Znów wypłynęła Ryba

Cotygodniowy felieton z Gościa Niedzielnego (28/2000)

Pan Ibisz, który miał być filarem TVN-u, przeniósł się do Polsatu, bo filarem TVN-u został pan Urbański. Żeby zostać filarem, trzeba prowadzić popularny teleturniej. Tak się składa, że obaj panowie są gospodarzami zawodów, w których można wygrać milion złotych, ale formuły różnią się na tyle, że nie można mówić o plagiacie. Oczami wyobraźni widzę któryś z przyszłych programów, w którym p. Urbański wystąpi u p. Ibisza albo jeszcze lepiej: p. Ibisz wystąpi u p. Urbańskiego. Dlatego lepiej, że u p. Urbańskiego można w razie trudności zadzwonić do przyjaciela (że też studenci tak nie mogą podczas egzaminu!).

Bardzo jestem ciekaw, do kogo zadzwoniłby p. Ibisz, który wyznał przed kamerą, że jest rybą. Zaniepokoiłem się wtedy, co sądzi na ten temat jego żona, ale okazało się, że to chodzi o Rybę — znak Zodiaku. Tak więc zapewne nie doczekałbym się telefonu do suma-ludojada, który atakuje dzieci w jeziorach, bo chce wystąpić w najnowszej wersji filmu „Szczęki” o numerze bieżącym „górna szóstka”. Raczej należałoby się spodziewać, iż zadzwoni do Francji, gdzie ostatnio pewna wróżbitka ujawniła taśmy dowodzące, iż jej astrologicznych porad zasięgał prezydent Mitterrand. Jest to raczej śmieszne, a jeszcze śmieszniejsze jest to, że dama wyciągnęła taśmy, żeby oczyścić się z podejrzeń o romans z francuskim prezydentem.

Francja rzeczywiście przeżywa konwulsje duchowe: dawniej była może frywolna, ale za to racjonalna do szpiku kości, dziś irracjonalizm brzmi lepiej od dwuznaczności obyczajowej. Nawiasem mówiąc, ciekawe, czego jeszcze dowiemy się o Mitterrandzie, sztandarowej postaci eurosocjalizmu, byłym współpracowniku kolaborującego z Hitlerem rządu Pétaina, satrapie opłacającym z państwowych pieniędzy mieszkanie kochanki, polityku ukrywającym swoją chorobę, a ponadto wyznawcy astrologii. Oto dola niektórych socjalistów: gdy się przestaje wierzyć w tradycyjne wartości, to się zaczyna wierzyć w byle co.

Być może p. Ibisz z tą Rybą żartował, ale warto sobie zdać sprawę, iż zabobon zaczyna się od czytania horoskopów, tak jak narkomania zaczyna się od marihuany, a alkoholizm od piwa (bezalkoholowego, he, he). Przyznam, że wyznania poważnych skądinąd osób, przypisujących swoje klęski lub sukcesy dacie urodzenia napawają mnie lękiem o ich zdrowie psychiczne.

Okazuje się jednak, że sprawa jest poważniejsza: to już nie jest problem jednej ryby, to cała ławica nieszczęść. Tygodnik „Wprost” doniósł pod koniec czerwca, że Polska bije światowe rekordy w rozwoju bioenergoterapii, astrologii, wróżbiarstwa i praktyk magicznych. Jak kraj długi i szeroki, trwają festiwale i targi ezoteryczne, a różnych naturoterapeutów naliczyć już można dziewięćdziesiąt tysięcy. W kraju, który według p. Millera żyje tylko dzięki śmietnikom, ludzie wyrzucają mnóstwo pieniędzy na hochsztaplerów i naciągaczy obiecujących im gruszki na wierzbie. Ktoś niedawno powiedział o młodzieży sięgającej po narkotyki: nie brak im mądrości, ale brak im wiedzy. Dotyczy to chyba nie tylko młodzieży.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama