Wzrost dewocji albo nawet duchowości powinien cieszyć biskupów, duszpasterzy czy katechetów dopiero wówczas, gdy rozkwitnie jako owoc dalekowzrocznie planowanej i mądrze przeprowadzonej formacji. Zatem droga zdrowego rozwoju modlitewnych i duszpasterskich praktyk wiary prowadzi od formacji do rytuału, nie odwrotnie. Owszem, dewocja i kult potrafią chełpić się intensywną bujnością, sugerując wszem i wobec, wielokrotnie i na różne sposoby, że znakomicie, nawet dużo lepiej radzą sobie bez formacji. Dzisiaj obmawia się systematyczną formację najczęściej jako zbędny Kościołowi balast intelektualizmu.
Oczywiście, chrześcijaństwo ani w zarodku, ani w znaku łaski, ani w swej dalekosiężnej konsekwencji do samej obietnicy zbawienia, nie udziela się duszom w postaci akademickiego studium za ocenę w indeksach. Niemniej jednak w dziele formacji nie toczy się sporu o intelektualne oblicze chrześcijaństwa ale o jego rozumne pochodzenie i rozumne przejawianie się w duszach, a to już jest istotne dla wiary. Jeśli formacja nie uprzedzi rytuału lub dewocji, to nigdy nie dojdą one do poziomu duchowości. Skończą tylko jako ślepe, szkodliwe, ranne i raniące wielu, religijne furie. W Polsce, co ciekawe, regularnie a nawet często, w różnych diecezjach, otwiera się miejsca bardzo intensywnej, całodobowej wręcz modlitwy, nazywane kaplicami wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu.
Cisza, milczenie kościelnych organ, cień bocznej nawy, odgrodzonej subtelnym, pięknym szkłem od liturgicznej przestrzeni albo zupełnie osobne miejsce na kontemplację poza świątynią. W klęcznikach śmiałkowie, którzy porwali się na samodzielne przekroczenie granicy kultu. Czy są dobrze świadomi, że rozpoczęli tym samym coś bardziej niebezpiecznego od zuchwałej wspinaczki na boso w kierunku stromego, skalistego szczytu? Czy zostali dostatecznie poinformowani, że Pan naprawdę ich słyszy, że uważnie słucha i bez wątpienia znajdzie sposób, by ich wysłuchać.
Czy są zaopatrzeni na konsekwencje mistycznego heroizmu? Miejscowy proboszcz przemawiał długo i kwieciście na okoliczność otwarcia kolejnej w diecezji kaplicy wieczystej adoracji. Wiedział, że biskup w takich chwilach lubi usłyszeć jakiś cytat z mistyków albo mistrzów modlitwy. Nie omieszkał zatem wpleść czegoś wzniosłego w tym stylu ale trapiła go nieobecna jakby w tak doniosłym momencie twarz ordynariusza. Biskup wyraźnie odbiegł myślami poza wyciszone ściany małej lecz pięknej kaplicy, przeznaczonej w kościele tylko do wieczystej adoracji. Był rozproszony do tego stopnia, że nie zebrał się w sobie na chwilę, w której należało wreszcie wykropić kilka kropel z kropidła, jakby komisyjnie przecinało się wstęgę na progu. Proboszcz w końcu nie wytrzymał napięcia – byli przecież kolegami z dawnych lat w seminarium – i w trakcie kolacji zaczął nerwowo przepytywać ordynariusza: nie byłeś dzisiaj zbyt zadowolony podczas poświęcenia kaplicy wieczystej adoracji? Coś nie tak? Co ci chodzi po głowie? Czegoś nie dopełniliśmy dostatecznie? Brakuje czegoś? Biskup zaprzeczył ruchem głowy.
Podniósł się z krzesła i skierował kroki w stronę proboszczowskiej biblioteki. Kazania na niedzielę, fraszki, przykłady homiletyczne, rozwiązane krzyżówki, książki podróżnicze, spis księży z diecezji, podręcznik prowadzenia nowoczesnego przedsiębiorstwa – przesuwał palcem z pierścieniem po pułkach z góry na dół i odwrotnie – nic z tych rzeczy, drogi kolego. Zastanawiałem się tylko, kropiąc wokół wodą święconą, czy znajdę Katechizm Kościoła Katolickiego w prywatnej bibliotece proboszcza? I nie ma, więc teraz ja się martwię, czy za następne dwadzieścia lat nie przyjdzie moim następcom zamykać tak hucznie poświęconej dzisiaj, kolejnej z kaplic wieczystej adoracji? Formacja stanowi konieczny trening przed osobistym, świadomym i stałym podjęciem życia wewnętrznego oraz w jego trakcie na wszystkich etapach rozwoju. Dobra, przemyślana formacja to jednocześnie dowód na to, że Kościół w tym albo innym miejscu, gdzie jest ona prowadzona, znajduje argumenty dla świata. Gdzie znika formacja, tam wedrze się natychmiast zaczarowany pietyzm czy magiczna religijność, która doprowadzi do rozwodu w jakiejkolwiek przestrzeni dialogu między współczesnym pokoleniem ludzi a Kościołem. Skończy się to namiętnym egzorcyzmowaniem rzeczywistości, a nie misją. Formacja więc i jeszcze raz formacja. Zawsze oparta na niezmiennych fundamentach Objawienia, a jednocześnie wychodząca z kontekstu ludzkiej egzystencji. Inna dla dusz początkujących, jeszcze inna dla zaawansowanych. Ale powszechna czyli katolicka. Prowadzenie formacji to prawo racjonalnej części chrześcijańskiego depozytu do jego pełnego współudziału w wielokrotnym nawracaniu się człowieka.
W istocie jedynie Bazylika Janów na Lateranie może poszczycić się tak niepowtarzalną, zabytkową, artystycznie piękną, fascynującą już w wyglądzie i w zapisie dziejów pisciną chrzcielną – czyli szerokim, rozległym basenem, w którym zanurzano przed wiekami kandydatów na chrześcijan. Długą drogą docierał katechumen do tego miejsca, a drogę tę nazywano przez pierwsze wieki Kościoła katechumenatem. Było to najlepsze, jak dotąd, narzędzie formacji przed aktem wiary, które kiedykolwiek wypracował Kościół. Katechumenat pierwotny był niespieszną, całościową co do doktryny i opartą na indywidualnych próbach co do egzystencji kandydata, dobrą i cierpliwą formacją. Święty Paweł w trzecim rozdziale do Koryntian przekaz wiary i rozwój duchowy chrześcijan przyrównuje do wznoszącej się piętro po piętrze budowli. Najpierw fundament, a potem tworzenie wnętrza jak domu – cegła za cegłą (por. 1 Kor 3, 10 – 11). Jeszcze chwila i odrodzony katechumenat na te czasy znów stanie się najlepszym stylem formacyjnym Kościoła.
Ksiądz Mariusz Szmajdziński, wybitny choć skromny znawca tajemnic Pisma Świętego twierdzi, że w przed biblijnych religiach i cywilizacjach dominował prymat kultu nad doktryną. W religiach kananejskich nie dopuszczano do powstania żadnego kodeksu praw moralnych ani modlitw. Jedyną regularnością było składanie ofiar bożkom. Tak samo baalizm, poza kultem bożka Baala, nie wyznaczała żadnych reguł ani formuł. Ksiądz Szmajdziński zauważa, że w tym miejscu wyraźnie odcina się nieoczekiwana nowość chrześcijaństwa. W prymitywnych kultach pogańskich – mówi ksiądz Mariusz Szmajdziński – to człowiek stwarza sobie bożka na własny obraz, według własnej koncepcji i subiektywnego pomysłu. Tylko w chrześcijaństwie jest odwrotnie. Wierzący człowiek odkrywa w sobie obraz Boga i tym dokładnie potem, przez pedagogiczne szczegóły duchowego postępu, będzie zdrowa formacja w Kościele.