Seniorzy pilnie (p)oszukiwani

Osoby starsze, samotne to główne ofiary naciągaczy


Kinga Ochnio

Seniorzy pilnie (p)oszukiwani

Paradoksalnie to osoby najuboższe, które powinny najbardziej strzec swoich pieniędzy, stają się najłatwiejszym łupem dla osób oferujących przeróżne, jakoby niemające sobie równych produkty oraz tych, którzy chcą zdobyć łatwe pieniądze, wykorzystując naiwność osób starszych.

Oszuści nie muszą wysilać wyobraźni. Stare, sprawdzone sposoby naciągania starszych ludzi nadal są bardzo skuteczne. Na tę grupę klientów z powodzeniem działają obietnice o wyjątkowej okazji, promocji i możliwości zaoszczędzenia. Pozbawieni skrupułów oszuści wykorzystują łatwowierność, naiwność, a czasem także zwykłą bezmyślność starszych ludzi.

Niektórym za ich „wyczyny” grożą konsekwencje karne.

Wnuczek z chorym gardłem

Jednym z najpopularniejszych sposobów łatwego zdobycia pieniędzy jest metoda „na wnuczka”. - Cwani i sprytni sprawcy wiedzą, że wnuki są oczkiem w głowie starszych ludzi - wyjaśnia asp. Jarosław Janicki, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Białej Podlaskiej. Mechanizm okradania tą metodą jest w większości przypadków taki sam. Zanim sprawca zatelefonuje do swojej ofiary, często korzysta z książki telefonicznej, wybierając typowe dla starszego pokolenia imiona. A kiedy już wykręci numer, tak prowadzi rozmowę, że starsza osoba sama podaje imię owego wnuczka. Często jednak zna je już wcześniej. - Oszuści zdobywają informacje dzięki internetowym portalom społecznościowym. Jeśli ktoś jest sprytny i posiedzi trochę w sieci, to znajdzie dużo danych - mówi asp. J. Janicki. I choć podejrzenia może wzbudzić zmieniony głos krewnego czy obcy numer, z którego dzwoni, sprawcy mają na to gotowe wyjaśnienie. - Dzwoniący najczęściej tłumaczy, że właśnie przechodzi chorobę gardła, padł mu telefon lub korzysta z aparatu kolegi - wylicza oficer prasowy KMP w Białej Podlaskiej. Oszuści w rozmaity sposób zdobywają zaufanie swojej ofiary. Podczas rozmowy telefonicznej troszczą się o jej zdrowie, mówią o tęsknocie, tłumaczą się z długiego milczenia, aby potem przejść do najważniejszego, czyli celu rozmowy. Telefonujący oszust zazwyczaj pilnie potrzebuje pomocy finansowej. Najczęściej mówi, że właśnie został okradziony, narobił długów i musi je szybko spłacić albo też trafiła mu się znakomita okazja na kupno samochodu czy mieszkania i potrzebuje pieniędzy na wpłacenie zaliczki. Po odbiór pieniędzy nigdy nie przychodzi osobiście. Albo wysyła zaprzyjaźnionego kolegę, albo prosi o wpłatę na podane konto.

Ostrzegali, ale dała się zmanipulować

Jedną z ofiar takiego oszustwa w ubiegłym roku stała się 82-letnia mieszkanka Białej Podlaskiej. Po rozmowie telefonicznej z osobą podającą się za jej bratanka w jednym z banków zaciągnęła pożyczkę w wysokości 10 tys. zł. Następnie wpłaciła pieniądze na konto rzekomego bratanka. Po przelaniu pieniędzy skontaktowała się telefonicznie ze swoim kuzynem, który miał otrzymać pieniądze. Wówczas okazało się że padła ofiarą oszustwa. - W ubiegłym roku, w czerwcu, doszło do trzech przypadków dokonania wpłaty, zawsze na konto, i trzech usiłowań wyłudzeń. Sprawcami okazali się mieszkańcy Gorzowa Wielkopolskiego - przypomina asp. J. Janicki. Czekają teraz na wymierzenie kary.

Starsi ludzie nadal nabierają się, pomimo ostrzeżeń i apeli policji. - Jedna z oszukanych kobiet opowiadała, że słyszała o takich zdarzeniach, ale człowiek tak ją zmanipulował, iż była przekonana, że to wnuczek - mówi oficer prasowy KMP w Białej Podlaskiej.

Oprócz fałszywych wnuków seniorzy padają ofiarą osób podszywających się pod pracowników administracji, opieki społecznej czy różnych służb technicznych. Zdarza się, że powieszona na klatce schodowej informacja o sprawdzaniu wentylacji w mieszkaniach albo liczników gazowych prowokuje do działania oszustów, którzy, podszywając się pod kontrolerów, okradają mniej ostrożnych lokatorów. - Do domu wchodzą dwie osoby. Jedna rozmawia, a druga w międzyczasie rozgląda się i plądruje mieszkanie - opisuje metodę działania J. Janicki.

Pielgrzymka za jeden garnek

Osoba starsza to także łakomy kąsek dla firm zajmujących się sprzedażą bezpośrednią. Tu królują garnki oraz kołdry, których ceny przyprawiają o zawrót głowy. Coraz częściej w naszych skrzynkach lądują zaproszenia namawiające do jednodniowych wycieczek. Ich kierunek to wyprawa do jakiegoś sanktuarium na terenie kraju. Zachętą jest cena. Jedynie 19 zł za całodniową wycieczkę, w którą wliczony jest dodatkowo obiad i drobny upominek w rodzaju zegara ściennego, łazienkowej wagi czy kompletu filiżanek. Warunkiem zaś - skończenie 25 roku życia i zgoda na wzięcie udziału w prezentacji „atrakcyjnych produktów”. - Kierunek podróży wybierany jest nieprzypadkowo. Wiadomo, że młody człowiek nie skusi się na pielgrzymkę. Szybciej zrobi to starsza osoba, której nie stać na droższy wyjazd, a taki jednodniowy wypad może okazać się dla niej atrakcyjny - mówi pan Władysław z Międzyrzeca Podlaskiego, który skorzystał z ulotki i wybrał się na wycieczkę do Lichenia. Na miejscu jednak okazało się, że więcej czasu zajęło namawianie uczestników do zakupu garnków niż zwiedzanie sanktuarium. - Sądziłem, że prezentacja potrwa jakąś godzinę, a resztę dnia poświęcimy na zwiedzanie Lichenia. Byłem w błędzie - przyznaje pan Władysław. Pokaz garnków, których zestaw kosztował prawie trzy tysiące złotych, trwał cztery godziny. Potem uczestników zaproszono na obiad. Dopiero po nim przyszedł czas na obejrzenie sanktuarium. - To był bieg z językiem na brodzie, a nie zwiedzanie - żali się pan Władysław. Ku jego zaskoczeniu jednak kilka osób podczas wycieczki skusiło się na zakup oferowanych produktów. Jedną z nich była jego znajoma. - Gdy wróciła do domu z podpisaną umową, jej syn sprawdził w internecie, że podobny komplet garnków kosztuje 500 zł - podsumowuje pan Władysław.

Wielbłąd na raty

Czasem, aby zostać namówionym na transakcję życia, pozbyć się wszystkich oszczędności czy nawet wziąć kredyt, nie trzeba nawet opuszczać miasta. Wystarczy jedynie telefonicznie zgodzić się na udział w spotkaniu, którego celem ma być ochrona naszego zdrowia, aby już po kilku dniach otrzymać zaproszenie na pokaz wełnianej pościeli. Średnia wieku uczestników takich spotkań to około 65 lat. Podczas nich prowadzący przez kilka godzin opowiadają zgromadzonym o walorach produktu, jakim jest komplet pościeli. - Po pierwsze materiał, z którego wykonano ową pościel. Może to być wielbłąd, owca albo kaszmirska koza - skwapliwie wylicza pan Andrzej z Parczewa, uczestnik wielu prezentacji. Jak przekonuje, dzięki temu pościel jest ponoć antyalergiczna, miękka, bardzo delikatna i przyjemna w dotyku, co ma zapewnić komfortowy sen, a także być lekarstwem niemal na wszystkie dolegliwości, między innymi choroby krążenia i wszelkie bóle. Do tego dochodzą dołączone do towaru przeróżne certyfikaty jakości podpisane przez autorytety w postaci lekarzy i rehabilitantów. Do potwierdzenia tez pana prowadzącego pokaz wykorzystani zostają obecni na sali widzowie, którzy taką pościel już jakiś czas temu nabyli. - Zawsze jest tak, że ktoś wybrany z widowni opowiada, jak na własnej skórze przekonał się o jej sile działania. Ta osoba zostaje nagrodzona gromkimi brawami, a od prowadzącego za kilka słów reklamy dostaje jakiś drobny upominek, choćby płyn do prania - zdradza pan Andrzej.

Cena pościeli z wielbłąda to, bagatela, mniej więcej 4 tys. zł. Ten fakt nie zraża jednak przybyłych na pokaz emerytów, których miesięczny dochód oscyluje w granicach najniższej pensji. Okazuje się bowiem, że pościel można nabyć na raty rozłożone nawet na kilka lat.

Pomimo dokonania transakcji, firmy nie dają spokoju swoim klientom. - Nawet gdy kupiłem pościel, dostawałem pocztą zaproszenia na kolejne pokazy, do których dołączony był jeden kolczyk czy kapeć, a po drugi trzeba było pofatygować się na spotkanie. Żal było nie pójść - tłumaczy pan Andrzej.

Zdaniem dr. Tomasza Korczyńskiego, socjologa z Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, o tym, że jesteśmy skłonni kupić produkt, na który nas nie stać, decyduje często chwila, sytuacja osobista i dobry chwyt, co oczywiście wiąże się z dobrze przygotowanym do swej roli sprzedawcą. - W gruncie rzeczy jesteśmy nieufni, tak nam się przynajmniej wydaje, ale de facto chcemy być uwodzeni. Pragniemy, aby zwracano na nas uwagę, aby nasza osoba wzbudzała zainteresowanie. I to wykorzystują specjaliści - przekonuje Korczyński.

A kiedy już rozpocznie się proces przekonywania, jak podkreśla socjolog, jesteśmy zbyt delikatni, aby odmówić, nie chcemy nikomu czynić afrontu, w końcu poświęcił nam czas. I tak zostajemy „złowieni”.

Nauczmy się odmawiać

dr Tomasz M. Korczyński, Katedra Metodologii Badań Socjologicznych, Instytutu Socjologii UKSW

Co trzeba robić i jak się zachować, aby nie ulec marketingowym sztuczkom i urokowi akwizytora?

Bardzo ważna jest odwaga i jednocześnie umiejętność odmowy, grzecznej, kulturalnej, ale przekonującej i stanowczej, najlepiej nie wchodzić w żadne dyskusje, tylko stanowczo stać na swoim stanowisku, że temat i zaprezentowana propozycja nas nie interesują, należy powtórzyć to kilka razy, niezależnie od zabiegów przekonującego. To wystarczy. Jeżeli osoba sprzedająca słyszy w ciągu krótkiego czasu trzykrotną, czterokrotną odmowę - grzeczną, ale jednak odmowę - musi w końcu skapitulować. Dużo zależy od samoświadomości swojej siły wewnętrznej człowieka.

Osoby w jakim wieku łatwiej jest przekonać i dlaczego?

Istnieją kategorie narażone na większe ryzyko manipulacji. Najczęstszymi ofiarami są ludzie młodzi i ci znacząco starsi wiekiem, ale także ludzie niewykształceni oraz kobiety - specjaliści wykorzystują słabe punkty każdej z tych kategorii. Niedoświadczenie ludzi młodych, samotność ludzi starszych, naiwność niewykształconych, w końcu delikatność płci pięknej.

Czy są jakieś określone zasady, sposoby, które zwiększają szansę manipulacji klientem, czyli skłonienie go do określonych zachowań?

Oczywiście, jest ich wiele, przy dobrym przeszkoleniu można sprzedać produkt o bardzo niskiej jakości. Oprócz podstawowych zasad grzecznego zachowania, uroku i kultury osobistej sprzedającego, to przede wszystkim jego osoba stoi w centrum całego procesu.

Co zatem możemy powiedzieć o samych akwizytorach? Czy są to osoby pozbawione skrupułów, czy po prostu dobrze wykonujący swoją pracę?

Na pewno nie są to osoby podstępne i bezwzględnie cyniczne, po prostu wykonują swoją pracę, nawet jeśli naginają często prawdę lub przemilczają pewne fakty, to nie można ustawić ich w tym samym szeregu, co oszustów i naciągaczy, również i w tej branży istnieje obowiązujący etos i kodeks etyczny, którego nie można przekroczyć. Na pewno powinny być to osoby o silnym charakterze, asertywne, inteligentne i potrafiące zainteresować potencjalnego klienta, nie tylko produktem, ale także swoją osobą. Osoba przekonywana często kupuje produkt ze względu na ciekawe cechy sprzedawcy, mając później realną pamiątkę po spotkaniu w postaci kupionego produktu.

Kiedy rozmawiam z wieloma osobami, podkreślają, że są ostrożne i nie wierzą w tzw. szybką kasę, a po jakimś czasie przyznają się, że jednak ulegli presji i wysłali smsa czy wzięli udział w jakimś telewizyjnym konkursie. Skąd taka zmiana frontu?

Każdy ma nadzieję na zwycięstwo, tym bardziej, że jest ono „w zasięgu ręki”. Każdy się zgodzi, że nie wierzy w te bajki, ale kiedy rzekoma szansa pojawi się na horyzoncie, to można choć raz spróbować szczęścia. I to jeszcze bez najmniejszego wysiłku. Dzisiaj nie trzeba wychodzić z domu, aby fortuna nas znalazła, sama nas szuka, przychodzi w kolorowych gazetach, kolorowych obrazach, w uśmiechniętych smsach. Wysiłek wykręcenia telefonu, czy wysłania smsa jest nieznaczny, tylko później trochę boli przy płaceniu rachunków i gdy zdajemy sobie sprawę, że zostaliśmy nabrani.

Co jakiś czas słyszy się o przypadkach kradzieży „na wnuczka” czy wpuszczaniu obcych osób do domu, które podczas chwili nieuwagi dokonują rabunku. Dlaczego ludzie, pomimo komunikatów i przestróg policji, są nadal łatwowierni?

Przestępstwa tego typu dotykają niestety w dużej mierze osoby starsze, stąd to określenie „na wnuczka”. Z jednej strony mamy do czynienia z osobą bezwzględną, pozbawioną skrupułów, która, wiedząc jaka jest sytuacja ekonomiczna osób starszych w naszym kraju, decyduje się na taki przekręt, często na początku miesiąca, gdy dopiero co drzwi zamknęły się za listonoszem z emeryturą. Emeryci zostają pozbawieni środków do życia, z drugiej strony, ludzie starsi są samotni, bardzo bezbronni i słabi, gdy przekonujący, młody mężczyzna odgrywa podstępnie przedstawienie. Zresztą przestępcy tego pokroju stosują także i inne zabiegi, jak chociażby wykorzystanie np. remontu czy naprawy instalacji gazowej całego domu - mogą wówczas podszywać się pod pracowników danej firmy. Pomysłów na oszustwo jest, niestety, wiele. Ważne, aby zachować zdrowy rozsądek, odważyć się być asertywnym i, przede wszystkim, zachować zdrową nieufność i ostrożność przed obcymi.

opr. aw/aw



Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama