Internowani

Kapelusz na wodzie. Gawędy o księdzu Tischnerze (fragmenty)

Internowani

Wojciech Bonowicz

Kapelusz na wodzie

Gawędy o księdzu Tischnerze

ISBN: 978-83-240-1348-7
wyd.: Wydawnictwo ZNAK 2010

Spis wybranych fragmentów
Wstęp
„Najpierw jestem człowiekiem...”
Dwa światy
Marzenie o skakaniu
Kałamarz na szczycie
Kto się udał Panu Bogu
Solidarność
Internowani
Scena
„Najwyższy czas się skompromitować”

Internowani

W stanie wojennym, w Wielkim Tygodniu 1982 roku, tuż po zakończeniu rekolekcji wielkopostnych u dominikanów w Krakowie, Tischner został wysłany przez kardynała Macharskiego do obozów dla internowanych — kobiecego w Gołdapi i męskiego w Iławie — gdzie przetrzymywano część działaczek i działaczy Solidarności z Małopolski. Bez żadnego zezwolenia, zaopatrzony jedynie w list kardynała (który okazał się lepszy od jakiejkolwiek przepustki), przejechał całą Polskę, żeby zawieźć im życzenia i drobne upominki. Nawet na stacjach benzynowych (benzyna była reglamentowana) na widok listu od razu tankowano auto do pełna...

W archiwum sióstr klarysek w Starym Sączu zachowała się relacja księdza Tischnera z tych odwiedzin; krótko po powrocie spotkał się bowiem z siostrami, żeby wyjaśnić im, co się dzieje w kraju po wprowadzeniu stanu wojennego. „Nasze dotychczasowe spotkania”, mówił, „odbywały się w czasach bardziej optymistycznych. Dzisiaj, co prawda, optymizmu też nam nie brakuje, ale jest on niewątpliwie nieco trudniejszy”.

Tischner opisywał, w jakich warunkach mieszkają internowani i jakie panują między nimi nastroje . „Otóż patrząc tak całkiem zewnętrznie na sprawę, nie jest źle, jest nawet weselej niż tutaj. Ale kiedy się popatrzy od środka, to jest zupełnie odwrotnie. [W Gołdapi] panie przebywają w domu wczasowym, bez radia i telewizji, w lesie — dom jest otoczony siatką, bez drutu kolczastego, co prawda — i są pilnowane przez bardzo srogich pracowników polskiej służby więziennej. Komendantem obozu jest jakiś pan po studiach wyższych, historycznych. No i twierdzi, że większy on ma frasunek i utrapienie z powodu tych pań niż one z jego powodu. Ale sam fakt tego internowania jest bardzo tragiczny. Znajdują się tam bowiem panie, jak się to mówi, Bogu ducha winne, między innymi z naszych okolic krakowskich, z Andrychowa, matka dwojga dzieci — pięć lat i, zdaje się, trzy lata — która była w Andrychowie zwykłą prządką i doprawdy nie bardzo wiadomo, za co i dlaczego się ją tam przetrzymuje. Nastrój jest dosyć smętnawy. Ja tam niby przyjechałem tylko do kobiet z okolic Krakowa, z Małopolski, ale kiedy inne panie dowiedziały się, że jestem, usiadły na schodach i powiedziały, że się nie ruszą, dokąd się ze mną nie spotkają. No i parę słów tam do nich powiedziałem, w wielkim chaosie, bo nie byłem na to spotkanie tak za bardzo przygotowany”.

„W Iławie”, opowiadał dalej Tischner, „siedzi zarząd małopolski, oprócz tego Solidarność z okolicy Gdańska, Elbląga — około stu dwudziestu mężczyzn. Jest to normalne więzienie, jedynie regulamin mają nieco poluźniony. Polega to na tym, że mogą chodzić z cel do cel i wychodzić z celi, ile razy chcą. Ale że do tych cel prowadzą drzwi bez możliwości wsadzenia klucza od wewnątrz, tylko z zewnątrz, więc za każdym wyjściem trzeba wołać strażnika, żeby te drzwi otwarł, co stanowi pewien kłopot. Klawiszom się nie chce latać po celach. W ubiegłym tygodniu czy dwa tygodnie temu doszło tam do przykrego incydentu: przez nieporozumienie, a może przez zamiar jakiś dobrowolny, doszło do pobicia internowanych w jednej z cel. Z tego w tej chwili już jest dosyć duża awantura. Władze więzienne chcą raczej tuszować sprawę. Wmieszał się do tego bezpośrednio episkopat, była już delegacja dwóch biskupów w tej sprawie. No nie bardzo wiadomo, jak się cała sytuacja skończy”. Samo internowanie, opowiadał Tischner, nastąpiło „z powodu podejrzeń, że ludzie ci zamierzają przejąć władzę w Polsce. No, gdyby te podejrzenia się rzeczywiście sprawdziły, to należałoby tym ludziom wytoczyć normalny proces. Tymczasem tak nie jest. Zresztą nie bardzo wiadomo, w jaki sposób prządka z Andrychowa miałaby obejmować władzę w kraju”, ironizował.

W obu ośrodkach, relacjonował Tischner, miejscowi księża co niedzielę odprawiają mszę. W Iławie we mszach uczestniczyć mogą tylko internowani, więźniom nie pozwala się do nich dołączyć. „Na tych mszach dochodzi czasem do rozmaitych nieporozumień, ponieważ internowani poukładali rozmaite pieśni: »Nie będzie Sowiet pluł nam w twarz i dzieci nam tumanił...«. Więc ile razy zaśpiewają taką pieśń, to władze grożą, że nie pozwolą księdzu wejść do więzienia, ponieważ religijne przeżycia zamieniane są na manifestacje polityczne. W Iławie także początkowo nie chciano nas wpuścić do środka, ale po pewnych perswazjach komendant więzienia, troszeczkę nawet łamiąc regulamin, nadużywając swoich uprawnień, otwarł te bramy więzienia i myśmy tam weszli”.

Podobnie jak w Gołdapi, także w Iławie Tischner miał się spotkać jedynie z internowanymi z Małopolski. Jednak po półtoragodzinnej rozmowie w świetlicy jeden z działaczy zaproponował: „A może by tak ksiądz przeszedł się po celach?”. Tischner popatrzył na kapitana, ten machnął ręką. „Najwyżej mnie opieprzą”, powiedział, „wziął klucz i otwarł mi celę po celi, a ja wchodziłem i składałem życzenia tam przebywającym”. Na tym samym poziomie znajdowała się jedna cela dla normalnych więźniów. Kapitan otworzył ją także. „Siedziało tam trzech młodych ludzi, jest to bowiem w zasadzie więzienie dla młodocianych, największe w całej Polsce, około dwunastu tysięcy więźniów. Wszedłem tam, no i mówię, że ja tutaj w imieniu kardynała Macharskiego i własnym chcę im złożyć życzenia serdeczne na święta. Oni byli trochę zaskoczeni, że kardynał Macharski akurat o nich pamięta, ale najwyższy i najstarszy z nich powiedział: »Tak, tak, bo myśmy też są rzymskie katoliki«. Pytam potem tego kapitana, co to za jedni, a on mówi: »A napadli na ambulans pocztowy pod Olsztynem«. I takie to są te »rzymskie katoliki«, które siedzą obok internowanych”.

Tischner był pod wrażeniem determinacji tych, których przetrzymywano. „Jednemu z nich proponowano zwolnienie, byleby się zdeklarował, że nie będzie prowadził działalności związkowej. A on poprosił o dzień namysłu, po czym na drugi dzień powiada: »Panowie, nie mogę tego obiecać, bo ja jestem wybrany. Czy wy wiecie? Ludzie mnie wybrali. To jak ja mogę teraz powiedzieć, że nie będę, skoro oni mnie wybrali?«. Ma żonę trochę psychicznie rozstrojoną, dwoje dzieci — no i nie złożył tej deklaracji. Jest tam nadal”.

Pod koniec spotkania z siostrami Tischner powiedział kilka słów o swojej własnej sytuacji. Wspomniał między innymi o tym, że więcej ludzi niż w latach poprzednich zjawiło się na wielkopostnych rekolekcjach. „Na mnie to Pan Bóg przez strach nie za bardzo działa — chwalę Pana Boga, jak mi jest przyjemnie, jak się wyśpię — ale inni rozmaicie. Miałem w tym roku trzy serie rekolekcji. Zacząłem od Nowego Targu, żeby się trochę wprawić. No i tam gdzieś, powiedzmy, do dwóch tysięcy luda było w tym kościele nowym w Nowym Targu. Potem miałem rekolekcje dla pracowników nauki u Świętej Anny, gdzie znowu było dużo, tak do tysiąca pięciuset, bo wszystkie miejsca były zajęte. Natomiast, w Wielkim Tygodniu miałem u dominikanów rekolekcje »dla poszukujących«. Urósł niesamowity tłum, był pełny kościół — a to jest kościół, który może pomieścić więcej niż bazylika mariacka, bo on nie ma tyle mebli w środku — i jeszcze tam krużganki u dominikanów są zradiofonizowane. I to jest taka bardzo ciężka sprawa, bo jak dużo ludzi patrzy na człowieka, bardzo się udziela to napięcie psychiczne”.

Dla Tischnera, przyzwyczajonego, że na mszach jest komplet wiernych, a nawet że ludzie — jak u Świętej Anny — siadają tam, gdzie zwykle się nie siada (na bocznych ołtarzach), spotkanie z tak dużym tłumem słuchaczy było mimo wszystko doświadczeniem nowym. „Pod koniec już nawet tego psychicznego tarcia nie wytrzymywałem i gdyby nie to, że miałem tekst napisany, to bym powiedział, żeby się rozeszli, nie będziemy gadać. Ja jestem odporny, powiedzmy, na dwa tysiące. Dam rady dwóm tysiącom. Ale tam było gdzieś do pięciu tysięcy... To już za dużo na moje góralskie wymagania”.

 

opr. aw/aw

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama