Czy światowi politycy zdołają wpłynąć na chińskie władze, aby uwolniły z więzienia Jimmy’ego Laia? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast z całą pewnością, że jego świadectwo niezłomnej wiary nie pozostanie bezowocne – podkreśla George Weigel.
Swój felieton amerykański publicysta rozpoczyna od przypomnienia przemówienia papieża Pawła VI z 1974 roku, w którym powiedział on: „Człowiek współczesny słucha bardziej chętnie świadków niż nauczycieli, a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”. Zdanie to znalazło się także w późniejszej encyklice Evangelii Nuntiandi z 1975 roku.
Myśląc o Kościele nie możemy zapomnieć o tej prawdzie: świadectwo wiary jest jego podstawowym środkiem wzrostu. Jak zauważa Weigel, „szlachetnie przeżywane życie chrześcijańskie prawdopodobnie przyprowadziło więcej mężczyzn i kobiet do Chrystusa niż sylogizmy”. W sposób szczególny odnosi się do świadectwa wierności Ewangelii, które składa Jimmy Lai, najbardziej znany obecnie więzień sumienia, przetrzymywany przez chińskie władze przedsiębiorca z Hongkongu, dziennikarz i obrońca praw człowieka. Przebywa on już od ponad 1800 dni w izolatce w więzieniu Stanley, niedawno zaś usłyszał wyrok w sfingowanym „procesie” za zagrożenie dla „bezpieczeństwa narodowego” Hongkongu.
Jimmy Lai w szeregu współczesnych bohaterów wiary
Weigel stawia go w jednym rzędzie z innymi współczesnymi świadkami wiary: ks. Alfredem Delpem, bł. Omelyanem Kovchem, biskupem Francisem Fordem, s. Nijolė Sadūnaitė oraz kard. George Pellem. Więzienie dla Laia stało się miejscem duchowego odosobnienia, prowadząc do jeszcze głębszego zaufania Bogu. Tworzone w tych trudnych okolicznościach szkice kredką na papierze wyrażają głębię jego ducha.
Jeden z tych szkiców – portret Matki Bożej podczas Zwiastowania z prostym napisem „Tak!” Lai wysłał jako kartkę świąteczną na Boże Narodzenie do rodziny w 2025 roku.
Kartka zawierała także jedno z najbardziej poruszających wyznań wiary Jimmy'ego. Zadał sobie samemu, a także żonie i dzieciom pytanie: „Dlaczego nie jestem wcale przygnębiony, czuję się czasem nawet lekko?”, odpowiadając na nie: „Chyba dlatego, że tak wiele osób, których nawet nigdy nie spotkałem, modli się za mnie, to główny powód. Zawsze jestem w obecności Boga właśnie dzięki tym modlitwom” – pisał dalej. „Jestem bardzo wdzięczny, że Pan dał mi nowe życie, życie, na które [wcześniej] byłem ślepy — życie prawdziwego pokoju, radości, duchowej konkretności i sensu — zamiast mojego plątania się w życiu w dążeniu do celów związanych z wąską częścią mojego ego. Teraz jestem wolny, bo mogę widzieć.”
„Świętych obcowanie” przeżywane w życiu Jimmy’ego Laia
Jimmy Lai nie jest teologiem, ale pisząc te słowa wykazał się głębokim zrozumieniem prawdy o „świętych obcowaniu”, którą wyznajemy w Credo.
„Tak jak ludzkie oko nie widzi samego siebie, tak ludzie mogą być zaślepieni na prawdę o sobie, naszych obowiązkach i wiecznym przeznaczeniu, gdy wpadają w pułapkę ego. Aby być wyzwolonym do ludzkiej i duchowej dojrzałości, potrzebujemy innych — tych, którzy pomogą nam zobaczyć siebie wyraźnie, dając nam zdolność prawdziwego widzenia świata.” – pisze Weigel
W drodze duchowej nigdy nie jesteśmy sami, nawet gdy prowadzimy życie pustelnicze albo – tak jak Jimmy Lai znajdujemy się w przymusowym odosobnieniu.
„To właśnie dzieje się w Komunii Świętych. Inni wprowadzają nas w Chrystusa. Inni pomagają nam postrzegać siebie jako przebaczonych i odkupionych, co pomaga wyleczyć nas z krótkowzroczności wywołanej egoizmem. Inni wspierają nas i pomagają rosnąć dzięki swoim modlitwom, bo żadna autentyczna modlitwa nie pozostaje niewysłuchana. Jimmy Lai o tym wie i żyje tym. Dzięki modlitwom, które go podtrzymują, może «widzieć» swoje cierpienie podczas niemal pięciu lat w paskudnym więzieniu jako sposobność dla łaski, w której uczestniczy w nieustannym odkupieniu świata przez Chrystusa” – kontynuuje amerykański myśliciel.
Sytuację Laia Weigel porównuje do wcześniejszego więźnia sumienia – Thomasa More’a, osadzonego w więzieniu i skazanego na śmierć przez angielskiego króla Henryka VIII, któremu wydawało się, że może robić wszystko i nikt nie ma prawa stanąć mu na drodze. Podobnie postępuje Xi Jinpinga, absolutystyczny władca Chin. Wielkość tych doczesnych mocarzy jest jednak złudna, a ich ostateczny wpływ na losy świata okazuje się mniejszy niż tych, których prześladowali. Tak jak świadectwo życia i śmierci Thomasa More’a pociągnęło niezliczone grono osób ku Chrystusowi i ku świętości, tak też stanie się w przypadku Jimmy’ego Laia – kończy swój felieton Weigel.