Bądźcie prawdziwymi prorokami

Spotkanie Papieża Franciszka z przełożonymi instytutów życia konsekrowanego miało trwać kilkanaście minut, papież pozostał jednak wśród nich przez całe przedpołudnie, z uwagą wsłuchując się w ich głosy i podejmując dialog

Bądźcie prawdziwymi prorokami

Kiedy Papież Franciszek «improwizuje» i prowadzi dialog, jego przemówienie nabiera coraz większego rytmu, i trzeba za nim uważnie podążać, ponieważ odzwierciedla się w nim żywa relacja z rozmówcami. Robiąc notatki, trzeba zwracać uwagę nie tylko na treść, ale także na dynamikę owych tworzących się relacji. Tak było podczas spotkania Ojca Świętego z Unią Przełożonych Generalnych Męskich Instytutów Zakonnych na zakończenie ich 82. zgromadzenia generalnego, które odbywało się w listopadzie 2013 r. w rzymskim Salesianum. Siedząc pośród nich, robiłem zatem notatki z tego dialogu. Postaram się oddać tutaj, na ile to możliwe, bogactwo treści, zachowując żywy i spontaniczny charakter tej rozmowy, która trwała trzy godziny. W połowie, w czasie półgodzinnej przerwy Papież przywitał się z każdym z przełożonych generalnych, a także wypił mate w atmosferze relaksu i odprężenia.

W rzeczywistości przełożeni generalni prosili tylko o krótkie spotkanie, ale Papież postanowił poświęcić na rozmowę całe przedpołudnie. Zdecydował jednak, że nie wygłosi żadnego przemówienia i sam też nie będzie słuchał przygotowanych wcześniej wystąpień — chciał, aby była to szczera i swobodna rozmowa, składająca się z pytań i odpowiedzi.

Jest godz. 9.25, przybycie fotografów zapowiada jego rychłe wejście do nowej Auli Synodu w Watykanie, gdzie oczekuje go ok. 120 przełożonych. Witany oklaskami, Ojciec Święty zasiada dokładnie o 9.30, patrzy na zegarek i wyraża zadowolenie ze «szwajcarskiej punktualności». Wszyscy się śmieją — w ten sposób Papież powitał brata Maura Jöhriego, ministra generalnego braci mniejszych kapucynów, narodowości szwajcarskiej, który właśnie niedawno został wybrany na wiceprzewodniczącego Unii.

Po krótkich słowach powitalnych przewodniczącego, o. Adolfa Nicolasa, prepozyta generalnego jezuitów, oraz sekretarza generalnego o. Davida Glendaya, kombonianina, Papież Franciszek z prostotą i serdecznie podziękował za zaproszenie i od razu wysłuchał pierwszej serii pytań. Zakonnicy pytali Papieża przede wszystkim o tożsamość i misję zakonników: «Czego oczekuje od życia konsekrowanego? Czego wymaga? Gdyby Wasza Świątobliwość był na naszym miejscu, jak przyjąłby swój apel, aby iść na peryferie, żyć Ewangelią sine glossa, proroctwem ewangelicznym? Do jakich zadań czułby się powołany?» I dalej: «Na co należałoby położyć akcent dzisiaj? Jakie są priorytety?».

Papież Franciszek na początek powiedział, że on także jest zakonnikiem — przypomnijmy, że Jorge Mario Bergoglio, gdy był prowincjałem argentyńskich jezuitów, opublikował Meditaciones para religiosos — [Medytacje dla zakonników] (San Miguel, Ediciones Diego De Torres, 1982 r.), książkę zawierającą zbiór refleksji, przekazywanych współbraciom, które są oświecające dla zrozumienia pewnych kluczowych tematów, które Bergoglio rozwinie później — a zatem zna z doświadczenia to, o czym mowa. Ostatnim papieżem zakonnikiem był kameduła Grzegorz XVI, wybrany w 1831 r. Następnie odniósł się wyraźnie do Benedykta XVI: «On powiedział, że Kościół rozrasta się dzięki świadectwu, nie przez prozelityzm. Świadectwem, które może naprawdę przyciągać, jest świadectwo związane z postawami, które nie są powszechne: wielkoduszność, oderwanie od dóbr doczesnych, poświęcenie, zapomnienie o sobie, aby zająć się innymi. To jest świadectwo, 'męczeństwo' życia zakonnego. A dla ludzi jest to 'dzwonek alarmowy'. Zakonnicy przez swoje życie przemawiają do ludzi: 'Co się dzieje?', te osoby o czymś mi mówią! Te osoby wychodzą poza horyzont światowy! Otóż — kontynuował Papież, cytując BenedyktaXVI — życie zakonne winno umożliwiać wzrost Kościoła przez przyciąganie» (por. Benedykt XVI, homilia podczas Mszy św. na rozpoczęcie V Konferencji Ogólnej Episkopatu Ameryki Łacińskiej i Karaibów w sanktuarium w Aparecidzie, 13 maja 2007 r.).

Papież Franciszek wielokrotnie powracał do tej myśli swojego poprzednika. Uczynił to w homilii w Domu św. Marty 1 października, dodając: «Kiedy ludzie, narody widzą to świadectwo pokory, łagodności, dobroci, odczuwają potrzebę, o której mówi prorok Zachariasz: 'Chcemy pójść z wami!'. Ludzie odczuwają tę potrzebę w obliczu świadectwa miłości, tej miłości pokornej, bez przemocy, wolnej od pychy, pokornej, która adoruje i służy». Spotykamy kolejny cytat z Benedykta XVI w przemówieniu Papieża Franciszka z 4 października, wygłoszonym podczas wizyty w Asyżu w katedrze św. Rufina, a także w adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium (por. n. 14).

A zatem «Kościół musi być atrakcyjny. Przebudźcie świat! Bądźcie świadkami odmiennego sposobu działania, postępowania, życia! Można żyć inaczej na tym świecie. Mówimy o spojrzeniu eschatologicznym, o wartościach królestwa ucieleśnianych tutaj, na tej ziemi. Chodzi o pozostawienie wszystkiego, aby pójść za Panem. Nie, nie chcę powiedzieć 'radykalnie'. Radykalizm ewangeliczny nie jest właściwy tylko dla zakonników — jest wymagany od wszystkich. Ale zakonnicy idą za Panem w sposób szczególny, w sposób profetyczny. Ja oczekuję od was tego świadectwa. Osoby zakonne muszą być mężczyznami i kobietami zdolnymi przebudzić świat».

Papież Franciszek powracał okrężną drogą do wyrażonych myśli, stopniowo je pogłębiając. W istocie powiedział w dalszym ciągu: «Powinniście być naprawdę świadkami innego sposobu działania i postępowania. Jednak w życiu trudno jest o to, aby wszystko było jasne, ścisłe, nakreślone w sposób wyraźny. Życie jest skomplikowane, składa się z łaski i grzechu. Jeżeli ktoś nie grzeszy, nie jest człowiekiem. Wszyscy popełniamy błędy i musimy uznać naszą słabość. Zakonnik, który uznaje, że jest słaby i grzeszny, nie zaprzecza świadectwu, które ma dawać, ale przeciwnie, umacnia je, i to wychodzi na dobre wszystkim. A zatem tym, czego oczekuję, jest świadectwo. Pragnę, aby zakonnicy dawali to szczególne świadectwo».

Odpowiadając w dalszym ciągu na pierwsze pytania, Papież Franciszek poruszył jeden z kluczowych wątków swojej myśli: «Jestem przekonany co do jednego: wielkie przemiany w historii dokonywały się, kiedy na rzeczywistość patrzono nie z centrum, ale z peryferii. To jest kwestia hermeneutyczna: rzeczywistość pojmuje się tylko wtedy, gdy patrzy się na nią z peryferii, a nie kiedy nasze spojrzenie sytuuje się w centrum, równo oddalonym od wszystkiego. Aby naprawdę zrozumieć rzeczywistość, musimy przemieścić się z pozycji centralnej, gdzie panuje spokój i cisza, i skierować się ku obszarom peryferyjnym (por. Jorge Mario Bergoglio, Nel cuore dell'uomo. Utopia e impegno — W sercu człowieka. Utopia i zaangażowanie, Mediolan, Bompiani, 2013 r., ss. 23; Papa Francesco, La mia porta e sempre aperta. Una conversazione con Antonio Spadaro — Serce wielkie i otwarte na Boga. Rozmowa z Papieżem Franciszkiem, Antonio Spadaro SJ, Mediolan, Rizzoli, 2013 r., s. 86 in.). Pozycja peryferyjna pomaga lepiej widzieć i rozumieć, właściwiej analizować rzeczywistość, wystrzegając się centralizmu i podejścia ideologicznego». A zatem: «Na nic zdaje się bycie w centrum kuli. Aby rozumieć, musimy 'zmienić pozycję', zobaczyć rzeczywistość z wielu różnych punktów widzenia».

Papież Franciszek wyraził to swoje przekonanie w Evangelii gaudium, pisząc: «Wzorem nie jest kula, gdzie każdy punkt jest równo oddalony od centrum i nie ma różnicy między jednym punktem a drugim. Wzorem jest wielościan, odzwierciedlający położenie wszystkich partykularyzmów, które zachowują w nim oryginalność» (n. 236).

Papież kontynuował: «Musimy przyzwyczaić się do myślenia. Często nawiązuję do listu o. Pedra Arrupe, który był generałem Towarzystwa Jezusowego. Był to list skierowany do Centros de Investigación y Acción Social (CIAS). W tym liście — Papież dobrze pamięta ten list o. Pedra Arrupe i przytaczał go również w wywiadzie dla «Civilta Cattolica», określając go jako «genialny» (por. Papa Francesco, La mia porta e sempre aperta..., op. cit., s.117) — o. Arrupe poruszał temat ubóstwa i stwierdzał, że potrzebny jest czas na rzeczywisty kontakt z ubogimi. Dla mnie jest to naprawdę ważne: trzeba poznać rzeczywistość przez doświadczenie, poświęcić czas, aby udać się na peryferie i żeby naprawdę poznać realia i życiowe sytuacje ludzi. Jeżeli tak nie jest, grozi nam, że będziemy abstrakcyjnymi ideologami bądź fundamentalistami, a to nie jest zdrowe».

Papież skupia się następnie na konkretnym przypadku — apostolstwa młodzieży: «Osoby pracujące z młodzieżą nie mogą poprzestawać na mówieniu rzeczy zbyt uładzonych i uporządkowanych, niczym traktat, bo to 'spływa' po młodych ludziach jak woda po gęsi. Potrzebny jest nowy język, nowy sposób mówienia o sprawach. Dzisiaj Bóg domaga się od nas tego — abyśmy wyszli z gniazda, w którym tkwimy, abyśmy zostali posłani. Natomiast osoby prowadzące życie konsekrowane w klauzurze przeżywają to wewnętrzne pragnienie w modlitwie, aby Ewangelia mogła sięrozprzestrzeniać. Wypełnianie ewangelicznego mandatu: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!» (Mk 16, 15), można realizować w tym kluczu hermeneutycznym, ma być przeniesione na peryferie egzystencjalne i geograficzne. Jest to bardziej konkretny sposób naśladowania Jezusa, który udawał się na wszystkie peryferie. Jezus szedł do wszystkich, dokładnie wszystkich. Ja wcale nie obawiałbym się iść na peryferie: nie odczuwajcie lęku, zwracając się do każdego».

Co jest zatem priorytetem w życiu konsekrowanym? Papież odpowiedział: «Przepowiadanie królestwa, które jest niepodważalne. Akcent trzeba położyć na bycie prorokami, a nie na udawanie, że się nimi jest. Oczywiście szatan podsuwa nam swoje pokusy, a ta jest jedną z nich: udawanie proroków, nie będąc nimi, przybieranie ich postawy. W tych sprawach jednak nie można igrać. Ja sam widziałem rzeczy bardzo smutne w tym zakresie. Nie, zakonnicy i zakonnice są ludźmi rozświetlającymi przyszłość».

Papież Franciszek w swoim wywiadzie dla «Civilta Cattolica» wyraźnie stwierdził, że zakonnicy są powołani do życia profetycznego. To jest wyróżniającą ich cechą: «Bycie prorokami, dającymi świadectwo o tym, że Jezus żył na tej ziemi, i głoszącymi, że królestwo Boże polegać będzie na jej doskonałości. Osoba zakonna nigdy nie powinna rezygnować z proroctwa. (...) Pomyślmy o tym, czego dokonali tak liczni wielcy święci mnisi, zakonnicy i zakonnice, poczynając od św. Antoniego Opata. Bycie prorokami może niekiedy oznaczać robienie ruido (wrzawy), nie wiem, jak to powiedzieć... Proroctwo wywołuje hałas, rozgłos, ktoś powie 'zamieszanie'. Ale w rzeczywistości jego charyzmat polega na byciu zaczynem: proroctwo głosi ducha Ewangelii» (tamże, s. 63 i nn.).

A zatem, jak być prorokiem, żyjąc zgodnie z własnym specyficznym charyzmatem zakonnym? Według Papieża Franciszka, trzeba «umacniać to, co jest instytucjonalne w życiu konsekrowanym, a nie mylić instytutu z dziełem apostolskim. Pierwszy pozostaje, drugie przemija». W dalszym ciągu Papież mówi: «Charyzmat pozostaje, jest mocny, dzieło przemija. Niekiedy myli się instytut z dziełem. Instytut jest twórczy, poszukuje zawsze nowych dróg. W ten sposób również peryferie się zmieniają, i można sporządzać coraz to inne ich wykazy».

W tym momencie zadawane pytania skupiły się wokół kwestii powołań. Dokonuje się głęboka zmiana w geografii ludzkiej Kościoła, a zatem także instytutów zakonnych. Wzrasta liczba powołań w Afryce i w Azji, które stanowią większość ich całkowitej liczby. To wszystko stawia poważne wyzwania: inkulturacja chryzmatu, rozeznanie powołaniowe i selekcja kandydatów, dialog międzyreligijny, dążenie do bardziej zrównoważonej reprezentatywności w organach zarządzania instytutami i, ogólniej, w strukturze Kościoła. Poproszono zatem Papieża o jakieś wskazania odnośnie do tej sytuacji.

Papież Franciszek mówi, że dobrze zdaje sobie sprawę z tego, iż ogromnie zmieniła się geografia życia konsekrowanego i że «wszystkie kultury mogą być powołane przez Pana, który z wolnością może wzbudzać więcej powołań w jednej stronie świata lub w innej. Jaka jest wola Pana, wyrażana przez powołania, które nam daje od najmłodszych Kościołów? Nie umiem tego powiedzieć. Ale zadaję sobie pytanie. Musimy je sobie zadać. W tym wszystkim jest jakaś wola Pana. Są Kościoły, które wydają nowe owoce. Być może kiedyś nie były tak płodne, ale teraz są. To oczywiście zmusza do przemyślenia na nowo kwestii inkulturacji charyzmatu. Charyzmat jest jeden, ale, jak mawiał św. Ignacy, trzeba nim żyć odpowiednio do miejsca, czasu i osób. Charyzmat to nie butelka z wodą destylowaną. Trzeba nim żyć energicznie, odczytując go na nowo także poprzez kulturę. Powiecie, że to jednak wiąże się z niebezpieczeństwem zbłądzenia, popełnienia błędów. Jest to ryzykowne. Oczywiście, z pewnością, zawsze będziemy popełniać błędy, nie ma co do tego wątpliwości. To jednak nie powinno nas powstrzymywać, gdyż istnieje niebezpieczeństwo popełnienia większych błędów. W istocie powinniśmy zawsze prosić o wybaczenie i patrzeć z wielkim wstydem na niepowodzenia apostolskie, wynikające z braku odwagi. Pomyślmy na przykład o pionierskich ideach Mattea Ricciego, które w jego czasach nie zostały rozwinięte» (niezrozumienie było spowodowane tym, że jezuici w swoich misjach starali się dostosować głoszenie Ewangelii do kultury i kultów lokalnych. A to wzbudziło zaniepokojenie niektórych i w Kościele zaczęły podnosić się głosy przeciwne duchowi takich postaw, jak gdyby prowadziły one do skażenia chrześcijańskiego przesłania. Profetyczne postawy nie zostały wówczas zaakceptowane, ponieważ wykraczały poza zwykłe rozumienie faktów).

«Nie mówię o folklorystycznym dostosowaniu do obyczajów — kontynuował Papież — to jest kwestia mentalności, sposobu myślenia. Na przykład, są ludy, które myślą w sposób bardziej konkretny niż abstrakcyjny, albo których rodzaj abstrakcji jest co najmniej odmienny od zachodniego. Ja sam jako prowincjał jezuitów w Argentynie doświadczyłem tej różnicy. Pamiętam, jak wiele wysiłku wkładaliśmy z obu stron w dialog, nawet dotyczący zwykłych spraw życia codziennego, z bratem jezuitą, który pochodził z obszaru zamieszkanego przez Indian Guarani, którzy wykształcili myślenie bardzo konkretne. Trzeba żyć odważnie i konfrontować się z tymi wyzwaniami także w kwestiach istotnych. Krótko mówiąc, nie mogę formować danej osoby jako zakonnika, nie biorąc pod uwagę jej życia, jej doświadczenia, jej mentalności i jej środowiska kulturowego. Taka jest droga. Tak postępowali wielcy zakonnicy misjonarze. Przychodzą mi na myśl niezwykłe przygody hiszpańskiego jezuity Segunda Llorente, wytrwałego, kontemplacyjnego misjonarza na Alasce, który nie tylko nauczył się języka, ale także nauczył się konkretnego myślenia ludzi, wśród których żył.

O. Segundo Llorente (Mansilla Mayor, León, Hiszpania, 18 listopada 1906 r. — Spokane, Waszyngton, Stany Zjednoczone, 26stycznia 1989 r.), jezuita, spędził ponad 40 lat jako misjonarz na Alasce. Był delegatem stanu Alaska do Kongresu Stanów Zjednoczonych, uważano go bowiem za jego współzałożyciela. Został pochowany na indiańskim cmentarzu w De Smet, Idaho, gdzie mogą być chowani tylko rdzenni tubylcy amerykańscy. Kiedy w wieku 29 lat przybył do Akulurak, pierwszą trudnością dla niego było nie tyle nauczenie się języka eskimoskiego, ale mówienie o Bogu do osób, których sposób myślenia zdecydowanie różni się od europejskiego. Napisał 12 książek o swoim misjonarskim doświadczeniu.

«Inkulturacja charyzmatu jest zatem sprawą fundamentalną, a to nigdy nie oznacza jego relatywizowania. Nie powinniśmy usztywniać i ujednolicać charyzmatu. Kiedy ujednolicamy nasze kultury, zabijamy charyzmat», podsumował zdecydowanie Papież, wskazując na potrzebę «wprowadzenia do centralnych zarządów zakonów i kongregacji osób reprezentujących różne kultury, które ukazywałyby różne sposoby przeżywania charyzmatu».

Papież Franciszek niewątpliwie zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw także w kwestii «rekrutacji powołaniowej» z Kościołów najmłodszych. Przypomniał m.in., że w 1994 r., przy okazji Zwyczajnego Zgromadzenia Synodu poświęconego życiu konsekrowanemu i jego misji, biskupi filipińscy skarżyli się na «handel nowicjuszkami», to znaczy masowy napływ zagranicznych zgromadzeń, które otwierały swoje domy na tym archipelagu, by werbować powołania, które miały być zaszczepiane w Europie. «Trzeba mieć oczy otwarte na tego typu sytuacje», powiedział Papież.

Następnie poświęcił uwagę także powołaniu braci, a ogólniej zakonników, nie będących kapłanami. Wyraził żal, że nie ukształtowała się współcześnie należyta świadomość tego specyficznego powołania. Wspomniał o dotyczącym go dokumencie, który nigdy się nie ukazał, a do którego należałoby może powrócić, aby go dokończyć i zapoczątkować bardziej odpowiednią refleksję. W tym miejscu Papież skierował spojrzenie na kard. Joao Braza de Aviza, prefekta Kongregacji ds.Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, i na sekretarza tej Kongregacji, abpa José Rodrigueza Carballa, obecnych na zgromadzeniu, zachęcając ich do rozważenia tej kwestii. Podsumował: «Nie sądzę bynajmniej, aby kryzys powołań zakonnych niekapłańskich był znakiem czasu, upoważniającym do stwierdzenia, że to powołanie się skończyło. Powinniśmy co najwyżej zrozumieć, czego oczekuje od nas Bóg». Odpowiadając następnie na pytanie odnośnie do kwestii braci zakonnych jako przełożonych w zakonach kleryckich, Papież powiedział, że jest to zagadnienie kanoniczne i winno być rozpatrywane na tym szczeblu.

Papież Franciszek wysłuchał następnie paru pytań dotyczących formacji. Odpowiadając natychmiast, wskazał na sprawy pierwszorzędne: «Formacja kandydatów jest rzeczą fundamentalną. Są cztery główne wymiary formacji: duchowy, intelektualny, wspólnotowy i apostolski. Widmo, które należy zwalczać, to wyobrażenie życia zakonnego jako schronienia i pociechy w obliczu trudnego i złożonego świata 'zewnętrznego'. Te cztery wymiary muszą być obecne jednocześnie od pierwszego dnia wstąpienia do nowicjatu, a nie powinny występować kolejno. Musi zachodzić interakcja».

Papież zdaje sobie sprawę z faktu, że niełatwo jest dziś mierzyć się z problemem formacji: «Dzisiejsza kultura jest o wiele bogatsza i zawiera więcej sprzeczności w porównaniu z tą, w której żyliśmy my w naszych czasach, przed laty. Nasza kultura była prostsza i bardziej uporządkowana. Dzisiaj inkulturacja wymaga innego podejścia. Na przykład, nie da się rozwiązywać problemów po prostu zabraniając robienia tego czy tamtego. Potrzeba wielu rozmów, wielu konfrontacji. Aby uniknąć problemów, w niektórych domach formacyjnych młodzi ludzie zaciskają zęby, starają się nie popełniać ewidentnych błędów, trzymać się reguł, uśmiechając się szeroko, w oczekiwaniu na dzień, w którym usłyszą: 'Dobrze, zakończyłeś formację'. To jest hipokryzja, będąca owocem klerykalizmu, który jest jednym z najgorszych rodzajów zła. Powiedziałem to już do biskupów z Rady Episkopatów Ameryki Łacińskiej (CELAM) ubiegłego lata w Rio de Janeiro: trzeba przezwyciężyć tę tendencję do klerykalizmu także w domach formacyjnych i w seminariach. Ujmuję to w pewnej radzie, którą kiedyś usłyszałem za młodu: 'Jeśli chcesz iść naprzód, myśl jasno, a mów zawile'. Była to wyraźna zachęta do hipokryzji. Trzeba wystrzegać się tego za wszelką cenę». W Rio rzeczywiście Papież mówił o klerykalizmie jako jednej z przyczyn «braku dojrzałości i wolności chrześcijańskiej» ludu Bożego (por. Jorge Mario Bergoglio, przemówienie na spotkaniu z biskupami, członkami komitetu koordynacyjnego Rady Episkopatów Ameryki Łacińskiej, podczas ogólnego zebrania koordynacyjnego w Centrum Studiów w Sumaré, Rio de Janeiro, 28 lipca 2013 r.).

A zatem, «jeśli seminarium jest zbyt duże, trzeba je podzielić na wspólnoty, w których formatorzy będą mogli naprawdę towarzyszyć osobom. Dialog musi być poważny, bez obaw, szczery. I trzeba wziąć pod uwagę to, że język młodzieży odbywającej formację dzisiaj jest inny od języka jej poprzedników: przeżywamy zmianę epokową. Formacja jest dziełem rękodzielniczym, nie policyjnym. Musimy formować serce. W przeciwnym wypadku formujemy małe potwory. A później te małe potwory formują lud Boży. Naprawdę dostaję na myśl o tym gęsiej skórki».

Następnie Papież położył nacisk na to, że formacja musi być ukierunkowana nie tylko na rozwój osobowy, ale na ostateczną jej perspektywę — lud Boży. Formując osoby, trzeba mieć na uwadze tych, do których zostaną one posłane: «Trzeba zawsze myśleć o wiernych, o wiernym ludzie Bożym. Trzeba formować osoby tak, aby były świadkami zmartwychwstania Jezusa. Ten, kto formuje, winien myśleć o tym, że osoba odbywająca formację będzie miała za zadanie troszczyć się o lud Boży. Trzeba zawsze myśleć pośród ludu Bożego, w nim. Pomyślmy o zakonnikach, którzy mają serce cierpkie jak ocet — nie są stworzeni dla ludu. Krótko mówiąc, powinniśmy formować nie administratorów, zarządców, ale ojców, braci, towarzyszy drogi».

Papież Franciszek wskazał wreszcie na kolejne niebezpieczeństwo: «Jeżeli młody człowiek, który został nakłoniony do wystąpienia z instytutu zakonnego z powodu problemów w formacji i poważnych przyczyn, zostaje później przyjęty do seminarium, jest to inny poważny problem. Nie mówię o osobach, które uznają, że są grzesznikami: wszyscy jesteśmy grzeszni, ale nie wszyscy jesteśmy zepsuci. Niech będą przyjmowani grzesznicy, ale nie osoby zepsute». I w tym miejscu Papież przypomniał o wielkim zdecydowaniu, z jakim Benedykt XVI potraktował przypadki nadużyć: «Powinno to posłużyć nam za przykład, abyśmy mieli odwagę podjąć formację osobistą jako poważne wyzwanie, mając zawsze na uwadze lud Boży».

Synod poświęcony nowej ewangelizacji domagał się od zakonników, aby dawali świadectwo humanizującej siły Ewangelii poprzez życie w braterstwie. Nawiązując do tamtego apelu, zadano Papieżowi parę pytań na temat braterskiego życia zakonników: «Jak łączyć obowiązki misji z obowiązkami życia wspólnotowego? Jak walczyć ze skłonnością do indywidualizmu? Jak postępować z braćmi przeżywającymi trudności albo z tymi, którzy przeżywają bądź wywołują konflikty? Jak godzić właściwą reakcję z miłosierdziem w obliczu trudnych przypadków?».

Papież Franciszek przypomniał, że dzień wcześniej przyjął przybyłego z wizytą przeora Wspólnoty z Taizé, brata Aloisa: «W Taizé są mnisi katoliccy, kalwiniści, luteranie... wszyscy żyją naprawdę w braterstwie. Są dla młodych ludzi silnym biegunem apostolskim. Braterstwo ma ogromną siłę przyciągania. Choroby braterstwa, z drugiej strony, mają moc niszczącą. Pokusa zagrażająca braterstwu jest największą przeszkodą na drodze życia konsekrowanego. Skłonność do indywidualizmu jest w gruncie rzeczy sposobem na to, by nie cierpieć z powodu braterstwa. Św. Jan Berchmans (Diest, Belgia, 12 marca 1599 r. — Rzym, 13 sierpnia 1621 r.) był jezuitą, kanonizowanym przez papieża Leona XIII w 1888 r. 24 września 1618 r. złożył pierwsze śluby zakonne jako jezuita, a w 1619 r. przeniósł się do Rzymu, aby dokończyć studia filozoficzne w Kolegium Rzymskim, gdzie zachorował i zmarł zaledwie po dwóch latach, 13 sierpnia 1621 r. Wierny swoim wybranym mottom: Age quod agis («Rób to, co robisz») i Maximi facere minima («Osiągaj wiele niewielkimi środkami»), potrafił wykonywać rzeczy zwykłe w sposób nadzwyczajny i zostać świętym wspólnego życia — mówił, że dla niego największą pokutą było właśnie życie wspólnotowe. Niekiedy trudno jest żyć w braterstwie, ale jeżeli się nim nie żyje, nie przynosi się owoców. Praca, również praca 'apostolska' może stać się ucieczką od życia braterskiego. Jeżeli człowiek nie potrafi żyć w braterstwie, nie może prowadzić życia zakonnego».

«Braterstwo zakonne — kontynuował Papież — przy wszystkich możliwych różnicach jest doświadczeniem miłości, przekraczającym konflikty. Konflikty we wspólnocie są nieuchronne — w pewnym sensie muszą istnieć, jeżeli wspólnota naprawdę żyje w relacjach szczerych i lojalnych. Takie jest życie. Nie ma sensu wyobrażanie sobie wspólnoty braci, którzy nie przeżywają trudności, i nie służy to niczemu dobremu. Jeżeli w danej wspólnocie nie cierpi się z powodu konfliktów, to znaczy, że czegoś brakuje. Rzeczywistość pokazuje, że we wszystkich rodzinach i we wszystkich ludzkich grupach istnieją konflikty. I z konfliktem trzeba się zmierzyć — nie należy go ignorować. Jeżeli jest skrywany, rodzi napięcie i potem wybucha. Życie bez konfliktów nie jest życiem».

Stawka w grze jest wysoka. Wiemy, że jedną z podstawowych zasad Papieża Franciszka jest ta, że «jedność przewyższa konflikt». Jego słowa skierowane do zakonników należy odczytywać w świetle Evangelii gaudium (nn.226-230), tam gdzie mowa jest o «przyjęciu konfliktu, rozwiązaniu go i przemienieniu w ogniwonowegoprocesu»(n. 297). Trzeba pamiętać, że dla Bergoglia samorealizacja nie jest nigdy przedsięwzięciem wyłącznie indywidualnym, ale zbiorowym, wspólnotowym (por. Jorge Mario Bergoglio, E l'amore che apre gli occhi — To miłość otwiera oczy, Mediolan, Rizzoli, 2013 r., s. 46). W tym sensie konflikt może, a wręcz powinien przerodzić się w proces dojrzewania.

W każdym przypadku jednak konflikt trzeba otoczyć opieką: «Nie powinniśmy nigdy zachowywać się jak kapłan czy lewita z przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie, którzy po prostu przechodzą obok. Ale jak postępować? Przychodzi mi na myśl — mówi Papież — historia pewnego młodzieńca, 22-letniego, który przeżywał kryzys depresyjny. Nie mówię o zakonniku, ale o młodym człowieku, mieszkającym ze swoją mamą, która była wdową i pracowała jako praczka dla majętnych rodzin. Ten młodzieniec przestał chodzić do pracy i żył w oparach alkoholu. Mama nie mogła nic na to poradzić: każdego ranka przed wyjściem po prostu patrzyła na niego z wielką czułością. Tamten młody człowiek jest teraz ważną osobą — przezwyciężył wcześniejszy kryzys, bowiem pełne czułości spojrzenie mamy ostatecznie go poruszyło. Otóż trzeba odnaleźć w sobie na nowo czułość, także czułość matczyną. Pomyślcie o czułości, z jaką żył na przykład św. Franciszek. Czułość pomaga przezwyciężać konflikty. Jeżeli to nie wystarcza, może zaistnieć potrzeba zmiany wspólnoty».

«Prawdą jest — kontynuował Papież Franciszek — że czasami jesteśmy bardzo okrutni. Doświadczamy powszechnej pokusy krytykowania, czy to dla własnej satysfakcji, czy dla osobistej korzyści. Niekiedy kryzysy braterstwa są spowodowane słabą osobowością, i w takim przypadku trzeba zwrócić się o pomoc do specjalisty, do psychologa. Nie należy się tego bać; nie należy się obawiać, że nieuchronnie popadnie się w psychologizowanie. Jednak nigdy, ale to nigdy w obliczu konfliktu brata nie powinniśmy postępować jak zarządcy. Powinniśmy zaangażować się sercem».

«Braterstwo jest rzeczą bardzo delikatną. W hymnie z I Nieszporów uroczystości św. Józefa w brewiarzu argentyńskim jest prośba dotegoświętego, aby strzegł Kościoła z ternura de eucaristía — 'eucharystyczną czułością' (Guarda a la Iglesia de quien fue figura / la inmaculada y maternal María; / guárdala intacta, firme y con ternura / de eucaristía)».

«Oto jak trzeba obchodzić się z braćmi — z eucharystyczną czułością. Trzeba 'pogładzić' konflikt. Przypomina mi się, jak Paweł VI dostał od jakiegoś dziecka list z wieloma rysunkami. PawełVI powiedział, że zobaczenie takiego listu na stole, na który trafiają tylko listy z problemami, bardzo dobrze mu zrobiło. Czułość dobrze nas usposabia. Czułość eucharystyczna nie zasłania konfliktu, ale pomaga go przezwyciężyć po ludzku».

W tym miejscu przełożeni generalni zadali Papieżowi parę pytań na temat włączenia wspólnot zakonnych do Kościołów lokalnych i na temat relacji z biskupami: jak mogą być respektowane i promowane dla dobra Kościoła lokalnego charyzmaty różnych instytutów? Jak umacniać jedność między odrębnymi charyzmatami i formami życia chrześcijańskiego w perspektywie większego wzrostu wszystkich i lepszego rozwoju misji?

Papież Franciszek odpowiada, że od wielu już lat istnieje wymóg, aby dokonać rewizji kryteriów, według których kształtowane są relacje między biskupami i zakonnikami w Kościele, które zostały opracowane w 1978 r. przez Kongregację Zakonów i Instytutów Świeckich oraz Kongregację ds. Biskupów (Mutuae relationes). Zdaniem Papieża, nadszedł już na to czas, ponieważ «tamten dokument odzwierciedlał pewien okres i przestał być aktualny. Charyzmaty poszczególnych instytutów powinny być respektowane i promowane, ponieważ są one potrzebne w diecezjach. Wiem z doświadczenia — kontynuował — jakie problemy mogą się rodzić między biskupem a wspólnotami zakonnymi». Na przykład, «jeżeli pewnego dnia postanawiają opuścić dane dzieło z powodu braku zakonników, biskup często nieoczekiwanie staje wobec problemu, z którym nie wie, co zrobić. Miałem tego typu trudne doświadczenia. Powiadamiano mnie, że dzieło zostanie porzucone, i ja nie wiedziałem, co robić. Kiedyś nawet poinformowano mnie już po fakcie. Ale mógłbym też opowiedzieć inne przypadki, bardzo pozytywne. Krótko mówiąc, znam te problemy, ale wiem też, że nie zawsze biskupi znają charyzmaty i dzieła zakonników. My biskupi powinniśmy zrozumieć, że osoby konsekrowane nie są materiałem pomocniczym, ale stanowią charyzmaty, które wzbogacają diecezje. Włączenie do diecezji wspólnot zakonnych jest ważne. Trzeba ocalić dialog między biskupem a zakonnikami, aby nie dopuścić do tego, że nie rozumiejąc charyzmatów, potraktują je po prostu jako przydatne narzędzia». W związku z tym Papież powierzył Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego zadanie podjęcia na nowo refleksji i pracy nad rewizją dokumentu Mutuae relationes.

Ostatnie pytania dotyczyły granic misji osób konsekrowanych. Papież często mówił o «wychodzeniu», «docieraniu», «granicach». Przełożeni generalni zapytali zatem, ku jakim granicom trzeba wychodzić: «Jak postrzega obecność życia konsekrowanego w sytuacjach wykluczenia, istniejących w naszym świecie? Wiele instytutów prowadzi działalność edukacyjną — co sądzi o tym rodzaju posługi? Co może powiedzieć zakonnikom, którzy angażują się w tej dziedzinie?».

Papież stwierdza przede wszystkim, że niewątpliwie pozostają granice geograficzne, i że potrzeba dyspozycyjności do zmiany miejsca. Ale istnieją też granice symboliczne, które nie są określone i nie są jednakowe dla wszystkich, ale «trzeba ich szukać opierając się na charyzmatach każdego instytutu. A zatem trzeba rozeznawać wszystko według własnego charyzmatu. Z pewnością najistotniejszymi priorytetami pozostają sytuacje wykluczenia, ale wymagają rozeznania. Pierwszym kryterium jest to, aby kierować do tych sytuacji wykluczenia i marginalizacji osoby najlepsze, najlepiej przygotowane. Istnieją sytuacje większego ryzyka, które wymagają odwagi i wiele modlitwy. I trzeba, żeby przełożony towarzyszył osobom zaangażowanym w tę pracę». Zawsze istnieje ryzyko, przypomniał Papież, że ulegniemy entuzjazmowi i że będziemy posyłać na rubieże marginalizacji zakonników pełnych dobrej woli, ale nie nadających się do tych sytuacji. Nie należy podejmować decyzji w tej dziedzinie bez zapewnienia należytego rozeznania i wsparcia.

Oprócz wyzwania, jakim jest marginalizacja, Papież przywołał dwa inne wyzwania, również ważne: kulturowe i dotyczące edukacji w szkołach i na uniwersytetach. W tej dziedzinie życie konsekrowane może świadczyć ogromną posługę. Przypomniał: «Kiedy przyszli mnie odwiedzić ojcowie z 'La Civilta Cattolica', mówiłem im o granicach myślenia, o jedynej słusznej myśli i o myśli słabej. Polecałem im te granice. Podobnie jak przełożony generalny salezjanów wie, że u nich wszystko zaczęło się od projektu wychowawczego dotyczącego sytuacji granicznej, od marzenia ks.Bosko, który posłał swoich salezjanów aż na peryferie geograficzne Patagonii. Moglibyśmy podawać dalsze przykłady».

Według Papieża, filarami edukacji są: «przekazywanie wiedzy, przekazywanie sposobów postępowania, przekazywanie wartości. Poprzez nie przekazuje się wiarę. Wychowawca powinien być na miarę osób, które wychowuje, powinien zastanawiać się, jak głosić Jezusa Chrystusa pokoleniu, które się zmienia». Następnie podkreślił, że: «Dzisiaj zadanie wychowawcze jest misją kluczową — kluczową, kluczową!». I przytoczył niektóre swoje doświadczenia z Buenos Aires odnośnie do przygotowania, które jest potrzebne, aby odpowiednio odnosić się w placówkach wychowawczych do dzieci, nastolatków i młodzieży, żyjących w sytuacjach złożonych, zwłaszcza w rodzinie: «Pamiętam przypadek pewnej dziewczynki, bardzo smutnej, która w końcu zwierzyła się nauczycielce z przyczyny swojego stanu ducha: 'Narzeczona mojej matki mnie nie kocha'. Procent młodzieży szkolnej, która ma rodziców żyjących w separacji, jest niezwykle wysoki. Sytuacje, w których żyjemy dzisiaj, stawiają zatem nowe wyzwania, które dla nas są niekiedy wręcz trudne do zrozumienia. Jak głosić Chrystusa tym chłopcom i dziewczętom? Jak głosić Chrystusa zmieniającemu się pokoleniu? Trzeba uważać, żeby nie podać im szczepionki przeciwko wierze».

Papież Franciszek w przeszłości poświęcił wiele uwagi kwestiom wychowawczym w swoich różnych wystąpieniach, jako kardynał metropolita Buenos Aires. Wspomnijmy przede wszystkim: Scegliere la vita. Proposte per tempi difficili [Wybrać życie. Propozycje na trudne czasy] (Mediolan, Bompiani, 2013 r.).

Wreszcie, po upływie trzech godzin, ok. 12.30, Papież powiedział, że żałuje, ale musi zakończyć tę rozmowę: «Zostawmy inne pytania na następny raz», mówi uśmiechając się. Zwierza się, że czeka na niego dentysta. Przed pożegnaniem się z obecnymi przełożonymi generalnymi chce coś ogłosić: rok 2015 będzie poświęcony życiu konsekrowanemu. Te słowa zostały przyjęte długimi oklaskami. Papież, patrząc z uśmiechem na prefekta i sekretarza Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, mówi: «To ich wina, to oni zaproponowali: kiedy ci dwaj się spotykają, są niebezpieczni», rozbawiając tym całe zgromadzenie.

Opuszczając aulę, powiedział: «Dziękuję wam, dziękuję wam za ten akt wiary, który uczyniliście na tym zebraniu. Dziękuję za to, co robicie, za waszego ducha wiary i dążenie do tego, by służyć. Dziękuję za wasze świadectwo, za męczenników, których nieustannie dajecie Kościołowi, a także za upokorzenia, jakie musicie znosić: to jest droga krzyża. Z serca dziękuję».

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama