Wielki Czwartek 2001

Homilia na Wielki Czwartek 2001

„Jezus [...] umiłowawszy swoich na świecie,
do końca ich umiłował” J 13,1

Wj 12,1-8.11-14; 1 Kor 11,23-26; J 13,1-15

Jakich słów użyć, by nie zakłócić wymownej ciszy Triduum Sacrum? Przestały bić dzwony, zamilkły organy, byśmy mogli w świętym skupieniu zanurzyć się w atmosferę Wieczernika i już teraz pojęli coś z tego, „co Jezus czyni” (por. J 13,7). Bo można się zestarzeć i umrzeć, i nie zrozumieć tego, co nasz Zbawiciel uczynił w Wielki Czwartek...

Ostatnia Wieczerza! „Nadeszła godzina przejścia Jezusa z tego świata do Ojca” (J 14,2), dlatego pozostawia nam On swój testament, „pisany” wszystkim, co mówi i co robi w Wieczerniku. Zwróćmy uwagę jedynie na to, co w sposób zasadniczy powinno zmienić nasz styl życia.

Najpierw umycie nóg uczniom. W tamtym czasie mycie komuś nóg było posługą niewolnika. W tym kontekście wspomnijmy na naszą pychę. Wciąż toczymy spory o to, „kto z nas jest największy”. Wciąż walczymy o to, „by moje było na wierzchu”, i wciąż także nie umiemy przebaczać bliźnim. A Jezus? „Wstał od wieczerzy [...]. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi” (J 13,4-5). Nawet Judaszowi! Nawet jemu? Ale musimy pamiętać, że przecież nikt z nas nie jest dobry i „godny” miłości. Jezus uniża się, bo jest Miłością, a miłość nie potrafi inaczej, jest miłością „do końca”!

Bóg klęka przed swym stworzeniem i służy mu. My chcemy być „jak Bóg”. Od Adama i Ewy ta pokusa ciągnie się za nami. Może wreszcie zrozumiemy, że jest tylko jedna droga do wielkości: pochylić się głęboko przed bliźnim i służyć mu! Zwróćmy w tym miejscu uwagę na jeden bolesny „konkret”: na stosunek do ludzi starych, którym Papież i Biskupi, w geście Chrystusa, umywają dziś nogi. Jezus miłuje nas „do końca”. Jego czyn w Wieczerniku jest wezwaniem, byś i ty, Siostro i Bracie, kochał starą matkę i niedołężnego ojca „aż do końca”, aż do momentu ich naturalnej śmierci, byś nie podrzucał ich — chociaż masz warunki — do domu starców, gdzie wegetują zamiast cieszyć się bliskością rodziny.

Następnie Jezus ustanawia Eucharystię. Znów sprawa niesłychanie ważna. Liturgia, którą sprawujemy i dziś, i codziennie, to nie historyczne jedynie „wspomnienie”, ale uobecnienie tajemnicy naszego zbawienia. Jeden jest tylko Zbawiciel-Syn Boży-Jezus Chrystus, który nieustannie jest wśród nas. Kto chce być zbawiony, musi się z Jezusem spotkać, a nie tylko „słyszeć” o Nim.

Czy mamy świadomość, gdy uczestniczymy w liturgii sakramentów, że „teraz” spotykam się z Jezusem Zbawcą? Nie z kapłanem — szafarzem, ale z Jezusem! Ta żywa świadomość zmieniłaby przecież gruntownie nasze życie. Przecież Eucharystia ukazuje nam coś z wewnętrznej istoty Boga, to znaczy znów służbę i wydawanie siebie na ofiarę: „To jest Ciało Moje za was [wydane]” (1 Kor 11,23). Bóg daje człowiekowi swoje Życie, abyśmy stali się „jak Bóg”. Ustanawiając Eucharystię, Bóg chce, aby wszyscy ludzie wszystkich czasów mogli być obecni przy ofierze Krzyża i mogli zobaczyć, do czego zdolna jest miłość Boża.

Eucharystia, ofiara Jezusa, jest zawsze obecna wśród nas. Wiara, którą nosimy w sercu, mówi nam, że, uczestnicząc we Mszy św., stoimy wraz z Maryją pod Krzyżem i pijemy życiodajną Krew z otwartego Serca Boskiego Krwiodawcy. Jak nie wielbić bogactwa pomysłowości miłości Boga ku nam?!

W cieniu Eucharystii pojawia się dar kapłaństwa. Jakiż to ogrom łaski zarówno dla powołanego, jak i dla całego Bożego Ludu. Dzięki kapłaństwu możemy dzisiaj i codziennie stać blisko ofiary Syna Bożego na Golgocie. Ta bliskość jest dla nas zadaniem, dla nas kapłanów i dla wszystkich odkupionych, byśmy z pietyzmem, to znaczy z miłością i świętym lękiem wchodzili w przemieniającą nas Komunię z Tym, który „do końca nas umiłował”. Wszyscy jesteśmy ludem kapłańskim. Przypomina nam to św. Piotr: „Wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa. [...] Wy zaś jesteście [...] królewskim kapłaństwem [...], abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła” (1 P 2,5.9).

Jesteśmy ludem kapłańskim, dlatego do nas wszystkich Chrystus kieruje codziennie nie tylko słowa: „To jest Ciało moje, które za was będzie wydane”, ale i słowa: „to czyńcie to na moją pamiątkę!” (Łk 22,19). Wszyscy jesteśmy powołani do tego, by „czynić to”, co Chrystus, to znaczy „być jak Chrystus”, być jak On chlebem ofiarnym „za życie świata”, przekazywać Jego czyn miłości ofiarnej aż do końca świata.

Siostry i Bracia! Eucharystia to ofiara krzyżowa za nas i dla nas. W niej wyraźne jest to, co Bóg uczynił dla mnie, ale i to, co ja powinienem czynić wobec innych. Dlatego Jezus mówił dzisiaj do nas w Ewangelii: „Dałem wam [...] przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13,15).

Zakończmy nasze dzisiejsze rozważanie pełną wdzięczności modlitwą: „Czym się Panu odpłacę za wszystko, co mi wyświadczył? Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana. Tobie złożę ofiarę pochwalną i wypełnię me śluby dla Pana przed całym Jego ludem” (Ps 116,12-14, Psalm responsoryjny). A po Mszy św. złożymy Chrystusa-Hostię w symbolicznej „ciemnicy”. Wtedy w modlitewnym milczeniu podziękujmy Mu osobiście za Wieczernik, za to, co przeżył w Ogrodzie Oliwnym i za Krzyż na Golgocie. Wtedy łatwiej nam będzie w codziennym życiu przekazywać tę miłość, jaką zostaliśmy objęci wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy wciąż nie wierzą, że Bóg „do końca nas umiłował”.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama