Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Czerstwa bułeczka

Piszę do państwa niejako z zaświatów, bo musiałem zostawić ten felieton przed wyjazdem na miesięczną pracę w Kolonii, gdzie reżyseruję sztukę teatralną. Chociaż będę oglądał telewizję Polonia, to jednak od spraw polskich najpewniej się oddalę, co też można traktować jak urlop. Felieton nie zna urlopu, toteż przed wyjazdem patrzę w notatki, które obejmują różne spostrzeżenia i szukam takich, które zachowają aktualność.

Odnoszę wrażenie, że jest jakaś analogia między świeżością myśli i spostrzeżeń a jedzeniem, na przykład pieczywem czy mlekiem, które dzięki przemyślnym zabiegom producenta zachowują bardzo długo świeżość. Dzieje się to zawsze kosztem smaku — chleb, który nie czerstwieje, mleko, które się długo nie zsiada są tylko surogatem produktów prawdziwie świeżych.

Podzielę się więc doświadczeniem w kontaktach z mediami, czyli z prasą, radiem i telewizją. Bywam tu po obu stronach barykady. Czasami zdarza mi się robić wywiady, czyli stawiać ludziom pytania przed kamerą. Kiedyś, we wczesnej młodości, robiłem takie wywiady na użytek czasopism filmowych i mam za sobą w późnych latach pięćdziesiątych szereg rozmów z twórcami francuskiej Nowej Fali, przed którymi udawałem dziennikarza, będąc w rzeczywistości studentem fizyki, a później filozofii i członkiem amatorskiego klubu filmowego w Nowej Hucie. Wspominam te wywiady jako traumatyczne doświadczenia, w których byłem świadom mojej głębokiej niewiedzy i wydawało mi się, że jestem naciągaczem wobec ludzi, którzy są wielkimi artystami (byli wśród nich Truffaut i Resnaias), a do tego mieli wielkie osiągnięcia na polu filmowej krytyki. Zadawałem pytania pokorne i banalne bojąc się zrazić rozmówcę. Nie miałem magnetofonu, bo wtedy był on rzadkością i musiałem notować to, co słyszę, niepewny, czy dobrze rozumiem zwierzenia w obcym języku.

W późniejszych latach robiłem wywiady w filmach dokumentalnych i z tych na długo zachowam w pamięci długą rozmowę z późniejszym prezydentem Rosji Borysem Jelcynem. W tej rozmowie usłyszałem przykre zdanie o tym, że traktuję rozmówcę jak atrapę, ponieważ zadaję pytania, na które znam odpowiedzi.

Po wielu latach (i zmianie na stanowisku prezydenta) muszę przyznać, że rozmówca mój miał rację. Pytając go chciałem, żeby potwierdził moje myśli, a tego dziennikarz nie powinien robić. Bywałem także często rozmówcą ludzi, którzy proszą mnie o wywiad. W dobrze rozumianym własnym interesie starałem się pomagać im w pracy, odgadywać czasami niejasne intencje zawarte w pokrętnych pytaniach. To samo muszę robić na spotkaniach z publicznością, kiedy moi interlokutorzy chcą się popisać błyskotliwością lub, co gorsze, odwagą w obrażaniu rozmówcy. (To ostatnie jest modne także wśród początkujących dziennikarzy). Niezależnie od niskich pobudek czy trudności pytającego dobry obyczaj każe życzliwie doszukać się jakiegoś sensu w najbezsensowniejszym pytaniu, a agresję znosić z wyrozumiałością (co czasami naprawdę jest trudne).

Przed paru laty zdarzyło mi się spełnić prośbę jednej z telewizji i dopomóc jej w selekcji prezenterów. Byłem proszony o to, by przed kamerą odpowiadać na pytania różnych kandydatów i aby dobrze spełnić zadanie, należało być rozmówcą trudnym, a więc atakować pytających, obcinać ich, wytykać wszystkie popełniane błędy. Można było odwracać pytania, czyli zaskakiwać ich zadaniem, by odpowiedzieli sobie sami. Ze wstydem wyznam, że w trakcie tych ćwiczeń odkryłem niezmierzone złoża własnej agresji i poczułem, że w każdej chwili jestem gotów wziąć odwet za wszystko, co przecierpiałem odpowiadając uprzejmie na głupie pytania.

Po paru latach spróbowałem odtworzyć to doświadczenie w teatrze telewizji i przez ostrożność moją rolę powierzyłem Zbyszkowi Zapasiewiczowi, który talentem aktora osłonił własną osobę i utrudniał rozmowę, odgrywając rolę, a nie samego siebie. W tym miejscu przypomniała mi się anegdota o rzymskim proboszczu, który się spowiadał i wyznał w konfesjonale, że odprawiał liturgię po trydencku, czyli cały czas odwrócony plecami do swoich wiernych. Spowiednik szepnął wyrozumiale do proboszcza, że to przecież nie jest grzechem. „Jest — powiedział proboszcz — ponieważ stałem plecami do wiernych i znajdowałem w tym upodobanie”.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa polityka globalizacja postęp religia rodzina felieton pomoc Unia Europejska Warszawa bazylika metro Zanussi Intergracja Europejska wielkodusznośc samarytanizm aktualność
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W