Pozostały mi tylko łzy i modlitwa

Ten kraj bywa piekłem. Zwłaszcza dla chrześcijan. Młode dziewczyny, często jeszcze małoletnie, są w Pakistanie porywane i pod groźbą śmierci zmuszane do przejścia na islam, a następnie poślubienia muzułmanina.

Pozostały mi tylko łzy i modlitwa

Daniel Gerber


Pozostały mi tylko łzy i modlitwa

ISBN: ISBN 978-83-7516-550-0
Wydawnictwo Święty Wojciech 2013

Ten kraj bywa piekłem. Zwłaszcza dla chrześcijan. Młode dziewczyny, często jeszcze małoletnie, są w Pakistanie porywane i pod groźbą śmierci zmuszane do przejścia na islam, a następnie poślubienia muzułmanina. Ich rodziny starają się odzyskać córki i postawić sprawców przed sądem. Niewielu ludzi gotowych jest im pomóc. Większość bowiem obawia się jednego: oskarżenia o bluźnierstwo.
Dziennikarz Daniel Gerber odwiedził Pakistan i spotkał się z kilkoma uwolnionymi kobietami oraz ludźmi, którzy im pomogli. Oto jego książka.
Daniel Gerber jest niezależnym szwajcarskim dziennikarzem oraz pisarzem, autorem reportaży m.in. z Sudanu, Strefy Gazy, Egiptu. Wraz z żoną Irene mieszka pod Bernem.

fragmenty

Dziedzice Salomona, pakistańscy Mojżeszowie

W Księdze Przysłów, swoim testamencie, mądry król Salomon apelował, aby możni nie lekceważyli prawa i nie wyzyskiwali ubogich i bezbronnych. Tak właśnie dzieje się dziś w Pakistanie. Głos w obronie tych, którym głos odebrano, zabierają odważni adwokaci i obrońcy praw człowieka, w tym przedstawiciele CLAAS. Często im samym się grozi, organizuje na nich zamachy i wtrąca ich do więzień.

Są oni dziedzicami Salomona. Albo kimś w rodzaju współczesnych Mojżeszów. Tak jak przywódca ludu izraelskiego, występują w obronie ludu, jego najsłabszych grup, aby doprowadzić je do bezpiecznej rzeczywistości — nie do nowej ziemi, lecz do wolności we własnym państwie. Ich celem jest budowanie pokojowego społeczeństwa. Realizacja tego zadania przypomina tutaj walkę z wiatrakami.

Przykładem może być przypadek Sidry, nastoletniej jeszcze dziewczyny. Jej ojciec opowiada przygnębionym, ale w miarę spokojnym głosem smutną historię córki. Siedzi skulony na miękkiej, ciemnoczerwonej kanapie, na której już wiele doświadczonych cierpieniem osób opowiadało swe przerażające przeżycia. Zasłony są zaciągnięte, szumi wentylator, warczy klimatyzator, na ścianach wiszą nagrody za obronę praw człowieka, otrzymane z najróżniejszych krajów, na przykład ta, przyznana w roku 2009 przez Międzynarodowe Towarzystwo Praw Człowieka (IGFM) z siedzibą w Niemczech. Na biurku piętrzą się akta spraw. Ptaki, które uwiły sobie gniazdo na obudowie wentylatora, ćwierkają — ich piski i przekrzykiwania dobrze słychać również wewnątrz pomieszczenia.

Ojciec Sidry prowadzi w jednej z parafii chrześcijańskich worship, czyli modlitwę uwielbienia.
— Uczę moje dzieci i innych ludzi, jak znaleźć się bliżej Boga. Muzułmanie znają mnie jako krawca, a chrześcijanie również jako animatora w parafii — opowiada.
Jego synowie są krawcami, córki chodzą do szkoły i zajmują się domem. Sidra śpiewała w kościelnym chórze.
— Miała bardzo piękny głos i cudownie prowadziła modlitwę. Była bardzo aktywną parafianką — wspomina ojciec.
W jednym z sąsiednich domów mieszkał młody muzułmanin, Sishan. Kobiety z jego rodziny przychodziły często do Sidry, pytając, czy nie poszłaby z nimi na targ, ale dziewczyna zawsze odmawiała. Z czasem matka zgodziła się na ich wspólne wyjścia, więc Sidra kilkakrotnie wybrała się z sąsiadkami.
— Któregoś razu podarowały jej na targu sukienkę. Ta sukienka była jakaś zaczarowana: kiedy córka ją nosiła, robiło jej się niedobrze, bladła, oczy miała zaczerwienione. Później odkryliśmy, że stały za tym sąsiadki — kontynuuje opowieść mężczyzna.
Pewnego ranka Sidra powiedziała matce, że idzie do łazienki, ale w rzeczywistości z jakiegoś powodu wyszła na dwór. Czekał tam młody sąsiad — złapał ją i uprowadził.
Jak mówi ojciec Sidry, zdarza się, że muzułmanie usiłują przestraszyć kogoś lub uzyskać określoną korzyść, uciekając się do magii.
— Zanim Sidrę porwano, czasem, gdy budziliśmy się rankiem, w naszym domu była krew, a niekiedy mięso, ziarna zboża, różne przedmioty. Odczuwałem wtedy lęk, aż wstrząsały mną dreszcze. Wierzę jednak w Jezusa i nie poniosłem żadnej szkody na zdrowiu. Kiedy spaliśmy, a drzwi były zamknięte, do dziwnych zdarzeń dochodziło na zewnątrz; czasem znajdowaliśmy kamienie ułożone w jakieś dziwne wzory. Wołałem wtedy: „Alleluja, wierzę w Jezusa. Nikt nie może nam w ten sposób zaszkodzić!”. Niektórzy sąsiedzi mówili, że robiły to kobiety z domu tamtego mężczyzny.
Tamtego ranka ojciec zauważył, że córka wychodzi; na wszelki wypadek poszedł za nią. Ale Sidry już nie było; dziecko z sąsiedztwa powiedziało, że Sishan zabrał ją na przystanek autobusowy — biegł, ciągnąc Sidrę za rękę; dziewczyna bezskutecznie stawiała opór. Ojciec pobiegł we wskazanym kierunku. Prawie dogonił sąsiada; zdążył jeszcze zobaczyć, jak wpycha on dziewczynę do rikszy i ucieka. Następnego dnia Sishan zadzwonił, grożąc:
— Jeżeli pójdziecie na policję, źle się to dla was skończy. Zabijemy wasze pozostałe dzieci! Sidra nie wróci do domu.
Ojciec żądał, aby porywacz wypuścił dziewczynę. Poszedł na policję. Stróże porządku nie przejęli się jednak zbytnio sprawą — Sishan najwyraźniej już się z nimi skontaktował. Kiedy funkcjonariusze zjawili się w jego domu, chłopak przebywał rzekomo w innym miejscu — zapewne uprzedzono go o tej „wizycie”.
Po tygodniu Sishan pojawił się z Sidrą w sądzie. Dziewczyna pod przymusem — widać to było wyraźnie — oświadczyła, że przyjęła islam i że chce wyjść za mąż. Gdy sędzia zapytał ją, ile ma lat, odpowiedziała, że czternaście. Prawo nie zezwala tak młodym osobom na ślub i zmianę wiary. Sędzia uznał zatem, że nie może zarejestrować związku. Mały bakszysz, poprawiający budżet domowy pisarza sądowego sprawił jednak, że podczas kolejnej rozprawy wiek Sidry okazał się wystarczający. Z jej dowodu tożsamości wynikało wprawdzie co innego, niemniej jednak w dokumentach liczbę „14” poprawiono na „18”. Kolejna łapówka skłoniła imama, by wystawił dokument zaświadczający, że Sidra przyjęła islam; przygotowano również dokument potwierdzający nikah. Ceremonii zaślubin nie było.
Sidrę przewożono z miejsca na miejsce. Kiedy tylko ojcu udawało się dowiedzieć, gdzie jest jego córka, i informował o tym policję, dziewczyna znów znikała. „Życzliwi” ostrzegali Sishana, dzięki czemu za każdym razem wymykał się policji.
Co jakiś czas dziewczyna zwodziła porywaczy i dzwoniła do domu, powtarzając, że gdyby to tylko było możliwe, natychmiast by uciekła, oraz że jest w depresji. Ojciec na próżno pytał, gdzie jest przetrzymywana; Sidra nie wiedziała — trzymano ją w zamknięciu. Ojciec podał jej numer do jednego z adwokatów z biura CLAAS, który mógłby ją w razie czego przewieźć w bezpieczne miejsce.
Za pośrednictwem adwokata przekazał też sądowi akt urodzenia dziecka oraz potwierdzenie ze szkoły, że córka uczęszcza dopiero do szóstej klasy; zażądał, aby nakazano porywaczom jej wydanie. Sędzia jednak stwierdził, że to porywacze przedstawili prawdziwe dokumenty, a te tutaj są sfałszowane. I że nowa rodzina będzie dla dziewczyny właściwym środowiskiem — Sidra powinna mieszkać razem ze swoim muzułmańskim mężem, jej powrót do rodziny chrześcijańskiej jest wykluczony.
Cała batalia przed sądem pokazała, jak skorumpowany jest pakistański wymiar sprawiedliwości. Muzułmańska rodzina wywierała dodatkowo presję na bliskich dziewczyny: groziła śmiercią jej ojcu i braciom, w razie gdyby Sidra uciekła.
Po trzech miesiącach dziewczynie udało się zbiec. Wcześniej zadzwoniła do ojca; powiedziała, że nie wie, gdzie przebywa. Kiedy jednak znalazła się na wolności, stwierdziła nieoczekiwanie, że przetrzymywano ją nieopodal jej domu rodzinnego. Dziewczyna zatelefonowała więc raz jeszcze do ojca, a on wyszedł po nią, uściskał ją i zawiózł do biura CLAAS. Sprawa, aktywnie monitorowana przez prawników, trafiła ponownie do sądu.
Po jakimś czasie, kiedy dziewczyna wybrała się ze starszą siostrą i jednym z braci na targ, całą trójkę zaatakował Sishan, któremu towarzyszyło około piętnastu młodych ludzi. Brat i siostra zostali pobici, a Sidra ponownie uprowadzona. Rodzina natychmiast zgłosiła ten fakt policji, ale — mówiąc oględnie — zainteresowanie stróżów prawa było umiarkowane. Śledczy oznajmili, że dziewczyna jest muzułmanką, w jej powrocie do „rodziny” nie ma zatem niczego zdrożnego, albowiem powinna żyć wśród wyznawców islamu, a nie wśród chrześcijan.
Przypomnieli, że Sishan przedstawił w sądzie dokumenty, zgodnie z którymi Sidra jest muzułmanką i żoną Sishana, a zatem on, jej mąż, ma prawo ją przy sobie zatrzymać. Ojciec dziewczyny odparł oczywiście, że Sidra nie może mieszkać z „mężem”, ponieważ chce się z nim rozwieść. Policjanci zbyli jednak ten argument, powtarzając, że dobrze jest, jeśli muzułmanka mieszka z mężem.
Sprawę czternastolatki komplikuje fakt, że Sishan i jego rodzina są bogaci, w związku z czym policja traktuje ich w sposób uprzywilejowany. Za pomocą pieniędzy usiłował coś wskórać również ojciec Sidry:
— Sprzedałem telewizor oraz biżuterię i dałem pieniądze policjantom, ale oni nic nie zrobili. Ponieważ jest prawdopodobne, że Sidra powróci do rodziny chrześcijańskiej, funkcjonariusze wspierają porywaczy i utrudniają jej wydanie. Jeżeli uda jej się uciec, przygotuję dla niej bezpieczne miejsce.
Dziewczyna będzie zapewne musiała zamieszkać w ośrodku dla kobiet. Wie ona zresztą, że dalsze zamieszkiwanie w miejscu drogim jej sercu — w domu rodzinnym — jest niemożliwe ze względu na presję, jaką na jej rodziców wywiera muzułmańska rodzina.
Ojciec Sidry radzi mi i wszystkim czytelnikom, abyśmy nie tracili ducha. Mówi:
— Bądźcie mocni w wierze! Po przeciwnościach losu człowiek zazna spokoju, słodyczy. Jezus nie chce, żeby ludzie zaciskali wciąż pięści i trwali w napięciu, lecz pragnie wyzwolić ich z wszystkich problemów i trudności.

opr. ab/ab

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama