja i Szwajcaria. Dziś, po pięćdziesięciu latach istnienia państwa Izrael, pierwsze pokolenie powoli schodzi ze sceny, a wraz z nim odchodzi pamięć o tych niebywałych biografiach. Na przekór niepamięci na obrzeżach Jerozolimy rozbudowuje się imponujące muzeum Holocaustu, ale wiadomo, że żadne zwiedzanie nie ma siły autentycznych przeżyć. Wstrząsającą specyfiką Izraela jest to, że następne pokolenia kontynuują doświadczenie egzystencjalnych zagrożeń. W rozmowach z napotkanymi ludźmi raz po raz powraca motyw śmierci poniesionej w młodym wieku w czasach walki, która trwa nieustannie. Ktoś zginął w trakcie pierwszej napaści na Izrael, ktoś inny stracił syna w trakcie drugiej, wreszcie czyjeś dzieci padły ofiarą zamachów. Współżycie z przemocą jest częścią normalności, jak w Europie było kiedyś w odległych epokach, kiedy zagony tatarskie czy inne sąsiedzkie napaści powodowały stale zagrożenie.

Człowiekowi ze środka Europy przychodzi na myśl, czy aby świadomość zrodzona w ciągłym zagrożeniu nie daje bardziej realnego spojrzenia na świat niż to, które mamy żyjąc w Europie, szczególnie na Zachodzie. Tu od ponad pół wieku panuje cisza i spokój, gwałt jest przedmiotem niemądrej, telewizyjnej rozrywki, a ewentualne nieszczęścia zawsze zdarzają się innym, więc nie trzeba się zbytnio przejmować. Z tych doświadczeń (a raczej z braku innych) wyrasta stan ducha dobrotliwy, a w nim rodzą się utopie społeczeństw harmonijnych, tolerancyjnych, kolorowych i wielokulturowych (w niemieckim żargonie multi-kulti). Nazywam je utopiami, bo na razie sprawdziły się tylko wtedy, gdy mniejszości pozostawały dość nieliczne i nie narzucały swojej cywilizacji pozostałym.

Dla chrześcijanina, który rozpoznaje w Żydach starszych braci w wierze, religijna rzeczywistość Izraela jest bardzo przejmująca. Wielu ortodoksyjnych wyznawców judaizmu uchyla się od pracy, koncentrując na studiach duchowych wspieranych zasiłkiem rządowym, nie pełni służby wojskowej (w kraju, gdzie obrona to często warunek przeżycia). Z punktu widzenia społeczności sowieckiej ortodoksi są ciężarem i budzą nieustanną irytację, a do tego ponoć stale ich przybywa, bo mnożą się dużo szybciej aniżeli reszta mieszkańców. Młodym ludziom z rodzin tradycyjnych tak trudno jest wyrwać się z kręgu indoktrynacji religijnej, że zorganizowano specjalny system poradnictwa i pomocy dla tych nielicznych, którzy chcą wyjść z zaklętego kręgu ortodoksji. W tymże kręgu po ich wyjściu odprawia się obrzędy, tak jakby byli umarli, bo dla swego środowiska nie istnieją, nie mogą więc liczyć na żadne wsparcie czy pomoc, a na ogół nie znają nikogo, kto by należał do zewnętrznego świata.

Po powrocie z niedługiej wyprawy do Izraela kołacze mi w głowie opowieść emerytowanego dyplomaty o dozorcy, który nieświadomie, a nawet wręcz mimo woli czyniąc zło, uratował czyjeś życie. W łagodniejszej postaci ten dylemat pojawia się w dziwnej opowieści o świętym obrazie, który polski arystokrata zrabował kiedyś we Włoszech i przywiózł do kraju, narażając się na wykluczenie ze społeczności Kościoła. Pisząca o nim powieść Kossak-Szczucka nazwała to wydarzenie błogosławioną winą i niedawno słyszałem relacje młodego człowieka ze szkoły podstawowej, który zapytany, o czym jest ta powieść, zacytował jeden z ostatnich dialogów, w którym, po ostatecznym akcie przebaczenia, kiedy papież zdjął klątwę z rabusia świętego obrazu, pada pytanie o to, czy rabunek mógł być zgodny z intencją Pana Boga. Odpowiedzią jest cytat z Biblii o tym, że ścieżki Boga są dla ludzi nieprzeniknione. Czy to uwalnia lwowskiego stróża od winy za wydanie Żyda enkawudzistom? Na pewno nie, choć — przewrotnie — wina wbrew jego zamiarom okazała się błogosławiona. Nie dla sprawcy, ale dla ofiary. A patrząc na niepojętą historię narodu wybranego i jego dramatyczne losy od zarania po chwilę, w której piszę te słowa mając w pamięci biblijne zdanie o nieprzeniknionych ścieżkach Pana Boga, przypominam sobie głupi wierszyk po angielsku „How odd of God to choose the Jews!” Jakie to dziwne ze strony Boga, że wybrał Żydów. Dziwne, ale wybrał.


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Żydzi Polska śmierć Europa kultura polityka ekonomia literatura gospodarka Rosja konflikt felieton Izrael Unia Europejska integracja europejska Zanussi pokolenie spory