„To genialne, że film wpisuje się w czas Wielkiego Postu – kiedy bardziej chcemy wsłuchać się w Boga i w siebie” – mówił Opoce ks. Jerzy Jastrzębski. Francuski hit 20 lutego wchodzi do polskich kin. We Francji w ciągu pięciu miesięcy obejrzało go ponad pół miliona widzów.
Film „Najświętsze Serce”, którego premiera miała miejsce 17 lutego w warszawskim Kinie Wisła to nie seans, który „się zalicza” – to doświadczenie, które dotyka wnętrza. Ks. Jerzy Jastrzębski, dzieląc się po premierze swoimi wrażeniami, mówi wprost, że każdorazowy powrót do tego filmu jest dla niego równie poruszający:
„Oglądałem ten film już kilka razy, bo przygotowywałem różne materiały medialne. I wydawałoby się, że im dłużej się ogląda, tym mniej porusza. A ja za każdym razem płaczę. Dzisiaj też płakałem”.
Centralnym motywem filmu jest serce – nie jako symbol, ale jako przestrzeń spotkania Boga i człowieka. „Serce to najbardziej intymna część naszego człowieczeństwa, a zarazem najbardziej tajemnicza. Film odgrzebuje piękną, starą tradycję duchowości Serca Jezusa, a jednocześnie pokazuje, jak to Serce dzisiaj żyje i działa” – mówi Opoce ks. Jastrzębski.
Dla ks. Jastrzębskiego ogromnym atutem jest także kontekst liturgiczny:
„To genialne, że film wpisuje się w czas Wielkiego Postu – kiedy bardziej chcemy wsłuchać się w Boga i w siebie.”
„Najświętsze Serce” nie zatrzymuje się na poziomie abstrakcyjnej teologii. Pokazuje wiarę wcieloną w życie. „Wielką siłą tego filmu jest to, że ogólne prawdy wiary zostają przełożone na konkret. Widzimy, jak spotkanie z Eucharystią sprawia, że małżonkowie stają się dla siebie bardziej wrażliwi, skłonni do przepraszania, bardziej uważni na swoje potrzeby” – mówi ks. Jastrzębski.
Poruszające są także świadectwa związane z cierpieniem. „Jest tam chłopak sparaliżowany na wózku, który nie skarży się na swoje cierpienie. W pewnym momencie mówi nawet, że chce pocieszać Jezusa. To pokazuje, jak Serce Jezusa pomaga zmagać się z bólem.”
Film mówi również o wolności – i o szacunku Boga do człowieka. „Bóg mógłby narzucić nam swoją miłość, ale On ją proponuje i czeka. Bo taka jest miłość. Bez przymusu. Nie da się kochać na siłę” – mówi duchowny. Ta perspektywa prowadzi do bardzo osobistej refleksji:
„Tajemnica miłości polega na tym, że najpierw się na nią otwieram, ona mnie wypełnia, a dopiero potem potrafię kochać”.
Ks. Jastrzębski zwraca uwagę, że „Najświętsze Serce” nie ucieka od tematów trudnych. Mówi także o ranach zadanych Kościołowi: „Wprost jest powiedziane o osobach – także duchownych i konsekrowanych – które ranią Serce Jezusa, bo zawiodły. Ale jednocześnie jest pokazana dla nich nadzieja: droga nawrócenia, pokuty i przemiany życia”.
Jedną z najbardziej poruszających scen dla ks. Jastrzębskiego jest historia dilera narkotykowego.
„On nie nawrócił się przez spektakularne akcje ewangelizacyjne. Nawrócił się, kiedy klęknął przed Najświętszym Sakramentem, w ciszy adoracji. To prowadzi do bardzo konkretnego wniosku: film pomaga nam na nowo odkryć i pokochać Eucharystię. Uczy, że najwięcej możemy zrobić wtedy, kiedy trwamy w Jezusie – kiedy najpierw wszystko przemodlimy.”
Film przypomina także logikę krzyża. „Śmierć Jezusa na Golgocie była momentem Jego największego zwycięstwa. Ale jako tajemnica musiała się nam odsłonić. Często w cierpieniu nie rozumiemy, co się dzieje. Dopiero po czasie odkrywamy sens tego, co nas spotkało” – mówił ks. Jastrzębski.
Ten duchowy paradoks widać także w historii świętych, m.in. Małgorzata Maria Alacoque i Klaudiusz de la Colombière. „Ona czuła jednocześnie pokój, żar i ból. A jednak mówi: ‘Pójdę za Jezusem’. Bo miłość jest zawsze wyborem i przekroczeniem siebie" – ododaje.
Na koniec ks. Jerzy Jastrzębski podsumowuje bez patosu, ale z przekonaniem:
„Ten film pomaga się zatrzymać. Budzi serce do miłości. Kto chce żyć nijako, nie będzie smakował życia. ‘Najświętsze Serce’ nie pozwala pozostać obojętnym.”
To kino, które nie kończy się wraz z napisami – ale zaczyna się w sercu widza.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.