Źle leczona migrena wpędza Polaków w uzależnienie od leków

Blisko czterech na dziesięciu chorych na migrenę w Polsce jest uzależnionych od leków zawierających kodeinę – alarmuje prof. Marta Waliszewska-Prosół, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy. Część pacjentów połyka nawet 700 tabletek przeciwbólowych miesięcznie. Powód jest prozaiczny: nie dostają właściwego leczenia, więc na własną rękę szukają czegokolwiek, co uśmierzy ból.

Skala zjawiska wynika z tego, jak w Polsce traktuje się samą chorobę. Migrena wciąż bywa uznawana za dolegliwość na tle nerwowym, także przez lekarzy. Jak mówiła prof. Waliszewska-Prosół podczas konferencji „Polka w Europie", połowa pacjentów trafiających do jej poradni miała wcześniej postawioną właśnie taką diagnozę, a w ramach terapii słyszała rady, by zmienić pracę, otoczenie, czasem nawet współmałżonka.

„Nie ma takiego bólu głowy w żadnej klasyfikacji. Migrena nie jest chorobą psychologiczną ani psychiatryczną” – prof. Marta Waliszewska-Prosół, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy

Migrena jest chorobą neurologiczną uwarunkowaną genetycznie, porównywalną pod względem ciężaru z chorobą Parkinsona czy stwardnieniem rozsianym. Napad trwa od czterech godzin do czterech dni: pulsujący, zwykle jednostronny ból nasilający się przy ruchu, nudności i wymioty, nadwrażliwość na światło, dźwięki i zapachy. Chory nie jest w stanie ugotować obiadu, bo zapach jedzenia pogarsza objawy, a po wszystkim – jak opisuje lekarka – czuje się jak na kacu.

Kiedy ból nie odpuszcza

U 750 tysięcy Polaków napady występują częściej niż piętnaście dni w miesiącu. To postać przewlekła, wymagająca specjalistycznego leczenia, którego większość z nich nie otrzymuje. Zostaje apteka.

Najczęściej sięgają po paracetamol i leki przeciwzapalne, ale wielu wybiera preparaty z kodeiną – słabym opioidem, często łączonym w jednej tabletce z paracetamolem lub ibuprofenem. Kodeina uśmierza ból, lecz wywołuje też euforię, senność i apatię, znieczula na przykre doznania i tłumi odczuwanie głodu. Przy regularnym stosowaniu uzależnia.

Według danych przytoczonych przez prof. Waliszewską-Prosół 38 proc. chorych na migrenę w Polsce jest uzależnionych od leków z kodeiną, a 23 proc. nadużywa leków przeciwbólowych.

Pozorne ograniczenie

Część preparatów z kodeiną można kupić bez recepty. Obowiązuje wprawdzie zasada, że w jednej aptece wolno wydać pacjentowi tylko jedno opakowanie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by w kolejnej aptece kupić następne – i tak dalej. Przy takiej konstrukcji przepisów limit istnieje głównie na papierze.

Mechanizm, który się wtedy uruchamia, jest typowy dla każdego nałogu: środek działa coraz słabiej, więc trzeba go coraz więcej, a kolejne dawki same zaczynają wywoływać ból głowy. Chory tkwi w błędnym kole, z którego nie potrafi wyjść bez pomocy.

„Opioidy nie są lekami, którymi leczymy napady migreny. Działają na początku, lecz z czasem powodują, że pacjenci potrzebują ich coraz więcej” – prof. Marta Waliszewska-Prosół

Specjaliści radzą jedno: nie zwlekać z wizytą w poradni leczenia bólów głowy. Migrena jest dziś chorobą, którą można skutecznie leczyć, a sięganie po kolejne opakowanie tabletek bez diagnozy nie tylko nie rozwiązuje problemu, ale z czasem dokłada do niego drugi, znacznie trudniejszy.

Źródło: Rynek Zdrowia, PAP, Nauka w Polsce, Rzeczpospolita, Gazeta Lekarska
« ‹ 1 › »